wtorek mamy

jednak nadal jest chłodno, niestety.
Wczoraj byłam u pana Bartka, który znów mnie nieco „wymęczył” ale zdecydowanie to pomaga, bo jakoś mniej połamana jestem dzisiaj.
Do doskonałości jeszcze daleko ( o ile oczywiście w pewnym stopniu uda mi się ją osiągnąć), ale muszę też sama sobie pomóc własnie ruchem.
Ruch podobno dobry na wszystko.
Tylko co poradzić, gdy ktoś jest leniwy i chodzić po prostu nie lubi?
Taka jest prawda, nigdy jakoś spacerki, wycieczki mnie nie pociągały, wolę stabilny styl życia, ale niestety jest to związane z narastającymi kłopotami właśnie z kręgosłupem i z nogami.

Nie wirem, czy się na stare lata złamię, bo spacery nigdy nie były moją radością.
Jak to mawiała moja Ukochana Ciocia Irena: jeden lubi grać na fortepianie, drugi, jak mu nogi śmierdzą.
I tyle na ten temat.

Ale dzisiaj jednak malutki spacerek mnie czeka, przede mną pewne załatwienia,niby pogoda nieco się ustabilizowała, ale znów rewelacji w temperaturach niestety nie ma.

Trochę słuchałam dzisiaj, co mądrzy o polityce mawiają: otóż okazało się, ze premier Morawiecki całkiem świadomie złamał konstytucjonalne prawo zarządzając wbrew opiniom jego doradców tzn kopertowe wybory.
To może w przyszłości owocować odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu, ale na pewno nie będzie to teraz, bo jednak” święta trójca” czyli dwa Jarki i Zbysio podobno się dogadali, jako, że wiszące nad nimi widmo utraty wielkich synekur w Spółkach rządowych, tudzież odpowiedzialność karna za nagminne łamanie Konstytucji, z czego świetnie sobie zdają sprawę, jest tak bardzo możliwa, że utrata władzy teraz bardzo smutno dla każdego z nich by się skończyła, bo albo sami osobiści brali udział w łamaniu przepisów, albo dawali na to przyzwolenie, co również jest przestępstwem.
Na razie jeszcze Pis chociażby arogancją Terleckiego udaje, że nic złego się nie dzieje, ale jednak chyba mają pełne portki pełne strachu. I dobrze im tak, zasłużyli sobie na to.
Na razie więc widmo wcześniejszych wyborów jest odłożone w czasie, dopóki owa trójca znów się nie pokłóci, tym razem już nieodwołalnie wyciąganą przeciw sobie ciężką broń.
Może to jednak nie jest takie złe rozwiązanie, bo jak na razie opozycja ciągle nie może się dogadać, własne priorytety wciąż przebijają dobro całości opozycji. Tylko jak długo to może trwać?
Polacy mają już co raz mniej cierpliwości…

Miłego wtorku

P.S, własnie widzę teraz w TV, jak znów rośnie nos Morawieckiego, Boże, jakie bzdury on plecie, jakoby opozycja jest przeciwna przyjęcia środków unijnych
PROPAGANDA!!!PROPAGANDA!!!! PROPAGANDA!!!! PANIE MORAWIECKI !!!

