Londyn – 17.04.2021

Dzisiaj wszyscy myślami jesteśmy w Londynie, przy Królewskiej Rodzinie, dla której dzisiejsza data kojarzyć się będzie z bardzo smutną uroczystością – z pożegnaniem księcia Edynburga, mężem Królowej Elżbiety II Jego Wysokości Filipa.
I chociaż sama uroczystość z powodu epidemii będzie przeprowadzona w bardzo kameralnej oprawie, nie mniej będzie transmitowana przez większość mediów, w tym i polskich, jako szczególny hołd Wielkiemu Człowiekowi, szczerze oddanemu swojemu Krajowi, a przede wszystkim swojej Rodzinie.
Bardzo dużo ostatnio śledziłam losy całej tej Królewskiej Rodziny, a to przez oglądanie na Netflixie fabularnego serialu Crown, a także przez seriale dokumentalne, między innymi The Royals Home Windsor, również na Netflixie dostępnym, tak więc czuję się niejako zobligowana do brania udziału w tej smutnej uroczystości.
Na pewno będzie to najsmutniejszy dzień dla Elżbiety II, byli przeszło 74 lat małżeństwem, a znali się jeszcze od prawie wczesno – młodzieńczych jej lat, Elżbieta, zwana wtedy Lilibet miała 15 lat gdy od pierwszego wejrzenia zakochała się w młodym, bardzo przystojnym i eleganckim Filipie i już wtedy wiedziała, że z nim chce swoje życie spędzić.
Pewnie jak to w rodzinie bywa, są dni weselsze, są i te cięższe, ale jednak jakoś oboje dotrwali do bardzo późnej już starości i do końca byli sobie bardzo oddani, doczekali się nie tylko czworo dzieci, ale i sporo wnuków i nawet prawnuków, tworząc jedną wielką wspaniałą rodzinę, mimo, że i tu nieraz pewne niesnaski się wmieszały w ich życie.
Ale jakoś udało im się pokonać wszystkie trudy życia. jakie to piękne, jednak długie wspólne lata są za nimi, ile miłości i prawdziwej przyjaźni splotło te ponad 70 letnie życie.

To tylko taka moja dzisiejsza okazjonalna notka, zaraz idę duchowo przygotowywać się do uczestnictwa w tym smutnym obrzędzie.
A pogoda dzisiaj do niczego, pewnie również i w Londynie.

Spokojnej soboty

znowu???

No tak, znowu, jakoś tak nie mam dzisiaj chęci do pisania blogu, pogoda zdecydowanie mi nie odpowiada.
A co gorsza, taka pogoda zapowiadana jest na cały następny tydzień, o weekendzie już nie wspominając.
No i znów nogi i kręgosłup będą mi dokuczały, chociaż podobno mam niezłe wyniki badania krwi.
No tak , udaję !!! Tak z tego wynika.
Tylko dlaczego te stopy puchną????
Ale od czego jest Apap i Nimesil (na zmianę oczywiście, bo razem nie można tych środków przeciwbólowych stosować.
A ponieważ jestem ciepło-luba i zimno mało odporna, nie będę się katować i na żadne spacerki się nie wybieram.
Dzisiaj owszem, zaliczyłam oczywiście zakupy w sklepie, ale wróciłam (prawie że) nieszczęśliwa – nie cierpię, gdy mi coś na nos kapie.
A może za sześć dni, czyli 22 kwietnia słońce jednak mi zaświeci? Już za sześc dni!
No proszę, to już prawie rok mija od dnia, który dostałam przepiękny kosz urodzinowych kwiatów. Ale wtedy była okazja, przecież to była okrągła siedemdziesięcioletnia rocznica mojego pojawienia się na tym dziwnym nieco świecie.. Teraz będzie normalnie, ot kolejny normalnych dzień uświadamiania sobie, że już tyle za mną, a już coraz mniej przede mną…..
Zresztą kto dzisiaj urodziny obchodzi?
No tak, podobnież dzisiaj obchodzi je syn Basi – Leon, okrągła osiemnastka mu już stuknęła i z niesfornego chłopca przeradza się w młodego mężczyznę.
Leon co prawda mojego blogu nie czyta, ale mam okazję pogratulować tu dzisiaj Jego Mamie – Basi , że doczekała się takiego wspaniale zapowiadającego się, już dojrzałego młodzieńca.
Obojgu składam najlepsze dzisiaj życzenia, niech Wam się nadal wspaniale wiedzie.

