Zima daje się we znaki

Cała polske sparalizowały obfite śiegi.

Tak samo jest dzisiaj i w Krakowie,
Tramwaje stoją w związku z awariami zwrotnic, autobusy jeżdżą pomalutku i poza czasowo, ludzie na przystankach stoją, marzną i…psioczą.
Jak to dobrze, że dzisiaj nie musiałam z domu wychodzić, bo w dodatku okropnego kręciołka w głowie podłapałam, nie wiem, ciśnienie spadło w dół, czy co?
Nawet druga kawa niewiele mi pomogła, chyba znów się położę, ale najpierw musiałam chociaż klika słów w blogu zamieścić. ot takie mam poczucie powinności wobec moich Kochanych Czytelników, nawet gdy czuję się do niczego, jakiś obrazek zamieszczę, czy coś miłego napiszę…….. nawet gdyby już na zegarze było popołudnie!
A z tą moją kręciołką w głowie, to heca, nawet do Solca, do Malinowego Raju pojechać na kuracje nie mogę, bo…… ten się spalił, chyba ze wstydu, że gdy podczas ogłoszonych obostrzeniach dotyczących pobytów podczas epidemii w ośrodkach wypoczynkowych, nasza Kryśka jak gdyby nigdy nic mogła się tam „leczyć”
Podobno jej było wolno, bo ona tam nie przebywała, ona tam tylko się leczyła!!!!!!!
A teraz znów rząd się głupio tłumaczy i następną ciemnotę nam do głowy wsadza, zamiast po prostu napisać wprost:
WSZYSTKIE OBOSTRZENIA I WSZYSTKIE ZAKAZY NIE DOTYCZĄ NIKOGO, KTO Z PRAWICĄ JEST ZWIĄZANY!!!!
ONI POZOSTAJĄ PRZECIE Z POZA PROTOKOŁEM!!!!
Czy jest cos w tym niezrozumiałego????
No to idę dalej się kurować, zanim z fotela przez tę kręciołka w głowie spadnę, bo jakoś ona mi się wciąż nasila
Pozycja horyzontalna jest zdecydowanie o wiele bezpieczniejsza!!!!

taki sobie zimowy poranek

No i przyszła. No i wcale nie ma zamiaru od nas odejść.
Dopiero teraz zima pokaże nam swoje prawdziwe, lodowate oblicze.
No i będzie tak jak kiedyś bywało, najpierw napada nam sporo śniegu, a potem Lodowa Królowa swoim lodowym podmuchem wszystko nam zamrozi. Tak zapowiadają prognozy na najbliższe dni
Wszak luty przecież mamy!!!!
Chyba odzwyczailiśmy się od takich widoków, od takich niskich temperatur, które ja jeszcze z moich dziecinnych, a nawet i późniejszych młodzieżowych lat pamiętam.
Chyba najgroźniejsza taka zima była na przełomie grudnia 1978 i stycznia 1979 roku.
I jakoś ją przeżyliśmy, więc teraz te w sumie kilka stopniowe mrozy nie są jeszcze jakimś wielkim nieszczęściem, o ile te mrozy oczywiście się nie nasilą.
Dobrze się mi mówi, gdy w cieplutkim mieszkaniu siedzę i nosa na mróz nie wystawiam.
Ale ja zawsze mówię że jestem ciepłolubnym człowiekiem o tego się nie wstydzę.
Nawet znów podkręciłam licznik ogrzewania, a martwić się będę dopiero wtedy, gdy przyjdą spore rachunki.
Trudny wybór: ciepełko, czy głodny brzuch, ale na coś trzeba się zdecydować.
Ale na zapas się nie będę martwić, może mi się poszczęści i wygram w tego Lotka??? Tylko wciąż jakoś do punktu Lotka trafić nie mogę, więc marne, a raczej wręcz zerowe szanse na wygranie mam raczej, chociaż i tak nawet gdy typuje jakieś liczby, czy czyni za to za mnie maszyna i tak szczęścia w losowaniach nie mam.
No to poczekam sobie do wiosny.

Zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa Otóż cała opozycja i to KO jak i Lewica, PSL, Polska2050 Hołowni niby mówią, że najważniejszą w tej chwili sprawą jest naprawa Polski, a to może nastąpić tylko wtedy, gdy odsuniemy ten szkodliwy rząd – PIS od władzy.
Coś mi się zdaje, że to są tylko puste słowa, bo w chwili gdy wczoraj podczas konwencji pan Trzaskowski i pan Budka rzucili propozycję, w jaki sposób można się zjednoczyć i razem zmienić naszą Polskę pozostałe partie zamknęły się w swoich skorupach twierdząc: o nie, przecież to nasza partia jest najważniejsza, najmądrzejsza o tylko my mamy receptę na pokonanie tego zła.
Niestety jest to droga donikąd i własnie na tym całkowicie niepotrzebnym zacietrzewieniu poszczególnych opozycyjnych partii, Kaczyński nadal będzie wygrywać.
Żadna z tych wymienionych partii nie ma w tej chwili możliwości do osiągnięcia tak znacznej przewagi, by móc samodzielnie nowy rząd powołać. Przypomina mi to szczekanie małych piesków, które pokazując swoje zęby udają, że są bardzo silnr, ale gdy ktoś tupnie nogą od razu w kąt się kryją.
Panowie Politycy: Budka, Trzaskowski, Hołownia Kamysz Czarzasty i reszta tej małej lewicy przerwijcie wreszcie te niepotrzebne wywyższanie się, bo sami nic nie zdziałacie Może rzeczywiście pomysł 276 Trzaskowskiego i Budki nie są tak zły? Bo fakt, że do następnych oficjalnych wyborów parlamentarnych jest sporo czasu, ale trzeba mieć cały czas ręce na pulsie, bo kto wie, co nas jeszcze czeka……
TYLKO ŻEBY SIĘ CHCIAŁO CHCIEĆ!!!
Nie ważne, kto ma byc najważniejszy, ważne byśmy to zrobili Razem
Nie wiem, może jestem w mylnym błędzie, może PO rzeczywiście jest nieudolne, ale przynajmniej stara się w jakiś sposób pobudzić innych do działania, czy to jest złe stanowisko?
Czas pokaże.
Kiedyś tę Polską ktoś obudzić musi!!