A po niedzieli nadchodzi poniedziałek i nowy tydzień.
Tylko,że problemy pozostają podobne do zeszłego tygodnia.
Pogoda nadal chłodna, raczej niezbyt wiosenna.
Wczoraj widziałam przypomnienia sprzed roku zawarte na moim Facebooku i tam już chwaliłam się…… kwitnącym bzem.
Tak, już bez pod koniec kwietnia pięknie nam pachniał, to była prawdziwa oznaka wiosny.
Teraz owszem, w Parku jest zielono, ale słonko z nami bawi się w ciuciubabkę i raz jest, raz go nie ma…..
A co ze mną?
Po perturbacjach przechodzących przez mój brzuszek w ostatnie dni zeszłego tygodnia chyba troszkę się wszystko nieco uspokoiło.
Musiało się uspokoić, bo dzisiaj idę na rehabilitację, jestem przecież umówiona z panem Bartkiem.
Co prawda kręgosłup jeszcze nie jest taki całkiem zwinny, jeszcze przy dłuższym obciążeniu chodzeniem mi dokucza, ale moje nogi już chyba zdecydowanie się poprawiły, przynajmniej nie puchną.
Lepiej już nie będzie, cóż, pesel wyraźnie o tym mówi i trzeba się cieszyć takim zdrowiem, jakie się ma, bo mogłoby być jeszcze gorzej.
Wczoraj przeczytałam na Onecie olbrzymi artykuł o umieraniu, przyznam, zrobił na mnie spore wrażenie.
Nieraz już o tym myślałam, co czuje człowiek który umiera, ale nie do końca jeszcze z tą myślą może się pogodzić, ba często nawet nie chce swojej sytuacji nazwać po imieniu. Przykładem mógł być pewien mężczyzna, który w już okresie terminalnym pytał pielęgniarza, czy warto kupić bilet samolotowy do Australii, bo to jest marzeniem jego życia ten kraj odwiedzić. Nie spytał wprost, czy ja doczekam tej wycieczki,nie miał odwagi dowiedzieć się smutnej prawdy, która go niebawem czekała, chcąc jak gdyby odsunąć od siebie wiadomość, że nadchodzi jego koniec.
Cóż, jest to niestety taki nie do uniknięcia etap naszego życia, każdy z nas z tym problemem się spotkał żegnając bliską osobę.
Nie jest to łatwe ani dla osoby odchodzącej ani dla tej, która przy bliskim, kochanym, umierającym człowieku jest i wiadomo, że żadne słowa nie mogą już pomóc. Ale wystarczy wtedy, aby osoba umierająca czuła naszą obecność, żeby wiedziała, że nie jest sama, że ktoś ją jednak bardzo kocha i kochać nadal będzie.
Bardzo to trudny dla nas wszystkich temat i nie każdy chce chociaż na chwilę zatrzymać się i pomyśleć o tym, co w bliższym, lub dalszym czasie nas czeka.
Dlatego też myślałam wczoraj o tych osamotnionych chorych, którzy na bliskość Kochanych im osób z powodu epidemii liczyć nie mogą, straszne musiało być dla nich to odosobnienie i to samotne przejście do innego, lepszego podobno świata, nawet bez uścisku ręki, bez dobrego słowa najbliższej osoby.
Ostatnie komunikaty na szczęście są bardziej optymistyczne, zdecydowanie spada liczba zachorowalności na Covid, niestety jeszcze liczba zgonów nadal jest zbyt wysoka, a ja myślę też i o tych osobach, którzy z powodu epidemii nie mieli okazji do podjęcia leczenia całkiem odrębnych niż Covid chorób, często teraz niestety jest za późno dla wycofanie wielu zmian chorobowych, które niestety też mogą smutny koniec zapowiadać.
Fakt, Covid całkowicie ten świat medycyny zaburzył, nie ma przede wszystkim odpowiednich funduszy na odnowienie zapewnienie godziwych warunków leczenia chorych, a to przez brak odpowiedniego sprzętu, brak lekarstw, brak personelu medycznego, który ostatnio bardzo nam się wykruszył
Dzisiaj rano z zainteresowaniem słuchałam telekonferencję Lewicy,która domaga się, by spora część pieniędzy z Funduszu Unijnego trafiła własnie do Służby Zdrowia i przeinaczona była na jej odnowę.
Cel szlachetny, ale czy się uda?
Gdy Pis położy swoją łapę na tym Funduszu, różnie być może i dlatego teraz opozycja, która wie, jak poprzednie fundusze były rozdzielane według partyjnego, pisowskiego klucza che uzależnić swoją decyzje poparcia od pewnego rodzaju zabezpieczenia sprawiedliwego rozdziału pieniędzy, które w sporej kwocie do Polski nadejdą.
Oczywiście Pis przekrętnie tłumaczy, że opozycja jest przeciwna podpisaniu unijnego pakietu finansowego, ale diabeł tkwi w szczegółach,. Po prostu nie można pozwolić na to, by Pis samodzielnie, pozbawiony jakiejkolwiek kontroli zapanował nad tym rozdziałem.
Zresztą prawdziwy problem jest z grupą Ziobry, która ubzdurała sobie, że przyjęcie pomocy od Uni użalenia Polskę, która rzekomo straci w ten sposób suwerenność.
Nie wiem, skąd takie myśli w głowie Solidarnościowych Idiotów się roi, przecież 1 maja 2004 Polska d o b r o w o l n i e oficjalnie wstąpiła do Unii Europejskiej i od tego czasu zgodziła się na przestrzeganie wszystkich unijnych traktatów, o żadnym uzależnieniu mówić przecież nie można.
Trochę się dziwię, bo jednak Zbigniew Ziobro skoczył wyższe studia prawnicze i jako ich absolwent powinien rozpoznawać zasady i zobowiązania , na które przez nasz akces wstąpienia do Unii zgodziliśmy się 18 lat temu, a teraz trudno jest to odkręcić, jako, że poparcie dla Unii wciąż jest wśród Polaków bardzo wysokie.
I nie ma co tu snuć spiskową teorię dziejów i tymi fantasmagoriami zatruwać umysły ludzi, którzy nie koniecznie na tym się znają i nie koniecznie do końca rozumieją pewne polityczne procesy rządzące światem.
Jest jak jest – jesteśmy w Unii, zgodnie zresztą ze zgodą zdecydowanej większości Polaków i jeden Ziobro nie może wywrócić nam Polski do góry nogami, bo to mogłoby się dla nas wprost tragicznie skończyć.

Znów się rozpisałam, a tu już trzeba się pomału zbierać .
Życze miłej reszty poniedziałku i udanego całego tygodnia

Rodzina to potęga !!!!

Wczoraj nieco zachorzał mój brzuszek, więc raczej z domu nie mogłam się oddalać – niezbyt miło takie spacerki by dla mnie mogły się skończyć.
A tu masz: telefon, dzwoni Diana i jakby czując, że coś mi dolega, mówi: będziemy w pobliżu, może czegoś potrzebujesz?
Pewnie, że potrzebowałam chociażby serka białego i chlebka, bo jeden dzień mogę głodować, ale przecież nie mogę siedzieć o suchym pysku przez całą niedzielę ( o przepraszam, piłam przepisową herbatkę bez cukru) .
Po pewnym czasie zawitali do mnie w trójkę : Diana, Zelda i Ksawery i przynieśli mi to, co sobie zamówiłam.
Oczywiście wcześniej byli w Parku, więc Zeldunia miała buty pełne piachu, co najmniej jakby z plaży wróciła, pewnie znów w piaskownicy urzędowała, zawsze lepsze to niż poprzednio w kałuży.
Zelda zaczęła wypakowywać cały worek swoich zabawek, oczywiście był Osioł Kłapouchy, czarny kotek i jeszcze kilka innych maskotek, między innymi Bulba, czy jakoś tak się ta lalka nazywa, oczywiście ku oburzeniu Zelduni, że nie wiem co to jest wytłumaczyła mi, że to jest lalka balonowa.
Z wielkim rozrzewnieniem patrzyłam, jaka śliczna i mądra dziewczynka z niej wyrosła, przecież jeszcze nie tak dawno taki tobołek z Zeldą mnie odwiedzał, a tu proszę, dziewczynka jak marzenie.
I co najważniejsze, chyba ostatnio trochę częściej się spotykałyśmy, więc wczoraj była już całkiem śmiała w moim towarzystwie, co bardzo mnie ucieszyło.
Zresztą ostatnio Zelda zaczęła już chodzić do przedszkola, więc tej śmiałości, odwagi też i nabrała.
Jednym słowem, jest słodką i bardzo kochaną dziewczynką, za 2 miesiące będzie już miała 3 latka, ale ten czas leci.
A potem już pozostałam sama i muszę Wam powiedzieć, że ta samotna druga część soboty, bez kontaktów telefonicznych (telefon miałam specjalnie wyłączony) i praktycznie bez komputera całkiem dobrze na moja psychikę zadziałały.
Może tam i ktoś się martwił o mnie, co się dzieje, że nie odbierałam telefonów, ale zrobiłam to z pełnym namysłem i to może nie tylko mój chory brzuszek był tego powodem, troszkę i moja psychika odpoczęła.
I tak się własnie stało.

