nowy tydzień

 

 

Żegnaj Panie Wojciechu, szkoda, że za wcześnie od nas odszedłeś

więc to już historia? to już było?
Nie będzie wspaniałaj rezolutnej Marysi, zadufanego w sobie Zenobiusza Furmana, czy inżyniera Gajnego, nie będzie dumnego hrabiego Żorża Ponimirskiwgo….nie będzie…….
Ta epoka już odeszła, a w nas pozostaje żal, smutek i wspomnienia , dużo uczuć dla tego Wspaniałego Aktora, który był cząstką naszej histori, naszego życia.
Wczoraj w godzinach rannych zmarł wspaniały Aktor Wojciech Pokora.
Mam poczucie, że coś się znów skończyło, historia mojego życia teraz rozpostarta jest pośród smutnych  wiadomości.
Przemijanie…przeminął znów czas mojej młodości, moich już dojrzałych lat, pośród  których własnie Oni, wielcy Aktorzy jak Pokora, i wielu, wielu innych, którzy już odeszli. tworzyli moją rzeczywistość, Teraz niestety coraz bardziej Ich brakuje……bardzo, bardzo przykro .
Pewnie, ich miejsce zajmują już inni, ale to nie to samo, to nie taki sam mistrzowski warsztat……..

Dlaczego mądrzy, dobrzy ludzie tak szybko odchodzą, a  Ci, którzy starają się psuć nam naszą rzeczywistość wciąż na posterunku trwają, trwają i ,,, bruzdżą?
Czyżby Pan Bóg dawał im jeszcze jedną szansę na poprawę? Niepotrzebnie, niektórzy są niereformowali, więc popadają w coraz większa paranoję…….

Wczorajszą niedzielę spędziłam pod znakiem Gości. Oczywiście przyszła moja Złota Rączka, Maciek i wreszcie mam  porządnie nastawiony ten koszmarny budzik, rycząca krowa juz nie jest straszna, nie budzi, Czas i temperatura nastawione są  też prawidłowo, teraz tylko postawiłam ten „mebel” na półce i….na wszelki wypadek już nie ruszam, nie eksperymentuję.
Razem z Maćkiem przyszła Daria, która już jest po sesji i ma czas wolny, który może spędzać w domowym ciepełku, a nie na  „śląskim wygnaniu” i przyszedł też czworonóg Sisi. Własciwie to nie przyszła, ale wpadła z impetem całej swojej psiej radości do mojego mieszkania, w podskokach i psich uśmiechach, jak tu takiej istotki nie kochać??

Pięknie zapowiada nam się ten dzisiejszy dzień, co prawda temperatura jest niska, nawet poniżej zera, ale świeci nam pięknie  już od samego ranka słoneczko.
A zapowiadali nawrót zimy…. Chociaż kto wie, przecież to dopiero poczatek lutego…..
Za to z wielką radością zauwazyłam, że nie tylko popołudniu ale  i rano już też dnia przybywa, jeszcze parę dni temu o godzinie siódmej była całkiem ciemnoi, dzisiaj juz mogłam zrobić sobie poranną kawkę bez potrzeby zapalania światła w kuchni.

O widzę, że na moim komputerze  literka „w” straciła swoją siłę, zrobiła się jakaś taka wyblakła, tuszu w niej zabrakło, czy co?

Przyjemnego poniedziałku, pełnego słonka i samych miłych chwil, których niech nie zabraknie też i na cały tydzień.

 

 

I jeszcze na zakończenie wpisu różyczka dla Solenizanta, Łukasza, mojego Bratanka, który obchodzi swoje….a nie ważne które już tam z kolei Urodziny.
Dodam tylko, że świetnie pamiętam ten Tłusty Czwartek, w którym przyszedł na świat, to było jakby wczoraj….

takie i owakie ciekawostki

 

