bardzo mglista sobota

Raczej nieciekawie jest za oknem, mgliście, wietrznie i do niczego.
Dzisiaj w Warszawie odbędzie się marsz protestacyjny 1000 tóg, w którym będą brali udział również i przedstawiciele prawa z innych krajów.
A jedna nadgorliwa pisowska sądowa prezeska z Elbląga zarekwirowała wszystkie togi i zamknęła je w szafie, aby przypadkiem któryś z sędziów nie zechciał jej dzisiaj użyć do niezgodnych z jej poglądami czynów – ot tak poddańczo wygląda pisowska poprawność – czytaj lizusostwo.
A państwo nie jest wcale własnością Pisu, a togi nie są wcale własnością pani prezes, a jej poglądy są tylko czysto jej własnymi poglądami, które nie mogą lekceważyć i niweczyć innego niż pisowskie postrzeganie świata, nie można na siłę swojej polityki nikomu narzucać. . Ale pani prezes teraz jest według niej w prawie, a kiedyś za to właściwie bezprawie odpowie, dziwne, że tego się nie obawia? taka pewność siebie nie jednego człowieka już zniszczyła!!!!!!
A ja sobie nadal tkwię w tej Modlnicy i jakoś układam swoją codzienność i chociaż nie mam prawa narzekać, jednak za swoim mieszkaniem tęsknię.
Dzisiaj będzie wesoło, bo przyjechała Kamila z Shiranem i zapowiada się bardzo przyjemny rodzinny wieczór, Shiran juz zapowiada kuchenne szaleństwo na wieczorową kolację. Na razie zbierał wywiad,kto jakie potrawy lubi najbardziej i będzie dostosowywał wieczorne smaki do gustów domowników. Z mną mogą być trochę kłopoty, bo jak już pisałam, mój brzuch ostatnio bardzo źle traktuje różne dziwne przysmaki, ale to ja muszę się do nich dostosować, a nie odwrotnie. Jakby co, mam swój ulubiony chlebuś Bochenek, bo z krewetkami, które są przewidziane jako dzisiejsze menu mam dosyć przykre doświadczenia.
Ot, czasami tak bywa, że oczy by jadły, żołądek niekoniecznie.

Jestem w wielkim szoku po ostatniej katastrofie ukraińskiego samolotu pasażerskiego, wskutek podobno przypadkowego zestrzelenia go na terytorium Iranu, nie daleko miejsca startu samolotu z lotniska w Teheranie.
Straszne jest to, że z powodu lekkomyślności jakiegoś człowieka, który nie sprawdziwszy jaki to leci samolot, czy wojskowy, czy pasażerski, nieopatrznie wystrzeli rakietę i pobawił 176 osób życia.
Pierwotnie Iran nie przyznawał się do zestrzelenia tego samolotu, ale wobec licznych dowodów, w tym filmiku ukazującego moment ataku rakiety na samolot, musieli przyznać się do tego mam nadzieję, że tylko błędu, a nie celowego odwetu za ostatnie rozgrywki wojenne pomiędzy USA a Iranem.
Wyobrażam sobie, co musieli przeżywać te osoby będące wówczas na pokładzie tego samolotu, gdy nagle stanął on w ogniu i już wiadomo było, że skazany jest na rozbicie się, to było bardzo trudne i tragiczne dla nich
4 – 5 minut , gdy wiedzieli, że zegnają się z życiem.
Ale i dla rodzin tych zabitych osób nadszedł bardzo ciężki czas, czas rozstania na zawsze i z nimi teraz jestem moim całym sercem i moimi myślami.
STRASZNA TRAGEDIA!!!!!!!

Ale życie pędzi naprzód, przed nami niezbyt pogodowo ciekawy weekend, ale jutro będzie niezwykle gorący dzień, ze względu na rozpoczynającego się już we wczesnych godzinach rannych 28 już Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Oj, znów się będzie działo!!!!
Byleby tylko nie było takich tragicznych wydarzeń, jak rok temu w Gdańsku, gdy podczas Światełka do Nieba zginął z rąk zamachowca prezydent Gdańska, śp. Paweł Adamowicz.
To już nie może się powtórzyć!!!!! NIGDY!!!
To ma być święto nas wszystkich, radość niesienia pomocy innym!!!!!
Miłego odpoczynku dzisiaj, a jutro miłego świętowania

ogary poszły w las…….

a wściekłe psy gończe CBA tropią senatora Grodzkiego, nie przebierając w coraz bardziej podłych sposobach
Bo niby CBA jest w mocy śledzenie wszystkich czynów korupcyjnych, ale namawiania ludzi do donosów na człowieka, na którego nie mają żadnych haków, żadnych dowodów jest po prostu politycznym kur….twem.

Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie – powiedzenie (maksyma) z okresu PRL, przypisywane prokuratorowi ery stalinowskiej w ZSRR,  Andriejowi Wyszyńskiemu. Powiedzenie to zostało nazwane jednym „z najbardziej społecznie popularnych, przygnębiających i oddających powszechną bezbronność wobec niesprawiedliwego sądu powiedzonek charakteryzujących wymiar sprawiedliwości we wszystkich krajach rządzonych przez komunistów
Jest to dowód na całkowite upolitycznienie służby, mającej za zadanie służyć dobru całego państwa, a nie tylko jednej rządzącej partii.
PIS niszczy człowieka tylko dlatego, że stanął on na wysokim senackim stanowisku i odważył się upominać o prawdę.
Ktoś kiedyś zarzucił mi, że wyznaję stalinowskie zasady, w jakim błędzie jest ten człowiek, skoro nie widzi, że to rząd iście stalinowskie metody wobec ludzi stosuje, no ale do tego trzeba być niestety człowiekiem inteligentnym, a nie pisowskim gburem.
Jaki to smutny zrobił się nasz kraj, w którym szczucie człowieka na człowieka jest normą.
Jaki to jest dziwny kraj, niby unijny, a lekceważący przybywającą do niego Komisją Wenecką, mającą na uwadze regulowanie praworządności w kraju unijnym. Marszałek Sejmu nie znalazła czasu na rozmowę z przedstawicielami Unii, tym samym pokazując swój i także całego rządu stosunek do paktu, do którego przecież dobrowolnie i przy zdecydowanej większości Polaków kiedyś przystąpiliśmy. Rząd z panią Marszałek na czele traktuje Unię tylko jako maszynkę do rozdawania pieniędzy, a nie jako jedność i przestrzeganie praw, do których się kiedyś zobowiązaliśmy.
Zresztą wystąpienie na forum Unii pani Beaty Kempy świadczy o tym, że stanowczo nie nadaje się ona piastować odpowiedzialnego stanowiska europosła, skoro zasad panujących w Unii nie rozumie i nie respektuje.
Zresztą i pozostali pisowscy europosłowie również do swych ról w Europarlamencie nie dorośli, chyba, że jedynym ich zadaniem, które było im wyznaczone przez prezesa Pisu, było rozwalenie Unii od wewnątrz.
Wobec wszech panujących bardzo niebezpiecznych w świecie politycznych rozgrywek stajemy nie tylko coraz bardziej odosobnieni od jedności i od ewentualnej pomocy, ale stajemy się krajem dziwnym, wręcz dzikim, stawiającym swój byt na krawędzi przepaści, zwłaszcza przy popieraniu nie do końca odpowiedzialnych sojuszów.
I znów takie moje porównanie: kiedyś stawialiśmy na nierozerwalny sojusz z ZSRR i dokąd z tym sojuszem doszliśmy? Teraz stawiamy na sojusz z nieodpowiedzialnym Trumpem, którego decyzje nawet w jego własnym kraju nie są dobrze postrzegane, a które Polsce mogą przynieść następne tragiczne skutki.
Czy to wszystko nie jest już wystarczającym dowodem na to, że trzeba wymienić rząd, wprowadzić sprawiedliwe i niezawisłe rządy, zawierać dobre i wypróbowane Sojusze i znów wrócić na drogę prawdziwej demokracji???
Przyszła pora na głośne i zdecydowane NIE DLA PISU!!!!!
Bo jednak nadal zdecydowanie jest w Polsce więcej przeciwników, niż ich zupełnie nierozgarniętych politycznie popleczników.
Wiem, nie jest łatwo takiej zmiany dokonać, ale wciąż mam nadzieję, że najbliższe wybory nie pisowskiego prezydenta przyniosą kolejne zmiany, w tym upadek tego wrogiego w sumie Polsce rządu, a raczej powiedziałabym nierządu pisowskiej nacji.

Dzisiaj mój kolejny dzień w Modlnicy, już piąty z kolei, to jeszcze nawet nie połowa mojego pobytu, ale……wciąż nie jest źle.
Pogoda jako taka, czyli ani zima, ani wiosna, nawet nie jesień, chociaż na szczęście nie pada dzisiaj już deszcz.
Dzisiaj rozpoczynamy weekend, więc miłego piątku i na te następne dni odpoczynku.

deszcz

Od samego rana deszcz leje jak z cebra. Nie napawa mnie to wcale optymizmem, ale jakoś żyć trzeba, nie zawsze słońce może świecić
Wczoraj miałam telefon od pana Wojtka z relacjami z przeprowadzanego remontu – wszystko idzie pomału do przodu, ale niestety trochę to potrwa.
Bardzo dobrze jest mi tu w Modlnicy, ale już chciałabym być u siebie w domku. Kiedyś mi się wydawało, że samotność mi nie służy, a jednak teraz nie bardzo potrafię przez dłuższy czas żyć wśród tylu ludzi naraz. Nie, nie narzekam, ale są pewne moje przyzwyczajenia, które teraz muszę odłożyć nieco na bok, bo jednak jestem tu tylko gościem i muszę się liczyć z domownikami i ich zwyczajami, co przy moim, przyznaję się, egoizmie czasami mnie męczy. No cóż, życie to wieczny kompromis i te 2 tygodnie muszę jakoś z tym się uporać. Największy mój problem to nawet nie jest brak do dostępu do telewizji ( w sumie mogę seriale oglądać na laptopie, chociaż internet tu czasami działa jak ten ślimak), ciągle mam obawy, żebym nie była zbytnim obciążeniem dla domowników i za bardzo im nie przeszkadzała w ich codzienności, za bardzo im nie narzucała swojej osoby.
Bo ciocia to jednak tylko ciocia, a nie domownik.
Oj nie ma to jednak, jak na własnych śmieciach.
No i te dojazdy do Krakowa też nieco mnie przerażają, bo jak wiecie, nie jestem zmotoryzowana i muszę liczyć na Magdę, albo na taxi.
Ale wszystko się jakoś ułoży, mam nadzieję, że te 2 tygodnie jakoś mi zleci i znów będę niepodzielną panią swojego losu.
Jak widać z nie najlepszym nastawieniem do życia dzisiaj się obudziłam, więc nie będę Was dłużej męczyła swoimi wywodami.
Dobrze jest, jak jest, mam ciepło, głodna nie chodzę i co najważniejsze wciąż mam dostęp do łazienki, co w czasie remontu na Szymanowskiego byłoby niemożliwe, tam trwa obecnie rujnacja.
Oj biedni ci moi sąsiedzi, biedni…….
Mimo deszczu miłego czwartku życzę, deszcz tez kiedyś przecież przestanie padać

