miła niespodzianka

czasami zdarzają się jednak miłe chwile w tym naszym zwariowanym świecie.
Otóż na dzisiaj zapowiadano deszcz, deszcze ze śniegiem i wichury, a tu rano obudziło mnie słoneczko.
Jak tu się nie uśmiechnąć.
Tak mało, a właściwie tak wiele a cieszy.
Bo wieści cowidowe ciągle się niestety robią coraz bardziej koszmarne. Nie dość, że jest coraz więcej zachorowań, to dodatkowo zaczynają być związku z tą epidemią ograniczone inne usługi medyczne. Co prawda na szczęście nie muszę jeszcze z nich korzystać, ale niestety okazało się, że państwo zrobiło reset w kierunku medycznej opieki zdrowotnej, czyli całkowicie się poddało jeżeli chodzi o medyczne usługi, szczególnie w tak zwanym obiegu zamkniętym, czyli w szpitalach. Niestety wszelakie zabiegi są odraczane do bliżej nieokreślonych terminów. Biedni ci wszyscy pacjenci onkologiczni, kardiologiczni, ale także i pełni wszelakich innych chorób, odstawieni są teraz naboczny tor, a często niestety są to dolegliwości terminalne i odłożenie ich w bliżej nieokreślony termin mogą się dla wielu takich pacjentów tragicznie skończyć..
Ale to tylko pozory rządzenia, rządzący bowiem udają, że cokolwiek robią, aby zamydlić społeczeństwu oczy i zając się tym, o o im de facto chodzi, czyli robieniem interesów. A to trzeba przyznać świetnie im wychodzi, zwłaszcza gdy wiele machlojek łatwo jest ukryć, gdy ma się za sobą generalnego prokuratora, który każdą sprawę może po prostu unieważnić i oddać do lamusa, a gdy już łeb sprawie się ukręci, to hulaj dusza, piekła nie ma, można nadal swoje lody kręcić, już teraz bezkarnie. Ale do czasu panie Z. do czasu, kiedyś przyjdzie czas, że będzie pan i pana pisowsko -solildarni po polsku kolesie będą rozliczeni z każdej nieprawości.
Czekan ma to z niecierpliwością, a wraz ze mną około 70 procent Polaków, bo ta reszta, może już nawet niekoniecznie 30 procentowa, wciąż myśli po pisiemu: manna leci z nieba, nie trzeba pracować, wystarczy, że się powie pisowi TAK i już z mamona jest w kieszeni. Ato, że kiedyś nasze wnuki i prawnuki za to zapłacą nie jest ważne. Niech oni się potem martwią.
Taką to przyszłość niestety szykujemy swoim następnym pokoleniom Będą przeklinać nie tylko Kaczyńskiego, Ziobrę Gowina czy jakiegoś innego prawicowego bubka, ale będą mieć słuszne do pretensje swoich dziadów, że tak łatwo dało ich się wykiwać.

No i masz, zaczęłam pisać blog, gdy słonko świeciło, teraz już znów robi się pochmurnie, pewnie gdzieś tam nawet deszcz, czy śnieg pada.
A własnie a’propos, dzisiaj zaglądnęłam na bocianie gniazdo w Przygodzicach, oczywiście, że jeszcze nie ma tam w nim bocianów, pewnie dopiero za trzy tygodnie się tam pokażą, ale za to widziałam właśnie, że w Przygodzicach sypie sobie śnieg.
A niech sobie teraz sypie, grunt, żeby cieplej się zrobiło, gdy nowi lokatorzy w gnieździe się pojawią.
No to czekamy na przylot boćków, niech żaby na wszelki wypadek mają się na baczności, chowając się w bezpiecznych kryjówkach,