No to zimowej niedzieli, wesołej zabawy śnieżkami, lepienia bałwanów, chociaż nadal twierdzę, że ich i tak jest w Polsce za dużo, po prostu miłej niedzieli

ale sie gryzą !!!!!

Wspaniale, bardzo mnie to cieszy, że chłoptasie za bary się wzięły i nawet do Powszechnego Sądu chcą iść po nomen omen, sprawiedliwość.
To już im ta kacza Sprawiedliwość nie wystarczy????
Pewnie nie, bo Jego Wysokość Kaczor pewnie teraz jest w wielkim dylemacie, którego chłoptasia ma poświęcić i na pysk wyrzucić, bo on teraz jest w takiej sytuacji jak ten osiołek, któremu w żłobie dano. I tu go nęci, i tam go nęci, a tu jakąś pozycję trzeba zająć, żeby tak całkowicie tej swojej wysokości nie stracić.
Nie widzi biedaczek, a może nie chce zauważyć, że jego zdanie już prawie się nie liczy i nawet jeżeli cokolwiek zadecyduje, będzie to tylko sytuacja przejściowa, do następnego zwarcia tylko trwająca, bo już tych zwarć było dosyć sporo w różnych obozach w Prawicę Zjednoczonych i aktualnie zamiast zjednoczenia jest całkowity rozkład.
Bo w chwili obecnej, a właściwie to od pewnego czasu, cała Prawica zamiast sprawami Polski zajęta jest wewnętrznymi rozgrywkami kto, kogo, i z jakim skutkiem na polityczne zaszczyty przeliczonym unieszkodliwi . Tak, unieszkodliwi przeciwnika, bo właściwie każda z tych frakcji zamiast stanowić jedność, o której kiedyś tak szumnie mówili (jeden za wszystkich, wszyscy za jednego) teraz są w stosunku do siebie w bardzo wrogiej opozycji i co rusz po prawej stronie polityki jakaś grubsza afera wybucha, a Wielki Wódz po prostu już nad tym nie panuje.
Z góry wiadomo było, że kiedyś ten nienormalny twór pod tytułem Zjednoczona Prawica kiedyś się rozleci i w domową woje się przerodzi, bo stawka jest spora : scheda po Kaczyńskim.
Tylko taka wewnętrzna wojna przynosi niszczące skutki, i nawet jeżeli nie teraz dojdzie tam do rozłamu, bo jakoś cudem jednak Kaczyńskiemu da się to chociaż trochę opanować, za chwilę znów jakaś następna sprzeczka tam wybuchnie.
I to jest według mnie szansa za zmiany w Polsce, tylko opozycja musi być w tej chwili bardzo czujna i cały czas trzymać rękę na pulsie.
Przysłowie mówi: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, a tam jest więcej niż dwóch zwaśnionych przeciwników, właściwie tam wszyscy są ze sobą zwaśnienie, jak widać już nie pomiędzy partiami zawartymi w tym niby przymierzu ale w obrębie poszczególnych występujących tam partii i tę sytuację opozycja musi wykorzystać, by Polska wróciła na tory normalności.
I oby się jej to udało!!!!

A co u mnie?
Coś mi się ostatnio doba poplątała i z dnia robi się noc, a z nocy dzień.
Chyba to już taka rodzinna tradycja, czy co?
To znaczy o godzinie 17 -18 jestem taka śpiąca, że ozy zapałkami podpieram, żeby cokolwiek oglądać na telewizjonie, czy na internecie, a gdy potem, koło 22 wskakuję do łóżka…sen robi sobie Frrrrr i noc z głowy.
Dzisiaj na przykład „balowałam” do 5 rano.
Co robiłam: coś tam oglądałam na Netflixie, potem wstawałam, piłam wodę, herbatę (nie, kawę dopiero o 4 rano wypiłam), jadłam ….śniadanie, chrupałam jabłuszko i tak do 5.30 mi zeszło.
Zasnęłam wreszcie snem błogim, a gdy otworzyłam oczy, na zegarze było już południe.
Ale muszę jakoś te sytuację opanować, bo tak się nie da po prostu żyć, noc jest do spania a dzień do działania!!!
Więc działam sobie teraz, już całkowicie wyspana na przykład na blogu i serdeczności na sobotę posyłam.
Przyznam, że jestem nieco zawiedziona, bo podobno miał padać śnieg, a tu całkiem fajnie jest za oknem, przynajmniej sucho. Może jakiś mały spacerek???? Tylko gdzie tu iść, na Park jest raczej za chłodno.
Poczekam do wiosny.
Nawet Pogodynkom w tej Polsce nie można wierzyć!!
Najlepszego

a co nowego u mnie????

No nic mamy piątek!
Za oknami szaro buro i chłodno. Ale najważniejsze nie pada ani deszcz ani śnieg.
Jak się czuję? Dziękuję, całkiem dobrze, jak na dwa dni po sczepieniu nawet świetnie.
Może troszkę rączka mnie pobolewa w miejscu szczepienia, ale od tego się nie umiera!!!
Właściwie to jestem zadowolona, ba, nawet bardzo szczęśliwa, że mogłam się w Krakowie zaszczepić, bo znajomi niestety na szczepienie muszą jechać 100 km i mimo że są małżeństwem, nie załapali się na ten sam dzień szczepienia i każdy z nich osobo te 200 km w dodatku dwa razy będzie musiał wykonać.”To po prostu jest skandal, zwłaszcza, gdy dzisiaj słyszałam „piękną mowę” naszego premiera, który zapewniał, że logistyka szczepień jest prowadzona wprost fenomenalnie.
No tak, to nie on te kilometry będzie musiał robić.
Niestety sporo jest takich przypadków, jak ten przeze mnie opisany, ostatnio nastąpiła dziwna migracja, szczególnie emerytów i to nie jak kiedyś za chlebem, tylko za zdrowiem, za szczepionką.
Bo nikt, nawet w starszym wieku nie chce umierać, a niestety nasz rząd nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa epidemiologicznego, chociaż tak chętnie o tym opowiada bajki.
Opowiada nam bowiem, jak to wspaniale jest w porównaniu z innymi państwami przeprowadzana ta szczepienna akcja, a ja za przeproszeniem nie jestem wcale zainteresowana, co się dzieje w Czechach, we Francji, czy we Włoszech i czy oni sobie dają radę z epidemią, czy nie!!!!
JA MIESZKAM W POLSCE I TO POLSKI RZĄD OBIECAŁ MNIE I WSZYSTKIM POLAKOM, ŻE UCZYNIĄ WSZYSTKO, ŻEBY POKONAĆ KORONAWIRUSA, ŻEBY ZASZCZEPIĆ JAK NAJWIĘCEJ OSÓB.
A tym czasem jest tak: emerycie radź sobie sam, chcesz być zaszczepiony, czyli bezpieczny, sam sobie szukaj miejsca, nawet w odległym mieście, gdzie to NARODOWY PROGRAM SZCZEPIEŃ zaopatrzy cię w odpowiednia porcję zdrowia w postaci szczepionki antywirusowej.
Rząd to akurat ma równo w nosie, oni tylko są po to, by chwalić się swoimi rzekomymi „osiągnięciami”,
które są zerowe przed ludźmi, A ciemny lud łyka te głodne kawałki i ………. całkowicie się już w tym chaosie ginie.
Emeryci niestety potrzebni byli Morawieckiemu przy wyborach prezydenta, wtedy znajdował do nich drogę, pięknie do nich przemawiał, o swojej trosce zapewniał, teraz ma emerytów w nosie,
Rząd połamał zęby już na pierwszej grupie Polaków przeznaczonych do szczepienia, a co będzie z następnymi grupami ludzi? Gdzie, kiedy będą szczepieni i czy w ogóle zdążą się zaszczepić?????