A my czekamy na poprawę pogody i na………. radosną wiosnę.
Chociaż już trzeba powiedzieć, że jest kolorowo w Parku, zielone, młode listki, wspaniałe forsycje no i owocowe drzewa już białym kwieciem się okryły……

zbawienna woda

Zbawienna woda, bo uratowała mnie dzisiaj przed nadmiernym kłuciem.
Tym razem nawodniłam się jak trzeba, całe popołudnie wczoraj piłam przegotowaną wodę, w nocy, gdy się przebudziłam, też się jej napiłam, a przed wyjściem na badanie wypiłam aż 4 kubki wody, jednym słowem, bardzo zdyscyplinowaną pacjentką dzisiaj się okazałam.
Skutek??? – badanie przeszło bez najmniejszego szwanku, już po pierwszym nakłuciu żyły krew się pokazała i wartko sobie popłynęła, jak nigdy chyba dotąd, tak więc po 5 minutach byłam już po badaniu, teraz czekam na wyniki, które elektroniczną drogą odczytam dzisiaj późnym popołudniem (?) na moim komputerze – ot technika.
A jutro pewnie będę miała tele-poradę z panią doktor Marysią (wszak badała mnie już w poniedziałek, teraz czeka na wyniki badań) i wszystkiego o swoim zdrowiu się dowiem, mam nadzieję, że wszystkiego dobrego.
Bo co prawda ta noga nieco mnie jeszcze piecze, ale już przynajmniej nie boli.
Pewnie te dokuczające bóle związane były z pogodą, zrobiło się okropnie zimno i w dodatku pada deszcz ze śniegiem.
A już myślałam, że nie będę miała okazji ubrać swojego nowego, puchatego zielonego sweterka, a tu proszę, na dzisiejszy dzionek był jak znalazł, przynajmniej było mi cieplutko.
Z zimową czapką też niestety musiałam się przeprosić, zwłaszcza, że teraz po wizycie u pani fryzjerki mam króciutką fryzurkę i mój mózg mógłby mi zamarznąć.
A a propo’s techniki i wieku: wracałam do domu taksówką firmy Bolt i młody człowiek pytał się, czy taksi zamówiła mi córka, czy ja sama. Bardzo zdziwił się, że w moim wieku (!!!!!!) jestem taka nowoczesna, że potrafię sama sobie dać radę z nowoczesnością, a już pełen podziwu dla mnie był wtedy, gdy dowiedział się, że obsługuję nie tylko Iphon z jego aplikacjami ale również komputer, laptop, robienie zakupów on line, czy obsługiwanie mojego Banku PKO nie jest dla mnie wcale trudnością, gram w Pokemony, mam Facebook, Instagram na którym zamieszczam swoje zdjęcia no i piszę bloga, jego podziw był naprawdę dla mnie wielki, jako, że ma rodziców nawet nieco ode mnie młodszych, ale stroniących od tych nowoczesnych urządzeń, nie rozumiem czemu, bo przecież powiedzenie „nic co ludzkie, nie jest mi obce” od czasów Terencjusza było mottem każdego człowieka epoki renesansu.