Ale to już było, dzisiaj mamy nowy dzień – niedzielę.
I jest zdecydowanie lepiej.
Wysłuchałam a raczej obejrzałam sobie” Kawę na ławę” i „Lożę prasową” i…….wiem nie wiele więcej niż wczoraj, czy przedwczoraj, ale czemu się dziwić, skoro tego nawet doskonali dziennikarze nie wiedzą, a politycy….jak to politycy, każdy swoją pliszkę za ogon trzyma, nawet jeżeli widzi, że ta się mu już wymyka.
Więc czy będzie czy nie jakiś ważny przewrót w polityce niebawem się o tym dowiemy (lub nie – chyba, że będą przecieki), bo akurat dzisiaj, w świętą niedziele, wielcy trzej silnie zdeklarowani katolicy : Kaczyński, Ziobro i Gowin podejmują ważne dyskusje, a Pismo Święte wyraźnie mówi: pamiętaj, byś dzień święty święcił. ( a nie politykował, a tym bardziej nie knuł
Tacy z nich jak widać i politycy i katolicy do niczego, bo zamiast w kościółku pacierze odmawiać, a potem przy rodzinie (wszyscy prócz Kaczyńskiego oczywiście, którego jedyną rodziną jest kot) świętować ten rodzinny dzionek na modlitwach i kontemplacjach religijnych, oni o polityce tylko dzisiaj gadać będą, pewnie też i bez kłótni się nie obejdzie. A Fe w taki święty dzień?????? a co na to Ojciec Rydzyk i inni biskupi powiedzą?????
A niech im tam.
Ja się za to cieszę niedzielą, chociaż nadal jest ona co prawda zielona, ale chłodna
Miłego niedzielnego popołudnia, bo już nastąpiła obecnie druga część niedzieli.

kawka na sobotni poranek

Muszę trochę poukładać wszystkie swoje myśli, bo coś ostatnio bardzo mi się poplątały.
Bo czasami tak jest, że człowiekowi wydaje się, że już wszystko wie, ale okazuje się, że nic nie jest takie same, mimo, że pozornie wygląda podobnie, jednak się różnią między sobą..
Wtedy trzeba cichutko w kąciku przysiąść i samemu ze sobą porozmawiać.
I własnie do takiego etapu doszłam, zarówno w swoim prywatnym jak i ogólno społecznym, już o politycznym nie myśląc, aspekcie.
Więc usiądę teraz sobie spokojnie nad kawką i pomyślę, może potem na chwilę uda mi się do Parku zaglądnąć, chociaż nadal chłodno jest, mimo, że słonko świeci.
Dlatego dzisiaj rozpisywać się w swoim blogu nie będę, pozostawię tę ciszę dla siebie.

Bo są dni, gdy z nieba kapie deszcz (???) , nie mówię wtedy nic, telefon milczy też.


No to miłej soboty życzę

Prawo i sprawiedliwość wg Pisu

SPRAWIEDLIWOŚCI STAŁO SIĘ ZADOŚĆ : (tylko której sprawiedliwości??)

W czwartek późnym wieczorem Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego ogłosiła, że nie wyraża zgody na zatrzymanie i doprowadzenie do prokuratury sędziego Igora Tulei. „Wychodzi na to, że niby sędziowie w Izbie Dyscyplinarnej SN zaczynają się poważnie kłócić. Uzasadnienie dzisiejszej decyzji w sprawie sędziego Igora Tuleyi wskazuje, że mimo wcześniejszego uchylenia immunitetu obecnie Izba Dyscyplinarna nie widzi, aby podejrzenie, żeby sędzia Tuleya popełnił przestępstwo, było uzasadnione.
Chyba to jednak w niesmak panu na literę Z, popularnie „Zerem” zwanym, bo okazało się, że jego wiedza prawnicza rzeczywiście na skali zero osiągnęła (a może nawet i niżej) – nie można bowiem oskarżać nikogo o niepopełnione czyny.
W końcu pan Tuleya jest prawnikiem, sędzią z długoletnim stażem i doskonale prawo zna, a jego decyzja, którą podjął w sprawie nielegalnego zgromadzenie niektórych, tzn wybranych posłów z wyższej półki w Sali Kolumnowej i ustalenie przez nich wyniku nielegalnie przeprowadzonego głosowania, była nie zgodna z zasadami i prawa i Konstytucji.
Sędzia nie ma prawa łamać zasad, które w owej Konstytucji są ustalone, więc nie mógł zgodzić się na w ten sposób przeprowadzone głosowanie, co ujawnił w swojej rozprawie szerokiemu gronu Polaków, niestety było to w niesmak rządzącym, którzy doskonali przecież zdawali sobie sprawy z tego, że takie nielegalne głosowanie właśnie prawo łamie.
Starali się to ukryć, a ponieważ sędzią Tuleya jest człowiekiem nieprzekupnym, nie mogli wymusić na nim pisiego posłuszeństwa w inny sposób, niż zastraszanie i prześladowanie.
Następnym sędzią (a raczej pseudo sędzią, bo był przedstawicielem nielegalnej Izby Dyscyplinarnej, która wg SUE nie ma uprawnień podobnych do Sądu Najwyższego do wydawanie wyroków), który ma dylemat z Pisem, to sędzia Adam Roch, który chyba zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jakie kiedyś w przyszłości będzie prawdopodobnie ponosił podpisując wyrok zgodnie ze wskazówkami Ziobry i nie odważył się podpisać pod zgodą na aresztowanie sędziego Tuleyi.
Najlepiej tę całkiem pokręconą sytuację chyba określił Roman Giertych :

„Stworzyć sobie własny sąd i w nim przegrać ze względu na brak tzw. przesłanki ogólnej niezbędnej do stawiania zarzutów i zatrzymania może tylko PiS. Gratulacje dla panów Święczkowskiego i Ziobry”.

