już podobno wiosnę mamy????

no nie jestem tego pewna, bo wciąż góry w śniegu są skąpane, chociaż nieśmiało krokusy przez ten biały puch starają się przebić.
Ale na pewno dzisiaj mamy środę, kolejną, już poświąteczną, więc pewnie Uleczku już do domu powróciłaś z wizyty na wsi?
Ale nareszcie robi się zielono no i dnie zdecydowanie są już dłuższe, więc serce nasze się raduje, nawet drobny śnieżek nie jest w stanie naszej radości pokryć puchem.
Życzę Ci przyjemnych i pełnych zielonego koloru dni Uleczku i radości z każdego pączka, który rozwija się nam już na drzewkach. Wczoraj zauważyłam, że nawet moja roślinka na balkonie, która otacza pręty mojego balkonu. też już w grube pączki obrosła, tylko patrzeć, aż listki się z nich wyklują.
Jednym słowem, przyroda budzi się już do życia, więc i my już otrząśnijmy ten zimowy ponury sen z oczu i na nowo podejmujmy nowe wyzwania. Wszystkiego dobrego Uleczku.

Nie mam już nawet cierpliwości do pisania o tym politycznym zamroczeniu, bo znów musiałabym się denerwować, tak jak dzisiaj, gdy przeczytałam, że według ostatnich sondaży partia PIS ciągle cieszy się największym poparciem.
Nie rozumiem, jak można być tak strasznie głupim, żeby świadomie sobie i przy okazji innym na złość robić????.

Ale dzisiaj mamy też bardzo ważny dzień : Święto Pracowników Służb y Zdrowia.
Jestem ciekawa ile osób o tym dzisiaj będzie pamiętało?
O tych Wszystkich osobach, od profesorów począwszy aż po zwyczajnych lekarzy, pielęgniarek , salowych, które zwłaszcza w tym ciężkim czasie epidemii pracują ponad swoje siły, a ich praca i tak zawsze jest niedoceniona.
Pracowałam długie lata w Służbie Zdrowia i zawsze ta gałąź gospodarki narodowej była traktowana po macoszemu, mimo, że każdy człowiek wcześniej czy później z pomocy zatrudnionego w szpitalach, czy w przychodniach medycznego personelu skorzystać musiał.
I zamiast słów wdzięczność nieraz taki pracownik gorzkie słowa usłyszał, może czasami i zasłużone, ale zawsze trzeba pamiętać, że jest to Służba, że często taki pracownik musi wyrzec się wielu ludzkich przecież przyzwyczajeń, zapomnieć o swoich własnych kłopotach, który każdy przecież ma, o jakiejś podstawowej wygodzie, do której każdy ma przecież prawo i poddać się ciężkich, nieraz ponad siłę i ponad własne odczucia obowiązkom, bo tego własnie ten zawód od nich tego wymaga, bo taka jest ich odpowiedzialność, do której się zobowiązali, podejmując zawód medyka.
W dzisiejszym czasie ten obowiązek jest jeszcze bardziej rygorystyczny, zmęczeni ponad miarę lekarze i pielęgniarki, często pozbawione podstawowych potrzebnych środków jak żołnierze na wojnie stają do walki z koronowirusem, a jest to niestety walka nierówna, często przynosi straty, rozczarowania.
Dlatego dzisiaj szczególnie chylę czoło przed Tymi, którzy jednak nie będą z radością świętować swojego dnia, ale znów, jak każdego poprzedniego i następnego dnia staną do następnej potyczki.
Może już niedługo przyjdzie dzień, gdy złożą swoją broń i z ulgą powiedzą: ZWYCIĘŻYLIŚMY!!!!!
Tego im w dniu dzisiejszym życzę, prosząc, by uważali na siebie, bo to własnie wykonywana ich praca powoduje, że są szczególnie zagrożeni nie tylko samym,wirusem, ale i olbrzymim zmęczeniem, a przede wszystkim stresem, który niestety musi im w tym ciężkim czasie towarzyszyć, jest dla nich takim codziennym balastem, którego nie mogą się pozbyć

Więc dzisiaj zgodnym chórem zawołajmy dzisiaj: 100 LAT ZDROWIA, wytrwałości i siły DLA WSZYSTKICH PRACOWNIKÓW SŁUŻBY ZDROWIA!!!!! DZIĘKUJEMY WAM, ŻE JESTEŚCIE, ŻE JAK CI DZIELNI ŻOŁNIERZE NA FRONCIE NIERÓWNEJ WALKI Z PRZECIWNIKIEM DO KOŃCA NIE ODDAJECIE BRONI, NIE PODDAJECIE SIĘ, TRWACIE!!!!!!