Malutka krewetka ma potężną siłę w swoich szczypcach.
Potrafi nimi wytworzyć dźwięk o sile 200 decybeli, czyli  niemal taką jaką wytwarza startujący prom kosmiczny.
Dzięki tym zdolnościom w pobliskich wodach wszystkie zwierzęta padają ogłuszone tym dźwiękiem, co ułatwia sprytnej krewetce łatwe łowy.Spryciarz z niej, nieprawdaż??
A taka mała, niepozorna ważka potrafi w ciągu jednej sekundy rozpoznać 300 obrazów, podczas gdy ludzki mózg potrafi ich tylko przetworzxyć 12.
To co dla nas jest zwykłym widzeniem, dla ważki jest tylko powolnym pokazem slajdów.
Dzięki swoim zdolnościom ważka może łatwo się poruszać i skutecznie polować na inne owady w ruchu.
No i jeszcze jedna ciekawostka ze świata zwierząt.
Nieśmiertelność była i  jest marzeniem niejednego człowieka, nawet naukowcy poświęcali nieraz całe swoje życie czyniąc jakieś eksperymenty w tym kierunku, poszukając eliksiru młodości.
A tu proszę, taka niewielka meduza posiada właściwości odmladzania swoich komórek (coś dla kobiet), przywracając je do swoich pierwszych postaci, a co najważniejsze, może czynić to wielokrotnie, więc śmiało można rzec, że meduza jest nieśmiertelna.
A może ktoś tym sie nawet zainteresował i odpowiednie kosmetyki z ciała takiej meduzy wytwarza. Niejedna kobieta oddałaby za t nawet bajońskie sumy, żeby tylko młodą pozostać na zawsze.
No tak, ale co komu po zdrowym ciele, gdy dusza jest chora? A na to chyba już lekarstwa nie ma.
Gorycz zmartwień, pomówienia, nerwy na codzień to nasza rzeczywistosć.
Mało jest teraz osób wolnych od wszelakich stresów, a przecież każdy lekarz jako receptę zalecu zdrowe, bezstresowe życie.
Tylko jak to zrobić, bo nawet jeżeli w rodzinie się dobrze układa, nawet jeżeli sa jakieś tam pieniadze, chociaz one  nie przynoszą szczęścia, niemniej do życia są potrzebne, przynajmniej w jakiejś niezby dużej, ale przyzwoitej postaci, to sama świadomość zagrożenia, które wisi nad światem, nad nami zaburza naszę prawidłowe warunki życia.
A tak wiele nie potrzeba, wystarczy jedna bombka i…
Lepiej nawet nie myśleć, szczególnie w niedzielę.

Niedziela jest na FUN, na radość i tego na dzisiaj wszystkim życzę.

a gdy już myślałam, że…

 

…naprawiłam mój budziko- zegaro – termometr, byłam w głębokim błędzie. Do naprawy użyłam latarki, żeby lepiej oświetlić te nieszczęsne napisy, zresztą okazało się, że one sa tylko poszczególnymi literkami w jezyku angielskim, ot skróty, nic nie mówiące.
No dobra, ponaciskałam wszystkie możliwe guziki i byłam z siebie bardzo dumna, bo co prawda  przestawiłam  już temperarturę z F na C, ale ukazały mi sie tylko godziny w  systemie AM, czyli porannym, bo godz 12-stej, potem znów zamiast 13 pokazuje się tylko jedynka, czyli wszystko zaczyna się od poczatku..Wydawało mi się, że te ryczące krowy też zamieniałam na  odgłosy kukułki, wyraźnie przyjemniejsze dla ucha.
Byłam z siebie bardzo dumna, bo wczoraj o  północy  już te wredne krowy nie zaryczały, ba, nawet kukułka nie zakukała.
A gdy nadal  bardzo dumna z soebie opowiadałam o tym przez telefon V.I.P.owi, chwaląc się, jaka to jestem sprytna, nagle znów odezwała się ta wredna, wściekła krowa, ryczała tak głośno, że musiałam przerwać rozmowe i ją znów uciszyć.
Już nawet miałam zamiar wziąć jakiś młotek, żeby ją po głowie zdzielić, ale przypomniałam sobie, że nie mogę tego urzadzenia unieszkodliwić, zepsuć, bo to przeciez jest prezent od mojej Magdy.
No tak, właśnie przez to, że włączyłam na zegarku tylko przedpołudniowe godziny, owa krowa zaryczała nie o 12 w nocy, a o 12 w południe.
Tylko co się stało w takim razie z kukułką? Krowa ją zeżarła, czy co?
Jak więc widać moja Koleżanko Aniu, moich kłopotów z ryczaca krową jest ciag dalszy i co najgorsze, nic nie wskazuje na to, żebym to sama zmieniła.
No, chyba, że przyjdzie kiedyś w odwiedziny do mnie moja Złota Rączka – Maciuś i skutecznie naprawi to piekielne urzadzenie.