Tak jest, gdy nieuki zabierają się za coś, na czy się nie znają, przypominam, że Ziobro z wielką trudnością obronił tytuł prawnika, który mu przysługiwał po ukończonych studiach, więc na pewno prawniczym asem nie jest, a do tego uwielbia wprost stosować metody dalekie od praw demokracji, raczej związane są one ze wschodnimi, całkiem antydemokratycznymi standardami, jeżeli w ogóle o jakichkolwiek standardach można tu mówić.
Ale poczekajmy, Ziobro przegrywać nie lubi, a ponieważ jest on chyba jednym z największych pieniaczy politycznych (a tych innych też zresztą po prawicy nie brakuje), w najbliższym czasie będziemy mogli oczekiwać jego apelacji i ponownej próby podjęcia decyzji o dalszym zastraszaniu prawdziwych demokratycznych sędziów, bowiem ten moralnie mały, podły człowiek nie spocznie, póki nie przeprowadzi sprawy po swojej myśli, po trupach, ale do celu, nie ważne, czy jest to zgodne, czy nie zgodne z prawem, ale on tak chce.

Z drugiej strony może to i dobrze, że ma taki czupurny charakterek, bo to może prowadzić do dalszej niezgody z najwyższym prezesem, też z wielkim ego i małym poczuciem odpowiedzialności i etyki poselskiej), co może skończyć się wreszcie upadkiem tego podłego rządu, co daj Panie Boże AMEN.
Pożyjemy, zobaczymy, co dalej,
Znów dzisiaj niepokojące wyniki sondażu pokazują około 34 procentowe poparcie dla Pisu, czego całkowicie nie rozumiem, jaki debil może głosować przeciwko własnemu ewentualnemu w przyszłości zagrożeniu???
Jeżeli te sondaże są oczywiście prawdziwe, bo co za sztuka przepłacić sonadażownię i zamiast 14 procent wpisać np 34 procent?
Ja jednak wierzę w polski zdrowy rozsądek !!!
W chwili całkowitego zagrożenia Polacy jednak mądrzeją – tak dotąd pokazywała nasza historia, a jak będzie teraz?
Co prawda głupków w Polsce jest pod dostatek, ale na szczęście nie są oni większością.
Reszta zależy od naszej postawy przy najbliższym głosowaniu: damy się nadal wodzić za pysk, czy wreszcie zrobimy w Polsce porządek, w pełni demokratyczny porządek.

Wczorajszy urodzinowy dzionek minął nad wyraz spokojnie. Rano miałam wizytę Reni, więc i przy okazji mały porządkowy galimatias, ale widać, że już wiosna nadeszła, bo kilka moich kwiatków dostały swoje nowe domki.
Jeszcze czeka nas przesadzania pozostałych kwiatków, ale to już przy następnym sprzątaniu, a potem jeszcze trzeba umieścić donice z kwiatami na balkonie i już będzie u mnie pięknie i kolorowo.
Tylko na to jeszcze trzeba trochę poczekać, bo znów nas straszą i zimnem i deszczem i nawet……. śniegiem.

Zdecydowanie nie udał nam się kwiecień w tym roku 😦

A pod wieczór wczoraj przyszli z wizytą Elżbieta z Maćkiem i dostałam od nich ślicznego, fioletowego storczyka, teraz już będę miała takie dwa, ten pierwszy, urodzinowy, od Magdy, ma już 4 lata i nadal pięknie mi kwitnie.
Przy okazji Maciek pouczył mnie, jak trzeba podlewać te bardzo przecież delikatne kwiaty, jakimi są storczyki.
Otóż najlepiej podlewać je dwoma kieliszkami (nie więcej) mineralnej, gazowanej (!!!???) wody z częstotliwością raz na tydzień.
Tak wiem, że storczyki nadmiaru wody nie lubią i wtedy giną., ale dlaczego ma byc to mineralna woda? – nie rozumiem.
Chyba to jednak był Maćkowy żart.
Ale wczoraj był 22- gi, a nie 1- szy kwietnia!!!!!!
Ale w każdym bądź razi,e kwiatostan w mieszkaniu mi się wciąż powiększa, co bardzo cieszy moje oczy i moją duszę.
Po prostu uwielbiam kwiaty i te w domu i te poza domem np. w ogrodzie, czy w Parku

Dzisiaj od rana znów pogoda w kratkę, raz słonko, raz chmury, na razie co prawda nie pada deszcz, chociaż go zapowiadają, a temperatura oscyluje między 7-8 stopnie, więc nie jest po prawdzie zachwycająca.

To na poprawę humorku zamieszczam mojego nowego pięknego storczyka życząc Wszystkim jednak przyjemnego piątku

I znowu ten Lenin!!!!!