jaki to dzień dzisiaj mamy?????

Oczywiście, że środę i……wiadomo, dzisiaj muszą być róże dla Ulki 🙂
A to jest tak oczywisty fakt, że nawet Anna 19 we wczorajszym komentarzu o dzisiejszej środzie mi przypomniała. Dziękuje Aniu, serdecznie Cię pozdrawiam, ale pewnie i tak bym o tych różach nie zapomniała jednak.
To już drugi raz w tym roku, gdy ofiaruję je z pozdrowieniami i całusami, co prawda w tej chwili nie z Krakowa, ale z Modlnicy, która tylko o krok od Krakowa leży, a tam z gościny właśnie korzystam w domu Magdy i Jacka i muszę przyznać, że jest mi wspaniale.
Pozdrawiam Cię serdecznie Uleczko i nawet parę słonecznych promyków posyłam z nadzieją, że do wiosny coraz bliżej.

Jak to mówił Wyspiański w „Weselu”  Niech na całym świecie wojnabyle polska wieś zacisznabyle polska wieś spokojna…………
Cicho i spokojnie jest rzeczywiście w tej Modlnicy, ale niestety wieści ze świata mogą niepokoić.
Niestety nadal pieniądze światem rządzą i są one zarzewiem wszelakich konfliktów, a ten ostatni na linii USA – Iran robi się coraz bardziej niepokojący, wciąż wisi nad nami groźba, że rozwinie się on na cały świat wielką pożogą, również na kraje wcale nie do końca tymi niepokojami zainteresowanymi.
Każde nierozważne posunięcie kraju nie objętego bezpośrednim zaangażowaniem w tę wojnę, czyli na przykład poparcie w tym przypadku USA, może się dla takiego kraju tragicznie skończyć, dlatego Polska powinna szczególnie unikać jakiegokolwiek udziału w tym konflikcie, co widząc działania naszego nieudolnego i bardzo proamerykańskiego rządu, niestety może wprowadzić nasz kraj w ogromne tarapaty, czego właśnie najwięcej się obawiam. Na pewno nie można powiedzieć, że obecna polska dyplomacja będzie sobie mogła poradzić z tym problemem, każda podjęta do tej pory ich decyzja jest wadliwa i rykoszetem na Polsce się odbija. Tak to jest, gdy nieodpowiedni ludzie dostają władzę, którą nie potrafią wykorzystać dla dobra kraju, za to do cna wykorzystują ją dla własnych interesów, pozostawiając po sobie tylko pył.
Jesteśmy krajem, który coraz mniej się w świecie liczy, jesteśmy coraz bardziej osamotnieni i co gorsze, robimy wszystko, by to osamotnienie jeszcze pogłębiać.
I smutne jest to, że tylu ludzi w Polsce wciąż tego nie widzi.
A że nie widzi to wiem z głupich komentarzy, które czasami jakiś mało rozgarnięty człowiek u mnie w blogu umieszcza, a które to komentarze oczywiście likwiduję, z politowaniem patrząc na tego, który takie bzdury wypisuje.
Pewnie znów mnie zaszczyci dzisiaj, czy jutro następnymi inwektywami, ale jestem ponad to, wreszcie półgłupków w Polsce też trochę musi być, inaczej taki Pis nie dostawał by takiego poparcia. Ale na to, że się opamięta nie ma co liczyć, wszak nie każdy musi być inteligentnym człowiekiem, widzącym świat trochę innym, niż głosi propaganda.
Jak to było w tym kawale: prosty żołnierz do dowódcy: Panie sierżancie, fama głosi, że idziemy do cywila, na co sierżant odpowiedział prostymi słow ami: powiedzcie famie, by nie pie……..liła (sorry za brzydkie słowo, ale takie użyte było właśnie w tym kawale)

Słonko za oknem świeci, śniegu troszeczkę na polach leży, przynajmniej tutaj w Modlnicy widać, że zima trwa.
Milutkiej środy

na przymusowym”wygnaniu”