TO JEST JEDEN WIELKI NARODOWY SKANDAL!!!!!!!!!!!
Niestety prawda jest smutna : OBECNY RZĄD NIE MA ŻADNEGO POMYSŁU NA OZDROWIENIE TEJ SYTUACJI!!!
On tylko co raz bardziej brnie w tym swoim bagienku indolencji i pokrywa go sporą dawką bezczelności.
Te wszystkie niedouczone ministry powinni ze skutkiem natychmiastowym odsunięci być od władzy, bo oni nic nie naprawiają, tylko wszystko psują!!!!
Tylko kto ich od tych rządowych stołków odspawa???
Czy widzicie tak skuteczną jedną osobę , czy nawet więcej mądrych ludzi, którzy potrafili by ten proces przeprowadzić?????????
Niby ostatnio Rafał Trzaskowski i Borys Budka próbowali przeprowadzić rozmowy, w których zawarte będą plany odnowy systemu, tylko czy nie porywają się oni z motyką na słońce?
Kaczyński tak łatwo nie odpuści, nie darmo otoczył się zdeterminowanymi, gotowymi na wszelakie świństwa ludźmi, którzy dla utrzymania swoich dóbr gotowi są nawet do rozlewu krwi dopuścić, byleby tylko nadal na stołkach tkwić.
Coraz słabiej to widzę i coraz bardziej jestem przerażona sytuacją w Polsce.
A te codzienne porcje bezczelnych kłamstw, którymi nas te nieudolne ministry na różnych konferencjach karmią, wprost mnie porażają.
Tak jak poraża mnie i nieudolność opozycji, którzy już z góry na pozycjach przegranych siebie postawili, jak i poraża mnie ta garstka durnych Polaków, których entuzjazm na widok obecnej rządzącej kliki jest wprost proporcjonalny do chamstwa, arogancji i szkodliwiej działalności tych u sterów Polski.
Ci pro rządowi ludzie chyba pozbawieni są całkowicie instynktu zachowawczego, są jak skazani na śmierć straceńcy, których siłą umieścili w tonącej łódce, a oni śmieją się, radują i klaszczą w rączki z uciechy, że wokoło piękne kolorowe rybki sobie pływają, nie wierząc, że za chwilę zatoną.

Nie byłam w stanie słuchać tej dzisiejszej ministerialnej konferencji bez szczelnie uśmiechniętych bubków, zapatrzonych w swoje „JA” i nie widzących krzywdy Polakom wyrządzającym.

DOŚĆ TEJ MINISTERIALNEJ PROPAGANDY, KTÓRĄ NAS CODZIENNIE KARMIĄ!!!!
LEPIEJ NIECH ZAMILKNĄ, NAJLEPIEJ NA WIEKI!!!!!


No i miało nie by o polityce, ale…….. znów mnie krew dzisiaj zalała i chociaż nie oglądałam tej konferencji w całości, po prostu wyłączyłam dźwięk i obraz, ale i tak furia we mnie pozostała.

No nic, może doczekamy lepszych czasów.
A na razie przed nami weekend, wiec dobrego odpoczynku życzę.
Podobno w następnych dnach znów ma nieźle śnieżyć???
ZIMA NIESTETY POWRACA!!!!!

wolna od koronawirusa????

Nareszcie wolna.
Wczoraj się szczepiłam przeciwko COVID -19 już po raz drugi i na razie mam spokój.
Kto wie, na jak długo, ale pewnie za kilka miesięcy zrobię sobie test na odporność na koronowirusa i wtedy dopiero się przekonam, czy moje przeciwciała jeszcze działają, czy już nie.

