na razie tylko astronomiczna

Właśnie dzisiaj nadeszła astronomiczna wiosna.
I może własnie dlatego cały mój Park spowity jest białą szatą.
Ale na szczęście na ulicach i na chodnikach już śnieg nie leży, można w miarę suchą nogą przez miasto przejść.
Tylko, że niestety ostatnio znów mam (chwilowe?) kłopoty z poruszaniem się, do tego serce wczoraj trochę mi się tłukło, a głowa zawracała (ach te moje kręciołki), tak że nawet musiałam na chwilę na murku odpoczął idąc do sklepu, aż zainteresowała się mną nawet jakaś pani, pytając, czy źle się czuję, czy może mi pomóc.
No ładnie, musiałam chyba wzbudzać niezłe zainteresowanie swoją osobą, ale to może i nawet dobry znak, że taka całkowita znieczulica jeszcze u nas w Polsce nie panuje.
Oczywiście grzecznie podziękowałam, powiedziałam, że dam sobie radę, tylko muszę chwilę odpocząć i tak zresztą było, po chwili jakoś się zmobilizowałam i poszłam dalej.
Zawsze przedwiośnie było dla mnie trudne, teraz, gdy tak mało człowiek na świeżym powietrzu przebywa, różne dolegliwości się przyplątują. Mam nadzieję, że już niedługo tak będzie, chociaż znów wprowadzili pewne zaostrzenia i najprawdopodobniej w związku z wciąż wzrastającą liczba zachorowań na koronowirusa będą wprowadzane ostrzejsze restrykcje, w tym i zakaz opuszczania mieszkań bez widocznej potrzeby.
Z jednej strony jest to słuszna decyzja, bo może to ograniczenie kontaktu pomiędzy ludźmi rzeczywiście spowoduje, że ludzie mniej będą siebie nawzajem zarażali, a z drugiej takie odosobnienie, zwłaszcza osób starszych i samotnych bardzo źle wpływa na ich psychikę.
Nie każdy starszy człowiek ma dostęp do internetu, a te programy w TVP są nudne, ciągłe powtórki.
Co prawda pogoda na odwiedzanie Parku jest raczej jeszcze za chłodna, można by co prawda trochę pospacerować, bo na ławce nie da się dużej niż 10 minut posiedzieć, ale teraz znów pewnie parki pozamykają. Może nie tak radykalnie, jak rok temu, czyli może nie opaszą go taśmami, ale mogą ludzi sprawdzać i upominać, a nawet do domów przeganiać.
Czyli powraca zeszłoroczna przed wielkanocna depresja i co gorsze, człowiek ciągle nie wie kiedy się to całe kowidowe zamieszanie skończy i czy w ogóle się skończy, bo mimo, że jestem zaszczepiona i teoretycznie mniej zagrożona tą chorobą, to wcale nie znaczy, ze jednak i mnie ona nie dopadnie, chociaż brakiem kontaktu z innymi osobami jednak bardzo taką możliwość ograniczam.
Teraz coraz częściej powracają do mnie słowa mojej nieżyjącej już Przyjaciółki Mai: „wiesz, mnie już nic ciekawego właściwie w życiu nie czeka”. Bo to i prawda, co jeszcze może się miłego zdarzyć w moim życiu?
Teraz coraz częściej wracam myślami (a jednak) do mojego zeszłorocznego pobytu w Kudowej, z łezką w oku oglądam zrobione przeze mnie tam zdjęcia, czasami nawet w moich w snach Kudową odwiedzam, szkoda, że ona tak daleko jest od Krakowa.
Kiedyś zachwycałam się urokliwą Polanicą, zresztą wszystkie te odwiedzone przeze mnie te dolnośląskie uzdrowiska i te wymienione i jeszcze Lądek Zdrój, w którym byłam dawno temu w sanatorium, czy podobnie i byłam na leczeniu sanatoryjnym w Dusznikach Zdroju, mają szczególny klimat, ale gdybym miała wyróżnić, to najprawdopodobniej na pierwszym miejscu umieściłabym Polanicę, jako, że żywo przypominała mi ona swoim pięknym krajobrazem Krynicę Górską, a na drugim miejscu właśnie Kudowę Zdrój.
Miałaś rację Uleczku, że zakocham się w Kudowej, teraz tylko po nocach może się ona mi śnić.
I może nie korzystałam w pełni z jej uroków, jako że długie wędrówki, szczególnie po górzystych terenach, nie są moją silną stroną, po prostu i zmiany w kręgosłupie i w nogach znacznie ograniczają chodzenie, ale można tam znaleźć ten niesamowity spokój i można zachwycić swoje oczy tym pięknem, które tam się rozpościera.
No cóż, może kiedyś, gdy wygram w Totolotka, wykupię sobie jeszcze tam taki 3 tygodniowy pobyt w sanatorium Zameczek ( bo na leczenie sanatoryjne ze skierowaniem na NFZ nie mam co już liczyć) i powrócę znów w te klimaty pełne palmowych krajobrazów, usiądę sobie na ławeczce na parkowym deptaku (ciekawe, czy będzie tam jeszcze wtedy obecna ta dziwacznie ubrana starsza pani z pieskiem), wypiję kawkę i zjem wspaniałe lody na tarasie urokliwej kawiarni Sisi.
A może pozostanie to tylko w moich wspomnieniach, w moich marzeniach???……..
A właściwie jakie to życie jest: przepływa jakoś tak niepostrzeżenie szybko, składa się tylko z chwil, które gdzieś przemykają niczym mgła, za której czasami wychodzi słonko, a czasami pada z niej deszcz.
Jest tak jak w tej piosence z Klanu : Życie, życie jest nowelą, której nigdy nie masz dosyć, wczoraj biały, biały welon, dzisiaj białe, białe włosy”……
A jednak każdy tego życia mocno się trzyma obiema rękami, nie chce, by za szybko się z nim trzeba rozstawać, bo nigdy tak do końca nie wiadomo, jakie jest ( czy nie ma) to drugie życie po życiu.
Przychodzi wiosna – czas wewnętrznej odmiany, odnowy, powinien więc być to czas radosny, ale na razie z powodów i zdrowotnych i epidemiologicznych no i co tu dodać i politycznych jakoś szczególnie optymizmem przynajmniej mnie nie napawa.
Jakoś szczególnej zmiany nie widzę, ale….przecież to dopiero pierwszy dzień astronomicznej wiosny, jutro przychodzi ta prawdziwa, kalendarzowa, z ćwierkającymi ptaszkami, z małymi pączkami na drzewach, które będą rozwijać się w śliczne listeczki, z rozwijającymi się kwiatami i przede wszystkim ze słonkiem .

Niech żyje nam sobota, niech żyje nam WIOSNA!!!!!! .