No i teraz też musimy wyjść z okowów ciemnogrodu i przeć do przyszłości, czyli do nowoczesności, nie patrząc na coraz bardziej bzdurne wiadomości of Pisu i od kleru płynące. To tak, jakby na silę kazali nam wierzyć, że nowoczesność nie jest darem Boga, tylko szatana, ba nawet jeden z księżulków Tuskowi piekłem groził, tak jakby słowa owego księdza jakąś moc spełnienia miały. Ale pewnie w tym jest jakaś metoda, bo człowiek ciemny, to człowiek łatwo za mordę dający się prowadzić. Tylko przy tym temu człowiekowi można przy okazji wielką krzywdę uczynić – przykładem niech będą ostatnie herezje przez kler szerzone, jakoby szczepionki Astra i Johnson coś wspólnego z zabijaniem płodów i robieniem z nich własnie tych szczepionek miały do czynienia.
Takie wierutne kłamstwo może doprowadzić do tego, że ludzie przestaną się szczepić i tym samym będą sprowadzać zagrożenie epidemiologiczne dla innych, a prawda jest taka, że i owszem, gdzieś już kiedyś powstała linia komórkowa, wyprowadzona co prawda rzeczywiście z płodów ludzkich, która powstała ponad pół wieku temu, a teraz stanowi ona wektory do namnażania się nowych wirusów, niestety bez nich wirusologia by nie istniała, jako, że wirusy nie chcą rozmnażać się w innych liniach niż ludzkie i w ten sposób trzeba poznawać biologię powstających wirusów i ich rozwój, przyczyniając się do tego, że w ten sposób mogą powstawać szczepionki zapobiegające dużej zachorowalności a także i śmierci milionów ludzi.
A herezje szerzone przez niektórych biskupów, jakoby szczepionki te pochodziły bezpośrednio z abortowanych płodów są nie tylko nieuprawnione, sprzeczne z najnowszymi medycznymi osiągnięciami, ale jak już pisałam, mogą wywołać naprawdę wiele zła, prowadzącego nawet do zagłady ludzi pozbawionych metod leczenia.
Więc biskupi, jako następcy Chrystusa powinni nakłaniać ludzi do walki z epidemią, namawiać do szczepienia, które zapobiec może ogólnemu pomorowi, a nie straszyć ludzi piekielnymi mocami małych wirusów zawartych w małej strzykawce. Bo dotąd działają oni na zasadzie plotki, ktoś gdzieś tam coś powiedział, drugi to powtórzył, ale coś przekręcił i w ten sposób powstała następna niebezpieczna dla świata herezja.
Leczenie dusz pozostawmy zatem Kościołowi, a leczenie naszych ciał tym, którzy na tym najlepiej się znają, czyli lekarzom,
Nie można wracać do czasów, gdy na trzy „zdrowaśki” wsadzało się dziecko do pieca i albo ono wyżyło, albo……..

