Hello Uleczko!!!!!

Z Krakowa nad morze jest dosyć daleko, sporo godzin musiałabym poświęcić, bym mogła Cię spotkać nad tym morskim brzegiem, ale od czego jest technika?????
Jedno kliknięcie w zdjęcie i już mogę Cię dzisiaj, w kolejną środę pięknymi różami obsypać.
Cieszę się, że jesteś szczęśliwa nad tym naszym Bałtykiem i bądź taka jak tylko długo się da.
Serdecznie Cię pozdrawiam i tylko samych przepięknych słonecznych dni Ci życzę.
No może zazdroszczę trochę tych widoków na morze z tarasu, chociaż wiem, że zazdrość to nieładne uczucie. Ale jakie ludzkie!!!
No to raz jeszcze wszystkiego najlepszego, baw się dobrze, bo życie nikogo z nas nie rozpieszcza i trzeba łapać te wszystkie szczęśliwe chwile, by było co potem wspominać, tak jak ja wciąż wspominam mój fantastyczny pobyt w Kudowie.
Bo może czasami wydawało mi się, że nie wszystko jest tak, jakbym chciała, ale to tylko były przejściowe kaprysy początkowych dni, potem było wprost wspaniale.
Tylko najgorsze jest to, że z wielu powodów nie zapowiada się, bym w najbliższym, lub nawet nieco oddalonym czasie mogła to powtórzyć.
Na razie jestem na etapie „leczę się”, cokolwiek by to miało znaczyć, bo niestety w naszej kochanej Służbie Zdrowia nie jest to wcale łatwa sprawa.
Wczoraj Łukasz wykonał u mnie USG brzucha i okazało się, że jednak mam troszkę „rąbniętą” wątrobę i wymagam dalszej konsultacji. Na całe szczęście Łukasz wykluczył jakiekolwiek sprawy onkologiczne, ale o wątrobę trzeba zadbać, bo niestety dalsze lekceważenie nawet tych niewielkich zmian może doprowadzić do marskości wątroby, a to nie jest już wcale łatwa sprawa, może zapowiadać spore kłopoty.
No i tu zaczynam wchodzić na ścieżkę NFZ-owskich potyczek, bo w następnej kolejności muszę wykonać tomografię jamy brzusznej, żeby jeszcze dokładniej ocenić proces zmian zachodzących w mojej wątrobie, czyli muszę mieć skierowanie od specjalisty na wykonanie takiego badania, a na to się niestety czeka.
Co prawda dzięki rodzinnym medycznym koneksjom część kolejki uda mi się pominąć no i termin tomografii będzie krótki, ale co potem? Zasadniczo sprawą dalszego leczenia powinien zająć się się specjalista – gastrolog, a niestety terminy na NFZ są bardzo odległe, od kilku miesięcy nawet do ponad rok trzeba na taką wizytę czekać.
A tak Minister Zdrowia chwali się, że terminy do specjalistów zostały wydatnie skrócone, tylko praktyka pokazuje całkiem co innego, no tak, jest tak, jak mi to dzisiaj Darka napisała: specjalistów jest wciąż mało, a doba wciąż ma tylko 24 godziny.
No, ale ja z kolei nie nalegam, żeby koniecznie jakiś specjalista z profesorskim terminem mnie leczył, wystarczy, że dostanę skuteczną terapię od lekarza nawet I-szego kontaktu, który będzie wiedział jak mnie leczyć, właśnie najczęściej lekarze z codzienną praktyką potrafią leczyć lepiej, niż nie jeden doktór z profesorskim tytułem, a przecież o to chodzi, by leczyć, a nie opracowywać na biednym chorym następne swoje profesorskie osiągnięcia.
W każdym bądź razie pierwsze kroki podjęłam (dziękuję Darka za pomoc i za pilotowanie), teraz czekam na tomografię a potem…zobaczymy.
Najważniejsze jednak jest to, że wszelakie sprawy nowotworowe zostały definitywnie wykluczone, a tego przecież każdy człowiek boi się najwięcej, chociaż i inne choroby też sporo kłopotów mogą sprawiać.
A wspomniana już tutaj Darka jest po prostu wspaniała, bo potrafi podtrzymywać mnie na duchu i właściwie to Ona powoduje, że próbuję walczyć ze zdrowotnymi przeciwnościami.
Przed Darką jeszcze tylko dwa praktyczne egzaminy i…będę miała swoją prywatną Panią Doktór Pierwszego Kontaktu, chociaż i tak jeszcze będzie musiała trochę czasu na staż a potem na specjalizację poświęcić.
No i teraz nie będę już się musiała o siebie martwić, bo ma się kto o mnie medycznie troszczyć, z jednej strony Maciek, który bardzo pilnuje, bym całkowicie na zdrowiu nie upadła, a teraz jeszcze dochodzi do głosu przyszła młoda Pani Doktór Daria.
Ja to jednak jestem w czepku urodzona!!!!!!
GRUNT TO RODZINKA, a gdy jeszcze jest złożona z takich życzliwych mi osób jak Łukasz (z Jego opinią lekarską bardzo się liczę, bo wiem, że się nie myli), z Maćkiem i teraz z Darką na pewno szybko nie zginę.
No to może rzeczywiście, tak jak ta wróżba mówił dożyję w szczęśliwości i jakim takim zdrowiu tych 105 lat???????

Życzę pięknej środy, słonko za oknem to zapowiada, a i zresztą prognoza na wszystkie najbliższe dni jest bardzo korzystna.
IDZIE PRAWDZIWE LATO!!!!!!!!

NIC SIĘ NIE STAŁO, POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO!!!!

Nie jestem fanką Mistrzostw Piłki Nożnej, nawet wcale wczorajszej transmisji z meczu nie oglądałam.
To już nie te czasy, gdy piłka mnie interesowała, może dlatego, że nie ma już takich graczy jak Lubański, czy wcześniej Deyna, Gorgoń, Lato, Szarmach.
Tamte czasy bardzo zgranej drużyny Kazimierza Górskiego już za nami , wtedy po prostu wygrywaliśmy.
Podczas naszych meczy ulice wymierały, wszyscy siadaliśmy przed telewizorem i tylko donośny okrzyk GOOOL budził rozleniwione ulice.
Teraz głównym rozgrywającym jest wspaniały Lewy, czyli Lewandowski, ale już niestety w tej chwili większość naszych zawodników, grająca na codzień w innych, przeważnie zachodnich drużynach, nie ma zbyt wiele czasu na integracje, czyli potem na porządne porozumienie się na boisku, stąd niestety i rezultaty w mistrzostwach mamy słabe.
Podczas tamtych mistrzostw wystarczyło, że Lato spojrzał na Szarmacha, ten mrugnął do Deyny i już zgrabnie przeprowadzana akcja owocowała kolejnym golem. Spędzali wiele wspólnych godzin na przygotowaniach, nie mieli zajętych głów jakąś tam zawrotną karierą, poświęcali czas na naszą rodzimą piłkę i stąd odnosili sukcesy.