Wczoraj był totalny luzik. Tak jak poprzednio chwaliłam świetną organizację szczepienia w Krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim , tak i wczoraj przechodziła ona bez zarzutu, żadnego długiego oczekiwania, prócz oczywiście wymaganego 15 – sto minutowego czasu odpoczynku po szczepieniu, nie było.
Organizacja na piątkę z plusem, a nawet i na szóstkę!!!!!!
Może własnie dlatego, że to był szpital Uniwersytecki a nie Narodowy???? 🙂
Bo z góry wiadomo, że jak coś w Polsce jest Narodowe, to z gruntu jest do d..y!!!!
Wszystko grało, cały personel uśmiechnięty i serdeczny, nic, tylko się szczepić, do czego wszystkich zachęcam.
Żadnych komplikacji po szczepieniu też zasadniczo nie miałam, zgodnie z zaleceniem Maćka, zaraz po powrocie do domu zażyłam sobie 2 Apapy i chwilkę się przespałam, a na noc jeszcze zażyłam dodatkowe 2 Apapy, może dlatego jakoś szczególnie nie odczuwałam niepokojących zmian w moim organizmie.
Bo tak po prawdzie wcale ani wczoraj ani dzisiaj specjalnie jakoś nie zareagowałam na tę szczepionkę
A może dostałam placebo, bo po co zawracać sobie głowę starą babą i jakąś szczepionką ją potraktować???
Magda też dobrze się czuje i też nie ma żadnych zdrowotnych po szczepionkowych odchyłów, może też dostała placebo, bo była na przykład dwudziesta piąta z kolei ?????
Żarty na bok, ale i tak za miesiąc czy dwa rzeczywiście zrobię sobie (oczywiście odpłatnie) test na ciała odpornościowe i wtedy się przekonam, czy to była szczepionka, czy placebo.
W każdym bądź razie na wszelki wypadek sprawdziłam wczoraj w Internetowym Koncie Pacjenta swój stan , gdzie mam potwierdzone 2 dawki szczepionki, może jednak nie zadrwili sobie ze mnie?
Może po prostu jestem wyjątkowo odporna, a raczej oporna na wirusy???
Fakt, nawet przy stwierdzonym u mnie kiedyś zapaleniu płuc nie miałam żadnej gorączki.
Chociaż przecież gorączka sama w sobie nie jest chorobą, jest tylko znakiem, że organizm walczy z wirusami.
Widać mój organizm jest leniwy i żadnej takiej walki nie podejmuje, idzie na żywioł, na zasadzie : samo wlazło, samo wyjdzie!!!!
A to, że chwilę sobie popołudniu wczoraj pospałam ???? najwyraźniej było to owocem nie najlepiej przespanej poprzedniej nocy, a to chyba dlatego, że nie zmniejszyłam ogrzewania i zrobiło się piekielnie u mnie gorąco, w pokoju miałam nawet 25 stopni C, czyli więcej niż. niejednego letniego dnia. I jak tu w takim upale spać.?????
Ale teraz już zmniejszyłam ogrzewanie znów na „jedynkę” w obu piecach, i w pokoju i w kuchni, tym bardziej, że wczorajszy dzień był całkiem wiosenny, ciepły, z temperaturą ponad 10 stopni i co najważniejsze, był słoneczny, czyli wesoły.
O wiele lepszy ma się wtedy humor, gdy słonko na niebie się pojawia.
Nawet szczepienie nie wydaje się wtedy takie straszne, bo tę pierwszą dawkę w styczniu przyjmowałam w pełnej zimowej oprawie.

Co prawda nie ma co się za bardzo cieszyć, bo jak pamiętamy, 2 dni temu był Dzień Świstaka, który zapowiada najbliższa pogodową przyszłość i niestety tym razem Świstak zobaczył swój cień, czyli według przesłania oznacza to, że czeka nas jeszcze długa zima.
Ale taki świstak Phil z Punxsutawney mylić też przecież się może, co mu daj Panie Boże, a zresztą mylić się mogą i ci dostojni przedstawiciele Klubu Świszcza (tak w Ameryce i w Kanadzie, gdzie to święto obchodzą nazywają też to sympatyczne zwierzątko), którego Prezesowi Klubu do ucha Phil się zwierza z tego co zobaczył lub nie zobaczył 2 lutego każdego roku, bo tak do końca wcale nie jestem przekonana, czy oni rzeczywiście świstaczą mowę rozumieją.
A poza tym Dzień Świstaka jest obchodzony w dużym oddaleniu od naszego kontynentu, więc to co będzie działo się w Ameryce, nie koniecznie będzie się działo u nas w Europie, czy w Polsce.
Zresztą my i tak mamy swoje własne świstaki, które ciągle te sreberka zawijają i zawijają, no i mamy własnego Prezesa, który wie wszystko najlepiej, co prawda jest to prezes nie Świstakowego Klubu, ale najważniejszej obecnie partii, ale rozumki naszych rodzimych „świstaków” od rozumków tych poczciwych zwierzątek z USA daleko nie odbiegają, tylko niestety nie są one tak sympatyczne i niestety nie siedzą jeszcze w swoich norkach.
Ale przyjdzie czas, że każdy z nich własną norę w kratkę dostanie.
Na razie nasz najważniejszy Świstak siedzi na fotelu z kotem na kolanach, czując się całkowicie bezkarny, ale i bezpieczny, bo go świta pisich policjantów pilnuje każdej nocy jego stabilności i tego, by nikt nie przeszkadzał mu w rozmyślaniach i nie burzył domowego miru…… no to Naczelny Świstak nadal sobie coś tam knuje.
W planie ma wprowadzenie Narodowy Projekt Naprawczy (strach się bać, bo kto wie, co temu szaleńcowi do głowy jeszcze może przyjść) no i oczywiście szuka pieniędzy, więc już w planie jest wprowadzenie nowych podatków od reklam, następne plany podatków już czekają na realizację, już się w jego móżdżku wykluwają jak pisklęta, a raczej kaczęta, a może i kocięta????? W każdym bądź razie dużo jeszcze tych planów może się jeszcze narodzić w tej prezesowej główce, która teraz już pracuje omalże 24 godziny na dobę i osiąga (ku naszej rozpaczy) coraz większą wydajność absurdów.

A OPOZYCJA NADAL NIESTETY ŚPI !!!!!!!!

A ja się tylko pytam : KOMU PRZESZKADZAŁA TA CIEPŁA WODA W KRANIE!!!!!
Idzie totalna drożyzna, taka, że się ze śmiechu nie pozbieramy, nasi biedni, schorowani emeryci już sami będą skazywali się na śmierć, nie tylko głodową, ale przede wszystkim zdrowotną, bo nie będzie ich stać na zakup potrzebnych lekarstw.
Bo jak mi ktoś ostatnio opowiadał, jego tylko jedna wizyta w Aptece kosztowała go tylko……600 złotych, czyli mniej więcej połowę jego emerytury. ZGROZA!!!!!
Tylko dziwi mnie jedno, dlaczego te 30 procent durnych Polaków nadal na ten pisi blichtr daje się nabierać???
Na co oni jeszcze czekają??????
Przynajmniej skoro politycznie nie umieją myśleć, niech sobie uzmysłowią, co jeszcze dwa lata temu, ba nawet rok temu, mogli sobie za te 500 zł kupić, a na ile teraz im ta suma wystarcza?
Tak na zdrowy rozum to wystarczy tylko na około 4 – 5 zakupów, bo bez „stówy” nie ma się po co do sklepu wybierać, nawet chleb jest już dwa razy droższy niż jeszcze rok temu!!!!
A NIE SAMYM CHLEBEM CZŁOWIEK ŻYJE!!!!!!