Wczoraj walizki spakowałam i przeniosłam się na ten czas remontu do Modlnicy i tu będę oczekiwała na rezultaty działalności pana Wojtka.
Ponieważ wczorajszy dzień był świąteczny, nie wypadało się więc bardzo tłuc. Pan Wojtek przyszedł około 9 rano, wypiliśmy wspólną kawkę, doszczególniając jeszcze ostatnie pomysły z remontem związane i podczas gdy ja pakowałam swoją walizkę pan Wojtek rozmontował kabinkę, rzeczywiście podłoga brodzika już była dziurawa i nadawała się tylko do wyrzucenia , „chińszczyzna” tym razem nie zdała egzaminu.
Koło południa pan Wojtek zapakował mnie i moje bagaże do samochodu i wywiózł mnie do Modlnicy, gdzie jak zwykle miło mnie przywitali. Mam nadzieję, że nie dam im za bardzo w kość?
I co tu jeszcze ciekawego napisać. Na razie nie odwiedzam mojego domu, o co poprosił mnie pan Wojtek, bo teraz tam trwa największy bałagan związany z kuciem ścian i podłóg, więc tylko kurz i pył wszędzie się roznosi, a i pan Wojtek też musi się skupić na tym, co robi, więc tylko bym przeszkadzała. Całe szczęście, że nie muszę wdychać tego pyłu i nie muszę słuchać odgłosu remontu, tu w Modlnicy mam zapewniony przynajmniej spokój. Biedni tylko inni domownicy z tej kamienicy, ale w sumie pamiętam, że jeszcze nie tak dawno sama zżymałam się na wszelkie odgłosy wiertła i młotków, rozlegające się z innych mieszkań. Tak to już jest, dzisiaj remontują u mnie, jutro u kogoś innego……. Ce la Vie.
Dzisiaj czekam tylko na telefon od pana Wojtka, tak umówiliśmy się, że każdego dnia będzie mnie informował o swoich poczynaniach przy remoncie.
Mam nadzieję, że nie zadzwoni do mnie właścicielka z pretensjami???
A za oknem piękny i słoneczny dzionek, lekko zimowy, bo tylko resztki śniegu na ziemi leżą, więc znów mamy taką nietypową zimę, co akurat mnie cieszy.
Mam tutaj świetne towarzystwo dwóch piesków, z którymi mogę się od czasu do czasu pobawić i chociaż na chwilę zaspokoić swoją tęsknotę za czworonogami.
Będę starała się przekazywać dalsze dzieje mojego remontu, jakoś Wam nimi pewnie te 2 tygodnie zapełnię
A na razie życzę miłego piątku.

święto Trzech Króli

Mędrcy świata, monarchowie,
Gdzie spiesznie dążycie?
Powiedzcie nam trzej królowie,
Chcecie widzieć Dziecię?


Dzisiaj ostatni dzień rodzinnego czasu BOŻONARODZENIOWEGO.
Od jutra już nadchodzi normalny czas, mniej świąteczny, mniej rodzinny, bo każdy już do swoich normalnych czynności powraca, powraca do tak zwanej codzienności.
Ale jeszcze wspomnieniami wciąż będziemy tkwić przy prezentach, przy choince, przy kolędzie i tej wspaniałej rodzinnej atmosferze, która nas jeszcze niedawno otaczała swoim magicznym ciepłem.
Wczoraj dostałam bardzo miłego maila od mojego Kuzyna Andiego z podziękowaniami i z załączonymi zdjęciami, przypominającymi te miłe chwile u spędzone w Magdy Jacka domu.
Jacy byliśmy wszyscy radośni i uśmiechnięci. Pozostawiliśmy na ten czas wszystkie swoje mniejsze i większe troski i cieszyliśmy się, że możemy być przez ten niestety krótki, ale jakże wspaniały czas razem.
Tym razem na tym spotkaniu były już cztery pokolenia naszej Rodziny, najstarsi Andy Judy i Ja, następne pokolenie to Magda z Jackiem i Basia z Pawłem, następne to całkiem już dorosłe „dzieci” Matylda, Oliwia, Staszek, Jasiek i Ksawery z Dianą no i najmłodsze pokolenie to już córka Ksawra i Diany – Zelda.
To niesamowite, że dzięki zaproszeniu Magdy i Jacka mogło się dokonać takie czteropokoleniowe spotkanie, co musicie sami przyznać, często się jednak tak nie dzieje, jest to jednak dosyć podniosły rodzinny moment i wszyscy uczestnicy tak go właśnie odczuli.
A dzisiaj do mnie co prawda Trzej Królowie nie przybędą, ale za to przyjdzie Pan Wojtek, aby rozpocząć przygotowania do remontu.
Pewnie, że byłam duchowo przygotowana na ten moment, ale przyznam, że gdy wczoraj wieczorem pan Wojtek zatelefonował do mnie z potwierdzeniem przybycia, troszkę jednak się zestresowałam.
Już tak mam, jest to nie całkiem ode mnie zależne, mimo, że rozum podpowiadał: dobrze zrobiłaś, że się zgodziłaś na ten remont, teraz po prostu trzeba sobie powiedzieć : niech się dzieje.
Ale co robić, taki nerwus ze mnie już jest, co oczywiście częstymi wizytami w łazience przypłaciłam.
Ale dzisiaj jest już OK.
Tylko niestety przymusową pobudkę miałam już o czwartej rano, już potem nie udało mi się usnąć, mam nadzieję, że jakoś do wieczora wytrwam.
Tylko jeszcze dzisiaj obgadam szczegóły z panem Wojtkiem, wręczę mu klucz od mieszkania i kod do bramy i,….przenoszę się do Modlnicy na czas remontu, ale to dopiero chyba jutro. Jeszcze ostatnią noc spędzę na swoim tapczaniku, potem tylko będę o nim wieczorem sobie marzyła, oczywiście o mojej ślicznej, nowej łazieneczce też.