A propos zwierząt,, do których zresztą nie mam żadnych zastrzeżen, no może z wyjątkiem natretnych much, komarów, czy os. Ale to latające zwierzaki, na razie mam je z głowy, dopiero w lecie dadzą o sobie znów znać.
Wczoraj ogladałam na TVP2 bardzo przyjemny, familijny film pt. Marlin i ja.
Facet opowiada swoje perypetie ze swoim pupilem, przemiłym zresztą  labradorem, którego nabył wraz ze swoją żoną tuż po ich slubie.
Szczeniak był rzeczywiście nie tylko uroczy, ale i w sumie upiorny, cały czas tylko zabawy były mu w głowie, zresztą nie zawsze te zabawy właścicielom się  podobały, bowiem psiak namiętnie gryzł  i psuł wszystko to, co go otaczało, był przy tym niesamowicie żywiołowy i czasami rzeczywiście trudny do opanowania. Czas mijał, małżenstwo doczekało się trójki wspaniałych dzieci, rodzinne ognisko wesoło się rozpaliło, pełne miłości rodziców, dzieci i psa Merlina. I nawet, gdy czasami pies po swojemu dokazywał, wszyscy Marlina bardzo kochali. Niestety,  z czasem przyszła pora na pożegnanie, pies już na starośc był tak schorowany, że trzeba było ulzyć mu w jego cierpieniu. Smutny był bardzo czas rozstania rodzinki i psa, wszyscy wtedy przypominali sobie wszystkie  chwile wspólnie spędzone, szalone i wesołe, czasem kłopotliwe. łza w oczach kręciła się nie tylko wśród rodzinki, ale przyznam, że i w moim oku tez sie niejedna zakreciła.
Przypominałam sobie wszystkie moje smutne pożegnania z moimi bokserkami, z  Atą, a potem z Tiną i z Kają……..

Niestety, czworonogi żyją o wiele krócej niż my i przychodzi taki moment, że trzeba im powiedziec do zobaczenia, chociaz serce kraje sie z wielkiego żalu.

Zresztą wszystkie pożegnania są takie smutne, wiem coś o tym, bo dzisiaj od rana jakieś takie rodzinne wspomnienia mnie nachodziły, przypominali mi się nie tylko Rodzicie, czy Rodzeństwo, ale różnież i Ciocia Danka, siostra mojej Mamusi i jej maż, ich też juz z nami dawno nie ma.
No cóż, taki jest los, wszystko przemija, my też pomału przemijamy.

Ale nie chcę, by ta sobota w smutnym tonie nam przechodziła, więc życzę wiele radości i miłych chwil na ten dzien odpoczynku od pracy.

no to mamy…piąteczek

 

 

 

Jakąś koszmarną miałam tę noc, a wszystko to przez….. budzik.
Dostałam kiedyś od Magdy takie fajne urządzenie : trzy w jednym, termometr, zegar i budzik.
Wszystko byłoby fajnie, ale nastawić tę machinę nie jest wcale tak  łatwo, bo niestety ma ona  co prawda guziczki, ale opis do nich jest białymi literami na białym tle, czyli …… i tak nic nie wida, co tam jest napisane.  Aiści, ktoś bardzo mądry musiał cos takiego wymyśleć, pewnie nagrodę Wynalazcy dostanie za taki wymysł roku.
No nic, póki budziko – termometr stał sobie grzecznie  na półce nic się złego nie działo.
Ale ostatnio coś mnie licho podkusiło i chciałam pochwalić sie nim mojemu gościowi i……  niechcący coś tam nacisnęłam  i…zaczął się koszmar.
Już nie mówiąc, że temperatuta z Celzjusza przeniosła isię na Fahernheita, ale jeszcze nie wiedzieć czemu,  równo o północy budzik zaczyna ryczeć.
Jest tam co prawda kilka miłych dzwonków, na przykład świergot ptaków, ale mi włączył się, oczywiście całkiem niezamierzanie  ryk wściekłej krowy. Oczywiście ta wściekła krowa wyrwała mnie z głębokiego już snu, bo o dziwo wczoraj akurat poszłam wcześniej spać, rozbudziłam się  i nie mogłam potem już  długo zasnąć z powrotem. Nie mówiąc, że musiałam hyżo z ciepłego łożeczka wyskoczyć, by zamknać krowie ten wyjący pysk.
Ale dobrze, że mam swoja Farmę, więc na  chwilkę, no na  dłuższą nawet chwilkę, sobie na moja farmę wskoczyłam, pozbierałam to, co się dało pozbierać, troszkę dżemów narobiłam i kilka wiązanek z gipsówki zrobiłam,  a potem włączyam swój ukochany serial Rodzina zastępcza i znów odpłynęłam prosto w ramiona Morfeusza.
Ale dobrze mi się spało, chociaż ostatnio mój piec w pokoju grzeje do wiwatu, mimo, że mu już temperatrurę nieco obniżyłam.
Takie to sa ostatnio  moje nocne przygody, wszystko zgodnie z pisowską regułą, żadnych bezeceństw i rączki na kołderce 🙂