.Jakiś dziwny ten mój dzisiejszy wpis, bo nie wiem czemu niektóre zdania same mi się tu powielają i kilkakrotnie ten sam tekst mi się wkleja i muszę go kasować, więc jeżeli nawet byłby ten wpis nie do końca zrozumiały, to wybaczcie. Jakiś chochlik dzisiaj najwyraźniej psuje mi w nim szyki, a może to ten ŚWISTAK tak mi na złość robi????

No tak, wczoraj był pięknie słonkiem uśmiechnięty dzionek, dzisiaj jest ponuro i w dodatku deszcz bębni po moim oknie. Zrobiło się tak jakoś dziwnie jesiennie, bo i temperatura jest całkiem nie zła, plus 7,
Dziwne mamy teraz te dni: jednego dnia pełna zima, na drugi dzień wiosna, a zaraz po niej nazajutrz jesień.
Tak po prawdzie, to dziwny czas teraz mamy i pogodowo i politycznie i tak w ogóle.
ECH!! JAK TU ŻYĆ PANIE PREMIERZE????
Ale on sam tego do końca nie wie, dlatego co chwilę zmienia zdanie, trudno za nim nadążyć, co jest prawdą, a co jest kłamstwem!!!!,

ALE BYLE DO WIOSNY, a ta jest coraz bliżej.
Może razem z tą kalendarzowa przyjdzie do nas i polityczna wiosna???

Wszystkiego dobrego, nawet wbrew pogodzie i faktom na ten czwartek !!!!!!

Popatrz Uleczko…..

……… ile róż na dzisiaj dla Ciebie przygotowałam 🙂
Bo każda środa to nasze święto – prawda? Twoje i moje, ale również i tych, którzy też róże uwielbiają.
Więc serdecznie Cię dzisiaj Uleczku pozdrawiam i tylko Ci powiem, że już czekam na ten ogród pełen róż w Modlnicy, gdy będę szczęśliwa i będę mogła nie tylko sycić ich pięknem swoje oczy, ale również będę je mogła na swoich zdjęciach uwieczniać.
Bo potem, gdy przychodzi czas, gdy róże w zimowy sen zapadają zawsze na swoje fotografie mogę sobie spojrzeć i co prawda jest to tylko taki mały erzac, ale musi on przynajmniej na ten bez róż czas wystarczać.
Tak jest i teraz, za oknem w moim Parku śnieg leży, ba, cały ogród Magdy też spowity jest w śniegowej pierzynce, co prawda wiem to tylko z filmików, które mi Magda posyła, bo i zimowy i cowidowy klimat na moje wizyty w Modlnicy nie pozwalają, ale…. jesteśmy już co raz bliżej chwili, gdy całkiem realnie na różanych krzewach te kwiaty się rozwiną.
No to co Uleczku?, samych szczęśliwych godzin aż do następnej naszej środy Ci życzę. No i byle do wiosny !!!!!!