Życzę Wszystkim miłego świętowania. Mam nadzieję, że Trzej Królowie przyniosą nam w darze, co prawda nie złoto, kadzidło i mirrę, ale to, na co z nadzieją czekamy, czyli wolność i pełną demokrację w Polsce, a na świecie spokój i całkowite wyciszenie konfliktów na linii USA – Iran i zapewnienie, że w najbliższym czasie do żadnych wojennych rozruchów jednak nie dojdzie. Bo pokój i bezpieczeństwo naszych dzieci i nas samych jest teraz priorytetem dzisiejszych niespokojnych czasów i o to będziemy dzisiaj się modlić w tym świątecznym dniu.
Miłego i spokojnego dnia.

zimowa niedziela

Podobny obraz

komu marzy się taka pięknie zimowa niedziela?
Przyznaję, mi nie, wcale za śniegiem nie tęsknie i z radością patrzę na Park, w którym nawet ślad po śniegu nie pozostaje.
Smutno i pusto nieco w tym Parku, na placu zabaw nie ma dzieci, nie słychać roześmianych głosików, ale to już niedługo.
Jeszcze tylko trochę stycznia, luty (będzie trzeba podkuć buty), marzec, może tez nie koniecznie śnieżny i już wiosnę będziemy mieli i znów mój Park będzie mnie cieszył.
Więc tęsknie przez okno spoglądam i……. pomalutku nastawiam się już na jutrzejszy dzień, w którym pan Wojtek zawita u mnie w mieszkaniu z łazienkowymi akcesoriami.
Jeszcze tylko jedna kąpiołka w starym brodziku ( zresztą o mało co dzisiaj się nie wywaliłam przy wychodzeniu z niego, źle po prostu wymierzyłam lądowanie) i……….. już niedługo takich kłopotów nie będę miała, a kąpiel pod prysznicem będzie wprost radosną rozkoszą.

Wczoraj na Netflixie oglądałam bardzo interesujący, nieco sfabularyzowany, a nieco reporterski, wzbogacony autentycznymi zdjęciami i filmikami z tamtej epoki, serial „Ostatni carowie” – historia Cara Mikołaja II i jego rodziny od czasu jego koronacji po śmierci jego ojca aż po tragiczne zakończenia, po tragiczną śmierć przez bestialski mord całej rodziny w piwnicy posiadłości w Jekaterynburgu , do którego podstępnie rodzina cara została wywieziona. W tym serialu uwypuklone są wszystkie źle podjęte decyzje przez cara, który właściwie zawsze zdecydowanie liczył się z podpowiedziami innych, nie zawsze jednak mądrze mu doradzających, ale w pewnym sensie car w jakiś sposób był od nich uzależniony, bądź to w rodzinnym wymiarze, bądź wynikających z sytuacji, z których nie potrafił się wyplątać i im się przeciwstawić.
Trudno jednoznacznie ocenić samego cara, na pewno był on politycznie zagubiony, zresztą w momencie, gdy pozostał on powołany na tron carski sam czuł, że nie jest jeszcze wcale do tej roli przygotowany i nie będzie umiał podejmować samodzielnych decyzji. Z drugiej strony był człowiekiem niezwykle rodzinnym, dla niego los żony i dzieci miały najważniejsze znaczenie i w wielu przypadkach to też było przyczyną złych jego decyzji, na przykład dał zbyt wielką możliwość podejmowania politycznych decyzji charyzmatycznemu mnichowi Grigorijowi Rasputinowi, ulegając sugestii carycy Aleksandrze, że tylko Rasputin może wyleczyć ich chorego synka Aleksieja,przyszłego ewentualnego cara Rosji, z choroby hemofilii, co oczywiście owocowało w coraz gorszych decyzjach, a co z tego wynikało, coraz większym niezadowoleniem robotników i chłopów i w późniejszym etapie zaowocowało to powstaniem bolszewickich partii, które doprowadziły carat do całkowitej zagłady.
Bardzo ciekawie poprowadzony był też w tym serialu wątek historii podającej się za córkę cara Mikołaja niby ocalonej z tej krwawej egzekucji Anastazji, jej historia sięga lat siedemdziesiątych poprzedniego wieku, jednak w ostateczności okazało się, że dziewczyna podająca się za Anastazję była zwyczajna oszustką , jedną z reszta z licznych, próbujących wyciągnąć korzyści materialne z tej smutnej historii rodu Romanowów.
W kolejnych latach szczątki rodziny cara Mikołaja zostały odnalezione ( w tym również i szczątki Anastazji, która również z rodzicami zginęła) doczekały się po wnikliwych badaniach DNA rozpoznane, a po 80 latach od daty tej krwawej egzekucji dokonano uroczystego, państwowego pochówku z wszystkimi przynależnymi carowi honorami.
Naprawdę bardzo ciekawy serial, kto posiada dostęp do Netflixu – polecam.
Chociaż przyznam, ze nieco później bałam się zasnąć, żeby ta cała filmowa trauma mi się po prostu nie przyśniła.
Dzisiaj poszukam sobie jakiegoś innego, mniej krwawego serialu na Netflixie, tym bardziej, że w rodzimej TV wielka bryndza, jak zwykle w niedzielę.
Życzę samych przyjemnych niedzielnych chwil, tym bardziej, że jutro też będzie świątecznie – uroczyście zakończymy obchody Świąt Bożego Narodzenia wesołym kolędowaniem.