Miłego czwartkowego popołudnia

T

Dzień dobry Uleczko

I znów muszę napisać, jak ten czas szybko mija, a dopiero co była środa i …znów ona nadeszła.
Mam nadzieję, że jej nie przegapisz, ale pogoda jest tak ślicznie słoneczna, że pewnie zajęta jesteś już wiosennymi spacerami
Bo dzisiaj znów wstał pięknie słoneczny dzień, prawie, że już oddech wiosny czuć za oknem.Ciesz się więc słonkiem dzisiaj Uleczko, mam nadzieję, że będzie ta środa dla Ciebie radosna i przyniesie Ci w końcu możliwości skorzystania z sanatoryjnego leczenia, jako, że podobno w dość epidemiologicznej ograniczonej oprawie ma być jednak podobno niedługo dostępna.
No to oczekuj na następne Twoje skierowanie (a może już go dostałaś) i….do następnej środy.
Może wreszcie wszystko powróci do normy, chociaż tej wciąż jeszcze niepewnej, najniżej ocenionej, ale będziemy już dalecy od tych codziennych potyczek z wirusem?
Wczoraj przeczytałam, że podobno mają kształcić specjalne psy, które będą miały zdolność do wykrywania tego strasznego wirusa z koroną wśród ludzi.
Podobno człowiek dotknięty tą choroba wydaje specyficzny zapach, który dla psiego nosa jest łatwy do wykrycia. Zresztą podobnie i specjalnie wyuczone psy potrafią i inne choroby rozpoznać, na przykład chorobę nowotworową, czy nadchodzący atak epilepsji.
Oj ci nasi mądrzy przyjaciele – czworonogi, potrafią tyle dobra dla człowieka uczynić, a tak często są maltretowane, coraz częściej czyta się o bestialskich postępkach dwunożnych niby homo sapiens wobec psów, kotów i innych zwierzątek. A te są niestety bezsilne i mimo że natura zaopatrzyła je w zęby i pazury, często jest to niestety nie wystarczające do samoobrony.
Bardzo często znajduję o takich bestialskich wyczynach wzmianki na Facebooku, czy w innych gazetach i…….. celowo omijam takie artykuły, bo moje serce nie wytrzymuje żalu, który mną wtedy targa. Nie mogę zrozumieć, czemu tyle zła jest na tym pięknym naszym świecie wobec innych ludzi, czy wobec zwierząt.
Co prawda takie szkolenie nie pomoże w zwalczaniu tej choroby, ale będzie bardzo pomocne w wykrywalności, czyli pewnego rodzaju ograniczeniu możliwości ich rozprzestrzeniania. co może oznaczać, że w miejscach przebywania większej ilości osób, na przykład na lotniskach, na dworcach. taki piesek będzie sobie przyjaźnie obwąchiwał ludzi i bezbłędnie wskazywał ludzi potencjalnie zagrażających zakażeniem tą chorobą innych.
Mam nadzieję, że takie pieski nie wzbudzą paniki wśród podróżnych, bo wciąż są osoby, które po złych doświadczeniach psów po prostu się boją, ale na ogół do takich akcji przygotowywane są psy o bardzo łagodnym charakterze np labradory czy retriwery, zbudzające raczej zaufanie. Czasami nawet wykorzystywane są przez niektóre linie lotnicze jako opiekunowie zestresowanych przyszłych pasażerów, dzięki nim łatwiej jest opanować strach przed podróżą samolotem, czyli są jakby uspokajającym plastrem ułatwiającym spokojny, bezstresowy lot przyszłym pasażerom.
Wiem, są ludzie, którzy zdecydowanie wolą koty niż psy, ale jakoś do tej chwili nie słyszałam, żeby udało się jakiegoś kota wykorzystać w podobnych sytuacjach, koty jednak są wielkimi indywidualistami, nie chętnie poddającym się jakimkolwiek tresurom, Różnica jest taka, że pies zawsze do końca wykona swoje zadanie, a nigdy nie wiadomo, czy kotu nagle się nie odwidzi, zawinie swój ogon i pójdzie w drugą stronę.Chyba nawet najwięksi miłośnicy kotów przyznają mi tu rację.
Kot owszem pieszczoty lubi, ale tylko wtedy, gdy on uważa, że jest na to odpowiedni dla niego czas, w innym przypadku zębami i pazurami potrafi pokazać, że mu się taki przymilanie wcale nie podoba.
No cóż, może kiedyś jednak nadejdzie czas, że i koty pozwolą się człowiekowi całkowicie „ujarzmić” i będą mogły być wykorzystywani do pokornej służby człowiekowi, wszak to też przecież bardzo mądre istoty, tylko obdarzone są własnym specyficznym podejściem do życia, a kto tam kota zrozumie……

A jak już pisałam, za oknem świeci słonko, chociaż temperatura nadal nie jest wiosenna, termometr co prawda pokazuje nam plusowe, ale jeszcze dosyć niskie wartości, ale mam dobrą wiadomość: co prawda jutro i może jeszcze przez kilka dni będzie padał deszcz lub nawet deszcz ze śniegiem, ale do wiosny pozostało tylko 11 dni.
A ja już wczoraj w Parku odnalazłam pierwsze przebiśniegi 🙂
Fantastycznej środy 🙂

dzisiaj coś innego

Mały odskok od naszej rodzimej polityki, czyli sensacja, jaką wywołał wywiad Megan i Harrego z Oprah Winfrey.
Tak naprawdę cały tak zwany wielki świat jest zainteresowany tym, co na angielskim królewskim dworze się dzieje, chociaż dworskie tajemnice królewska rodzina stara się bardzo starannie ukrywać przed innymi.
Jak bardzo musieli być zdeterminowani zarówno Megan, jak i Harry, skoro zdecydowali się jawnie opisać sytuację, która zmusiła ich do opuszczenia Anglii.
Pewnie, że Megan wstępując do Bingham powinna była się spodziewać, że może czekać ją tam wiele kłopotów, przecież znała historię chociażby Diany, czy Sarah Ferguson, które nie potrafiły odnaleźć się w tej wielkiej rodzinnej korporacji, rządzącej się prawami dworskiej etykiety pod ścisłym nadzorem Królowej Elżbiety II, bardzo surowo przestrzegającej dworskie reguły.
Akurat jestem teraz w trakcie oglądania na Netflixie serialu Crown, który rozpoczął się w momencie ostatnich dni sprawowania władzy na angielskim dworze Ojca Elżbiety, Króla Jerzego VI.
Był to król cieszący się wielką estymą wśród angielskiego ludu, którą sobie zapewnił swoją postawą w trakcie bombardowania przez Niemców Londynu – zadecydował, że nie pozostawi Anglików samotnie, wspólnie z nimi te trudne wojenne czasy przejdzie, dodając im tym tak potrzebnej otuchy.
Ale władza Jerzemu VI spadła dosyć niespodziewanie, nigdy nie czuł swojej mocy, był człowiekiem raczej zakompleksiałym, nie czującym się dobrze w roli króla, dla niego najważniejsza była rodzina: żona i dwie córki, które kochał nade wszystko.
Dlatego może wtedy sprawy polityczne spadały na drugi plan, więcej miał w tej sprawie do powiedzenia premier Churchil, z którego decyzjami król się po prostu zgadzał.
Król Jerzy zmarł stosunkowo bardzo wcześnie, w wieku 57 lat, na wskutek śmiertelnej choroby nowotworowej, a na tronie zasiadła młodziutka jego córka Elżbieta. O to ona własnie zaczęła wprowadzać bardzo surowe i ściśle określone dworskie zasady, które przez całe swoje lata władzy przestrzegała, stawiając je często wbrew sobie nawet ponad rodzinne uczuciowe powiązania.
Pierwszą taką decyzję musiała podjąć wobec swojej młodszej siostry Księżniczki Małgorzaty i musiała potępić jej romans z byłym oficerem RAF-u, koniuszym kapitanem Peterem Townsend-em , który był człowiekiem żonatym. Elżbieta musiała wybierać: albo miłość do siostry, albo dobro Korony.
Gdy występowała na tron wydawała się spokojną, potulną, młodą dziewczyną, jednak na wszystkich jej decyzjach górę brały względy przestrzegania królewskich zasad i królewskich tradycji.
Nie były to wcale łatwe decyzje, niejednokrotnie oskarżana była o brak empatii, może i o egoizm, ale ona tak po prostu widziała swoją władzę o wciąż nadal te same zasady przestrzega
Pierwszym bardzo bolesnym dla niej zetknięciem była historia Diany, najpierw jej niefortunne małżeństwo z synem Elżbiety,
następcą tronu Księciem Karolem, zakończone rozwodem, co już dla tej koronnej firmy było wielkim zachwianiem królewskiego autorytetu, a potem śmierć Diany, zwłaszcza, gdy okazało się, że Królowa Serce Diana zdecydowanie podbiła serca Anglików.
Wielu Anglików miało wtedy wprost żal do Królowej Elżbiety za to, że nie potrafiła oficjalnie wyrazić swojego żalu po tragicznej śmierci Diany.
Później musiała pokonać swoja niechęć do swojej przyszłej drugiej synowej Kamili i wbrew sobie wyrazić zgodę na ślub z nią swojemu synowi Karolowi, chociaż prawdopodobnie zawsze miała świadomość, że to własnie Kamila była przyczyną rozkładu małżeństwa Karola.
Może właśnie dlatego wciąż nie może przekonać się do przekazania królewskiego berła swojemu synowi, jakby nie dopuszczając myśli. że wiele wartości, które ona przestrzega, będzie najprawdopodobniej wraz z taką zmianą zaprzepaszczonych, albo chociaż poluzowanych.