A dzisiaj obudził mnie ponurzasty dzień.
Za oknem prace w Parku szaleją. Podobno już nasadzili tam mnóstwo nowych krzewów, nie wiem tylko, czy nie za wcześnie na takie przyrodnicze akcje, ale widać ogrodnicy uznali, że na wiosnę muszą nowe krzewy już pięknie nam sie zazielenić.
Drzewostan też już nieco w parku  wymienili, stare, już martwe  drzewa pousuwali, na to miejsce posadzili nowe.
Ciekawe, kiedy zabiorą się za te kwietne dywany, bo podobno teraz Park Krakowski będzie Krakowskim Ogrodem.
Ale pięknie tam będzie….do czasu, aż chuliganie nie połamią kwiatów i krzewów, nie zdemolują ławek i odrestaurowanych rzeźb, a pieski nie będa zostawiac wszędzie swoich „paczuszek”. Będzie założony monitoring??????
Właściwie to nie mam co się tak cieszyć na zapas, bo jeszcze napewno nieraz dosyć będe miała harmideru z placu zabaw prosto pod moim oknem rozłożonym, zwłaszcza, gdy zroobią tam nie tylko zjeżdżalnie, ale i górkę do zjeżdżania na rolkach, ale bedzie hałas.

Ale na to jeszcze poczekam.
Na razie miłego piątku  wszystkim życzę.
Przed namo ostatnia niedziela karnawału… 

witam Was pięknie w miesiącu lutym

 

 

Dzisiaj właśnie do nas zaglądnął nowy miesiąc. LUTY. 
A nowy miesiąc, to nowe nadzieje.
A najważniejsze, do wiosny pozostało już nam niewiele dni, jakie to pocieszające.

Ciekawie minął mi wczorajszy dzień, miałam niespodziewanego, dawno niewidzianego gościa  – V.I.P.a.
Co prawda nie było tym razem wspólnego obiadku, bo pora odwiedzin była już pozaobiadowa, ale miło przynajmniej sobie porozmawialiśmy.

A wieczorem…..Właściwie to bardzo późnym wieczorem, ba, nawet można powiedzieć, że już w porze nocnej,  miałam mały powrót do przeszłości.
Dostałam messengerem  od Olki i od Maćka kilka zdjęć sprzed wielu lat, gdy dzieci Magdy, Maćka, Marcina były jeszcze takie małe…..Czasami miły jest taki powrót do przeszłości, nawet łza mi się w oku  zakręciła, zwłaszcza, gdy zobaczyłam zdjęcie jakże szczęśliwej Babci Ani, czyli mojej siostry z małymi dziewczynkami, Olką i Wiktorią na ręku.
Niektóre zdjęcia przywracały  sentymentalne wspomnienia. Na przykład to, gdy  stoję w jeziorze w Sielpi, trzymając za raczke małą Darię, która pamietam, gdy zobaczyła jezioro głośno wyraziła swoje zdziwienie:  O, jaka  duża  kałuża.
Były zdjęcia w ogrodzie w Zawoi, gdzie na trawce leżę sobie z maluchami, a obok leży nasz pies Benek Pierwszy, były zdjęcia w domu  na Smoleńsk z  naszą bokserką Kają pod stołem, jednym słowem same wspomnienia.
Niektóre zdjecia mnie nawet zadziwiły, nawet chyba nie zdawałam sobie, jak bardzo byłam gruba, wyglądałam jak słonica, dobrze, że to już za mną, chociaż czasami to poczucie „jestem gruba” nadal we mnie tkwi, chyba nawet bardziej niż wtedy, gdy rzeczywiście  byłam tak okropnie potężną kobieta.
Tylko wtedy nie bardzo chyba zdawałam sobie sprawę z mojej ułomności i pewnie na swój sposób byłam szczęśliwa, ale żyłam  życiem rodziny, a nie swoim.
Może gdyby wtedy była taka możliwość operacji bariatrycznej, moje życie ułożyłoby się trochę inaczej?
Ale to już było, minęło 20 lat, trudno teraz rozpatrywać na nowo przeszłe już lata.
Zdjęcia nie kłamią, zdjęcia tylko przypominają to co kiedyś było, są wierną kopią minionych dni.
Resztę wypełniają wspomnienia……