nadciąga cyklon Fabian

Dziwne, że te wszystkie cyklony i inne tajfuny mają zawsze takie bardzo przyjemne i słodkie imiona, chociaż dają się one nam we znaki i przynoszą wcale niekorzystne, szczególnie dla zdrowia zmiany.
Raczej bym je nazwała Belzebub, albo Lucyfer, od razu człowiek wiedziałby, że nie ma się czego dobrego w najbliższym czasie spodziewać po nadchodzącej pogodzie.
A właśnie nad Europę, czyli również i nad Polskę nadciąga taki „Lucyfer”. który przyniesie zawieruchy, śnieżne burze i okropne, urywające głowy wiatry.
I ja to już wiem, bo od wczoraj żadne przeciwbólowe leki na mnie nie działają, a co gorsze, nie dość, że dotąd miałam kłopoty z lewym kolanem, od wczoraj prawe kolano też zdecydowało mi się bardzo dokuczać, tak więc jestem prawie unieruchomiona.
Ale szybciutko muszę iść rano na zakupy, przynajmniej na te 3 najbliższe świąteczne dni jakieś pieczywo chociaż muszę kupić, bo podobno śnieżyca ma przyjść już około piętnastej.
W PO też mały „huragan” nastąpił, bo jednak Grzegorz Schetyna zdecydował nie kandydować na szefa swojej partii, co pewno bardzo zadziwiło wielu zwolenników tej partii, ale też zdecydowanie zaniepokoiło prawicową stronę, widać, że coraz bardziej czują się niepewni na swoich stołkach i bardzo obawiają się nowego przywódcy PO, który może okazać się bardziej radykalny, niż Schetyna, co bardzo może zaważyć nie tylko na przyszłych prezydenckich wyborach, ale przede wszystkim na kontynuacji obecnej władzy.
A z ciekawych dla mnie kandydatów jest przede wszystkim Borys Budka, który chyba ma największe szanse na zdobycie tego stanowiska, ale również i dobrym wyborem byłby Bartosz Arłukowicz, czy Radosław Sikorski – oni przynajmniej wiedzą w jaki sposób tę partie na nowo wskrzesić. Na pewno wszystkie te działania będą pod cichą kontrolą Donalda Tuska, który może nie tyle będzie im narzucał swoje rozkazy, ale będzie mądrym doradcą, bo jednak trzeba przyznać, że coby kto nie powiedział o Donaldzie złego, jest on wytrawnym i szanowanym w świecie politykiem, mającym świetne rozeznanie i doświadczenie w tej bardzo trudnej i nieco pokrętnej dziedzinie naszego życia.
Dlatego wierzę w całkowitą odnowę i przemianę mojej ulubionej partii PO, na którą na pewno wkrótce znów zagłosuję, o ile oczywiście znów po takim zrywie nie popadną w następny marazm, w jakim tkwią obecnie.
Jest to jednak jedna najbardziej sensowna partia w Polsce, bo niestety Lewica po krótkim liftingu znów gdzieś zaczęła zanikać.
Niestety to lewicowe trójporozumienie nie do końca było dla nich takie szczęśliwe, widać, że nie bardzo się jednak dogadują.
A ja liczę na „młodzież”, bo chociaż niecałkowicie są już w takim przedziale wieku, ale właśnie jest to najlepszy okres w życiu , gdy jeszcze można coś zmienić, coś ciekawego zrobić – teraz to jest ich czas i niech przynajmniej teraz dobrze go wykorzystają, a Polska wreszcie ruszy z posad.
Bo czy ktokolwiek z Was widzi jakieś inne sensowne wyjście?
Można ewentualnie pomyśleć o powstaniu całkiem nowej partii, ale widać było, jak ostatnie poczynania nowo powstających partii są bardzo krótkotrwałe: mam na myśli Nowoczesną, czy Wiosnę – to partie które na bardzo krótko zabłysnęły na firmamencie samodzielności partyjnej i szybko zostały wchłonięte przez inne partie, niestety gubiąc po drodze swoje wartości, które tak szumnie głosili.
Liczę więc na nowo odrodzone PO i widzę jakąś nikłą, bo nikłą, ale jednak nadzieję dla Polski znów w Europie.