Królowa Elżbieta bardzo oddana jest swoim wnukom Wiliamowi i Haremu, może fakt, ze zostali oni przez los przedwczesna śmiercią matki pokrzywdzeni, dodatkowo jej uczucia wobec wnuków wzmaga.
I tu nie ma kłopotów ze starszym wnukiem Wiliamem,który ożenił się z Kare Middleton, która bardzo szybko dostosowała się do panujących na dworze stosunków, za to niestety młodszy, Harry ożenił się trochę wbrew obowiązującym surowym zasadom, wśród których również ważną rolę odgrywa sprawa rasizmu, od którego jak widać dwór nie do końca się uporał i wręcz podjął próby zwalczania i negacji tego związku.
Co prawda syn Megan i Harego – Arche jest na stosunkowo dalekim miejscu w walce o tron, ale ze względu na kolor skóry, który nie jest całkowicie biały, wystąpiło mnóstwo zastrzeżeń i związanych z tym podjazdowych pomówień.
Rodzina Harego poczuła się zagrożona i dla bezpieczeństwa głównie syna, ale również i Megan postanowiła na zawsze wyprowadzić się nie tylko z Londynu, ale i z Anglii
Przez dłuższy czas sprawa by la tuszowana przed publicznością, zgodnie z zasadą własne brudy pierzemy we własnym domu .
Jednak ostatnio z sprawą wywiadu z Oprah sprawa znów nabrała rozgłosu, ani Hary ani Megan nie chcą dłużej ukrywać powodów swojej wyprowadzki z Anglii. Być może powodem takiej decyzji o ujawnianiu wiele niewygodnych dla dworku faktów jest druga ciąża Megan, teraz tym bardziej musi czuć się w pełni bezpieczna i daleko od ewentualnych zagrożeń.
Trudno mi ocenić ten wywiad. Z jednej strony Megan wiedziała jak wyglądają stosunki w tej rodzinie, wiedziała, że wstępuje w pewnego rodzaju korporację, w której musi wyzbyć się samej siebie, swoich zwyczajów, przyjaciół, swojej dotychczasowej codzienności, to trochę tak, jakby stała się zwyczajnym żołnierzem w armii, w którą została wcielona i musi się bezwzględnie podporządkować.
Ale trzeba przyznać, że Megan nie jest przeciętną, młoda kobietą, ona już bywała w całkiem innym. normalnym świecie, może nie do końca pozbawionym przemocy, ale pełnym możliwości rozwijania siebie według swoich założeń.
I dlatego teraz żal mi jest Megan, która podobnie jak kiedyś Diana, czy Sarah nie mogła pogodzić się z taką rzeczywistością, której do końca nie znała i która odbiegała od jej pojęcia tego świata.
Miała przeświadczenie że w imię miłości do swojego męża uda jej się połączyć jej dotychczasowy świat z pałacowym życiem w złotej klatce, ale niestety emocjonalnie nie była wytrzymać nacisków, którym została poddana
Według mnie godna pochwały jest postawa Księcia Harego, który miłość założonej przez siebie rodziny zwyciężyła ze skostniałymi poglądami jego dotychczasowej rodziny.
Na pewno i dla niego sam fakt, że musi wybierać pozostawi piętno na jego dalszym życiu/
Taka jest moja opinia o .zaistniałym w londyńskim dworze konflikcie, chociaż tak do końca nie jestem przekonana, czy sprawa musiała obrać aż tak wielkiego rozgłosu, są sprawy, które można we własnym rodzinnym gronie rozegrać, ale to zależy od dobrych chęci wszystkich jej uczestników

m

8 MARCA czyli Dzień Kobiet

PRZYJMIJ ŻYCZENIA BABO KOCHANA
OD DRUGIEJ BABY Z SAMEGO RANA
NIECH DZIEŃ CAŁY BĘDZIE RADOSNY
BĄŹ ZDROWA BABO, OBY DO WIOSNY