Jak drogie są wspomnienia dawnych dni
wspomnienia dawnych lat
Melodia w nich serdeczna jakaś brzmi
i dawny piękny świat

Tak więc miesiąc luty rozpoczynam w rzewnej nutce wspomnień, lepsze to, niż niepotrzebne nerwy tym, co teraz mnie otacza.
Chociaż trzeba przyznać, że chociaż wiele rzeczy mi się nie podoba, nadal jestem szczęśliwa.
Bo szczęście każdy nosi w sobie, trzeba go tylko umieć pielęgnować, żyć  samymi miłymi wspomnieniami i potrafić oddzielić brudne sprawy codzienności od tych nawet małych, ale jakże miłych momentów życia. To mogą być drobnostki, niby nie wiele znaczące fakty, ale to one układają sie właśnie w naszą historię i zapisują się na taśmach naszego życia, a te taśmy własnie po wielu latach można odtworzyć i raz jeszcze do tych chwil powrócić, zwłaszcza wtedy, gdy kogos z naszej taśmy życia już zabraknie.

No to pora na moje życzenia : Luty jest bardzo krótkim miesiącem, ale i on może być bogaty w przyjemne fakty, przyjemne godziny, czego wszystkim wraz z dobrymi życzeniami na dzisiaj i na cały miesiąc przekazuję

tralala, tralala…..

dzisiaj znów jest nasza środa     

 

Już sama nie wiem Ulu, jak wyrazić moja radosć z tego dnia tygodnia, z naszego „spotkania” w blogu.
Nawet rymy częstochowskie mi się jakoś wkradły dzisiaj .

No tak, środa za środą pędzi jak wiatr za oknem, przewraca te kartki w kalendarzu. Ale zawsze juz we wtorek wieczorem pamiętam o następnym dniu i szukam jakiejs następnej pięknej róży dla Ciebie.
Nie wiem, czy zauważyłaś wczoraj na mojej stronie Facebooka wynik z testu pod tytułerm : kto cię zawsze kochał
No i tak, test pokazał, że to własnie Ulka kocha mnie od zawsze. Jakże się ucieszyłam. Wiesz Ulu, że podobnym uczuciem i Ciebie darzę.
Oj, mam nadzieję, że nikt złych intencji w tym stwierdzeniu się nie doszuka, ja Kocham Ciebie jako moją Najlepsza Przyjjaciółkę, podobnie, jak kiedyś darzyłam uczuciem moją siostrę.
I dobrze wiedzieć, że chociaż oddalona jest ta nasza przyjaźń o setki kilometrów, ale żadne wichury, czy nawet huragany jej nie zniszczą.
Pozdrawiam Cię uleczko serdecznie , całuski posyłam wraz z promyczkami słonka, które nieśmiało co prawda, ale wygląda z poza chmurek.

Dzisiaj mamy ostatni dzień stycznia. No proszę, a wydawało się, że dopiero co wybieraliśmy się na sylwestrowąązabawą.
No kto się wybierał, to wybierał, ale….
Znak tego, że czas leci do przodu jak szalony.
Dzisiaj słoneczko od rana nas wesoło wita, jakby chciał powiedziec, : zwiastuję koniec zimy, wiosna tuż tuż.