A TY SIĘ BRACIE NIE DENERWUJ, TAM LUBAŃSKI GRA……

A teraz nawet kolejna zmiana głównego trenera nie wiele już nam pomoże, po prostu powiedzmy sobie, polska piłka nożna praktycznie nie istnieje, bo nie mamy dobrze zgranej drużyny i takie przypadkowe, krótkotrwałe zgrupowania to za mało, byśmy mogli nawet pomyśleć o jakichkolwiek futbolowych sukcesach.
Taka jest prawda, nasi reprezentanci bardziej nastawieni są na zarabianie dobrych pieniędzy niż na jakichś młodzieńczych mrzonkach o prawdziwym futbolu.
Nie będę się pastwiła nad wczorajszym meczem, pozostawiam to innym, zresztą i tak meczu wcale nie oglądałam, wiem tylko tyke, ile udało mi się przeczytać na forach, a i tak wcale się w te dywagacje nie zagłębiałam, wystarczył mi tylko podany wynik 2:0 niestety nie dla nas, ale dla Słowaków.
Jeszcze tam będą jakieś rozgrywki, ale też wcale nie zamierzam się nimi ekscytować.
Chłopaki parę razy kopną sobie piłkę, raz do swojej bramki, raz do bramki przeciwnika, a potem pojada do swoich zagranicznych klubów, bo tam dla nich zaczyna się prawdziwe życie. Tam jest mamona !!!
A nasi polscy kibice niech nadal sobie śnią o naszej wspaniałej drużynie, niech pomażą swoje twarze w biało – czerwone kolory i niech z butelkami piwska zasiądą na ławach boisk głośno krzycząc POLSKA GOLA!!!! I tak nic to nie da, bo nasza słaba drużyna bardzo szybko skończy swoją karierę na obecnych mistrzostwach i nawet nie będzie ich można będzie podejrzewać, że im z tego powodu będzie wstyd, bo to dla nich nie będzie wcale żadna ważna impreza.
Teraz nimi rządzą całkiem inne priorytety!!!!!
Etos naszych wspaniałych występów na Mistrzostwach Europy w piłce nożnej już dawno zaniknął.
I tylko pewnie biedy nasz wielki ongiś trener , pan Kazimierz Górski w grobie się przewraca widząc, co się z naszą polską piłką stało……
Zresztą w Polsce wszystko ostatnio jest byle jakie, dlaczego więc i nasza niegdyś chluba sportu, czyli piłka nożna miała być lepsza?
Są wszak i inne dziedziny sportu, w których zmiennie odnosimy czasem wysokie wygrane, ale i porażki, a życie po prostu dalej się toczy.
Ale pomału już chyba do tej naszej polskiej bylejakości pomału przywykliśmy i co gorsze, coraz bardziej z nią się godzimy.
Wystarczy popatrzeń na to, co się dzieje na codzień koło nas i chociaż czasami są jakieś nawet zrywy,które chociaż na moment jakąś nadzieję przynoszą, jak chociażby wybory w Rzeszowie, ale wciąż brakuje nam tej werwy, tej energii, która pozwoliłaby do końca solidnie i skutecznie sprawę przeprowadzić.
Ciągle czekamy na Księcia na białym koniu, który przyjedzie i za nas wszystkie sprawy rozwiąże, a my ewentualnie będziemy łaskawie z takimi zmianami się godzić i je przyjmować, a może i nie do końca, bo taka jest polska natura, sama do końca nie wie, czego właściwie chce.

A ja dzisiaj idę dalej się badać, dzisiaj kolej na USG mojego brzucha, może wreszcie Łukasz zorientuje się, co za diabeł w nim siedzi i nim rządzi?

Miłego wtorku – Słonka na dzisiaj życzę,

Słodkie Fiołki…….

słodsze niż wszystkie róże…..

Patrzcie, zawsze w środę wstawiam róże w swoim blogu, a dzisiaj taka odmiana….. FIOŁKI.
I ten piękny tekst :skromny kwiatek, który jest sopranem wonności (czytaj wolności) a w świecie kwiatów jawi się jako słowik.
To wszystko tylko słowa, ale jaką wartości własnie dzisiaj przybrały…..