Właśnie byle do wiosny!!!!
Bo każdy z nas już ma dosyć tego przymusowego zamknięcia w domu i nawet jeżeli ktoś odważy się wyjść gdzieś na ulicę, to albo strach przed coraz większa zachorowalnością go ogarnia, albo….coraz bardziej kapryśna pogoda, jednego dnia słonko, drugiego pada śnieg lub deszcz……
A czego mogę życzyć w tym szczególnie świątecznym dniu Drogie Kobiety?
Życzę Wam, abyście się czuły w pełni sobą, czuły się wolne od nakazów i zakazów, mające prawo bez żadnych przykrych konsekwencji wyrażać swoje zdanie i w domu i na ulicy, by potem nie być potraktowanym pięścią lub pałką teleskopową.
Smutne i straszne jest to, że kobieta sama nie może decydować o sobie, o swojej rodzinie, nie może swoich uczuć przelać na czyny, że ma nakaz życia pod dyktando kogoś, kto sobie sam bezprawnie nadał prawa decydowania o wszystkim i o wszystkich i siłą wymusza bezwzględne posłuszeństwo.
Walka o prawa wyborcze dla kobiet rozpoczęła się już w XVIII wieku
Ruch sufrażystek powstał w 1848 w USA ogłaszając deklarację praw kobiety. Ten społeczny ruch uaktywnił się podczas wojny secesyjnej 1861-1865. Prawa wyborcze kobiety uzyskały po raz pierwszy na terytorium Wyoming w 1869, lecz walka o prawa trwała aż do przyjęcia przez Kongres 19. poprawki do konstytucji w 1920 roku.
W Polsce kobiety uzyskały prawa wyborcze po odzyskaniu suwerenności 28 listopada 1918 roku dekretem Tymczasowego Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Dekret Naczelnika Państwa o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego stanowił, iż „Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel Państwa bez różnicy płci” oraz „Wybieralni do Sejmu są wszyscy obywatele (lki) państwa posiadający czynne prawo wyborcze”. Postanowienia zostały utrzymane przez konstytucję marcową.
I w ten sposób Kobiety zyskały możliwość głosowania, czyli kształtowania politycznej rzeczywistości kraju, ale równocześnie wciąż traktowane są inaczej niż męska część populacji, wystarczy popatrzeć tylko na zarobki,które dla kobiet są zdecydowanie mniejsze niż są one na porównywalnych stanowiskach obłożonych przez mężczyzn.
A co się jeszcze zmieniło? Kobiety zdecydowanie wyszły już ze stanowisk opiekunek domowego ogniska, chcą robić kariery, rozwijać swoje możliwości, oczywiście nie odżegnując się od swoich domowych obowiązków, ale te chcą równo dzielić z odpowiedzialnością swoich mężów. Minęły czasy, gdy mężczyzna wraca po pracy, kładzie się z gazetą na kanapie i oczekuje, że będzie zaopiekowany.
Kobiety słusznie doszły do wniosku, że domowe obowiązki powinny być proporcjonalnie rozłożone na obu małżonkach, zresztą i na tym między innymi polega proces wychowawczy młodego pokolenia, które powinno brać wzorce od obu rodziców, aby potem tę prawdę do jednakowo traktowanego prawa i dla kobiet i dla mężczyzn był respektowany.
Dlatego to o co kiedyś walczyły sufrażystki przekłada się teraz nie tylko na prawo głosu politycznego, ale i na prawo do głosu społecznego i prawo do samostanowienia o swoich losach.
Ostatnie wydarzenia w Polsce wyraźnie zaprzeczają tym wywalczonym przez kobiety przywilejem.
Kobiety zostały potraktowane jako bezwolne machiny do rodzenia dzieci, nawet tych bardzo chorych, nie mających szans na przeżycie.
Odebrano im prawo do decydowania o przyszłości swojej rodziny, przede wszystkim w tych bardzo tragicznych dla nich momentach zamiast współczucia spotkały się z całkowitą bezwzględnością i graniczącym z cynizmem nakazem rodzenia dzieci niepełnosprawnych, skazanych przez genetykę na śmierć, pod groźbą bardzo surowej odpowiedzialności. i wyciągnięciem nieludzkich wprost konsekwencji.
Bo jakim trzeba być cynikiem, nakazując przez 9 miesięcy nosić pod sercem dziecko skazane nie tylko na śmierć, ale wcześniej na nieprzewidywalne tortury? W dodatku te nakazy są makiawelicznie ukryte pod fałszywymi pseudo chrześcijańskimi przesłankami, a wywodzą się niestety tylko z prostej matematyki kupowania politycznego poparcia.
Dlatego kobiety wyszły na ulicę i powiedziały DOSYĆ upodlania i niszczenia kobiet i tego, co dla nich przedstawia prawdziwe, a nie fałszywe przesłanki.
Podjęcie decyzji determinacji ciąży nie należy wcale do łatwych momentów życia kobiety. Jest to strach i zarazem wielki psychiczny ból, które kobiety muszą same rozpatrzyć w swoim sumieniu, nikt nie ma prawa za nich takich decyzji podejmować.
To kobieta musi zadecydować, czy już z teraz godzi się na rozstanie ze swoim chorym dzieckiem, oszczędzając mu cierpień, na które niestety los go skazał, czy może decyduje się jednak na podjecie ryzyka powołania na świat dziecka, którego losy mogą skończyć się dla niego tragicznie.
Nasz rząd ma tylko gębę pełną frazesów, dotyczących ewentualnej pomocy pokrzywdzonym dzieciom i ich rodzicom, praktyka niestety pokazuje, że nikomu tak naprawdę nie zależy na wyjście pomocą takim rodzinom, bo ich pomoc kończy się jakąś niewielką jałmużną i wiele heroizmu musi z siebie wykrzesać taka matka, która niestety jest często skazana na swoje własne decyzje, bo niestety dosyć często zdarza się, że matka z niepełnosprawnym dzieckiem zostaje porzucona przez męża, który nie czuje się na siłach i nie czuje obowiązku ponosić trudy wychowywania kalekiego dziecka. Bardzo smutne są to historie, niestety jak wiemy dosyć często jednak się zdarzające.
Smutne to wszystko, że takie bolesne tematy muszę poruszać w Dniu Święta Kobiet, które powinny być na piedestale rodziny i może nie tyle tylko pachnieć, czy tylko wychowywać dzieci i czuć się prawdziwą gospodynią domu, ale powinna spełniać wszystkie swoje marzenia, zarówno podejmować trudy codziennego życia, ale również i czuć się spełnioną, radosną, żyć pełnią szczęścia.