Ale to zwodnicze myślenie. Idzie bowiem luty, który czasami naprawdę potrafi dawać się we znaki.
Zresztą nawet zapowiadają nadbiegające chmury śniezne nad Polskę. Ale jak to dzisiaj V.I.P. mi  powiedział, już od jutra będziemy mogli się cieszyć : wiosna już za miesiąc. A z wiosną nowe nadzieje, nowe marzenia.
Nawet te polityczne, bo nie sądzę, żeby Polacy już całkowicie skapcanieli, całkowicie dali się podporzadkować dyktaturze. Może wiosna przyniesie jakąś odnowę? Najwyższa ku temu pora, bo Kaczyński zamierza rządzić jeszcze conajmniej przez następne 2 kadencje. Tyle czau potrzebuje, by Polskę unowocześnić.
Przepraszam, że co? nowoczesność???? Żarty chyba panie Kaczko !!!
A mi się wydaje, że ciągle się cofamy, jak w średniowieczu zaglądaja nam pod kołdry, mówią jak mamy żyć, niedługo w dyby na rynku miasta będą nas zakuwać.
Mam takie poczucie, ze teraz głosy lewicowe powinny dohjść do głosu. Co prawda prawicowy Pis, który udaje lewicę w swoich socjalnych darach, potrafił w jakis sposób omamić suwerena i poparcie ich rośnie i rośnie, conajmniej, jak kiedyś za panowania poczciwej partii PZPR. Przypomnijcie sobie, oni też mieli przeciez  70- 80 procentowe poparcie i co? Kiedyś w koncu  propaganda przestaje działać.
A im bardziej pusta kasa, tym gorzej swoje zobowiązania wobec suwerena spłacać.
Znów dzisiaj przeczytałam, że fundacja Ojca Rydzyka dostała następna transzę finansową od rządu. Pytam, dokąd tak będzie?
Co prawda już jest doniensienie do CBA w sprawie dziwnego podarunku dla Rydzyka od bezdomnego, w postaci dwóch samochodów.Jeżeli nawet to jest prawda, ciekawe czy sprawdzą, czy Rydzyk stosowny podatek  od wzbogacenia sie uiścił.
Narazie CBA dokładnie sprawdza willę Kwasniewskich, ich finanse, pora na to, żeby wreszcie zajęli się największym polskim złodziejem, który robi się coraz bardzoiej bezczelny w swoich poczynaniach i żądaniach, które rząd nie wiadomo czemu tak chętnie spłaca. Nie wiadomo dlaczego? wiadomo, to Rydzyk dał im swoje poparcie u wyborców, a te zaslepione  rzesze uwierzyły takiemu kłamcy? Nóż znów mi się w kieszeni otwiera, więc przestanę już o tym pisać.
Przynajmniej dzisiaj przestanę…..

No to reasumując : kończy nam się styczęń, słonko świeci, ani śnieg ani deszcz nie pada i do wiosny coraz blizej.
No i oczywiście mamy dzisiaj moją ulubioną środę.
Pozdrawiam serdecznie zatem wszystkim i przemiłego dnia życzę.

Onet wie…..

 

 

 