………że też Mama nie urodziła mnie dzień wcześniej, czy dzień później.
Zawsze byłoby mi milej spędzać urodzinowy dzień w towarzystwie Elżbiety II, ale…… tak się już stało, jak się stało i tego nie odmienię.
Ale skoro już 71 lat w tym towarzystwie wytrwałam, mam nadzieję, że i przez następne – & – bliżej nieokreślony czas jakoś z tym żyć będę musiała.
Bo niestety jak wiemy, LENIN ZAWSZE ŻYWY JEST !!!! i skoro do mnie się już przyplątał, tak musi pozostać na wieki.
Ale pocieszam się jednym, że prócz tego osobnika z brodą mam jeszcze kilka innych całkiem przyjemnych wspólników do obchodzenia swojego święta urodzin w tym samym co ja dniu, miedzy innymi Izabela Trojanowska oraz Donald Tusk też dzisiaj mają takie samo święto i życzę Im w tym dniu samych pomyślności i osiągnięcia samych pozytywów w Ich zamierzeniach.
Sobie nie będę niczego życzyć, bo to nie wypada, no, może ewentualnie obym zdrowa długo była i miała siłę pisać codziennie swojego bloga.

Jaki plecień z tego kwietnia było widać dokładnie wczoraj, rano mamił nas całkiem przyzwoitą pogodą, ba, nawet słonko zaświeciło na chwilę, tak, że mogłam sobie nawet na ławeczce w parku na niedługi moment przysiąść, no i uwiecznić już na dobre za goszczoną tam wiosnę,
Ale potem nagle nadciągnęły ciemne chmury, powiało nieprzyjemnym wiatrem, a z nieba spadł sobie całkiem nawet obfity deszcz, tak że już w drodze powrotnej nie mogłam znów posiedzieć sobie w Parku.
Ale ledwie wróciłam do domu znów słonko zawitało na niebie – ot takie tam kaprysy kwietniowej pogody.
No ale już niedługo przed nami wyczekiwany majowy weekend, mam nadzieję, że przynajmniej wtedy pogoda dopisze i będzie można cieszyć się wspaniałymi prawdziwie już wiosennymi spacerkami, tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, że już niedługo epidemiologiczne obostrzenia będą jednak nieco obluzowane.
Byleby tylko nie szaleć, nie wykorzystywać tego, że w tej chwili jest zdecydowany spadek zachorowalności na COVID, niestety liczba zgonów nadal jest zatrważająca, ale jest to pokłosie ostatniego ostrego rzutu zachorowalności.
Cieszę się, że jednak sporo ludzi chce się szczepić przeciwko temu wirusowi, nie ulega jakimś bzdurnym teoriom przez kler snutych, trzeba powiedzieć, że tu kler ogromnie się zbłaźnił herezje wymyślając, ale jednak nie tak do końca udało im się obrzydzić proces zabezpieczenia przed nowymi tragediami, jakie ponosiliśmy niedawno.

No to co? Świętuję sobie dzisiaj te moje urodzinki, chociaż powinnam zapłakać nad swoim wiekiem, ale…
Już kiedyś doszłam do wniosku, że każdy wiek ma swoje dobre i złe strony.
Te złe o akurat te nieznośne bolączki, które mnie nękają, a z wiekiem są niestety związane, chociaż wiele młodych ludzi też narzeka. (dzisiaj w nocy wstawałam, by Nimesil zaźyć! – ból nie dawał mi spokojnego snu)
Jakaś ta dzisiejsza młodzież bardziej słabowita jest, niż moje pokolenie w ich wieku było.
Ale trzeba przyznać, że dzisiejszy młodzi mają o wiele więcej niż my ongiś kłopotów, chociażby związanych najpierw z podjęciem studiów, potem z kolei nie jest łatwo znaleźć w tych dzisiejszych godziwą pracę, a czasy materialne niestety łatwe nie są.
Co prawda są pewne udogodnienia bankowe i ewentualnie można zaryzykować zadłużenie, które potem niestety przez większą część życia spłacać będą, o ile oczywiście uda im się znaleźć odpowiednią pracę, która będzie w miarę bezpieczna do utrzymania przez długi czas, bez żadnych zawirowań.
Ale teraz z kolei młodzież jest chyba bardziej przebojowa, śmielej sięga po to, co kiedyś mojemu pokoleniu było nawet nie do pomyślenia osiągnąć, fakt, że niestety jest to obwarowane nieraz ciężką, ponad miarę pracy w przeróżnych korporacjach, gdzie trudno raczej liczyć na jakieś koleżeńskie układy, tam raczej każdy patrzy jak wygryźć drugiego, żeby samemu się utrzymać na stanowisku, a często związane jest to z niezbyt czystymi czynami.
Dawniej młodzi mieszkali raczej z rodzicami w swoim rodzinnym domu, więc byt i opierunek przez troskliwych rodziców, a zwłaszcza przez mamy, miały zapewnione, ale z kolei ograniczone były pewnymi rodzicielskimi obwarowaniami – coś za coś, teraz bardzo szybko uciekają do przodu, dążą do samodzielności i niestety ponoszą potem tego różne konsekwencje,
Po prostu teraz są zupełnie inne czasy, niż ongiś, ale szczerze Wam powiem, wcale nie zamieniłabym swoich młodych lat na dzisiejszą modłę.
Wcale nie żałuję tej rodzicielskiej troski mojego Taty i wciąż pamiętam te Jego słowa, gdy na moją tyradę , którą wypowiedziałam po ukończeniu 18 lat „jestem już pełnoletnia i sama mogę o sobie decydować” spokojnie mi Tata odpowiedział : „oj córeczko, jeszcze nie raz będziesz wracała do tych dni, gdy nie musiałaś sama o sobie i o swoim życiu decydować” I to jest ta życiowa prawda, która się nabywa wraz z upływającymi latami.
Teraz są te ciągłe wojny podjazdowe w pracy, te nerwy związane z codziennym życiem, gdy człowiek człowiekowi wilkiem jest…..

Kiedyś gdy byłam młoda, usłyszałam bardzo fajne zdanie „ja się cieszę byle czym” i nadal przy tym pozostaję.