A ja czekam na poprawę pogody, bo ta dzisiejsza aura całkowicie mi nie odpowiada i z nią po prostu się nie zgadzam.

Miłego czwartku !!




Miłej środy Uleczko

No tak kolejna środa przed nami.
Niestety – jakaś taka dziwna, no to zimowa, ni jesienna, a czasami i wiosenna……
A miała być już całkowita wiosna…….
W nocy podobno padał śnieg, ale dzisiaj nawet zielono jakoś w moim Parku, chociaż łzawo, nieco deszczowo.
Pewnie i u Ciebie jest podobnie, ale wciąż zbliżamy się do tych milszych, ciepłych i słonecznych dni Uleczko i tego Ci życzę.
Mam nadzieję, że w następną środę będę weselej o słonku Ci opowiadała i wraz z Tobą cieszyła się każdą coraz bardziej słoneczną minutą.
Wszystkiego najlepszego na tym przedwiośniu Uleczko i Uśmiechnij się, każdy dzień będzie lepszy, cieplejszy i milszy.

Byłam wczoraj u bardzo miłego pana doktora naczyniowca, który zrobił mi USG obu kończyn dolnych i okazało się, że na szczęście jednak żadnej zakrzepicy nie mam, moje naczynia krew przepuszczają normalnie, bez żadnych zahamowań, a te wszystkie ostatnie dolegliwości to najprawdopodobniej są związane z moimi zmianami zwyrodnieniowymi kręgosłupa, no i z nieco podniesionym cukrem.
Czyli trzeba rozpocząć wiosenny samo – remont od spacerów, diety, tabletek na cukier (kiedyś je wszak zażywałam, teraz też nimi muszę uregulować te skoki cukru), no i muszę powrócić do wizyt u pana Bartka.
Takie mam wyznaczone przeze mnie plany na najbliższe dni.
Co prawda wiosnę już rozpoczęłam od wizyty u fryzjera, bo nie mogłam patrzeć już dłużej na swoją szopę na głowie.
Okropnie mam niesforne te włosy, cieniutkie, każdy idzie w każdą możliwa stronę i gdy są nieco już dłuższe robi się okropny bałagan na mojej głowie (dobrze, że chociaż nie w głowie)
Co prawda ostatnio są trudności z takimi wizytami, bo w ramach obostrzeń, salony fryzjerskie są zamknięte, ale….Polacy myślą i na wszystko znajdują odpowiednie metody. (Polak podobno wszystko potrafi)
Gdy byłam dwa dni temu w Przychodni na Felińskiego, przy okazji odwiedziłam pobliski tam malutki zakład fryzjerski, ot tak z ciekawości, czy jeszcze działają.
W salonie była miła dziewczyna (ta sama, która mnie poprzednio już strzygła) i jakaś klientka, a zakład był przepisowo zakluczony.
Zapukałam do drzwi, pani fryzjerka dowiedziawszy o co mi chodzi,

kazała pojawić się za pół godziny.
Na szczęście był wtedy jeszcze w miarę ciepły, a co najważniejsze nie deszczowy dzień, więc posiedziałam sobie te pół godziny na ławeczce, a gdy już wróciłam z powrotem do zakładu, dostałam dwie kartki do podpisania, jedno to było oświadczenie, że nie choruję na Covid i nie miałam w przeciągu ostatnich kilku dni z nim kontaktu, a drugim była moja zgoda na to, bym skorzystała z usług salonu jako tak zwana modelka.
A co mi tam – pomyślałam, mogę na te moje stare lata i modelką zostać, bylebym tylko jakoś do ludzi się upodobniła.