A my dzisiaj rozpoczynamy nieco dłuższy, bo trzydniowy weekend, jako, że poniedziałek jest też dniem świątecznym, a od niedawna też dniem wolnym od pracy.
No i właśnie, co nam ten weekend przyniesie? Bo według niektórych prognoz ma być zimno i śnieżnie, według innych ten dzisiejszy dzień ma być tylko takim pogodowym incydentem, po którym znów nadciągają cieplejsze i całkowicie nie zimowe dni.
Politykom nie można wierzyć, prognozom pogody też nie można wierzyć….
Ech, można już całkowicie się pogubić.
Ale i tak miłej soboty życzę.
A tym na górskich stokach dobrego śniegu pod nartami życzę

no właśnie, wypada coś dzisiaj napisać

chociaż dzisiejszy poranek tak właściwie na niczym mi zleciał.
Chyba za długo mi się spało, ale sny miałam tak miłe, że wcale nie miałam zamiaru się za wcześnie obudzić.
Ale w związku z tym mam pewnie dzienne zaległości, w tym i te w pisaniu blogu.
Wczoraj dosyć obszernie opisałam swoje duchowe przygotowania do tego ważnego wydarzeniu w moim życiu, które ma już w następnym tygodniu nastąpić, wiec chyba nie ma już co do tej sprawy wracać.
Będzie jak będzie, jak być musi, nic teraz nie będę zmieniała, już nie pora na to. Podjęte plany trzeba po prostu wykonać, nawet gdy ma się pewne wątpliwości.
Jakoś dosyć spokojnie do nich dzisiaj już podchodzę, wyłączyłam nerwy i staram się po prostu o tym nie myśleć
Tak najlepiej – tak najwygodniej.
Mam nadzieję, że Boża Opatrzność nade mną czuwać będzie.
A jeżeli wierzę w życie pozagrobowe (a w nie jednak chcę wierzyć), to też wierzę, że i moja „niebiańska” Rodzina, czyli Mama, Tata, Siostra, Brat też mi pomogą jakoś ten czas przetrwać.
Zresztą, co tu mówić, niejednokrotnie pomoc z ich strony nie jeden raz odczułam.
A może kiedyś i mi przyjdzie komuś z „ziemskie” Rodziny pomagać, gdy tylko dostane się do Nieba?. Bo mam nadzieję, że jednak tam kiedyś się znajdę, innej możliwości nie widzę.
I tu weszłam na jakieś parapsychologiczne tematy, kto wie, ile w tym wszystkim jest prawdy, ale o tym przekonamy się, lub nie, dopiero po naszej śmierci.
Bo to takie trochę trudny temat do opanowania: z jednej strony, niby gdzie Ci wszyscy którzy odeszli mogą się pomieścić w niebieskich przestrzeniach, a z drugiej strony, jak to można całkowicie na wieki zaginąć i całkowicie nic po nas nie mogłoby pozostać?????
Na pewno każdy nad tym się zastanawia, a ja teraz szczególnie, gdy mój wiek osiąga coraz większe liczby coraz częściej o tym myślę i………. przyznam się, po prostu się boję.
Kiedyś zastanawiałam się, jak to będzie, gdy osiągnę wiek pięćdziesięciu lat, a jakoś wcale mi nie przyszło do głowy, ze nadejdzie rok 2020 i siedemdziesiątka mi już w nim stuknie.
A co będzie potem??????
Ale na razie mamy piątek, trzeci dzień stycznia, wstał nawet dosyć słoneczny i umiarkowanie chłodny, a ja cieszę się jeszcze moim domowym ciepełkiem i nastawiam się, oczywiście pozytywnie, na małe „wygnanie” za kilka dni.
No to miłego piątkowego popołudnia i wieczoru, bo poranek już nieodwołalnie przeminął.