Oczywiście wszyscy, nawet Ci nie do końca śledzący politykę wiedzą, co tymi słowami dzisiaj chciałam wyrazić.
W Rzeszowie, która jest, a raczej do tej pory był stolicą Podkarpacia, czyli kolebką Pisu, coś zazgrzytało.
I TO MOCNO ZAZGRZYTAŁO!!!!!
Zarówno kandydatka Pisu pani Ewa Leniart, jak i kandydat Solidarnej Polski Marcin Warchoł, czyli kandydat partii, która wyłamała się z teamu Zjednoczonej Prawicy i nagle sama wysunęła swojego kandydata, trochę na przekór Pisowi, jako wyraz wewnętrznej walki pomiędzy tymi dwoma partiami, przepadli z kretesem, sondażowa różnica jest olbrzymia, już nie do odrobienia i przedstawiciel Zjednoczonej opozycji Konrad Fijołek już wczoraj zaraz po 21- szej mógł ogłosić, że został właśnie Prezydentem Rzeszowa.
Jednym słowem: W Rzeszowie zapachniało FIOŁKAMI i teraz może opozycja wreszcie zrozumie, że tylko dalsze taka ścisła współpraca całej opozycji, że tylko porozumienie wszystkich opozycyjnych partii, którzy jak głoszą, dążą do odsunięcia szkodliwej, rządzącej obecnie prawicy, największych szkodników Polski, a może to przynieść w przyszłych parlamentarnych wyborach sukces, podobny do tego wczorajszego rzeszowskiego sukcesu.
TYLKO…….. no własnie, tylko czy dla dobra Polski opozycyjne partie poskromią swoje rozbuchane (co tu kryć) apetyty i posiadające bardzo wciąż jeszcze na wyrost ambicje?????
Jedna jaskółka wiosny nie czyni, Jeden Fijołek niestety nie oznacza całkowitego zwycięstwa nad Prawicą, fakt, że ją osłabia, ale trzeba nadal trzymać palec na cynglu i zachować czujność.
Bo wróg nie śpi, Kaczyński dzisiaj pewnie miał bezsenną noc i już zaczął swoje polityczne knucia, jak zniszczyć zwycięską w Rzeszowie opozycję, a ma szanse, bo jego faworytka, czyli pani Ewa Leniart, która co tu kryć, dosyć sromotnie przegrała z Fijołkiem wybory (miała dwa razy mniej punktów poparcia niż zwycięzcą) piastuje niestety urząd wojewody Podkarpacia, czyli może skutecznie przeszkadzać nowemu prezydentowi Rzeszowa w przeprowadzeniu wielu pomysłów. A lojalność wobec Kaczyńskiemu jest dla niej nadal ważna, bowiem co prawda ona głosiła, że startuje z poparciem Koła Przyjaciół Rzeszowa, ale gdy ktoś zaglądnie do Wikipedii zobaczy, że jest tam wyraźnie napisane, że jest ona członkiem partii Pis, zresztą cała pisiorska wierchuszka, na czele oczywiście z Wielkim Wodzem do Rzeszowa tuż przed wyborami pojechała, by udzielić pani Ewie poparcie. Więc całkiem niezrozumiałe jest dla mnie to jej oszustwo, jeżeli chodzi o jej poparcie, chociaż nie ma się znowu czemu dziwić, bo kłamstwa i oszustwa są domeną członków tej partii, zresztą podobnie jak i mściwość i teraz może to własnie dlatego jako wojewoda Podkarpacia wykorzystać..
Niestety pięknymi słowami, które każda partia z osobna głosi niestety Nowej Polski nie zbudujemy, z Pisem nie tylko że nie wygramy, ale niestety te partie będą odpowiedzialne za Pol exit, do którego Pis wybitnie dąży i co za tym idzie do doprowadzenia do całkowitego, już całkiem bezkarnego autorytaryzmu, a to jest niestety powrót do czasów, gdy wówczas ZSRR, a obecnie Rosja na siłę swoje wpływy nad Polską rozciągnie, czyli dopiero wtedy stracimy tę suwerenność, o której teraz bezczelnie śmie gadać Kaczyński.
Miałam sen, piękny sen, na wiosnę 2022 (a może i nawet na jesień tego roku) zapowiedziano nowe wybory, w których zarówna partia Pis, Solidarna Polska jak i następna niebezpieczna dla Polski Konfederacja upadły na pysk (jeszcze nie bardzo widzę też dobrego miejsca dla partii Gowina, bo to są osoby całkowicie niestali w swoich politycznych poglądach, stoją na rozdrożu, są trochę za i trochę przeciw) i Polska opanowana została przez mądrych polityków: Trzaskowskiego, Hołownię, Kosiniaka – Kamysza, może jeszcze kogoś bardziej opanowanego z Lewicy (ale na pewno nie jest to ani Biedroń, ani Zandberg)i wreszcie zaczęła wychodzić na prostą, chociaż trudno liczyć, abyśmy znów mogli zaistnieć tak jak do niedawna to było w Europie, jako, że wiele europejskich państw straciło już do nas zaufanie i trudno nam będzie go teraz odzyskać.
A niestety takie polityczne złośliwe karły jak Ziobro, Jaki, Terlecki, czy osławiona pierwsza idiotka Pisu Pawłowicz, czy Kempa skutecznie nadal wszystko robią, by nam do końca zepsuć resztki tej naszej byłej już świetności.
Jak bardzo trzeba nienawidzić Polski, żeby do tak haniebnych czynów się posuwać !!!!!
Ale wciąż liczę na to, że sprawy Polski wreszcie do końca się pomyślnie skończą, a sprzedawczyki z prawicy zostaną postawieni w stan oskarżenia i słusznie ukarani.
Cała perfidia jednak tkwi w tym, że to własnie takie osoby jak Kempa, czy Ziobro i Jaki, Terlecki nazywają opozycję zdrajcami, a to przecież oni za naszymi plecami knują z Putinem i jego ludźmi sprzedając w rosyjskie ręce nasza Polskę.
Niestety ta haniebna tradycja kupczenia losami Polski znów odżyła, a nasz niedouczony lud, przekupiony fałszywym groszem łatwo na taki lep dał się złapać.
W Rzeszowie tuż przed ostatnimi wyborami też próbowano przekupić wyborców, obiecując im spore profity za poparcie, na szczęście Rzeszowianie okazali się mądrymi Polakami i nie pozwolili sobie wmówić, że za parę marnych groszy, głosując na Pis czy na Warchoła z Solidarnej Polski, osiągną Raj na ziemi .
I własnie dlatego ci oszuści w Rzeszowie sromotnie wybory przerżnęli, oby takk i było w najbliższym czasie w całej Polsce.

Tak więc nowy tydzień rozpoczynamy w bardzo dobrych nastrojach i oby pozostały one w nas na dłużej, tym bardziej, że przed nami następna dobra nowina: nadciąga wreszcie porządne słoneczne lato.
Może nie każdego taka wiadomość ucieszy, bo nie każdy lubi temperatury przekraczające 30 stopni Celsjusza, między innymi i ja jestem co prawda ciepło lubą osobą, ale bez przesady, mi wystarcza temperatura w granicach 24-25 stopni, wyższa mnie męczy.
A te upału już są prawie na naszej Polskiej granicy i jeszcze w tych najbliższych dniach ją przekroczy.
No to powodzenia na dzisiaj i na nadchodzące gorące dni.
Szkoła praktycznie też już pomału zacznie swoje wakacje i pewnie kto będzie mógł gdzieś sobie na wakacje poczeka.
No bo przecież :

LATO, LATO, LATO CZEKA , RAZEM Z LATEM CZEKA RZEKA, RAZEM Z RZEKĄ CZEKA LAS, A TAM CIĄGLE NIE MA NAS !!

P.S. Widać, że jestem dzisiaj w powyborczej euforii, bo wyjątkowo, jak na ostatnie dnie dzisiaj swój wpis w blogu mieściłam.
Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni 🙂