……  a co wie ten Onet?  Ano  na pewno wiele wie na temat  różnych plotek, więc plotkuje.
Niechcący kiedyś wcisnęłam taki link : onet wie, nowe wiadomości .  I teraz ten link mi się zamontował i co rusz nowe wiadomości kilka razy dziennie mi na necie podaje.
Owszem podają wiadomości, nie koniecznie nowe, najczęściej są to plotkarskie wieści sprzed dwóch trzech miesiecy (niekiedy i starsze), albo publikują takie bzdury, że człowiek  zastanawia się, kto za takimi nonsensami stoi.
Dzisiaj przeczytałam na przykład, że nad Polskę nadciaga pogodowy amargedon, będą zamiecie, śnieżyce, a mróz osiągnie nawet….. minus jeden stopień.
No i jak tu się nie roześmiać?Ten, kto to pisze i ten, kto to dopuszcza do ogólnerj wiadomości takie bzdety powinien wziać potężny młotek i puknąć się nim w swój zakuty  łeb .
Pewnie to młodzież pisze, która nie pamięta, jak prawdziwe zimy kiedyś wygladały, gdy mrozy dochodziły do minus trzydziestu stopni, zamarzały koleje, autobusy i szyby w oknach. Ale pisać tak tylko, by pisać?…….. okropnie nasze dziennikarstwo na tak zwamy pysk upadło.
Ludzie zresztą też nie są wiellkich lotów, albo gdzieś śledzą sensacje i nią siebie i innych karmią, albo zajmują się wylewaniem jadu na innych, co im zresztą doskonale idzie.
Hejtowanie jest teraz w modzie, jeżeli ktoś nie hejtuje,  nie jest na topie.
Hejtuja wszyscy i politycy i dziennikarze i zwyczajni ludzie, którzy chcą się wyżyć na innych, a teraz przez łatwy dostęp do internetu jest to szybko i łatwo  osiągalne.
Ostatnie hejty dotyczą wyprawy na Nangan Parbat.
To co wymyślają na temat Mackiewicza, w jaki brutalny sposób krytykują jego prywatne życie jest po prostu oburzające.
Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem – tak napisane jest w Bibli, którą prawicowcy, najczęściej hejtujący w necie zapewne nie znają, chociaż za prawdziwych katolików się mają.
Dla nich nie jest ważne to, że  wysokogórka wspinaczka była pasją życia tego człowieka, dla nich ważne jest to, że był człowiekiem niedbającym o rodzinę(skąd to wiedzą?), nie płacącym alimentów, uciekającym od rodzinnych obowiązków no i oczywiście nie liczącym sie z tym, że jakakolwiek tragedia w góravch powiazana jest z wielkimi kosztami, które ewentualnie państwo ponieśc bedzie musiało, jeżeli ubezpieczenie nie będzie w stanie  ewentualnie ich pokryć.
Jeżeli  mie wiadomo o co chodzi, zawsze chodzi o pieniadze. Tylko…….. powinni pomyśleć ci hejtujący, czy nie warto zająć sie pewnym biznesmenem w koloratce, który wyłudza od ludzi i od państwa ciężkie  pieniadze, na których robi swoje podejrzane interesy.
No, ale jak pisałam, hejterzy zwiazani są najczęściej z prawicą, więc „swoich” oszczędzają, obsmarowując innych.
Świat się kończy, czy naprawdę nie ma na takich podłych ludzi żadnego sposobu?
A co czuja najbliżsi Mackiewicza, jego żona, jego dzieci, gdy stek takich nonsensów, z których leje się kał nienawiści, czytają?
Czy gdyby dotyczyło to ich rodziny też tak beztrosko i na luzie podchodzili by do tematu, raczej obawiam sie wybuchów złości i procesów z ich strony.
Dlaczego niektórzy Polacy tak podleją? Warto się sprzedawać za srebrniki, podobnie, jak kiedyś sprzedał się Judasz?
Czy to własnie Judasz jest najwazniejszą postacią w ich religijnych wyznaniach? czy jest wzorem, godnym naśladowania?

Nie znamy ani życia, ani problemów nieszczęśnika tej beznadziejnej w skutkach wyprawy., Nie znamy jego poglądów na życie, nie znamy jego uczuć, więc nie jesteśmy zobligowani do jakichkolwiek jego osądów.
Ludzie, dajcie sobie na wstrzymanie!!!!
Niech każdy zajmie się własnym ogródkiem, a niech nie wrzuca zatrutych kamieni do czyjegoś ogrodu.

No to co, czekamy na ten pogodowy arnagedon?
Ja nie oczekuję żadnych rewelacji, chociaż……
Idzie luty podkuj buty, mówi mądre polskie przysłowie.
Luty już za dwa dni.
Póki co, życzę przyjemnego wtorku

co się wczoraj działo?

 

Ano nic specjalnego, chwilowe niedomagania.
Nawet był taki moment, że chciałam wezwać na pomoc mojego Maćka, trochę mnie w prawym podbrzuszu kuło i zastanawiałam się, czy to przez przypadek wyrostek mi sie nie zapalił, ale…… poleżałam troszke w łożeczku i wszelkie niedolegliwości przeszły, na szczęście przeszły.
Za to obudziłam się dzisiaj całkiem wypoczeta, bo nie będę blagowała, że wczoraj głównie to sobie spałam i spałam, ale też i noc miałam całkiem przyjemną, całą w róznych kolorowych snach, pełnych przepieknych kwiatów.Tak więc poniedziałek w dobrym humorku zaczynam i nawet ten wiatr za oknem nie wiele mi przeszkadza, oczywiście narazie, bo jak wyjdę z domku, pewnie mnie porwie, bowiem wczoraj nie miałam apetytu i za cały dzień zjadłam tylko dwie kromki chleba i to w dodatku z przymusu niz z chęci jedzenia.
No cóż, gdy się ma kłopoty z cukrem (nawet gdy to jest już czas przeszły) nie można nic nie jeść, bo cukier znów by zfiksował i skoczył do sporych watości.

