jestem radosna i te róże dla Uleczki są dzisiaj też radosna

Popatrz Uleczko jak, jak radośnie się do Ciebie uśmiechają .
Najpewniej znasz już przyczynę mojej nieustającej radości, a tyle jej jeszcze pozostanie, gdy wszystko już do końca będzie przeprowadzone.
No to posyłam Ci Uleczku dzisiaj sporo całusków w ten zimowy, czy raczej pseudo zimowy czas. Wiem, że jesteś najprawdopodobniej teraz poza Poznaniem, u swojej Madzi i z Olcią – Żabcią na spacerkach zażywasz zdrowego powietrza. Niech te wspaniałe spacery przyniosą Ci wiele zdrowia i odpoczynku od pewnie też zadymionego smogiem Poznania, a Olci – Żabci uściśnij ode mnie łapkę, (buldożkowy pyszczek też możesz ucałować)
Jak widać, jesteśmy w pewnym sensie pod jednym względem na pewno podobne, każda z nas ma swoja Kochaną Madzię.
I tak niech już pozostanie 🙂
Bo cobyśmy bez tych naszych Kochanych Madź robiły???????
Wczorajszy etap remontowy skończył się tylko na założeniu szafki z lustrem w łazience ( oj, teraz już będę się mogła dokładniej przyjrzeć mojej fizjonomii), niestety potem pan Wojtek musiał jechać pozałatwiać różne sprawy, między innymi zakupić następne precjoza do mojej łazienki, więc popołudnie miała wolne, mogłam zrobić sobie zakupy, pooglądać TV, no i oczywiście odebrać nowo zamówiona sukienkę, którą mi przyniósł wczoraj kurier – będę miała pewnie całkiem niedługo okazję ją ubrać.
A dzisiaj od rana…znów zamęt we mojej łazience trwa i pewnie jeszcze na takiej zawierusze spędzę co najmniej 2-3 najbliższe dni, mam nadzieję, że w końcu pan Wojtek się upora z zakończeniem prac, bo pod koniec tygodnia, może w sobotę, może w niedzielę zapowiedział się z wizytą Maciek i chciałabym się pochwalić dokończonym już dziełem.
Nie mam nic przeciwko panu Wojtkowi, ale chciałabym już sobie spokojnie pomieszkać, bez zgrzytu wiertarki i bez stuków od młotka.
Wszak niedługo będzie już cztery tygodnie tego remontu – może to już czas na koniec tych „atrakcji”????
No dobra, niecierpliwa może jestem, ale przyznam się tak po cichu, że już trochę mam dosyć.
Ale jak to kiedyś pisałam? każda żmija kiedyś przemija, więc koniec remontu też wreszcie już niedługo nastąpi, bo ile można?????
I tak miałam szczęścia, że „zaliczyłam” tylko końcówkę tych remontowych perturbacji, a najgorszą, najbardziej ekspansywną jej część śledziłam tylko z oddali.
Zresztą nie pierwszy raz przeżywam takie stresy, pamiętam czas jeszcze na Smoleńsk, gdy popękały rury w łazience i administracja przyszła je wymieniać – wtedy zrujnowano mi całą podłogę i nikt się nie przejmował moimi płytkami, a ja przez ten cały czas, chyba też około 2-3 tygodni, byłam nieszczęśliwa, czułam się tak, jakby jakieś nie wiadomo jak wielkie niebezpieczeństwo nade mną wisiało. I w dodatku nie mogłam się kąpać, myłam się tylko niczym ten kot łapką, w dodatku to było dosyć upalne lato, tak więc naprawdę miałam wtedy powody do niezadowolenia.
No i co? – jakoś wtedy przetrwałam, więc teraz będzie podobnie, z tym, że wtedy niestety musiałam się borykać z tą rujnacją łazienki, teraz miałam okazję wyprowadzić się na ten najbardziej zagrożony hukiem, wyrczeniem i unoszącym się pyłem, więc czemu jeszcze teraz narzekam?
W porównaniu z tamtym remontem, dzięki gościnie Magdy i Jacka, miałam naprawdę prawdziwy komfort.
Malkontentka jestem i tyle.
Jeszcze jedna dobra strona tego remontu jest to, że mogę zapełnić swój blog czymś przyjemniejszym, niż polityka, mam nadzieję, że całkowicie Was nie zanudziłam……
Ale jeszcze wszystko przed Wami, jeszcze trochę Was ponudzę swoją „never ending łazienka story”, (bez przesady Ewuniu, koniec tego szalonego remontu chyba wkrótce już nastąpi i pozostanie tylko „past łazienka story”), a na politykę też pewnie przyjdzie czas, zwłaszcza, że ostatnio wiele się w niej dzieje.
Mam takie wrażenie, że Pis pomalutku szuka sensownego sposobu wycofania się z tego nawarzonego przez siebie piwa, jaką była ustawa kagańcowa i chociaż wciąż jeszcze butnie się stawiają, coraz bardziej widzą, że przegrywają, tym bardziej, że Unia nie pozwala sobie na takie coraz bardziej aroganckie igraszki i zaczyna grozić sankcjami, a to oznacza brak pieniędzy, bez których rząd się nie utrzyma długo przy władzy.
No cóż, Kaczyński postawił na młodych, niestety niekompetentnych i trzeba powiedzieć całkiem chamowatych ludzi, nie liczących się z niczyim zdaniem, ich opinia według nich jest jedynie słuszna, a to może prowadzić tylko do katastrofy.
Zobaczymy, jakie skutki wynikną z dzisiejszego spotkania naszego niby prezydenta z opozycją. Czy dojdzie do wniosku, że lepiej się wycofać, mimo, że wtedy zdecydowanie zadrze z Pisem, który może wycofać jego poparcie, czy jednak zaryzykować podpisanie tej ustawy, narażając się z kolei na prawie pewną odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu, który nad nim wisi, tym bardziej, że wcale jego reelekcja na stanowisko prezydenta RP nie jest wcale taka pewna.
No i najważniejsze, co postanowi rząd, czy nadal będzie brnął w ten labirynt głupoty politycznej????
Czas wszystko pokaże.
A jednak nie wytrzymałam, musiałam coś o polityce napomknąć 🙂

Rano obudziło mnie słoneczko, tak bardzo mnie ono ucieszyło, tym czasem znów chmury Kraków zaczynają okrywać, może jednak ono dzisiaj jeszcze rozjaśni krakowskie niebo??
Milutkiej środy dla Wszystkich.