niedzielna cisza, niedzielny odpoczynek

i nic się ciekawego nie dzieje.
Za zimno i za wietrznie na spacerki.
W telewizji nudą wieje – teraz, gdy nie ma tych stałych moich seriali, bo trwa wakacyjna przerwa naprawdę nie ma nic ciekawego do oglądania.
W polityce???? jak to w polityce, w Kawie na ławie kłótnia, jak zwykle (byle) Jaki się wymądrzał, jakby co najmniej wszystkie rozumy pojadł, ale nawet szybko go inni politycy silnymi argumentami przytłamszali do ziemi, więc (byle) Jaki niewiele dzisiaj miał mądrego do powiedzenia. Musi chyba chłoptaś wiedzieć, że tą drogą dojdzie do tego samego punktu co jego Szef, czyli do punktu zero.
No i będziemy mieś dwa ZERA w Solidarnej Polsce.
Jakoś żaden z tych Zer nie mogą pojąć jednej racji:, że do Unii wstąpiliśmy dobrowolnie, bez przymusu i podpisując z nimi akces naszego udziału godziliśmy się na to, czego teraz od nas wymagają, czyli przestrzegania praworządności.
A te banialuki, które nam główne Zero czyli Ziobro głosi, jakoby jesteśmy pod presją Unii, która nas traktuje podobnie, jak kiedyś nas traktowało ZSRR, czyli wymagają bezwzględnego posłuszeństwa, wykorzystując swoją przewagę jest po prostu śmieszne.
Ale niestety są jeszcze ludzie, którzy w te banialuki wierzą.
Niestety taka droga, którą wiedzie nas Ziobro doprowadzić nas może tylko do Polexitu i wtedy, gdy głód im do brzuchów zaglądnie, ci ziobrowscy klakierzy dopiero zobaczą, że niestety Unia jednak więcej dawała, niż brała, a ten „wspaniały rząd” nawet siebie nie będzie miał za co utrzymać, nie mówiąc już o reszcie Polaków.
Najgorsze jest to, że przez takich politycznych idiotów dających nabierać się na ciepłe słówka będą cierpieli wszyscy Polacy, bo kiedyś cierpliwość Unii też się skończy……..

A w Rzeszowie dzisiaj wybory trwają, ciekawe, co z tego wyniknie? Pierwsze sondażowe wyniki – dzisiaj po godzinie 21 – CZEKAMY

i znów dzisiaj nie było czasu na pisanie blogu

Bo po co w domu siedzieć jak zew natury woła głośno i dobitnie:, nie siedź w domu, chodź do mnie
Więc rano zrobiłam zakupy,. no wreszcie kiedyś trzeba chociaż troszkę zapełnić lodówkę, a potem poszłam sobie do swojego kółeczka w Parku.
Fajnie było, chociaż można powiedzieć, że Park był jakoś podejrzanie pustawy.
Pewnie kto mógł pojechał gdzieś za Kraków, zwłaszcza, że już pootwierali kąpieliska, a niedługo do nich dołącza nowe
Ale pogoda ma to do siebie, ze jest podobnie jak kobieta zmienna i nieprzewidywalna.
Nagle zerwało się jakieś wietrzysko i musiałam się z Parku ewakuować i robiłam to prawie w ostatniej chwili, bo niebawem deszcz zaczął sobie padać.
Przynajmniej suchą nogą do domu dotarłam i mogłam spokojnie oglądnąć sobie Czterdziestolatka.
No ale jednak te 2 i pół godziny na świeżym krakowskim powietrzu byłam i trochę tej mieszaniny tlenu i krakowskiego smogu powdychałam.
No a potem już normalnie, herbatka, telewizor, Plemionka i niebawem wieczór do nas zawita, chociaż akurat teraz mamy przed sobą te najdłuższe dni.
Ale w tym roku żaden wyjazd gdzieś dalej mi się nie szykuje, więc oglądając piękne zeszłoroczne zdjęcia z Kudowej mogę oddawać się wspomnieniom i cieszyć się tym, co mam, czyli Parkiem Krakowskim.
Za to dzisiaj całkowity relaks od polityki, muszę jakoś zacząć żyć normalnym, a nie politycznym życiem.
Za to jutro w Rzeszowie….pst. cisza przedwyborcza obowiązuje.
Żyję miłego popołudnia i wieczora, nocy też.
A tak w ogóle, to kto powiedział, że obowiązuje mnie poranny wpis do blogu?
Blog jest mój, więc piszę wtedy, gdy uznam, że mam o czym pisać.
Więc proszę mnie w tym kierunku nie molestować 🙂 CZEŚĆ

i

ukradłam…..

Tak bardzo marzę o morskich klimatach…
Nie, nie tych zamorskich, mi całkowicie wystarczy nasz polski Bałtyk.
Ale ponieważ nie zanosi się, że wkrótce (albo kiedyś tam) pojadę w tamte strony, po prostu ukradłam Ulce śliczne zdjęcie zachodu słonka znad Bałtyku i poczułam się przez moment, jakbym i ja tam też własnie była.
To jest zdjęcie, które mi na messengerze przesłała wczoraj wieczorem Uleczka, wiem, że przez Ulkę wykonane.
No proszę jak mnie posłuchała, dopiero co Jej piękną piosneczkę wakacyjną w środę zamieściłam i już zaraz potem Uleczka spakowała szybciutko walizki (ciekawe, czy miała przy sobie ten zielony kamień?) i…. pojechała
Uleczku, mam nadzieję, że się nie obrazisz, że to śliczne zdjęcie w swoim blogu zamieściłam??? prawda?????
Trzeba z tym pięknem się z innymi podzielić i ja w Twoim imieniu właśnie to zrobiłam 🙂
Za to bardzo się cieszę, że poskromiłaś swoje serce w jakichś, mam nadzieję przejściowych, chorobowych tarapatach i mogłaś w swoim i troszkę w moim imieniu Bałtyk powitać.
Wszak własnie te morskie klimaty kojarzą mi się z moimi najlepszymi latami, z niezapomnianymi wakacjami, które z moimi Rodzicami i z moim Rodzeństwem w dawnych, już prawie można rzec zamierzchłych czasach przeżywałam.
To była przede wszystkim Jastarnia, gdzie najczęściej jeździliśmy na rodzinne wakacje, ale były też Międzyzdroje i Sopot……..
Potem też jeszcze parę razy byłam nad morzem, podczas mojego wyjazdu do sanatorium w Kołobrzegu, na wczasach w Dźwirzynie, ( tam własnie dopadła mnie wiadomość o śmierci Księżnej Diany), a ostatni raz byłam w Jastarni już z Rodziną Magdy, gdy Jasiu był jeszcze malutkim, kilkumiesięcznym dzieciątkiem, czyli też dawno, zważywszy że Jasiek, a właściwie to już Jan ma 17 lat. Czas jednak bardzo szybko pędzi na przód…….
Wtedy też w tym samym czasie była w Jastarni Jola – marzeniee z Jaworza, którą poznałam na czacie Polchatu w pokoju 50+.
Co prawda Jola mieszkała w innym, nieco oddalonym domku ode mnie, ale zawsze spotykałyśmy się rano na plaży, a potem chodziłyśmy na morskie spacery.
Niestety niedługo potem Jola poważnie zachorowała i odeszła. O Jej śmierci dowiedziałam się od Jej córki, która poznałam podczas mojej wizyty w Joli domu w Jaworzu.
To był dla mnie wielki szok, Jola była naprawdę wspaniałą i bardzo sympatyczną Koleżanką, życzliwą dla wszystkich, którzy Jej pomocy czy porady potrzebowali. Nigdy nikomu tej dobrej rady i nadziei nie odmawiała.
No i przede wszystkim była jeszcze całkiem młoda, na pewno za młoda na umieranie, miała gdzieś około 55 lat i wciąż miała apetyt na życie, tym bardziej, że poznała mężczyznę swojego życia, z którym zaczęła układać sobie życie. Czasami los naprawdę bywa okrutny. Ta bezwzględna pani z białą kosą nagle się pojawia przed tobą i mówi: idziemy! I wtedy niestety nie ma zmiłuj się, trzeba wszystko porzucić i udać się za nią w ostatnią już drogę na tym świecie.
A wspominam tu marzeniee (taki nik miała w naszym pokoju na Polchacie), bo również i Uleczka z czatu Ją znała i na pewno też Ją pamięta.
Zresztą sporo osób z tamtych dobrych polchatowskich czasów też odeszło do Krainy Wieczności, między innymi i mąż Uleczki, przesympatyczny pan Kawusia, o którym już często w moim blogu wspominałam.
Bo kto pisał takie piękne wiersze, jak nie pan Kawusia????? Mam je gdzieś w swoim internetowym archiwum ukryte, czasami je czytam i wspominam…..
A wydawało by się, że to było jeszcze tak niedawno……. Jeszcze raz powtarzam, to były takie radosne dla nas lata.
No popatrz Uleczku (mam nadzieję, że mimo rozlicznych zajęć towarzyskich znajdziesz czas by przeczytać ten mój dzisiejszy wpis), jedno zdjęcie, a tyle miłych wspomnień………..
Nie wiem, jaka pogoda będzie dzisiaj i przez najbliższe dni w Twojej okolicy, gdzie przebywasz Uleczku, ale życzę Ci jeszcze wielu takich pięknych zachodów słonka, jak ten na zamieszczonym zdjęciu.
W Krakowie niestety pogoda nie jest ciekawa i przyznam, że nawet nieco poplątała moje plany na dzisiejszy dzień, bo wcale nie lubię spacerów, gdy deszcz kapie na mój nos. Nawet prozaiczne zakupy zaczynają być wtedy kłopotliwe…….
Ale mam nadzieję, że nadchodzący weekend będzie bardziej życzliwy, czego życzę Wszystkim moim Blogowiczom w każdej części Polski i świata, w której się znajdują.