jeszcze tylko cztery dni……

Zaczynamy odliczanie…….
Jeszcze tylko cztery razy będę wchodziła do tego mojego zdezelowanego brodzika, ze strachem, czy nie zawali się w nim zupełnie jego podłoga , a moja noga nie utknie w dziurze.
W poniedziałek „wprowadza się” ze swoimi przyrządami, no i z nowym brodzikiem, pan Wojtek, a ja we wtorek rano na jakieś może niecałe dwa tygodnie opuszczam ulicę Szymanowskiego i udaję się do Modlnicy, gdzie przeczekam cały remont.
Jak to dobrze, że Magda podsunęła mi takie rozwiązanie i zaprosiła mnie na ten czas do siebie, bo raczej bez łazienki bardzo ciężko byłoby mi w moim mieszkaniu urzędować.
Co prawda ma to swoje i gorsze strony, przede wszystkim będę im „siedziała na głowie” przez ten cały czas, ale przecież zawsze Modlnicę traktuję jak swój drugi dom, mam nadzieję, że jakoś Magda i Jej Rodzinka ze mną wytrzymają. Postaram się być grzeczna 🙂
Co prawda ja już przyzwyczaiłam się do samotnego mieszkania i wcale z tym nie jest mi źle, znów trochę się muszę przestawić, na pewno pewne niektóre moje przyzwyczajenia na ten czas muszę ukrócić.
Problemem będą jeszcze moje dojazdy do i z pracy, bo jednak jest to zdecydowanie dalsza i bardziej skomplikowana droga, niż z mojego domu, ale mam nadzieję, że do pracy będę jeździła z Magdą, a niestety wracać będę musiała Uberem, albo Boltem, co niestety wiążę się z większymi nieco wydatkami, a przecież w tej chwili każdy wydany grosz jest ważny, zważywszy na poniesione koszty remontu. Będę musiała chyba nieco znów się zadłużyć, bo na mannę z nieba nie mam co raczej liczyć, zdecydowanie nie mam szczęścia w Lotka, więc…….
Pieniądze, ach te pieniądze, nie mogłabym je na przykład sobie wydrukować?
Nie potrzebuję ich aż tak znów wiele………………
Ale podjęłam takie postanowienie i teraz już nie mogę się wycofać, tym bardziej, że wiele potrzebnych łazienkowych akcesorium jest już zakupionych, nawet zamówione są już płytki do łazienki, białe na ścianę i brązowe na podłogę łazienki. Ale będzie pięknie………..już nie mogę się doczekać pierwszej kąpieli w nowej łazience.
Jak się powiedziało „A” , trzeba powiedzieć i „Zet”.
Ale pod koniec stycznia (mam nadzieję, że do tego czasu remont się skończy) zapraszam Wszystkich na oblewanie mojej nowej łazienki.
Jak już kiedyś pisałam, mam przygotowane na tę okazję likier i specjalne czekoladowe kubki, które po skonsumowaniu likieru można po prostu schrupać – to jest prezent, który dostałam na imieniny od Kamili i od Shirana, teraz czeka w szafce na swoje pięć minut.
Oczywiście mój nowy, śliczny pojemnik na mydło, również imieninowy prezent od Maćków, też będzie zamontowany, a na półeczce będzie leżało pięknie pachnące cynamonowe mydełko od Basi.
A ja zamykam oczy i…….. marzę…….. Ach, jak będzie pięknie…….
Zawsze jest przyjemnie, gdy coś nowego w domu się pojawi.
Kuchnia też dozna pewnego liftingu w postaci nowego zlewozmywaka, ten stary jest niestety już w dosyć żałosnym stanie.
Żeby tylko ten styczeń już przeminął………
Ale przynajmniej wiem, na co wydam te obiecane pieniądze z trzynastej emerytury.
Zawsze jakiś emerycki grosz wpadnie, wezmę go, czemu nie, ale i tak na pewno na Dudę nie zagłosuję !!!!!!
NIE MA TAKIEJ OPCJI!!!!!!! – nawet gdyby pan Duda obiecał mi za darmo wyremontować całe mieszkanie!!!!!!!
Byłabym zmuszona mu odmówić, co z rozkoszą i z uśmiechem na mojej gębusi bym zrobiła 🙂
To tyle odnośnie moich planów życiowych na najbliższe dni, a które, co przyznaję bez bicia, bardzo mnie frapują.
Ale czymś, oprócz polityki musi się człowiek zająć, z tym, że taki remont jest może troszkę kłopotliwy, ale na pewno mniej stresujący niż polityczne gry, które na troszkę będę musiała, z pożytkiem dla moich nerwów, do lamusa odłożyć.
Ale to wcale nie oznacza, że nie będę pilnie śledziła tego, co się w tej dziedzinie życia dzieje, bo to jednak dla Polski bardzo poważny problem, który jakoś trzeba w niedalekiej przyszłości rozwiązać, tym bardziej, że coraz nowe rządowe przekręty wychodzą na jaw, ostatnio zaniepokojenia dotyczą Polskiej Fundacji Narodowej, która po prostu bez żadnych skrupułów trwoni nasze pieniądze, wydając je na jakieś podejrzane cele.
Ech, kiedy to się wreszcie skończy? I kiedy ci wielbiciele Pisu wreszcie zrozumieją, jak bardzo są okradani, bo przecież pieniądze na tę Fundację idą też z naszych podatków.

A za oknem słoneczko świeci, nawet śladu po śniegu nie ma, zastanawiam się nawet, jaką porę roku mamy. Czy to naprawdę jest zima?????
Chociaż gdy wczoraj spacerowałam z Pepą po Parku troszkę chłodno mi było.
Właściwie to dobrze, że była u mnie Pepa przez te dwa dni, bo przynajmniej musiałam ruszyć tyłek z domu, ale teraz po operacji, zrobiła się ona bardziej żywa, niesamowicie ciągnie, chce biegać, ale oczywiście nie puszczałam jej ze smyczy , wiec ciągle mi się pod nogami plątała, a to z prawej, a to z lewej strony, dwa razy o mało co mnie nie przewróciła.
Nie, stanowczo na posiadania pieska się nie nadaję, tym bardziej, że ostatnio znów mam kłopoty z chodzeniem.
Tak to jest, czasami chodzę całkiem nieźle, a czasami każdy krok sprawia mi straszny ból i czuję, jak moje stopy odmawiają mi posłuszeństwa, o kręgosłupie i o kolanach nie wspomnę nawet. Oczywiście te bóle są dotkliwe, gdy jestem w terenie, w domu i w innym pomieszczeniu na szczęście jakoś daje sobie radę.
Widać są takie okresy, gdy moja choroba reumatyczna się zaognia i nawet środki przeciwbólowe słabo działają. Ce la vie.!!!
Na szczęście Pepa już poszła do swojego domku, a ja nie muszę się martwić, czy przez nią nie potknę się i nie upadnę na twarz. Tego jeszcze by brakowało !!!!!!!
Miłego czwartku życzę.
Przed nami znów dłuższy weekend i znów Święto Trzech Króli, które zamknie ten Bożonarodzeniowy okres świętowania.
I bardzo dobrze, jak długo można leniuchować?

Dobrej pogody i dobrego humoru na czwartek