I tego wszystkiego moje Drogie Panie z okazji dzisiejszego święta Wam życzę..
Nie tylko kwiatka i słodkiego całusa na dzisiaj, ale tego, żeby i każdy następny dzień był dla was radosny i szczęśliwy,

niestety…….

……jak warczała ta tablica rozdzielcza w przedpokoju, tak nadal warczy.
Niestety samo dokręcenie śrubek niewiele pomogło, coś mi się wydaje, że czeka mnie remont generalny przewodów, a to już poważna sprawa, bo może okazać się, że sama wymiana tablicy to za mało, może gdzieś być jeszcze jakieś zwarcie głębiej w ścianie.
I przyznam się, że coraz bardziej tego się boję, bo rzeczywiście to pożarem może się skoczyć i to nie tylko u mnie w mieszkaniu, ale może taki pożar i całą kamienicę ogarnąć.
Chyba będę musiała porozmawiać z gospodynią , ale nie wiem, czy cokolwiek wskóram, bo znając jej niechęć do płacenia za jakiekolwiek remonty, może być mało zainteresowana tym tematem, chociaż de facto taka awaria już podlega administracji, a dokładnie właścicielowi kamienicy.
Oczywiście warczenie rozpoczyna się w momencie włączenia nocnego licznika i zaraz po jego wyłączeniu ono zanika, ale wystarczy czasami nawet bardzo krótki czas, by doszło do nieszczęścia.
Dzisiaj dam jej jeszcze spokój, bo to dzisiaj niedziela, niech dziewczyna sobie w spokoju odpoczywa, jutro spróbuję z nią porozmawiać.
Bo może akurat okaże się, że nie taki straszny diabeł, jak go malują?
Tylko inna sprawa, skąd wziąć dobrego i odpowiedzialnego elektryka, bo ten, którego Kasia kiedyś przyprowadziła był jakiś taki delikatnie mówiąc – niedouczony.
No to mam następny problem i Myślenice, co z nim zrobić………
No własnie, dzisiaj wstała dosyć słoneczna od rana niedziela, ale raczej chłodna, z dosyć przejmującym wiatrem.
O tak dzisiaj na spacer się raczej nie wybieram, bo jestem po całkowicie nieprzespanej całej nocy, pewnie i to wyrczenie z przedpokoju mnie też wyprowadzało z równowagi, chociaż na wszelki wypadek drzwi do przedpokoju zamknęłam, żeby mniej go słyszeć.
A co robiłam ciekawego w nocy?
Otóż dokończyłam oglądać sobie na Netflixie serial „Ania, nie Anna”, czyli całkiem inną wersję Ani z Zielonego Wzgórza.
Co prawda na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tej wersji, sale w trakcie oglądania bardzo się w ten serial wciągnęłam, tym bardziej, że było tam poruszanych wiele takich tematów, które do tej pory nie znałam, chociaż już kilka wersji, w tym tę dostępna w TVP, oglądałam.
Oczywiście tematem przewodnim jest adopcja dziewczynki z sierocińca prze starszą parę Rodzeństwa, Marylę i Mateusza, którzy na początku niezadowoleni byli z jej przyjazdu, oczekiwali bowiem na chłopca, który miał im pomagać w gospodarstwie, ale z czasem pomiędzy Anią, Marylą i Mateuszem zawiązała się bardzo silna rodzinna więź, a dziewczyna podbiła serca nie tylko Rodzeństwa, które ja adoptowali, ale i koleżanek i kolegów ze szkoły, którzy na początku byli bardzo do niej sceptycznie nastawieni, a z czasem i podbiła serca innych mieszkańców Avonlea.
Ale były też i inne wątki, między innymi poruszane były problemy rasizmu,. które bardzo odbijały się na nietolerancji osób innych niż mieszkańcy miasteczka, ciekawe, że problem nietolerancji i to nie tylko związana z rasizmem, ale i z wyznaniem i z poglądami polityczno – społecznych nadal bardzo jest aktualna, mimo, że od tamtych czasów, w których dzieje się akcja, minęło sporo czasu i wydawałoby, że jednak światopogląd dokonał pewnej ewolucji czasowej, ale wystarczy popatrzeć na obecną sytuację chociażby u nas w Polsce, gdzie nadal istnieje podział na tych ludzi lepszych i w związku z tym uprzywilejowanych i na ludzi z tak zwanego gorszego sortu . I tak jak w tamtych czasach ideą, przewodnią tego podziału jest jakaś wyimaginowana wyższość nad innymi , popierana nienawiścią i chęcią zemsty.
Ten serial porusza też problem przyjaźni pomiędzy ludźmi, często należących do innych klas społecznych , tolerancji i zwykłej ludzkiej dobroci, niosącej innym pomoc w zagrożonych sytuacjach.
Jeszcze jeden z ciekawych, a i teraz aktualnych poruszanych w serialu tematów jest walka o prawo do własnego zdania, do wyrażania nawet w istniejących już wtedy gazetach wolnych poglądów, będących często w sprzecznościami z tymi ogólno przyjętymi i z góry narzuconymi zasadami.
Trzeba dodać, że akcja serialu jest osadzona w latach 70 – 80 XIX wieku, gdy panowały jeszcze bardzo surowe zwyczaje i nikomu, ani arystokratom, ani tym bardziej prostym ludziom nie przychodziło nawet do głowy, że można by się w jakikolwiek sposób im sprzeciwiać.
Młode panienki z tak zwanych dobrych domów wychowywane były na pensjach na przyszłe panie domu, posłuszne mężowi i oddane rodzinie i dzieciom, tak więc nawet myśl o ewentualnej dalszej kontynuacji nauki wydawała się niedorzeczna, chociaż już w tym serialu widać, że tamtejsza młodzież pomału stara się te zasady złamać i próbuje podejmować swoje dalsze kształcenie.
Na szczęście ten problem w obecnym świecie zanika, nawet dzięki naszej przynależności do Unii bardzo rozszerzyły się horyzonty dalszej nauki poza granicami Polski.
Może własnie dlatego naszej młodzieży tak bardzo zależy, żebyśmy z Unii nie wyszli, bo to mogłoby ograniczyć lub nawet całkiem zniweczyć wiele karier młodych ludzi, którzy chcą byc otwarci na świat, a nie chcą być zamknięci w ciasnych okowach kościelno – politycznej ciemnoty.
W każdym bądź razie bardzo polecam ten serial, niby przeznaczony jest do oglądania przez młodzież, ale treść tam zawarta może naprawdę zmusić do wielu ciekawych przemyśleń.
A tak poza tym Wszystkim miłej i przyjemnej niedzieli w słoneczne promienie oprawionej życzę, chociaż temperatura wciąż nie jest zachęcająca.