Ania, Anulka, Aneczka – moja Kochana Siostrzyczka

Każdy 10 czerwca jest dla mnie smutnym, pełnym refleksji dniem.
Tego dnia 2009 roku odeszła ode mnie na zawsze moja Ukochana Siostra Ania.
Pamiętam tę chwilę, gdy ta wiadomość do mnie dotarła.
Byłam wtedy w Przychodni na Żabińcu, za oknem szalała ogromna burza, niebo przeszywały zygzaki piorunów, a groźne grzmoty zwiastowały złą nowinę.
I wtedy zadzwonił ten telefon ze szpitala. w którym leżała moja Ania, z wiadomością, że właśnie przed chwilą moja Ukochana Siostra odeszła na zawsze.
I nawet ta burza nie wydawała się tak przerażająco denerwująca, łzy same po policzkach poleciały, a moje serce zaczęło rozpadać się na malutkie kryształki, a każdy z tych kryształków bardzo boleśnie uciskał okolice mojej klatki piersiowej, coraz mocniej, coraz bardziej przenikliwie, a ból ten wydawał się nie do opanowania.
I chociaż już od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że ze zdrowiem Ani jest źle, że niestety ten grom musi nadejść, jednak ciągle od siebie tę wiadomość od siebie odsuwałam, z nadzieją, że to nie prawda, że jeszcze musi być dobrze.
Przecież Ania miała wtedy tylko 65 lat !!! To nie był czas na umieranie !!!! ZDECYDOWANIE NIE !!!!
Prawie tyle było wspólnych tych lat, które przeżywałyśmy w naszym rodzinnym domu na Smoleńsku, bo chociaż Ania na kilka lat przed śmiercią przeniosła się do Modlnicy, ale nadal miałyśmy stały kontakt, bądź to w Przychodni na Żabińcu, bądź w jej domu w Modlnicy, w którym czułam się też jak u siebie, bo wszystkie meble, które przemieściły się wraz z Anią i Jej Rodziną ciągle przypominały mi to nasze mieszkanie na ul Smoleńsk, chociaż teraz wzbogacone było przez wielki taras i wspaniały ogród, który dom otaczał. Nie było za to tego szumu z krakowskich ulic (teraz niestety przez rozwój wioski i dzięki powstałej nowej przejazdowej szosy ten ruch powrócił i jest tak samo dokuczający, jak ongiś na miejskich ulicach).
Po prostu wyglądało to tak jakby ktoś wziął to całe nasze mieszkanie na barki i przeniósł z ulicy Smoleńsk w Krakowie do Modlnicy na ulicę Ulubioną.
Gdy Ania przenosiła się do Modlnicy Jej uliczka była jeszcze mała, prawie nie zamieszkała, prawie polna, dopiero z czasem zaczęły wyrastać tam inne domki, pomału zaczęła tworzyć tam się normalna ulica z asfaltem, a nie z dziurami, po których płynęły rzeki wody podczas każdego deszczu , z czasem nawet i oświetlona lampami, a gdy Wójt Modlnicy zwrócił się do Niej, jako w sumie pierwszej mieszkanki tej ulicy z prośbą, by wymyśliła nazwę dla swojej ulicy, Ania bez namysłu odpowiedziała : to jest moja ulubiona okolica, więc i ulica musi dostać nazwę Ulubiona i tak już pozostało.
Nie mniej jako osoba niemotoryzowana nie mogłam przenieść się wraz z Anią i Jej rodzinką do Modlnicy, byłam wtedy związana z dyżurami w Szpitalu Kolejowym i z koniecznością mojej ciągłej dostępności na telefoniczne wezwania.
A potem już nie pracowałam co prawda w Szpitalu, ale jakoś tak wrosłam w ten „smoleński” klimat, że nie wyobrażałam sobie, że mogłabym na wieś się przenieść, chociaż Ania taką decyzję pozostawiała mi ciągle jako nie rozwiązaną.
Ale jak pisałam, zawsze, do końca z Anią byłyśmy w stałym kontakcie i telefonicznym i osobistym. Uwielbiałam przyjeżdżać tam (zwłaszcza wiosną i latem) i patrzeć, jak moja Siostra jest tam po prostu szczęśliwa. Bo tak często zresztą te słowa mi powtarzała siedząc na tarasie i patrząc w dal zielonego ogrodu.
Niestety nie na długo tego szczęścia Jej zostało, zła choroba niestety Ją pokonała.
Wszystko zaczęło się 2 lata wcześniej, gdy razem byłyśmy w Busku w Sanatorium, Ona już wtedy źle się czuła, ale nie chciała wracać do Krakowa, bo nie chciała mnie pozostawić samą w Busku. A już wtedy bardzo Ją choroba męczyła, powinna była wracać i zacząć leczenie. Niestety potem przyplątało się zapalenie płuc, a po nim i inne choróbska, które Ją tylko pogrążały. Niestety dołączyły się też choroby z przeszłości, które wydawałoby się już wyleczone, a przynajmniej podleczone, znów uderzyły na coraz słabiej broniący się Jej organizm. Ania gasła w oczach, a wraz z nią gasł ten wspaniały świat, który dotąd znałam, świat moich Rodzinnych wspomnień.