Zresztą z mojej nowej, krótkiej już fryzurki byłam bardzo zadowolona , a najbardziej śmieszył mnie jednak fakt, że tak łatwo można ominąć durne przepisy, przecież takie zaostrzenia w salonie można by było wprowadzić bez tych nikomu nie potrzebnych zaostrzeń, po prostu fryzjer (kosmetyczka, czy jakaś inna usługowa persona) umawia się na daną godzinę i całkiem legalnie dokonuje tych samych co teraz ulepszeń swojej urody, oczywiście przestrzegając podstawowych zasad epidemiologicznego bezpieczeństwa, ale bez świadomości brania udziału w jakiejś lipnej, pokrętnej procedurze oszukiwania, no własnie kogo się oszukuje? SANEPID, ministra, który wydał takie zarządzenie, czy kogoś tam jeszcze, bo każdy, który bierze udział w takiej procedurze doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że nie jest to do końca całkiem legalne, a przede wszystkim nie jest to nijak sensowne.
Ot taka mała machlojka, w której miałam też swój mały udział, a przecież śmiało można byłoby to zamienić na całkiem normalny proceder, w sumie i tak wyszło to na to samo, ja jestem zadowolona, bo mam nową fryzurę, a pani jest zadowolona, bo ma z czego utrzymać swój mały zakład fryzjerski.
Zastanawiam się tylko, dlaczego przy władzy są tak durni ludzie, dla których najprostsze rozwiązania są całkowicie nie do pomyślenia, wręcz można rzec, że kombinują jak tu jeszcze utrudnić, a nie ułatwić życie Polakom.
Bo fakt, epidemia jest strasznym doświadczeniem, ale trzeba nauczyć się z tym jakoś żyć i trzeba umieć tak rozwiązywać związane z nią problemy, aby przy dużej ostrożności te podstawowe przynajmniej potrzeby były jakoś mądrze zapewnione.
Niestety, nasz rząd jest pełen indolentów, którzy w dodatku sami są niekonsekwentni w tym, co raz zarządzają, a za chwilę te obostrzenia cofają, lub mieniają na inne, całkiem zresztą losowo, bez żadnych mądrych przesłanek, na zasadzie : ot taki pomysł wpadał mi do głowy.
Po prostu ta cała epidemia całkowicie przerosła poziom inteligencji naszych rządzących i wszystko co możliwe, robią na łapu – capu, od przypadku, do przypadku, bez jakiejkolwiek strategii, bez jakichkolwiek przemyśleń.
A potem dziwią się, że mimo ich pseudo strategii epidemia wciąż się rozrasta, po prostu ludzie już są zagubieni w tym całym ich pokrętnym procesie, który na siłę narzucają, nie licząc się całkowicie z ich skutkami,
Ludzie po prostu mają już dosyć i marzy im się ktoś, kto z sensem poprowadzi cały ten dalszy proceder w taki sposób, by nikt nie czuł się odrzucony, zagubiony, by wiedział, że może byc pewny jutrzejszego dnia.
Dlatego najwyższa pora tych wszystkich bezmyślnych ministrów odsunąć na bok i by sprawami Polski zajął się ktoś, kto pomału, ale skutecznie z pewną ideą działania przeprowadził Polskę przez ten trudny czas nie tylko epidemii, ale i czas, który po niej nastąpi, bo będzie on dla Polaków niestety tak samo drastyczny, jak i ten obecny, zbyt dużo niestety już popełniliśmy i teraz niełatwo przyjdzie nam się borykać ze smutnymi ich następstwami.