Jestem pod wrażeniem tej wyprawy na Nanga Parbat.Straszną jest wiadomość, że niestety nie udało się uratowac naszego Tomasza Bieleckiego.
Uratowana francuzka opowiadała, że udało im sie we dwójkę zdobyc szczyt tej niedostępnej góry, dopiero przy próbie zejscia w dół zaczęły się wszystkie kłopoty. Temperatura spadła poniżej 50 stopni, a stan zdrowia Tomasza nagle zacął sie psuć, nie był w stanie samodzielnie zejść ze szcztu, dziewczyna również nie była w tym momencie już całkowicie zdrowa, przynajmniej na tyle, by pomóc koledze. Udało jej się zejśc jednak na tyle daleko, że mogła spotkać sie z grupą ratownicza, która pozwoliła jej zejść do miesca, z którego zabrał ja helikopter. Tomasz niestety pozostał na górze, już w momencie,gdy jego koleżanka gio opuściła był w fatalnym stanie, miał odmrożone obie nogi, zapadł  śnieżną ślepotę i pomału jego stan zdrowia z minuty na minute  się pogarszał, tak wiec był już praktycznie nieprzytomny. Nic by nie pomogła kkoledze, musiała myśleć wtedy o sobie, ja to rozumiem, myślę, że i inni, znający sprawę równiez tak ocenią jej decyzję.
Ale pytanie zasadnicze jest takie: po co w tak trudnych warunkach atmosferycznych zdobywali ten szczyt?
Tego na pewno  nie zrozumie nikt, kto nie odczuwa potrzebę wspinania się, radość zdobywania tego, co jest bardzo trudne, prawie niemożliwe do zdobycia, kto nie odczuwa tej radości z pokonania wszystkich trudności i pokonania samego siebie, nawet kosztem wielkiego niebezpieczeństwa, możliwością utraty życia.
Oglądam nieraz filmiki ze zdobywania  szczytów przez mojego bratnka Łukasza i mimo, że nie są to aż tak wielkie wysokości jak np K2 czy Nanga Parbat , ale i tak czuję kręcenie w głowie, gdy widzę te przepaście, które są pod nim, gdy widzę te jego ręce, które chwytają ściankę, aby podeprzeć sie do następnego kroku. Przyznam się, ze okropnie o niego się boję, ale muszę myśleć pozytywnie, bo wiem,  że takie wspinaczki są pasją jego życia, podobnie jak pasją życia są te wysokogórskie wspinaczki wszystkich tych, którzy pokonują niedostępność szczytów Wiele osób już niestety straciło w tych górach życie, zastanawiam się, co myślał sobie pan Tomasz, gdy wiedział, że juz napewno nie powróci do swojego domu, do swojej rodziny. Myślę, że jednak był szczęśliwy, jednak zdobył coś, co w  mniemaniu wielu osób jest niemożliwe.  Umarł tam, gdzie mieszkało jego szczęście, pośród górskich szczytów.
Co prawda jeszcze myślą o wznowieniu poszukiwania jego w tych górach, ale……….. nie sądze, żeby w takich warunkach mógł jednak przeżyć.
Jestem myślami z jego rodziną, bo wiem, jaki wielki ból rozstania przeżywają, może jeszcze nawet pozostają w nich jakieś nadzieje…….

Dzisiaj rozpoczynamy nowy tydzień. Zupełnie nie zimowy tydzień, z temperaturami nawet do 10 na plusie. Nie jest to dobre dla zdrowia, huśtawka temperatur i opady nie są wcale obojętne dla człowieka, stad tyle zachorowań na grypę,
Ale my się grypie nie damy, wystarczy tylko, podobnie jak ja, popijać herbatkę z cytrynką, bo witamina C w takich warunkach jest niezbędna.
Miłego poniedziałku, miłego tygodnia

jestem zła wrrrrrrrrrrrrrrrrr

Nie piszę dzisiaj blogu, nie ma mowy.Wypisałam cały długi tekst i oczywiście blog mi go pożarł,, jak jakiś nieprzymierzając smok.
Więc dzisiaj sobie odpuszczam i już.
Zdęcia ze złości też nie zamieszczam.
Taka jestem i kto mi coś zrobi?????
Poczekam na mój lepszy humorek
Może wreszcie Szanowna Gazeta zacznie serio traktować swoich użytkowników i nie będzie im na złosć robiła?????