Nie było już w nim moich Rodziców, nie było też już mojego Brata Krzysztofa, a teraz jeszcze z tego świata pomału wymeldowywała się Ania.
I w końcu przyszedł ten tragiczny dzień 10 czerwca 2009 roku , gdy mój świat ostatecznie runął.
Nie, nie byłam sama, na szczęście mam blisko siebie Magdę i Maćka, którzy są zawsze bardzo mi pomocni i serdeczni,, mam też dzieci i wnuki Krzysztofa i wnuki Ani, dla których też jestem bliską osobą, ale to już niestety nie to samo.
Świat znany z dzieciństwa, ze Smoleńska już zaginął….. bezpowrotnie…..
Mam tylko nadzieję, że znów wszyscy razem, moi Kochani Rodzice, Ania, Krzysiu i mała Kasia, której nie dane mi niestety poznać, bo zmarła na wiele lat przed moim urodzeniem, spotkamy się na tym drugim, lepszym świecie i znów będziemy razem, szczęśliwi, już na wieki.
Na ścianie w moim pokoju wisi zdjęcie uśmiechniętej Ani, taki obraz na zawsze pozostanie pod moimi powiekami i w mim sercu.
Czasami z Nią sobie rozmawiam, patrzę wtedy na to to zdjęcie,i do niej przemawiam, podobnie jak wtedy w Szpitalu, w czerwcu 2009 roku, na kilka dni przed Jej śmiercią, gdy już się żegnałyśmy. Wtedy właśnie Ania, która niestety już nie mogła mówić, oczami przekazywała mi wiadomość, że to już koniec, że odchodzi, ale nigdy o nas nie zapomni.
I wiem, że tak jest, czuję Jej obecność każdego dnia i czuję Jej opiekę nad nami.
A ja, jako Jej siostra, a właściwie teraz już jako Seniorka naszego rodu, mam obowiązek przekazywania tej dalszej naszej rodzinnej tradycji, naszej wspólnoty i chociaż życie różnymi torami się toczy i chociaż różne zawieruchy przeżywamy, różne mniejsze, czy większe słowne potyczki staczać będziemy, nie możemy zapomnieć, że taki testament rodzinnej miłości przekazał nam mój Tata, mój Brat i potem moja Siostra. Jesteśmy wszyscy jedną wspólną Rodziną i nikt z nas nie ma prawa do zrywania tych łączących nas więzi, nikt nie może zniszczyć tej miłości, która już od kilku pokoleń naszą Rodziną kieruje.
Poprzednie nasze pokolenia też nie były bez skazy, też wielokrotnie dzieliła ich różnica zdań, w różny sposób wyrażana, ale w sumie zawsze potrafili się porozumieć, potrafili docenić to, co była podstawą ich jedności.
Ci którzy już od nas odeszli doskonale o tym już wiedzą, my musimy przyjmować to jako pewnik, jako misję, którą tu na ziemi mamy do wykonania, aby kiedyś, przy spotkaniu z naszymi przodkami, z czystym sumieniem im powiedzieć: Wasze przesłanie zostało wypełnione, a teraz przekazujemy go młodszemu pokoleniu.
A mnie, jako nestorce najdłużej w tej obecnej Rodzinie żyjącej, przypada pilnowanie tego rodzinnego ładu i łagodzenia jakichś ewentualnych niesnasek, co z wielkim bólem serca przyznając, niestety nie zawsze mi się udaje.
Ale wciąż wierzę w moją Rodziną i wierzę, że kiedyś ten sukces osiągnę, jeszcze trochę czasu przede mną……
Przecież w tej mojej misji pomagają mi z niebiosów moja Mama, mój Tata, Ania, Kasia i Krzysiu.
Myślę o Tobie Aneczko i nie tylko w takim smutnym dniu , jak ten dzisiejszy, nie tylko w święta, które dla Ciebie zawsze miały specjalny wymiar, myślę każdego dnia i mimo, że od tamtej daty minęło już 12 długich lat, w moim sercu zawsze pozostaje taki sam ból jak wtedy a często i łzy napływają do moich oczów.
Bądź tam gdzie jesteś szczęśliwa, ale nigdy o nas nie zapominaj !!!!!!

Dzisiaj zapowiada się śliczny, słoneczny dzień.
Wczoraj nas troszkę burza postraszyła, niby kilka grzmotów, troszkę deszczu, parę błyskawic, ale jakoś szybko ta niby burza przeszła nad Krakowem, czy dzisiaj będzie podobnie?

Życzę jednak przyjemnego czwartku

środowa piosneczka dla Uleczki

Lato, morze, róża czeka
więc Uleczku już nie zwlekaj
swoje walizki spakuj szybciutko
i na dworzec pędź prościutko,
ściskając w ręku kamień zielony
wskakuj do pociągu pędzącego w nadmorskie strony
bo tam na Ciebie czeka przygoda,
słoneczko, plaża i morska woda
i towarzystwo wręcz doborowe
do wspólnej zabawy też już gotowe,
bo wreszcie przyszło upragnione lato
powiedz Uleczku, co Ty nas to ?????

Myślę, że Ci się spodobała Uleczko moja piosneczka, walizki pewno też masz już spakowane i…..
Dobrej, słonecznej pogody, miłej morskiej bryzy, wspaniałych spacerów wieczorową porą po plaży i uśmiechu i beztroski od rana do wieczora i od wieczora do następnego rana Ci życzę.