A dzisiaj dla mnie jest ta szczególna środa, bowiem dzisiaj wraz z Magdą na drugie przeciw covidowe sczepienie jadę.
Przyznam się, że nieco mam obawy, nie, nie boję się samego szczepienia, tylko tej poszczepiennej reakcji, bowiem już po pierwszej dawce mój organizm może już trochę tych przeciwciał wyprodukował i może przyjść reakcja podobna do tej, gdybym się z prawdziwym wirusem spotkała.
Oczywiście ta reakcja dla każdego może być całkiem inna, to zależy od siły i od indywidualnej możliwości każdego z nas, na pewno jednak w porównaniu ze spotkaniem z tym prawdziwym wirusem, jest ona jednak cząstkowa., ale zawsze taka reakcja większa, czy mniejsza może nadejść.
Wierzę w swój organizm, który co prawda jest nieco schorowany, ale drugiej strony, która osoba w moim wieku jest pozbawiona jakichkolwiek chorobowych jednostek?
Na wszelki wypadek zaopatrzyłam się w APAP , który jest świetnym panaceum na wszystkie inwazję grypowych i grypo podobnych wirusów, w tym również prawdopodobnie i na tego zdradzieckiego wirusa z koroną też.
Najwyżej wpakuję się do łóżka na cały dzień i postaram się go przespać, bo jednak sen jest najlepszym lekarstwem na wszystkie choroby.
Zresztą wczoraj miałam taki pieski dzień, nie mogłam spać poprzedniej nocy, późno zasnęłam, ale już po godzinie trzeciej rano byłam na nogach. Bardzo męczące są takie noce, a potem po nich następuje taki rozmemłany dzionek. Niestety co jakiś czas taka noc mi się akurat przytrafia i pewnie dlatego nawet wczoraj nie miałam siły na jakiś porządny wpis do mojego blogu. Dzisiaj postarałam się to naprawić.
A apropos „PIES”, wczoraj było święto tych czworonogów, które mi kiedyś w mojej codzienności towarzyszyły „Niezapomniany Frico, mieszaniec, ale niestety długo u nas nie był, bardzo mnie kochał, ale namiętnie uciekał z domu, gdy mnie tam nie było, pewno mnie szukał, a gdy tylko zobaczył, że nadchodzę, natychmiast, bez zdania racji, łapał za łydkę pierwszą osobę, która mu się pod pysk nawinęła. Niestety trzeba było go oddać, bo zrobił się niebezpieczny dla otoczenia ( i rodziny też).
Po nim były już kolejno trzy bokserki Ata, Tina i Kaja.
Ata przyszła do nas jako już nieco starszy pies, po prostu właściciele przeprowadzali się na nowe mieszkanie i szukali jej dobrego miejsca. Oj, niezwykle mądra to była sunia, (chociaż bez papierów, ale jak najbardziej rasowa), szkoda, że tylko nie umiała mówić, bo rozumiała dokładnie wszystko, co się do niej mówiło. Jedna jej „wadą” była wprost wściekła nienawiść do kotów i kilka własnie kotków na sumieniu niestety miała.
Nie miała dla nich żadnej litości i mimo mojej interwencji i nakazowi „Ata, zostaw”łapała takiego nieszczęśnika, za gardło i …. nie, nie będę dalej metody popełniania zbrodni w wersji Aty opisywała, bo to było straszne, kot nie miał żadnych szans, no chyba, że udało mu się gdzieś wysoko na drzewo wleźć, ale i wtedy Ata nie odpuszczała, stała pod drzewem i okropnie szczekała, niestety mimo prób , na drzewo jej się nie udawało też wdrapać, więc tym bardziej się wściekała i naprawdę trudno ją było do tego drzewa z kotkiem odciągnąć.
Niestety pokonała ją straszna choroba nowotworowa, chociaż dożyła sędziwego psiego życia 14 lat.
Bardzo rozpaczałam po stracie Aty i wtedy jedna z moich znajomych, Teresa, stwierdziła, że najlepszym lekarstwem na taki ból jest nowy pies.
No i okazało się, że własnie urodziły się śliczne, rasowe, z papierami bokserki
I w ten sposób zamieszkała u mnie Tina, śliczna, żółta z dużą strzałką na nosie. Ach jakie to były słodkie chwile, gdy o 5 rano malutka Tina łapała mnie ząbkami za nos, nawołując do pobudki i do wspólnej zabawy,
To były piękne wspólnie spędzone 12 lat, niestety też choroba nowotworowa do Tiny się przylepiła i mi ją zabrała. To był czas wspólnych zabaw, spacerów, wyjazdów na wystawy, gdzie zdobywała medale i tytuł championa, czas poznawania wielu nowych Psich i ludzkich Przyjaciół, nie tylko zresztą z Polski.
No i to był czas bokserskich dzieci: pierwszy miot był na literę „SZ”, drugi na literę „K” ,
Bywało w tych bokserskich kojcach wesoło, czasami nawet taki kojec robił się bokserskim ringiem, gdy „młodzież” już dojrzewała do różnych figli i mimo, że sporo było przy nich roboty, bo trzeba było kilka razy dziennie sprzątać ich legowiska, trzeba było najpierw pilnować, czy matka nadąża z karmieniem wszystkich maluchów, bo te silniejsze zawsze jako pierwsze do tych lepszych, bardziej mlecznych sutków przylegały, odpychając konkurencję i trzeba było te słabsze pieski dodatkowo do mamy przystawiać, no a gdy już nieco maluchy podrosły, trzeba było je dokarmiać specjalnym jedzonkiem. Ale wtedy się działo, co prawdy każdy piesek miał własną miseczkę, ale wiadomo, że ta druga miska obok miała lepszą zawartość, więc było przemieszczanie się, wiercenie, moczenie łap i uszów, przewracanie miseczek i trudno czasami było to całe zamieszanie opanować.
Z największym sentymentem wspominam dzień, gdy pieski otwierały oczy i można je było już mięskiem dokarmiać. Skrobałam wtedy polędwicę za drobne wiórki, robiłam kulki z mięsa i każdy piesek był osobno brany na rękę, podstawiałam taką kulkę pod nos i po chwili natychmiast wchłonięta była przez psiego osobnika z taką rozkoszą, jakby nigdy nic lepszego w życiu jeszcze nie jadły.
No a potem przyszedł czas pożegnań ze szczeniaczkami, każdy szedł do swojego nowego domku, pozostawiając mnie z łezką w oczach. Ale tak się składało, że zawsze utrzymywałam kontakt z nowymi właścicielami, tak więc miałam okazję z nimi od czasu do czasu się spotykać, a nawet pamiętam, jak w Parku Jordana, na polanie, urządziłam pierwsze urodziny dla „moich dzieci” – były dwa torty, jeden mięsny dla piesków, drugi słodki dla właścicieli. I oczywiście jedna świeczka też na psim torcie się paliła.
W tym drugim miocie Tiny, na literę „K” jedna sunia jakoś nieco słabiej rozwijała się niż jej bracia i siostry, tak więc gdy przyszła pora, gdy pieski musiały zmienić domek i iść na „psią służbę” do nowych właścicieli, Kaja była jednak coś o 2 kg szczuplejsza, niż pozostałe, więc postanowiłam zostawić ją w domu. Ponieważ akurat były imieniny mojej Siostry, więc zawiązałam Kai czerwoną kokardkę na szyi i wręczyłam tę malutką sunię jako prezent dla Ani.
Tak więc de facto Kaja „papierowo” była psem Ani, ale i tak wszyscy razem mieszkaliśmy na Smoleńsk, więc w domu były dwie sunie : Tina i Kaja, a i tak Kaja jako swojego pana zdecydowanie wybrała Maćka, bo on najczęściej się z nią bawił no i wychodził z Kają na spacerki. No i szybko Kaja nadrobiła wagowe straty, nawet powiedziałabym, że dzięki dokarmianiu przez niezwykle troskliwą Babcię Maćka wykazała się już sporą nadwagą, tak więc gdy stanęła na wystawie na psim ringu, Sędzina pochwaliła śliczny ekstrem Kai, ale poradziła, żeby ją odchudzić, bo z taką wagą raczej nie ma szans na zdobywanie medali..
I tak się skończyła wystawowa kariera Kai.
Potem, gdy Tina już odeszła za Tęczowy Most, pozostała na gospodarstwie tylko Kaja, która co prawda raz miała szczeniaki, a dokładnie jednego nieślubnego szczeniaka, z tym, że tatuś niestety nie był typowym bokserem, Kaja popełniła psi mezalians i urodził się piesek z wyglądu trochę do boksera podobny. Ale i tak udało się dla niego znaleźć rodzinny dom, co prawda po kilku tarapatach, ale piesek też dożył swojego wieku.
Widać choroba nowotworowa to jakieś fatum dla bokserów, bo i Kaja przez tę chorobę w wieku 11 lat za Tęczowy Most odeszła,
I to był koniec mojej przygody z bokserami, potem były jeszcze kolejno dwa bernardyny, Benki, które mieszkały z moja siostrą w Modlnicy, chociaż było kilka miesięcy przed przeprowadzką Ani do Modlnicy, gdy pierwszy Benek wyciągał mnie na spacery na planty na Retoryka, ale to była dla mnie prawdziwa gehenna, bo to był niezwykle silny pies, i prawie każdy spacer kończył się moją wyrywaną ręką, lub zaliczaniem nosem trawnika. No, ale zarówno pierwszy jak i drugi Benek zbyt radosnego życia na działce nie miały, zdecydowanie żyły bardzo krótko i potem Ania, a właściwie jej mąż, Adam, kupił sobie miniaturę sznaucera, Putka, który przeżył i swoją panią i swego pana i potem znalazł swój nowy dom u Maćka, gdzie dożył w psiej szczęśliwości swoich długich psich lat życia i sam zdecydował, kiedy ma odejść za Tęczowy Most.
A ja cóż, nie miałam już siły na wychodzenie na długie spacery z psem, więc sobie tylko za nimi tęskniłam, aż pewnego dnia Monika kupiła francuską buldożkę, Pepę. Pewnie, że to nie był mój pies, ale ponieważ z nimi mieszkałam na Smoleńsk, była ona tak troszkę i moim psem, czasami nawet szłyśmy razem na niewielki spacerek.
Wspominam dzień, gdy się wyprowadzałam ze Smoleńsk i Pepa chyba wiedziała, czuła, że mnie już dłużej przy niej nie będzie, żegnała się ze mną liżąc moje nogi i przytulając się do mnie, to było szalenie wzruszające pożegnanie.
Po mojej przeprowadzce na Szymanowskiego znów zostałam bez psa, chociaż od czasu do czasu Pepa bywa u mnie na przechowaniu przez jakiś krótki czas, ostatnio nawet razem spędzałyśmy Sylwestra, ale niestety podczas jej ostatniego pobytu zrozumiałam, że niestety moje nogi zdecydowanie nie pozwalają na to, żebym przypięta z drugiej strony smyczy, mogła oddawać się spacerom z ciągnącym mnie psem, mój chód jest bardzo niepewny i nie mogę niestety ryzykować.
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o moim zauroczeniem śliczną Lolą, niestety trwało to bardzo krótko, chyba jeden wiosenno – letni sezon i mimo, że w zeszłym roku jeden raz jeszcze pana Waldemara z Lolą spotkałam w Parku, niestety słuch i wid o nich zaginął, pozostały mi tylko wspomnienia i…. jej zdjęcia na moim telefonie.
A może jednak kiedyś……
Jedną alternatywą pozostaje mi posiadanie kota, owszem lubię koty, ale niestety każdy kot ma tę jedną zdecydowaną wadę : NIE JEST PSEM !!!!!
Takie to są moje życiowe przygody z tymi rozkosznymi zwierzakami, bo przewinęła się jeszcze przez moje życie ulubiona świnka morska o wdzięcznym imieniu Śledź, z którym miałam całkiem niezły nawet kontakt, bo reagował on zawsze piskiem radości na mój widok, oraz ulubiona rybka Oskar, którą nazwałam Felusiem (o dziwo to imię w rodzinie nawet się przyjęło), ale zdecydowanie to psy zawsze odgrywały najważniejszą rolę, zawsze psy sprowadzały na mnie radość i chęć działania.