i znowu bumelka

Ale nie miałam dzisiaj czasu na wpis.
Po pierwsze dosyć długo i smacznie dzisiaj spałam, kiedyś trzeba w końcu porządnie się wyspać, a potem miałam gościa- Maćka, który z małą „pokusą’ w postaci hiszpańskiego torcika przyszedł, więc trzeba było i do tego torcika kawusi zaparzyć.
Jak to dobrze, że przyszedł bo zawsze ma u mnie jakaś „fuchę” ma zapewnioną – tym razem było to wyciągnięcie jabłka zza lodówki, bo tam mi kiedyś wpadło.
Co prawda mogłabym poczekać, aż się jabłoń z niego wykluję, miałabym swój prywatny jabłkowy sad przynajmniej, ale za to mam dzisiaj dobry podwieczorek,
A najważniejsze jest to, że Maciek zrobił mi przegląd tablicy rozdzielczej w przedpokoju, po prostu śrubki się poluźniły i okropnie tam wyrczało. Ale jest to niebezpieczne, własnie sporo z tego pożarów z elektrycznych przewodów się bierze. Trzeba jednak co jakiś czas je przeglądać, tym bardziej, że u mnie własnie licznik najwięcej w związku z elektrycznym ogrzewaniem działa w nocy, a to może być niepokojące, bo gdy człowiek śpi traci kontrolę nad wszystkimi nawet najmniejszymi symptomami nieprawidłowości – mogłabym spłonąć żywcem, a wraz ze mną i pół kamienicy. Coraz częściej czyta się zresztą o takich nocnych awariach i związanych z tym tragediach.
Jak to dobrze, że mam Maćka, który zawsze jest czujny na każde moje wezwanie i potrafi takie awarie usunąć.
Niestety niewiele osób w moim wieku ma taką możliwość korzystania z takiej opieki.
Ot, przynajmniej dzisiaj rozmawiałam z moją też starszą już koleżanką, która żaliła się, że nie ma kto jej firanek powiesić w świeżo umytych oknach. Zabroniłam jej wchodzić na drabinę, może uda jej się w końcu uprosić kogoś z młodszych sąsiadów, bo spadek z drabiny mógłby się dla niej tragicznie skończyć, a u osób starszych o zawroty głowy na wysokości niestety bardzo łatwo.. No cóż, nie każdy ma swojego Maciusia koło siebie 🙂
No a potem jeszcze musiałam wykonać kilka telefonów i ugotować jakieś jadło, Chociaż już myślałam, że po takiej porcji słodkości już nic jeśćdzisiaj nie będę.
Ale za to zjadłam tak na zachodni sposób obiado – kolację i mam z głowy do jutra jedzonko, no oczywiście z owego jabłka nie zrezygnuję jednak 🙂
I w taki oto sposób zrobił się już sobotni wieczór, nawet już ciemność za oknem zapadła, ale jeszcze udało mi się w sobotę te parę słów w blogu umieścić.
Jutro tez zapowiada się ładna niedziela, tylko co z tego, że słoneczna, skoro ciągle jeszcze zimowa temperatura????.
Jeszcze przed nami taki niepewny przyszły tydzień, a potem będzie już prawdziwa wiosna. PODOBNO!!!!
Wszystkiego zatem dobrego.