Jak już pisałam wczorajszy dzień przeszedł mi pod znakiem badań, ale wcale nie upoważniło mnie do późniejszego spędzania spokojnego popołudnia w w domowych pieleszach, bo chociaż słonko od czasu do czasu bawiło się ze mną w chowanego, jednak ponad dwie godziny spędziłam sobie w moim ulubionym Parku, szkoda na to było mi czasu, wszak już i tak sporo tego czasu zmitrężyłam przy komputerze i przy telewizorze.
Zresztą prawie wszystkie, no może z wyjątkiem Klanu, który wciąż jeszcze jest w przedwakacyjnej projekcji już się pokończyły i tak naprawdę nie bardzo co jest oglądać, bo do wyboru mam albo sport, albo….powtórki.
Co prawda kiedyś Mistrzostwa w piłce nożnej jakoś mnie interesowały, teraz jakoś straciłam do nich „melodię” i zadowalam się tylko czytaniem wyników, co mi w zupełności wystarcza, przynajmniej ograniczam sobie w ten sposób powodów do niepotrzebnych mi stresów.
Wczoraj po raz pierwszy w tym roku kupiłam sobie truskawki i kilka ich zjadłam i chociaż były dosyć spore i w miarę słodkie, jakoś nie do końca byłam nimi zachwycona, jakoś ostatnio truskawki mnie nie pociągają. Zdecydowanie wolę jabłka, które tak fajnie chrupią pod zębami, chociaż tez trzeba powiedzieć, że i one są już nieco mniej smaczne niż jeszcze onegdaj.
No nic, trzeba będzie poczekać na tegoroczne już jabłka, zwłaszcza na papierówki, które mają jedyny i niepowtarzalny smak.
O polityce nie chce mi się pisać, bo właściwie nie wiele się w niej zmieniło, Terlecki idzie w zaparte, chociaż część Prawicowców, zwłaszcza tych od Gowina, wyraźnie odcina się od słów Marszałka i są zdecydowani zagłosować o odwołanie Terleckiego z funkcji Marszałka, a nawet kto wie, czy nie zagłosują o pozbawienie go poselskiego immunitetu, bo jakby nie było, haniebne słowa Marszałka Terleckiego szerokim echem po całym świecie się rozniosły, wzbudzając powszechne oburzenie. A ponieważ Wielki Wódz Kaczyński jeszcze nie wypowiedział się w tej sprawie, jego sługusy z partii Pis przezornie nie zabierają zdecydowanego zdania, coby na wszelki wypadek Wodzowi nie podpaść.
A przecież takie słowa w ogóle nie powinny były paść, pokazują tylko, że naszemu rządowi nawet w obliczu słusznej obrony praw demokratycznych ludzi brutalnie prześladowanych przez białoruski reżim bliższe są prywatne polityczne rozgrywki na swojskim, polskim poletku. Nawet taki moment, który wydawał się być sprawą priorytetową dla polskiej dyplomacji, wykorzystują do brutalnego atakowania opozycji, pozbawiając ich praw do nazwy opozycji demokratycznej i w dodatku w te swojskie brudy wciągają jeszcze ludzi, którzy zwracają się o pomoc w zwalczaniu przemocy i bestialstwa, jakie obecnie w Białorusi panuje.
Niestety spadliśmy już na samo polityczne dno, ale niestety wciąż od tego dna nie potrafimy się odbić, tylko spadamy wciąż jeszcze niżej.
A wydawałoby się to niemożliwe….. jednak z Pisem niestety wszystko jest możliwe.
Pewnie znów zostanę przez V.I.P.A skrytykowana, że znów o tej polityce wspominam ( „Ty nie umiesz o niczym innym pisać tylko ta polityka i polityka”), ale dzisiaj była tylko taka mała wzmianka, w sumie dotycząca nas wszystkich, bo boli mnie, że nasze miejsce w świecie coraz bardziej się dewaluuje.
A to jest niestety sprawa dotycząca każdego z nas, obojętnie po której stronie polityki stajemy.
Jeszcze parę takich ekscesów i nikt nie poda Polakowi ręki.

A za oknem wstała piękna i słoneczna środa.
Ciągle nam tego słonka za mało, a przecież już lato czeka na nas za progiem……..
Życzę milutkiej środy


a wczoraj – a dzisiaj

ponieważ 3 czerwca, czyli w dniu urodzin Zeldki nie byłam zdrowotnie w najlepszej formie, Jej urodzinki w bardzo ścisłym gronie obchodziłyśmy wczoraj w Parku Krakowskim. Była Solenizantka, Jej Rodzice i ja, czyli Ciocia – Prababcia.
Była taka piękna pogoda, słoneczko nam pięknie świeciło, a ptaszki śpiewały Zeldce urodzinowe pieśni.
Najważniejszy punkt programu było oczywiście rozpakowywanie paczki, z czym Zeldka doskonale sobie poradziła, a Jej oczom ukazało się piękne wydanie Baśni Braci Grimm, w pięknej twardej oprawie, okraszonej pięknymi ilustracjami Carla Offterdingera, Alexandra Zicka i Paula Friedricha Mayerheima, pochodzacymi z przełomu XIX i XX wieku.
Do prezentu w pięknej kopercie dołączona była dedykacja, pięknie komputerowo wydrukowana :