A co za oknem? przez moment nawet słonko zaświeciło, teraz prószy delikatny śnieżek.
My możemy schować się w swoich domach, ale co mają powiedzieć biedne bocianki????
Wszak one już szykują się się przyjęcia swojego potomstwa, a tu pogoda niezbyt im jest przyjazna.
Ach ten kwiecień – plecień !!!!

Jednak miłej środy życzę

Bo byłeś tu……

Śmierć jest bardzo trudnym i smutnym wydarzeniem
Nie tylko wśród rodziny, czy znajomych, ale nawet wtedy gdy dotyczy Kogoś Wielkiego, obecnego w swoich piosenkach przez prawie całe życie.

To już HISTORIA – KRZYSZTOF KRAWCZYK NIE ŻYJE.


Nieśmiertelny Trubadur naszych lat, piękna Legenda, która towarzyszyła mi od lat mojej młodości aż do wczoraj, teraz pozostanie tylko w moich wspomnieniach
Bardzo zasmuciła mnie ta wiadomość, odczułam ból w sercu, jakbym straciła KOGOŚ MI BLISKIEGO, PRZYJACIELA.
Jego wspaniały baryton wciąż jeszcze brzmi w moich uszach, I ten entuzjazm z tego co robił. Bo on po prostu kochał swoją pracę i wkładał w nią całą swoją prawdziwą miłość, która czuł w każdym swoim utworze.
Różne były treści Jego utworów, bo po prostu umiał i lubił śpiewać o życiu, które Go otaczało, ale zawsze przebijała w nich miłość, bo własnie ją za sens swojego życia uznawał.
W roku 1963 wraz z Marianem Lichtmanem i jeszcze innymi młodymi, wtedy mało co prawda jeszcze znanymi, ale wspaniałymi artystami stworzył Zespół Trubadurzy z którym występował nas Festiwalach w Opolu, w Sopocie, w Kołobrzegu, z którym koncertował na zagranicznych scenach, tworząc nieśmiertelne przeboje, które jeszcze teraz są na ustach wielu ludzi.
10 lat później rozpoczął swoja solową karierę, lansując swoje nowe znane przeboje. Podczas jednych ze swoich występów w USA postanowił tam pozostać, tam poznał miłość swojego życia – Ewę, z którą związał swoje przyszłe życie pełne miłości, ale i rozstań i powrotów. To Ona własnie była Muzą Jego życia, Jego inspiracją i nie wyobrażał sobie, żeby Jej koło siebie nie było. Ich życie było już ze sobą splątane za zawsze i nic i nikt nie mógł Ich rozdzielić.
Po dziesięciu latach powrócił do Polski, gdzie znów musiał na nowo kształtować charakter swojej muzyki i po wielu trudnych krokach, którymi szukał swojego nowego image udało mu się to, między innymi nawiązując współpracę z innymi artystami młodszego już pokolenia, znów wrócił na scenę jako niezaprzeczalny Król wielkiej Muzy, którego Muza – Ewa prowadziła w spokojny, mniej już burzliwy świat sławy.
Wraz z Krzysztofem Krawczykiem odeszła pewna epoka, pozostawiając po sobie ból, ale i wspomnienia, które zawarte są na licznych jego muzycznych krążkach.
Wczorajszy wieczór spędziłam przy Jego utworach, a serce moje łkało – już nic nie będzie takie samo, po prostu nie ma Krzysia, odszedł……… 😦
Wyruszamy wraz z Nim w ostatni Jego Rejs:

Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na parę w piękny rejs
Przy wtórze klątw bosmana, głośnych krzyków aż od rana
Tak śpiewnie dusza łka


Dzisiaj już można z ulgą (lub nie) powiedzieć : i już po świętach.
Pogoda nas nieci nie zachwyciła, ale czego tu można zadąć po pierwszych dniach kwietnia?
W górach regularnie padał sobie śnieg, chociaż były momenty, że słonko te opady przerywało i na male spacery zezwalały.
W Krakowie wiało, tak więc też do spacerów mnie to nie zachęcało.
Z wielką rozkoszą w domowej ciszy się pławiłam, ciesząc się, że nie muszę w żadne odwiedziny iść.
Zresztą towarzyszył mi telewizor, który raz działał, raz się wieszał, ale z kolei mnie to nie przerażało, bo program był raczej nijaki, same powtórki i to w dodatku te same na różnych telewizyjnych kanałach.
Ale dzisiaj spodziewam się telefonu, a może nawet i wizyty pana specjalisty od anten, może uda mu się jakoś tę nieznośną moją antenę poskromić. Oby

Jak na po świętach przystało, życzę Wam nadal miłych chwil, wszak to wiosna, podobno śniegiem przerywana, ale jednak to nastał już jej czas, chociaż wstający ponury dzionek optymizmu na dzisiaj w nasze dusze jakoś nie wlewa.