No ale dzisiaj cieszę się swoim świętem, obojętnie ile tych latek mi przybyło, nawet słonko przez jakiś czas rano pięknie mi zaświeciło, dając nadzieję, że będzie dobrze, ptaszki tak pięknie za oknem świergolą – to będzie bardzo udany dzień.
Renia dzisiaj przesadziła mi moje śliczne kwiatuszki, tak więc znów mam piękny zielony ogród w moim świeżo, wiosennie wysprzątanym mieszkaniu.
I jak tu się nie cieszyć z życia???

I Wam Wszystkim życzę radości na dzisiejszy czwartek 🙂

RÓŻE DLA ULECZKI I DLA….KRÓLOWEJ ELŻBIETY II

Są tak przepiękne te róże, że myślę, że i TY chętnie się z Królową Angielską nimi podzielisz Uleczko, bo dla Niej to dzisiaj pewno ważny, chociaż na pewno i też bardzo smutny dzień Urodzin.
Gdyby nie żałoba po zmarłym mężu, na pewno królowa dzisiaj wraz z Rodziną swoje 95 urodziny by hucznie obchodziła.
Bardzo smutne, że data Jego śmierci tak bardzo zbliżyła się do święta Królowej, ale takie jest życie, składa się z dni radosnych i niestety z dni tych smutnych.
Ale całym moim sercem dzisiaj jestem przy Niej i musiałam w związku z tym o Niej wspomnieć.
Tak Uleczku, sama wiesz co oznacza smutek po stracie Ukochanej osoby, zwłaszcza gdy się ma koło siebie tak oddanego Człowieka jak Twój Marian, o którym często sobie myślę, a także właśnie Książę Filip.
Ale na całe szczęście pozostają te piękne wspomnienia, które należy w sobie pielęgnować i wiem że zarówno Ty jak i Elżbieta II często wracacie do wspólnych chwil, które przeżywacie tak samo silnie jak kiedyś, gdy mąż jeszcze przy Was był.
Przepraszam Uleczku, że poruszam dzisiaj taki bolesny dla Ciebie pewnie temat, ale taka myśl własnie dzisiaj do mnie nadeszła, zresztą każdy z nas niestety taki ból musiał w swoim życiu przejść.
No dobrze, nie smuć się więcej, serdecznie do Ciebie dzisiaj się uśmiecham, bo to przecież powinna być radosna, a nie smutna środa i serdeczne pozdrowienia z Krakowskiego, już bardzo wiosennego Parku Ci posyłam.

Nie będzie dzisiaj żadnych moich wielkich myśli zamieszczanych, jedno co mogę zauważyć to tylko to, że podobno epidemia pomału zaczyna gasnąć, co mnie bardzo cieszy, bo może to oznaczać początek normalności, chociaż według mnie, do niej wciąż jeszcze daleko.
Całe szczęście, że wreszcie rząd odstał od swojej koncepcji wiekowego szufladkowania chętnych na szczepienia i podobno od następnego poniedziałku będą to szczepienia ogólno dostępne, dzięki czemu osoby młodsze też będą miały szansę na zabezpieczenie się przed ewentualnym zachorowaniem.
To bardzo dobra decyzja, tylko nie wiem, czy uda im się do końca ja doprowadzić, czy pozostanie tak jak zawsze, obietnice i nic ponad to.
No bo pomyślmy, czym gorsze są osoby w wieku 30- 40 letni od tych starszych? tez mają podobną możliwość na złapanie tego cholernego wirusa,którego potem mogą bardzo ciężko odchorować, albo wręcz może to skończyć się ich zgonem a skoro chcą się przed nim chronić, nie może ktoś tylko z racji pełnionego urzędu im tego zabronić.
A zresztą, może wnet jednak ta cała pisia afera w Polsce się skończy? chociaż gdy widzę ostatnie sondaże i te 32 procent durniów, którzy jeszcze wciąż w bajki wierzą , zaczynam wątpić, czy żyję w Polsce czy w jakiejś Bajlandii.
Bo już nawet ci najbardziej pro – pisowscy fanatycy zobaczą, że na dalsze darmowe datki liczyć już nie mogą, bo niestety skarb jest pusty.
Co prawda mają wydatnie nas zasilić fundusze z tej nielubianej i pomiatanej przez rządzących Unii, ale raczej nie odważą się chyba, żeby ten fundusz rozliczać według dotychczasowego, czyli partyjnego klucza, to by już wtedy dla nich na pewno całkowitym upadkiem by się skończyło.
Już teraz wokoło tego Funduszu robi się spory zamęt, bo opozycja oświadczyła, że podpisze ten program pod specjalnymi warunkami, to znaczy pod równym i sprawiedliwym rozdziałem pieniędzy na wszystkie grupy społeczne.
Teraz cała nadzieja Jarka oparta jest na sojuszu z Kukizem, człowiekiem, który całkowicie nie nadaje się do polityki, nie rozumiejący podstawowych zasad politycznej taktyki, bo niestety jest na to zbyt prymitywny, ale jego chęć zaistnienia jest tak silna, że gotowy jest wystąpić jako przystawka Jarusia, by chociaż przez moment być kimś w jego mniemaniu wielkim, ważnym, kim nigdy nie będzie niestety mógł być.
Będzie tylko następną marionetką pociąganą za sznurek, a potem, gdy już wykona swoje zadanie, czyli zagłosuje tak, jak mu Pis każe, zostanie jako szmaciana kukła wywalona w kąt.
No ale skoro ktoś lubi być sponiewierany i upokorzony trudno mu takiej „radości” odmówić.

Za oknem dzisiaj słonko świeci i bardzo dobrze, chociaż świeci ono wbrew zapowiadanej deszczowej prognozie.
Czyli prognostycy również nie są nie omylni.