Tak Zelduniu Kochana! Niech życie płynie Ci jak prawdziwa bajka, ale nie ta o Czerwonym Kapturku, który ze złym wilkiem spotkać się w lesie musiał, nawet nie ta o Kopciuszku, ślicznej dziewczynce o imieniu Rózia, którą ciężki los mocno i boleśnie musiał doświadczyć musiał, zanim spotkała swojego Księcia z Bajki, ale niech będzie przepełnione radościami, wspaniałymi Przyjaciółmi i przede wszystkim Rodziną, której jesteś przecież szczególną Pieszczoszką, takim Naszym Kochanym Słoneczkiem.
No, prezent został rozpakowany, lody zjedzone, więc następnym etapem urodzin była wizyta na Placu Zabaw, gdzie można było zrobić pyszne ciastko z piasku i z wody, gdzie można było pospinać się, a potem rurą zjechać wprost w objęcia mamy.
Tak sobie siedziałam na ławeczce i patrzyłam na te szczęśliwe, pełne werwy dzieciaczki i tak sobie pomyślałam, że za naszych czasów nie było takich Placów Zabaw, owszem, niedaleko bloków, na mini placykach poustawiane były huśtawki, ale dla dzieci z moich czasów najlepszą i najczęstszą ogólnie dostępn zabawą było huśtanie się na trzepakach.
Inne czasy, inne zabawy……..
Taki Plac Zabaw to fajna sprawa, to też Zeldunia niechętnie go opuszczała, ale pomału robił się już wieczór i trzeba było powrócić do domku.
A dzisiaj musiałam wcześniej wstać, już o 6 rano byłam na nogach, bo przed godziną ósmą byłam umówiona z Ksawrem, który do towarzystwa pojechał ze mną do Szpitala im. Dietla, gdzie miałam wykonaną gastroskopię.
Cóż, samo badanie na pewno do przyjemności nie należy, ale jakoś da się wytrzymać.
Najgorszy był ten moment oczekiwania na pana doktora, który gdzieś tam w swoim gabinecie robił opis poprzedniego badania. Co prawda nie dostałam żadnego znieczulenia. ale za mną stała bardzo miła pani pielęgniarka, która cały czas gładziła mnie po głowie, co działało na mnie niezwykle uspokajająco.
Na szczęście żadnych podejrzanych zmian w moim żołądku typu wrzód, czy nowotwór nie zauważono, natomiast jedna nieprawidłowość to niewielkie żylaki przełyku, które będę musiała nadal diagnozować, już jestem umówiona na przyszły tydzień z Łukaszem na wykonanie USG jamy brzusznej. Komu jak komu, ale Łukaszowi nie tylko że wierzę w jego diagnozę, ale również wiem, że ma on szczęśliwą rękę i żadnych nieprawidłowości w moim brzuszku nie wynajdzie.
Zresztą wczoraj w takiej prześmiewczej grze internetowej Nemetis przeczytałam, że umrę w wieku 105 lat, a przyczyną śmierci będzie….przejedzenie, po prostu przyczyna śmierci: przejadła się i zmarła.
No, coś w tym prawdy musi jednak trochę być, bo rzeczywiście jeść to ja raczej lubię, chociaż ostatnio wiele potraw musiałam z przyczyn zdrowotnych ograniczyć , ale jakby nie było, mam jeszcze przed sobą jeszcze te 34 lata.
Dla mnie to może i dobrze, bo mimo kilku nieprawidłowości, jednak na tym świecie mi się nawet podoba, tylko nie wiem jak moja Kochana Rodzinka te 34 lata jeszcze ze mną wytrzyma?????
Ale to już nie moje zmartwienie!

Dzisiaj znów słonko nam świeci, chociaż czasami i za chmurkami się chowa,ot taka zabawa w ciuciubabkę, ale może na chwilkę chociaż do Parku wyskoczę?
Miłego wtorku życzę

powodzenia na nowy tydzień

takie kwiatki rosną w moim Parku

Nowy tydzień, nowe wyzwania, nowe nadzieje….
Co prawda wciąż mielimy te same fakty, np. czy Terlecki powinien być odwołany ze stanowiska Marszałka Sejmu i w ogóle pozbawiony legitymacji poselskiej (niech nadal się kisi w tej partii PIS).
Według mnie tak. bo Sejm nie jest politycznym poletkiem pana Terleckiego czy nawet całej partii PIS, tam wyrażane są poglądy wszystkich posłów, więc przedstawicieli wszystkich głosujących Polaków i prywatne animozje nie tylko nie powinny, ale nie mogą brać góry zad meteorytyką istnienia Polski, a stosunki międzypaństwowe z innymi krajami są integralną częścią sensu istnienia naszego kraju.
Z tym, jak znam życie, znów Terleckiemu „się upiecze’, albowiem ta ich liczebna przewaga w sejmie zwłaszcza własnie zezwala na pisowską butę i arogancję, wiedzą, że i tak nie poniosą żadnych konsekwencji.
Terlecki w ohydny sposób chciał wykorzystać sam fakt brutalnych incydentów białoruskiego reżimu do politycznych rozgrywek w naszym kraju, po prostu w całkiem chamski sposób wykorzystał atak na naszą opozycję, nie zważając na to, że w tę jego grę została brutalnie wciągnięta znana białoruska opozycjonistka, która w Polsce właśnie widzi pomoc w rozwiązaniu problemów jej kraju.
Takie osoby jak Terlecki, którzy nie potrafią opanować swoich negatywnych emocji stanowczo powinni być odsunięci od sprawowania jakichkolwiek ważnych funkcji w państwie.
I tak jesteśmy na „muszce” całej Europy, która nie może pojąć, co stało się z tym krajem, który jeszcze niedawno był wzorcem dla innych w walce o demokrację
Niestety nie możemy pochwalić się siłą naszej dyplomacji, raczej robimy wszystko, żeby nasz kraj postrzegali jako kraj autorytarny, coraz bardzie zbliżający się do standardów Białorusi i Rosji.
Drugi ważny problem to ewentualny powrót Donalda Tuska do polityki, co ma tyle zwolenników, co i zdecydowanych przeciwników.
Niestety wiele osób nie może zapomnieć Tuskowi jego opuszczenia PO i „ucieczki| do Unii, gdzie piastował jedno z najwyższych stanowisk. Nie nazywałabym tego faktu jego ucieczką, po prostu miał okazję na dalsza karierę i każdy z tych, którzy go teraz krytykują, mając taką okazję ( chyba zazdrosną mu, że jednak ich nie mają) też by skorzystał z takiej zmiany. Tylko do tego trzeba mieć predyspozycje i umiejętności.
Inni krytykują Tuska za rządy letniej wody w kranie, jakby zapomnieli, że to własnie jego rząd przeprowadził nasz kraj prawie suchą nogą przez czas gospodarczego kryzysu.
No, sami rozstrzygnijcie, czy nie lepsza była ta chłodna woda w kranie i spokój, niż nerwy i awantury z wszystkimi po kolei krajami Europy , a przede wszystkim ta szalejąca inflacja, która wkrótce doprowadzi do upadku nie tylko przedsiębiorców ale z czasem i każdego przeciętnego Polaka, którego nie będzie stać na dotychczasowe zakupy. O babciach i dziadkach – emerytach nawet nie wspomnę, bo nie tylko nie starczy im na przysłowiowy chleb, ale przede wszystkim na lekarstwa i zaczną z powodu braku możliwości leczenia gromadnie wymierać, jak dinozaury.

A ja duchowo przygotowuję się do jutrzejszego dnia, jutro o 8.30 będę miała wykonaną gastroskopię i może nie tyle boję się samego badania, bo już wielokrotnie takie badanie miałam, co prawda do miłych nie należy, ale da się przeżyć, jednak bardziej obawiam się wyniku tego badania, a na ten niestety będę musiała 3 tygodnie czekać.
Tak więc przede mną 3 tygodnie niepewności i…

będzie dobrze!!!

Póki co jestem dzisiaj umówiona z Zeldą, Dianą, i Ksawrem na spacer i na lody.
Wszak muszę wreszcie wręczyć Zelduni prezent urodzinowe, bo do tej pory jakoś nie miałam okazji

Jak to mówiła Barbara Niechcic : życie składa się z nocy i z dni, ale czasami zdarzają się niedziele.
I dla mnie dzisiaj będzie taka niedziela w ten rozpoczynający tydzień poniedziałek

Fajnego tygodnia