Spokojnego wtorku

Dzisiaj Śmigus Dyngus

czyli dzisiaj drugi dzień Świąt.

Rodzinne Świąteczne odwiedziny zaliczyłam już wczoraj. Cały dzień spędziłam u Maćków.
Było bardzo przyjemnie, ale z przyjemnością wróciłam wieczorem do swojej samotni.
Tak już mam, lubię ciszę i towarzystwo własnej osoby.
Dzisiaj wiec odpoczywam Zresztą co prawda słonce świeci, ale jest wiatr i nawet mnie na spacery jakieś po Parku nie ciągnie.
A nuż by mnie ktoś kubłem zimnej wody „poczęstował” brrr
No to raz jeszcze Wesołych Świąt życzę.
Na całe szczęście mój telewizor wciąż jeszcze działa………..

Wielkanoc 2021



ALLELUJA !!!!!! CHRYSTUS Z MARTWYCH POWSTAŁ, PRAWDZIWIE ZMARTWYCHWSTAŁ !!!!!

Dzisiejsza Wielkanocna Niedziela przynosi nam nową nadzieję.
Wiosna za oknem zaczyna się rozwijać, Wielkanocne Dzwony Alleluja nam wydzwaniają, cała przyroda zakwita, a więc i MY do życia zabierać się musimy.
Tak jak małym listkom potrzebny jest teraz ożywczy deszczyk, by znów malutkie pączki w liście się przemieniły, by znów kwiaty mogły rozwinąć się, by oczy nasze swoim pięknem porażać tak i nam potrzeba teraz tego otrzeźwienia, byśmy też wreszcie z tego niedobrego snu się przebudzili, byśmy odnaleźli sens i ratunek w zmianie, które nastąpić musi, bo przecież nie można cały czas gnuśnieć, w swoim lenistwie się taplając i potulnie zgadzając się na to, co nie jest sprawiedliwe.
Symbolem dzisiejszego święta jest Baranek, ale nie ten potulny, który łatwo na rzeź da się poprowadzić, się ten zwycięski, pokonujący zło, które w Wielki Piątek się dokonało.
I niech ten Wielkanocny Baranek będzie dla nas przepowiednią, że każde zło kiedyś upaść musi, że można go unieszkodliwić, zgnieść, nawet jeżeli trzeba ponieść koszty takiego działania, ale na pewno nie można dać się bezwolnie prowadzić na zagładę, bo każdy brak naszej reakcji wyraża zgodę na bezprawie.
Nieodzownie związane z Wielkanocą jajko jest nie tylko symbol nowego życia, ale także jest symbolem naszego odrodzenia. Ono też pokazuje, że przyszła pora na odrodzenie siebie, swoich myśli, swoich czynów, bo to właśnie teraz ten czas nam nastał i wzywa nas do działania.
Pięknie zdobione pisanki są wyrazem radości, piękna, które nas otacza i które nie może być przesłonięte przez żadne grube, wiszące nad nami czarne chmury podłości i niegodziwości, najwyższa pora przegnać daleko za siebie nieszczęścia, rozbić kamienne serca ludzi małego charakteru, które własne dobro nad dobro innych przekładają, tak byśmy mogli na codzień cieszyć się życiem, a nie żyć tylko zmartwieniami , zgryzotami.
Niech nasze dzieciaki nareszcie rosną w spokoju, wrócą do swoich dziecinnych zajęć, by kiedyś też miały miłe wspomnienia z tego beztroskiego czasu, spędzonego w spokojnym rodzinnym domu, tak jak i każdy z nas z łezką w oku te swoje miłe szczenięce i młode lata wspomina.
Dzieci nie odpowiadają za czyny dorosłych i nie mogą ponosić żadnych konsekwencji złych decyzji, tego jesteśmy im przecież winni, zapewnić spokojną naukę w normalnej, a nie jakiejś wyimaginowanej szkole, która niestety w tej formie jaka jest teraz, w spory sposób ogranicza ich przyszłość.
Na pewno wielu z Was wspomina swoją studniówkę, swój komers, uroczyste osiemnastki a co będą wspominać dzisiejsza młodzież, która zamiast z koleżankami i kolegami spędzać wesoło czas w swoim towarzystwie, siedzą z ponurymi minami przed komputerami i udają, że się czegokolwiek uczą ???
Pewnie, że ta nieszczęsna epidemia też szalenie komplikuje życie nie tylko dzieci, młodzieży, ale i nas wszystkich.
Ale trzeba mocno zawziąć się w tej walce z chorobą, a tylko samodyscyplina i przestrzeganie podstawowych zasad epidemiologicznych może powoli pozwolić najpierw na ograniczanie, a potem na całkowitą niwelację tej strasznej, przynoszącej wielkie straty w ludziach choroby.
Tu nie ma miejsca na powiedzenie „nie zgadzam się, bo nie” i nie można przytaczać jakichś bzdurnych argumentów zaprzeczenia choroby, pora wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za własną rodzinę, przyjaciół, sąsiadów i nawet tego nieznanego nam bliżej człowieka, tego własnie dzisiaj uczy nas Zmartwychwstały Jezus, który dał się zaprowadzić na śmierć, by zbawić innych, On własnie wziął za nas wszystkich odpowiedzialność i o nią własnie nas dzisiaj prosi.
Nie łatwe czasy przed nami, pokonanie zarazy, zwalczanie epidemii, a potem jeszcze odnowa Polski z ruin, które po dzisiejszym rządzie nam pozostaną, to naprawdę olbrzymie i nie łatwe przedsięwzięcie.
Ale własnie dzisiaj, w Wielkanocną Niedzielę, Chrystus pokazuje nam, że wszystko to da się zrobić, że warto ponieść ten trud, który potem zaowocuje dobrem i rozbudzi nasze śpiące umysły, które jak te małe listki, małe kwiatki znów okazale się rozwiną, ukazując piękno, dobro, radość, miłość, szacunek do innych.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KOCHANI !!!
Spędźcie radośnie ten czas, w nieco co prawda ograniczonym epidemią gronie rodzinnym, ale wspólnie cieszmy się tą nadzieją, że to całe dobro jest przed nami a jego realizacja zależy tylko do nas samych.
Dzisiaj musimy uwierzyć Zmartwychwstałemu, że tak własnie będzie.