trochę nam pośnieżyło dzisiaj

Zima jeszcze wciąż chce mieć wiele do powiedzenia i raczej nas straszy, niż mrozi, lekkim śniegiem z deszczem prószy, a my je mimo, że zdążyliśmy się już przyzwyczaić do nieco wiosennych podmuchów, znów jednak musimy zaopatrzyć się w szaliki, czapki i rękawiczki.
I tak niestety pozostanie przez kilka następnych dni…..O taki piątkowy marazm pogodowo- politycznie covidowy, czyli nic się nie zmienia.
Pis coraz śmielej głowę podnosi, bo też nie wiedzieć czemu znów im poparcie wzrosło, widać tłumaczenie, że wzrost cen prądu oznacza obniżkę jego ceny zadziałało, co dla mnie nie jest zrozumiałe, ale wyznawcom Pisu wystarczy, że tak Wielki Wuc powiedział, więc ma tak być. Czekam, gdy nie będą mieli co do gara wsadzić, ale pewnie i wtedy wielki Wuc przemówi, tłumacząc, że same ziemniaki, bez omasty są najzdrowszą potrawą na świecie, a ci znów uwierzą.
Na tym polega właśnie ciemnota propagandy, mówić bądź co, ale przekonywującym głosem, ciemny lud uwierzy w każda bzdurę.
Zresztą czemu mamy się dziwić, skoro im większy idiota tym większym i lepszym doradcą premiera się okazał, ciekawe tylko, ile oni za to poradnictwo dodatkowej mamony zainkasują, bo że robią to dla dobra Polski już dawno przestałam wierzyć..
Zresztą Polska radośnie w okowy średniowiecza powraca, okazuje się, że najważniejszym przedmiotem nauczania jest religia, a nie jakaś tam fizyka, czy chemia, bez nich można się przecież uchować, bez religii ani, ani, zwłaszcza, gdy związana jest ona z przymusowymi opłatami kościelnymi. Bo wszystko w Polsce kosztuje, więc władza Kościołowi się opłacać za poparcie musi
Nie mam nic przeciwko religii, ale powinna ona być przedmiotem dobrowolnym, dostępnym dla osób, którzy ją rozumieją i chcą taką wiedzę posiąść, bo jest to dar od Boga a nie przymus. A skoro sam Bóg nie przymusza nas do wiary nie ma prawa tego uczynić żaden człowiek, który nie wiadomo jakimi argumentami się posługuje.
W ogóle dziwny jest ten tok myślenia pisowców i koleżków z otoczenia. Na przykład taki niby prezydent, który głosi wszystkim, że będzie prezydentem wszystkich Polaków już w czasie kampanii, . sporą część osób z tego zbioru Prawdziwa Polska wyrzucił za margines, czyli to były tylko puste, populistyczne, potrzebne mu do wygrania wyborów słowa, podobnie zresztą, jak obiecał sprowadzenie szczepionek przeciwko covidowi z USA, tym czasem pomylił numery kierunkowe i zatelefonował do,,,,prezydenta Chin, ciekawe w jaki sposób, w jakim języku go przekonał,że Polska potrzebuje tych szczepionek, które pewnie okażą się wkrótce jak i te chińskie maseczki całkiem nieużyteczne, bo nie miały wymaganych atestów zdrowotnych.
Pewnie podobnie będzie i z tymi szczepionkami, ale jak wiemy, Chińczykom wcale nie zależy na tym, by stosowne badania przeprowadzić, oni chcą zrobić tylko dobry interes, a naiwni Polacy świetnie do tego szemranego interesu się nadają.
Niestety na razie nic nie wskazuje na to, żeby cokolwiek mogło na lepsze się zmienić, bo opozycja nadal jest w opozycji do……siebie, każdy chce być ten najważniejszy, chce być tym dominującym, tylko że żadna aktualnie opozycyjna partia sama niestety nie doprowadzi do zwycięstwa, tylko ewentualna zjednoczona opozycja mogłaby zmienić oblicze polityczne Polski. Ale jak tu wyjaśnić tę niby prostą sprawę np takiemu Hołowni, którego ostatnim celem jest całkowite pogrążenie PO, Bez sensu? oczywiście, że be sensu, ale zdaje się, że rośnie nam następny z tych, który wszystko wiedzą najlepiej.
Na pewno wiele jego założeń jest dobrych, ale teraz jeszcze nie nastał czas na prężenie muskułów, teraz trzeba ciężkiej, wspólnej pracy
Dlatego mimo rożnych afer w obozie władzy, Pis nadal nie martwi się utratą swoich wpływów, bo zgodnie z tym co powiedział Bismarck „dajcie Polakom władzę, a sami się wykończą” nadal nie ma w tej chwili żadnej partii, która mogłaby z nimi wygrać. i co gorsze, nic nie zapowiada, by w najbliższym czasie mogło się to zmienić, bo może i opozycja nie lubi Pisu, ale również i nie lubią siebie nawzajem i zwalczają sami siebie. Na tym polega nasz paradoks polityczny, niby chcemy zmian, a robimy wszystko, by do tych zmian nie doprowadzić.
I tu muszę jako przykład przytoczyć minione czasy, w których powstawała Solidarność, która skupiała ludzi z różnych politycznych poglądów, a jednak potrafili się zjednoczyć.
Czyli można?…można, tylko najważniejsze, żeby chciało się chcieć, trzeba władną dumę do kieszeni schować o wreszcie myśleć pro państwowo, a nie pro biznesowo.
No to pogodę omówiliśmy, politykę pobieżnie też, pozostaje nam jeszcze….covid.
Wczoraj minął rok od pierwszego odkrytego w Polsce pacjenta zakażonego tym wirusem. Rok, niby długi czas, ale trzeba przyznać, że nie wiele od tego czasu się zmieniło. Niby w lecie były dwa miesiące lekkiego odpoczynku od tej epidemii, ale to były tylko pozorne mrzonki, że wirus został pokonany, ten uderzył w nas ze zdwojoną siłą.
I niestety nie ma nikogo, kto by zdecydowanie opanował tę zarazę. Wiem, że nie jest to łatwe, podobne kłopoty mają i inne europejskie kraje, oni też gubią się w tej plątaninie zachorowań, ale nasz rząd chyba już prym wiedzie w tej beznadziei, po prostyu nie mają żadnych pomysłów, co jeszcze można by zrobić , zresztą po prawdzie niewiele ich to obchodzi, na razie najwięcej zajmują się własnymi interesami i własną wojną podjazdową. A my niestety cierpimy, bo szczepionek nadal nie ma, a nawet jeżeli się pojawiają ich dystrybucja jest całkowitym absurdem, bo jak można inaczej nazwać na przykład zaszczepienie kogoś z południa Polski w nadmorskiej miejscowości?
Dziwne? nie, myślę, że ktoś chyba mocno pracował nad tym, by tak zniechęcić Polaków do szczepienia, by już więcej nie mieli nawet siły o takie się upominać,a zarządzający będą mieli przynajmniej święty spokój jeden problem z głowy.
Nikt rządzącym nie ma prawa przeszkadzać w ich rządzeniu według ich pomysłów ZROZUMIANO!!! NO!!!
Dlatego nadal BĘDZIEMY MIELI PIS, BĘDZIEMY MIELI MATRIX, BĘDZIEMY MIELI COVID A RZĄD BĘDZIE MIAŁ DOZGONNE RZĄDY AUTOKRATÓW!!!!! ZROZUMIANO??????