To tyle moich środowych przemyśleń, a teraz wszystkiego dobrego na dzisiejsze już niestety popołudnie.

nie odpuszcza !!!

Niestety zakrzepica (???) nie odpuszcza.
Dzisiaj dalszy ciąg badań USG – Doppler.
Niestety nieco kosztowna sprawa, bo na NFZ nie ma terminów, trzeba prywatnie, ale i tak, ponieważ jest podejrzenie na zakrzepicę, dostałam od razu termin i za chwilę jadę sobie na badanie.
No cóż – NFZ to tylko F I K C J A !!!
Chcesz być człowieku zdrowy – płać z własnych pieniędzy lub….zdychaj.
Jedno jest pewne : PAPIEROSY = ELEKTRON – W O N !!!!!!
Chcę mieć dwie nogi, a nie kikuty !!!!!!!!!
Do jutra.

tak od poniedziałku

Dosyć gnuśnienia, idę się remontować.
Oj już dawno panią doktor pierwszego kontaktu nie odwiedzałam, teraz, gdy zaczynają mi i żyły w nogach przeszkadzać, trzeba ruszyć się z fotela i iść na mały remoncik.
Pół nocy dzisiaj śniłam o tej wizycie, a raczej nie był to przyjemny sen.
Bardzo nie lubię zawracać głowy swoją osobą, ale od czasu do czasu trzeba, szczególnie, że wiosna za oknem (???)
Czy ja wiem, czy to wiosna, teraz rano słonko świeci, temperatura nawet jako taka, ale już za dwie, trzy godziny słonko pójdzie spać za chmurki, jakieś ciemne chmury, możliwe, że nawet ze śniegiem napłyną i ….już po wiośnie.
No i jak tu się ubrać? czy wziąć ciepły sweter, czy wystarczy wiosenna bluzka, a potem czeka nas zamarzanie?
Ale w sumie lepiej jednak zająć się swoją własną osobą, niż durną polityką, bo tak, czy tak, czy siak, jakaś tam ona będzie (a nie zawsze musi mi się podobać), a o siebie jednak trzeba zadbać. No bo kto o mnie zadba, jak nie ja sama? – oczywiście przy pomocy pani doktor no i Maćka, który ułatwił mi szybką wizytę lekarską.
No bo przecież w jakimś dobrym zdrowiu i jeszcze w najlepszym w związku z tym nastroju muszę doczekać chwili, gdy PIS z panem Kaczyńskim na czele na pysk padną, a będzie to radosna chwila, muszę mieć więc siłę na to świętowanie.
A mam nadzieję, że już wkrótce to nastąpi, nawet jaskółki już o tym na dachach świergocą……..
No to ubieram się i znikam do lekarza, a o rezultatach opowiem już jutro.
Na razie na ten poniedziałek i na cały tydzień słonka (jednak) życzę i dobrego nastroju, bo przez ten tydzień wiele jeszcze zmienić się może. I oby na lepsze się zmieniało, a wszystkie złe wieści gdzieś w czeluściach niebytu się zapadły.
A dzisiaj składam życzenia Urodzinowym Solenizantom, czyli mojej Bratowej Zosi, która co prawda na pewno blogu mojego nie czyta, ale o niej wspomnieć trzeba, bo Rodzina to bardzo ważna sprawa.

Zatem: do jutra!

dzisiaj mamy na kalendarzowej kartce napis : 10 kwiecień

I to jest dla mnie bardzo ważny dzień.
Nie, nie związane nijak to jest ze smoleńską religią, bo od niej już dawno się odżegnałam.
Dzisiaj są urodziny mojej Kochanej Kamilki,
No i w związku z tymi urodzinowymi uroczystościami zostałam zaproszona do Modlnicy.
Pogoda jest wprost cudowna, chyba taką własnie na ten dzień Kamilka sobie wymarzyła.
Tak więc zapowiada mi się pyszna kawka na tarasie, pewnie i pyszny torcik……
A za sobą zostawiam te wszystkie wariacje, które dzisiaj, szczególnie w Warszawie, się dzieją.
To są już mocno przesmażone kotlety, nawet lud pisowski zaczyna już wątpić.
To takie (chyba) ostatnie podrygi Pisu, który jeszcze coś tam chce wycisnąć, no paru naiwnych idiotów pewnie jeszcze znajdą, niech więc się dobrze dzisiaj bawią, bo to wszystko to tylko jedna parodia, suche okruchy dla plebsu, a ja naprawdę jadę się cieszyć Rodziną, pogodą i wiosną do Modlnicy.
Wesołej soboty życzę, tylko nie dajcie się znów otumanić gadce – szmatce karłowatego starca, on tak musi gadać, bo inaczej już by było po nim, a tak ma jeszcze jedną dzisiaj szansę zabłysnąć, może to ostatnia taka szansa ??????
No to do jutra.

przed weekendowo

Szczęśliwie do piątku jakoś dotrwaliśmy. Przed nami kolejny weekend.