No rozpisałam się dzisiaj znów pewnie nadmiernie, czyli odrobiłam wczorajsze moje blogowe lenistwo, ale wiem, że są tacy którzy, wolą czytać moje wspomnienia, a nie koniecznie polityczne wynurzenia, od których też trzeba czasem odpocząć.

Nie ważne, czy to jest rasowy bokser, buldożek francuski, czy jakiś mieszaniec, pies zawsze w życiu poprawia nam humor i uczy nas prawdziwej miłości, bo nikt tak bezinteresownie nie potrafi kochać, jak właśnie PAN PIES !!!
Dlatego jeszcze na koniec pozwolę sobie zamieścić śliczny wiersz pana Ludwika Jerzego Kerna, „Cztery łapy” który w całej okazałości pokazuje nam, jak ważną sprawą w życiu jest taka przyjaźń człowieka z psem.
Ten wiersz to cała kwintesencja psiej natury : CZTERY ŁAPY, PARA USZU, OCZY, NOS I OGON.
Nic więcej dodawać nie trzeba !!!!

Już od dawna, od zarania poprzez wszystkie wieki • Ciągną się popiskiwania skomlenia i szczęki • Idą pełne animuszu wspólną z nami drogą • Cztery łapy, para uszu, oczy, nos i ogon •

Na tym świecie różnie bywa, zabawnie i dziwnie • Raz jednostka jest szczęśliwa, to znów wręcz przeciwnie • W dżungli życia, w życia buszu zawsze ci pomogą • Cztery łapy, para uszu, oczy, nos i ogon •

Mniej tragiczne jest rozstanie, snucie się po kątach • Nawet rozpacz, moim zdaniem inaczej wygląda • Jeśli na kanapie z pluszu leżeć z tobą mogą •  Cztery łapy, para uszu, oczy, nos i ogon •

Trochę kaszy, trochę mięsa, trochę tuku w rurze • I już możesz się poświęcać, sztuce lub kulturze • Nie naruszy twych funduszów, złodziej żaden, bo go • Cztery łapy, para uszu, oczy, nos i ogon •

A w ogóle jakoś raźniej, weselej co chwilę • Weźmy taki spacer • Właśnie • Prawda, ile milej iść w zadartym kapeluszu • I czuć za swą nogą • Cztery łapy, parę uszu, oczy, nos i ogon •

I na zakończenie, z okazji Święta Psa pozdrawiam wszystkie psie czworonogi, a w szczególności buldożkę Oli – Żabę, niech im się dobrze na tym świecie dzieje, niech zawsze mają nie tylko pełną miseczkę pysznego jedzonka, ale oddane im zawsze kochające je serca.

Miłej środy 🙂
Idę się szczepić !!!!!!!!


poniedziałkowo lutowe refleksje.

I dzisiaj wszystko zaczyna się od początku, nowy tydzien, nowy miesiąc, nowe myśli i zamiary.
Pewnie, że jest to najkrótszy miesiąc roku i szybciutko nam on przeleci, a potem już… tylko kawałek marca
……. i…….. upragniona wiosna.
Ale warto teraz własnie na moment się zatrzymać i pomyśleć: i co dalej???