Miłej środy

nareszcie zapowiada się prawdziwa wiosna

niby słonko się już pokazało, niby ptaszki wesoło świergolą, ale przecież to już prawie końcówka kwietnia i, za niedługo upragniona majówka.
Dlatego muszę się do niej dobrze przygotować.
Już jestem po pierwszym zabiegu u złoto ręcznego Bartłomieja i zdecydowanie jest lepiej.
Co prawda do doskonałości jeszcze daleko, ale noga już jest jakby mniej nieco spuchnięta, za tydzień idę raz jeszcze i pewnie potem od razu na balety pogonię…..
Chociaż nie wiem, czy w moim wieku jeszcze wypada balować?
Od wczoraj zażywam też ten BioSlimin i…chudnę….na razie w mojej wyobraźni.
Ale podobno gdy się czegoś pragnie, to się życzenie spełnia.
A u mnie niestety to jest nie kaprys, bo przecież wiem, że na Konkurs Miss Polonia nie będe startowała, ale jednak mój kręgosłup i moje nogi wyraźnie mi mówią : Ewa!! uważaj!!!!!.
No i cukier, który po operacji był pięknie opanowany też teraz sobie wesoło jak zajączek skacze.
Oczywiście staram się ograniczyć też jedzonko, chociaż według ulotki można jeść jak dotychczas.
Coś mi się to nie bardzo wydaje, bo jednak pewne ograniczenia trzeba zrobić.
Pierwszy sukces już miałam dzisiaj rano, cukier spadł mi poniżej szóstki.
To jeszcze i tak jest ciut za dużo, ale od czegoś trzeba przecież zacząć.
No i mam teraz mały dylemat, co ma zrobić z czwartkiem?
A gdyby jakiś gość przyszedł do mnie z życzeniami? wypadało by czymś słodkim go poczęstować, a tu u mnie słodycze ograniczone są do zera.
No dobrze, zawsze mogę ciastkiem gościa poczęstować, a ja sama jeść go nie muszę, najwyżej jakiś pojemniczek na spływającą ślinkę dla siebie przygotować mogę, a co mam zrobić, jeżeli jednak coś z tych słodkości mi pozostanie na potem?
A poza tym czy starczy mi tej silnej woli, żeby ,przynajmniej w swoje urodziny nie skusić się na łakocie?
Niby to nie powinno być problemem, ale jednak jest.
Że o? że mogę poczęstować samą herbatą lub kawą? Można, wszak mam tę dobra kawę z mojego expresiku , ale czy to wystarczy?
Ot, trudne dylematy człowieka odchudzającego się.
Że tez po drodze te moje urodziny musiały się pojawić 🙂

Ale jeszcze mam dwa dni do namysłu, zresztą wcale nie zapowiada się, żeby jakieś tabuny gości mnie nawiedziły.
Zobaczy się w czwartek.
A na razie życzę przyjemnego popołudnia

jakże wymowne zdjęcie !!!!!

Czy może w kimkolwiek z Was jakiś żal to zdjęcie wzbudza?

Przyznam się. że we mnie nie, a nawet wręcz przeciwnie, ciągle czekam na ten dzień jego upadku.
Może nie powinno się drugiemu źle życzyć, ale akurat temu osobnikowi nic dobrego nie wróżę i nic dobrego nie życzę.
Zbyt wiele krwi napsuł i mi i innym Polakom ten z gruntu niedobry człowiek, wielki egoista, bez śladu najmniejszej nawet empatii, złośliwy gnom, który rozkosz czerpie z zadawania innym krzywd, a to pozorne „dobro” które okazuje swoim pod lizusowskim kamratom jest tylko po to, by zapewnić tym sobie swoją władzę i poparcie.
To nie jest dla mnie człowiek – to jest diabeł wcielony, chodzące zło i nie zwiodą mnie jego z pozoru sympatyczne gesty, bo to wszystko jest tylko jego wielką obłudą.
Niby szarmancko kobiety w ręce całuje, ale równocześnie bez zmrużenia oka naraża je na straszne cierpienia, tu mówię o jego nakazie narodzin dziecka z nieodwracalnymi wadami, skazującymi je na śmierć w okropnych mękach.
Czysta obłuda w czystym wydaniu Jarosławie!!!!!!! Jak można świadomie skazywać dziecko i matkę na cierpienia, tylko w imię swojego idea fix??????
Dla niego najważniejszą osobą jest on sam i własnie cały swój świat, wszystkie pseudo poglądy wokoło swojej osoby kręci.
Więc jeżeli piekło rzeczywiście istnieje, diabły już dla niego gdzieś w pobliżu podobnych jemu satrap już piekielny kocioł ze smołą szykują , przeznaczony dla tych, którzy potrafili zniszczyć ludzkie życie tylko po to, by zapewnić sobie wygody doczesnego świata, podobnie jak i Jarosław.
Własnie, doczesnego, bo mimo, że tak chętnie manifestuje ten osobnik swoją wiarę, swoja przynależność do Boga, niestety czyny pokazują, że nie mają one nic ze sobą wspólnego.
Dlatego dzisiaj powtarzam APAGE SATANAS !!!! i oczekuję, że rzeczywiście twój czas Jarosławie zbliża się do końca pisiej chwały.
Jeszcze jest co prawda kilka osób, którzy udają, tak, niestety udają, że cokolwiek ich obchodzisz, bo jeszcze liczą na jakiś mały zastrzyk gotówki przed upadkiem Pisu, ale już większość pisowskich szczurów okręt pod nazwą PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ opuszczają, szukając nowych możliwości w łatwym i beztroskim świecie, jaki im dotąd zapewniałeś.
Może mają nadzieję, że znów kogoś uda się im oszukać?
A co z opozycją? No właśnie ciągle nie wiadomo, dużo mówią, mało robią, a to nic dobrego niestety nie wróży.