Może będzie spokojny, bo i pogodę ładną nawet zapowiadają.
A ciemne chmury, które ostatnio nade mną się pojawiły, gdzieś pomału w dal odpływają.
Jeszcze gdzie tam ciche burzowe pomruki słychać, ale mniej groźne teraz one się wydają. Będzie dobrze!!!!
Jednak Modlitwa pomaga!!!!!
Może coś w tym powiedzeniu „jak trwoga to do Boga” jest, ale czasami taka gruntowna rozmowa z Panem Bogiem, z Maryją bardzo jest potrzebna, to takie oczyszczenie duszy, wyzbycie się złych myśli i na pewno uspokojenie, a tego ostatnio bardzo potrzebowałam.
Nie bardzo mam dzisiaj jakiś szczególny wpis zaplanowany, przygotowany.
Może tylko wspomnieć powinnam, że kolejny raz na Darce wczoraj polegać mogłam, zaopatrzyła mnie wczoraj w tak rewelacyjną ładowarkę, że bez trudu teraz będę mogła na jednym przewodzie ładować i komórkę i elektrona , bez konieczności „dziubania” w niewielki otwór, co przy ostatnio nieco mniej już sprawnych palcach i pewnych kłopotach z oczami, bywa kłopotliwe – wszystko działa na zasadzie magnesu, tylko przykładam jedną cześć przewodu z magnesem do drugiego magnesiku umieszczonego w telefonie, czy w elektronie i już mi się wszystko porządnie ładuje. Żeby jeszcze igły można było tak nawlekać nitką…….
Ach ta Darka! jest kochana, tylko niestety znów musi do Zabrza wracać, ale pocieszam się, że już niedługo, w lecie, skończy swoje studiowanie na Śląsku i do Krakowa powróci.
Zawsze mówiłam, że czekam, aż zabierze się za moje leczenie, co pomału staje się realne, bo już mi zleciła wykonanie dwóch badań, które uznała za konieczne i będę musiała je w najbliższym czasie wykonać.
Fajnie jest, gdy się ma takiego troskliwego prywatnego lekarza pod ręką.

Życzę Wszystkim bardzo przyjemnego i słonecznego weekendu, bo taki własnie nam prognozują. Nareszcie wiosna!!!!.
Bociany też się cieszą.
Ciekawe kiedy jajeczka się w gnieździe pokażą, a może już są, a o tym jeszcze nie wiem????

A za oknem…śnieg

Miała być wiosna, jest zima….
Nic z tego świata nie rozumiem, całkiem już się ostatnio pogubiłam, a mam wiele rzeczy do przemyślenia, oj mam !!!

TAK ma oznaczać TAK, a NIE ma oznaczać NIE!!!!
Ale czasami jest inaczej…….

Dzisiaj (osiemnaste) Urodziny obchodzi Kazimierz.
Nie wiem, czy tu dzisiaj zaglądnie, ale jeżeli przeczyta mój dzisiejszy wpis niech wie, że naprawdę życzę Mu wiele dobrego – chociaż ostatnie dnie są jakieś nieco zwariowane, ale żeby te wszystkie „życiowe zawieruchy” i Jego wreszcie ominęły i aby wreszcie prawdziwa wiosna zakwitała w Jego życiu.
Zresztą każdy z nas na tę wiosnę czeka i tę atmosferyczną i polityczną i na odnowę stosunków między ludzkich, gdy już nie trzeba będzie nic udawać, kontrolować swoich słów, przyznaję, tej sztuki jeszcze nie opanowałam (chociaż przecież starszego, więc niby roztropnego wieku już jestem) i najgorsze jest to, że chyba już nigdy nie osiągnę.
Tylko czasami przykro mi jest, gdy ktoś opacznie moje poczynania odczytuje.
A może to wynika z tego, że ciągle naiwnie ten brutalny w sumie świat traktuję, no cóż, z tego wynika, że prostolinijność często w konflikcie z rzeczywistością staje, co ktoś może odczytać nawet za głupotę, chociaż jest raczej wyrazem szczerości, nie zawsze jednak, jak się okazuje, potrzebnej.
Ot to tylko takie moje czwartkowe przemyślenia, nie przejmujcie się nimi, to też przeminie…….
Tylko pewnie ja już nigdy się nie zmienię……..

Przyznam, że zadziwił mnie dzisiaj ten biały krajobraz w moim Parku, tęsknię za słonkiem, za zielenią, która tak nieśmiało już się ukazuje

Życzę powodzenia na dzisiejszy czwartek, niech złe rzeczy nie okażą się do końca beznadziejne, bo zawsze przecież kiedyś i te dobre dni w końcu nastają……..