Trochę nas na ten koniec stycznia przymroziło, szczególnie w nocy jest sporo na minusie na termometrze, więc nawet musiałam podkręcić ogrzewanie elektryczne na maksa ( co tam jakiś większy rachunek, który ewentualnie będę płacić i tak parę groszy mnie nie zbawi), no i na noc musiałam ubrać ciepłe, wełniane skarpety, bo gdy marzną nogi, automatycznie marznie cały człowiek.
A ja jestem mrozowo raczej mało odporna, a gdy zmarznę natychmiast bolą mnie wszystkie duże i małe kości.
Niestety już jestem w takim wieku, że mój układ kostno – mięśniowy wymaga ciepełka.
A tu trzeba przypomnieć,to, o czym nie raz już wspominałam, że mieszkam na parterze, w dodatku klatka schodowa jest nieogrzewana, a drzwi nieci spaczone, co prawda ostatnio Renatka mi nieco specjalną taśmą je uszczelniła, ale i tak zimno przez szpary do mieszkania wpadają.
Najgorzej jest wieczorem, bo od popołudniowego tylko godzinnego grzania mieszkanie zdąży wystygnąć, a nocne grzanie włącza się dopiero grubo po 22. I jak tu się rozebrać i myć w nieogrzewanej łazience?
Jakoś sobie radzę, ale co się natrzęsę, zanim wejdę pod już ciepły prysznic, to moje.
Byle do wiosny Ewusiu, byle do wiosny.

Wczoraj oddawałam się transmisjom z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i muszę przyznać, że byłam podbudowana, gdy zobaczyłam, jak spora suma już wpłynęła na konto tej Fundacji, już wczoraj przed północą został przekroczony wynik z zeszłego roku, a jeszcze poszczególne Sztaby nadal liczą otrzymane pieniądze,
a w dodatku jeszcze napłyną jeszcze dodatkowe fundusze z różnych przeprowadzanych aukcji i jeszcze z tak zwanego terenu.
Pewnie, że ta mała suma, którą przekazałam jest malusieńką kropelką w morzu , ba, nawet w oceanie potrzeb, ale właśnie z tych małych kropel powstała ta fala dobra, która przez Polskę wczoraj się przetoczyła.
Ostatnio niezbyt pochlebnie wypowiadałam się na temat Polaków, ale okazuje się, że w takich chwilach jak wczoraj, potrafimy stworzyć Wielką Serduszkową Rodzinę. potrafimy zjednoczyć się, by wesprzeć tych, którzy tej pomocy potrzebują.
JUREK!! JESTEŚ WIELKI!!!!!, bo to TY własnie wlewasz w nas to poczucie dobra i obowiązku wobec innych
Niestety nigdy nie jest tak do końca kolorowo, jest jeszcze sporo osób, którzy nie rozumieją, a co gorsze wypaczają tę wspaniałą Jurkową ideę, nawet ją w imię nie wiadomo kogo lub czego zwalczają, niszczą.
Bardzo smutno zrobiło mi się wczoraj, gdy przeczytałam, że ksiądz, starszy już człowiek, przegonił spod kościoła zbierającą wolontariuszkę, tupiąc ze złości nogą i wykrzykując „won stąd, jesteś diabelską organizacją, wara stąd, sam Antychryst w tobie siedzi”.
Nie wiem jak można ocenić te słowa, bardzo podobał mi się komentarz przeczytany w necie , który mówił,że nie godzi się kapłanowi przeganiać kogokolwiek z miejsca, gdzie głosi się Ewangelię, czyli dobre słowo.
To nie jest chrześcijański uczynek, ciekawe, jak dzisiaj tenże ksiądz będzie bez skrupułów przyjmował Komunię świętą , skoro popełnił grzech przeciwko Miłosierdziu, przeciwko Bliźniemu swemu, który bluźnił!!!
Najprzykrzejsze w tym dla mnie było to, że ten incydent nastąpił w Krakowie, w kościele św Szczepana, czyli niejako związanej z moim nowym miejscem zamieszkania mojej nowej parafii, z której już kilka razy przychodził do mnie ksiądz po kolędzie. Nie wiem, czy zdecyduję się następnym razem stamtąd księdza przyjąć w moim domu, skoro znajdują się tam też ludzie będący całkowicie w sprzeczności z Bożymi naukami.
Na pocieszenie pomyślałam sobie, że moja właściwa parafia to Kościół św Anny, tam byłam chrzczona i ciągle do niej należę, jako że nadal jestem na Smoleńsk zameldowana.
Ale nie można uogólniać, że wszyscy księża są źli, przeczytałam, że Proboszcz Parafii Dobrego Pasterza w Elblągu przekazał całą zbiórkę z tacy na cel Wielkiej Orkiestry Pomocy Świątecznej ze słowami: „ten sprzęt służy drugiemu człowiekowi”
Ten Ksiądz Proboszcz Kazimierz Klaban najwyraźniej jest Dobrym Pasterzem, Nie zapatrzył się na ohydne pomówienia, pomyje, które wylewane są na Fundację Jurka Owsiaka, ale widzi dobro w tych ludziach i docenia ich wysiłek, który ponoszą w zorganizowaniu takiej zbiórki.
Każdy z nas jest wolnym człowiekiem i ma prawo wyrażać swoje poglądy, ale nie może nikogo bezpodstawnie pomawiać., opluwać najgorszymi epitetami.
Nie chcesz , nie płać, ale nie przeszkadzaj innym, bo własnie okazuje się, że to ty nie masz racji.
Ulegasz tylko jakimś złym emocjom, które na ciebie wrogowie Jurka przelewają.
Wczoraj rano tak sobie pomyślałam, że nie dostanę jak zwykle co roku serduszka z WOŚP, ponieważ dokonałam wpłaty tylko internetowej, a tu spotkała mnie wielka niespodzianka.
Miałam bowiem bardzo miłe odwiedziny Maćka i Wiktorii, która w prezencie przyniosła mi własnie takie namalowane serduszko z WOŚP-u.
Ale się wzruszyłam, to tak, jakbym dostała znak z nieba, że mój dobry uczynek został doceniony.
To jednak była naprawdę wspaniała niedziela!!!!!!

No to zaczynamy dzisiaj wszystko od początku i życzę Wszystkim, by był to dobry start w tę naszą nową rzeczywistość.
Wszystkiego dobrego na dzisiaj, na cały tydzień i na cały miesiąc. 🙂