Dobre słowo na dzisiaj? mamy piątek, czyli weekendu początek, więc odpoczywajcie, bo kto wie jakie zawieruchy następny tydzień nam przyniesie…..

A dzisiaj Imieniny obchodzi Kazimierz

Znam tylko jednego KAZIMIERZA.
I Wy Go też z mojego blogu znacie, bo często Go wymieniam , a to jako tajemniczego V.I.P.A, a czasami i Jego pełne imię zamieszczam…..
Dlatego mam nadzieję, że razem ze mną, wspólnie, możemy Mu tu dzisiaj w Dniu Święta Jego Imienia najserdeczniejsze życzenia złożyć.
Niech Mu się wiedzie i w zdrowiu i w szczęśliwej codzienności , mimo, że ta do łatwych nie należy, ale na szczęście Kaziu umie cieszyć się i z tych rzeczy małych i tak niech pozostanie.
Niech zawsze ma poczucie miłości Jego Najbliższych, z Rodziny i z Przyjaciół
Znam Kazia już omalże pół wieku, to szmat czasu, ale wiem, że na Nim w bardzo ważnych momentach życia mogę polegać, chociaż zdaje sobie sprawę, że czasami w drugą stronę to nie zawsze tak doskonale wypada, ot na tym własnie Przyjaźń polega, czasami jesteśmy bardziej blisko, czasami dajemy sobie chwilę oddechu i żaden z nas o to się nie obraża.
Ale chciałabym, żeby ta nasza Przyjaźń, w jakim by nie była kolorze, zawsze trwała, bo jednak te prawie 50 lat wiele wspólnych wspomnień przynosi, a ti jest całkiem ładny masz wspólny „dorobek”
Niestety, nic nie jest na wieczność, ale może kiedyś i w tym Lepszym Świecie też Przyjaźń nas połączy??
A póki co niech nadal trwają nasze spotkania na ławeczce w Parku Krakowskim, bo już pomału nadchodzi ten czas.
Co prawda ja już przedwczoraj odwiedziłam naszą ławeczkę, ale było jeszcze nieco chłodnawo na dłuższe posiadówki.
Ale przecież wiosna już tuż tuz za drzwiami stoi…..
A ja wczoraj miałam dzień oddechu od wszystkiego co mnie otacza, żyłam w błogiej samotności, bez telewizora, bez telefonu, bez internetu, a szczególnie bez tego, co mnie ostatnio irytuje, czyli bez polityki.
Co prawda na Szkło kontaktowe chwilę popatrzyłam i już tyle wystarczyło bym się zdenerwowałam, gdy usłyszałam nowe rewelacyjne wręcz oświadczenie, które wygłosił jeden z tych „światłych” pisowskich ministrów, mianowicie, że zapowiedziana podwyżka cen prądu de facto będzie obniżką jego ceny bo….. własnie nie wiem bo co, bo tego nie rozumiem ,niestety pisiej filozofii nie przerabiałam, z pisią logiką jestem zdecydowanie na bakier.
Bo dla mnie jasne jest, że jeżeli za coś zapłacę więcej niż do tej pory oznaczać to będzie podwyżkę a nie ukryta obniżkę.
Ale kto za pisowcami nadąży?
Dzisiaj jest już nieco lepiej, ale też postaram się ot tak dla higieny mojego obciążonego głupotami mózgu trochę mniej na media spoglądać, szkoda moich nerwów, szczególnie, że zapowiadają, że już w przyszłym tygodniu znowu do nas zima powróci.A ja już myślałam, że wiosna pozostanie z nami na dłuższy czas….
Miłego czwartku

najbardziej nie lubię, gdy ktoś coś mi każe zrobić, w dodatku o określonej jeszcze porze., bo ten ktoś uważa, że tak ma być
A dzisiaj szczególnie jestem na nie więc dzisiaj blogu nie napiszę i już !!
Komu kawusi????