Ja przede wszystkim muszę zająć się teraz swoją osobą, a nie martwić się tym, czego i tak niestety nie zmienię.
Za kilka dni znów zmienię swój rocznik w kalendarzu, to jest dobry moment do nowych wyzwań.
Dzisiaj z powrotem wracam na rehabilitację pana Bartka, przecież wiosna już jest całkiem blisko, co nawet zauważyłam wczoraj będąc w Parku z Dianą Ksawrem i z Zeldą, nawet piękne białe owocowe drzewko sfotografowałam (co prawda nie wiem, co na nim rośnie, ale wygląda cudownie).
Niestety było bardzo chłodno i nie mogliśmy dłużej w Parku pozostać. Zresztą z wielka rozkoszą Zelda zliczyła wielką kałużę, po której beztrosko tam i z powrotem brodziła, niczym kaczka po stawie, skutkiem tego była cała przemoczona i trzeba było wracać ją przebierać, bo była mokra do tak zwanej do suchej nitki.
A co jeszcze ciekawego?
Czy słyszeliście może o Biosliminie? podobno to rewelacyjny, pierwszy na liście popularności w Polsce środek odchudzający.
Dałam się zwieść, przyznaję, dzisiaj już własnie zaczęłam kurację, a nuż pomoże?
A jeżeli nawet nie, to przynajmniej z sumy 240 zł będę odchudzona, zawsze jakiś spadek zaliczę, jak nie wagi, to uszczuplę swoje konto 🙂 Zawsze zaryzykować jednak warto!!!!!
Kuracja, którą dostałam przewidywana jest na dwa tygodnie, potem ewentualnie jest jej prolongata, no zobaczymy, od czegoś trzeba zacząć.
Zresztą stać mnie było na taki wydatek, bo wraz z emeryturą przyszła do mnie dzisiaj trzynastka w wysokości 1025 zł, zawsze coś.
Tak więc po pierwsze rehabilitacja, po drugie odchudzanie, ewentualnie jeszcze przede mną wisi wizja wykonania gastroskopii, ale tę na razie odsuwam w najbliższą przyszłość, nie można przecież robić wszystkiego na raz.
No tak jeszcze pozostała mi najważniejsza część programu zmian: odsuniecie pokusy Elektrona, obawiam się, że z tym będzie bardzo trudno, ale już taka myśl kwitnie w mojej głowie, a to już dobry znak.
Na razie dzisiaj mamy poniedziałek, co prawda nie wiosną nęcący, raczej chłodny (ciepły sweter jednak dzisiaj trzeba będzie ubrać), ale mam nadzieję, że do czwartku 22 kwietnia zdecydowanie się ociepli i słonko na niebie i w mojej duszy zaświeci.

No to miłego poniedziałku i udanego całego tygodnia.

tylko jedna łza…….

ale jak bardzo wymowna, pokazująca niesamowity ból po rozstaniu z ukochaną osobą.
Tak wygląda prawdziwa miłość, która za młodych lat Elżbiety II się narodziła, a wczoraj zgasła?
Nie, nie zgasła, bo zawsze w Jej sercu osoba jej ukochanego męża Filipa pozostanie.
Z racji funkcji, jaką piastuje nie może Ona oficjalnie ze swoim bólem się obnosić,
Zresztą, czy taki ból na pokaz jest coś wart?
Ale nikt do królewskiej duszy nie zaglądnie, nikt nie wie, ile bólu rozpaczy tam teraz mieszka.
Oglądałam wczoraj oczywiście uroczystość pogrzebową Księcia – piękna, pełna symboli.
Dla mnie najważniejsze jednak były dwa symbole, jeden to ta postać królowej Elżbiety osadzonej w całkowitej samotności, w oddaleniu od wszystkich w katedralnej ławce. Została sama, bez osoby, którą kochała i z którą całe swoje życie była związana. Ale gdzieś tam niedaleko byli obecni Jej najbliżsi – tak, widząc ich miała poczucie, że mimo, że odszedł ktoś naprawdę bliski, jednak nie została całkiem sama.
Bo własnie poczucie samotności jest chyba najgorszym faktem starości, a wiele osób niestety musi z tym się borykać na codzień, obojętnie, czy piastuje wysoki królewski urząd, czy jest całkiem zwyczajnym człowiekiem.
Każdy musi mieć to poczucie bezpieczeństwa, że jest ktoś niedaleko, kto poda rękę, pomoże, powie dobre słowo.
Drugim niesamowitym wręcz dla mnie symbolem był fakt występu kobziarza, który z każdym krokiem, grając melodię oddalał się przez otwarte drzwi poza budynek Katedry.
Tak jak każdy z nas całe życie gra swoją melodię życia, ona brzmi do czasu, potem pomału odchodzi i zanika, ważne jest, by nie zanikła wraz z nią pamieć o naszej osobie.
Jak widzicie, bardzo osobiście podeszłam do wczorajszej smutnej uroczystości, może nie było to wiązane z jakąś fascynacją dworem, ale zwyczajną ludzką empatią, tym bardziej, że i ja pomału zbliżam się już do tych otwartych drzwi.
Kiedyś, gdy byłam dzieckiem, gdy będąc w Londynie po raz pierwszy zobaczyłam Buckingham zadałam pytanie czy mieszkająca tak królowa jest zła? Ot, taki sposób myślenia dziecka oparty był na bajkach. które jej czytano.
Teraz już wiem, że mieszkają w nim zwyczajni ludzie, tacy jak i my, którzy mają dni radości i dni smutku, dni trudu i dni odpoczynku, ale których nie omijają żadne życiowe kłopoty i zmartwienia, które muszą rozwiązywać.
Dlatego jeszcze bardziej jestem teraz myślami z Królową Elżbietą, bo wiem, że przyszedł dla niej bardzo ciężki i smutny czas i wyobrażam sobie jej rozpacz, którą przeżywa, tym bardziej, że jej miłość była naprawdę prawdziwa i mimo, że na pewno miała sporo wewnętrznych kontrowersji, zawsze potrafiła je mądrze rozwiązać.

To tyle na dzisiaj.
Teraz idę do Parku, bo świeci słonko i czeka tam na mnie….Zeldunia z Rodzicami

Miłej niedzieli