WESOŁYCH I ZDROWYCH WIELKANOCNYCH ŚWIĄT 🙂

P.S.

CUDA JAKIEŚ, CZY CO??? Przedwczoraj zepsuła mi się antena satelitarna, po prostu sygnał nie dochodził do dekodera. Nawet Maćkowi nie udało się tej anteny uruchomić, wyświetlał się tylko suchy komunikat BRAK SYGNAŁU. Nawet już zamówiłam pana od anteny (znajomego Maćka), który ma mi we wtorek naprawić antenę, ale póki co, przez święta zostałam bez możliwości oglądania programów na TV. A wczoraj późnym wieczorem tak dla hecy włączyłam dekoder i….obraz jak gdyby nigdy nic się pokazał – no nie, sama się nawet zdziwiłam, co prawda nie wiadomo co będzie jutro, ale na chwilę miałam jednak normalny obraz z normalnym głosem. Oczywiście o niczym to nie świadczy, bo już wielokrotnie miałam podobne incydenty, więc tak czy siak wizyta specjalisty od anteny będzie konieczna, bo jakaś usterka tam jednak występuje, niech fachowiec ją odnajdzie i skutecznie raz na zawsze usunie, żebym nie była narażona na podobne stresy

ot taki wiosenno kwietniowy misz masz

I to wcale nie chodzi o pogodę, ale o taką plątaninę uczuć z mojego wczorajszego dnia.
Zaczęło się całkiem sympatycznie, telewizor sobie grał, kawka pachniała, humorek nawet mi dopisywał, więc poszłam na przedświąteczne zakupy.
I bardzo dobrze, że zrobiłam to wczoraj, bo okazuje się, że dzisiaj, w ramach ograniczeń zakupów w dnie świąteczne, ten dzień przedświąteczny, czyli sobota, też ma, nie wiedzieć czemu , skrócone godziny pracy i sklepy będą czynne tylko do 14. Więc jak ktoś się zagapił, niestety, ale będzie przez Święta o suchym pysku siedział.
No cóż, rząd słucha się Solidarności, a Solidarność słucha się psa Kacperka i jego pana.
Obydwoje zastanawiają się, jak tu jeszcze ludziom życie utrudnić, bo przecież wiele osób w Wielki Piątek normalnie pracowało i na zakupy mogli nie mieć więc czasu, ale co to Kacperka, Jarosława i jeszcze tam jakiegoś Piotra Dudę (nie mylić z Adrianem) obchodzi, oni tak postanowili i TAK MA BYĆ i KROPKA, i KONIEC !
No bo kto lepiej może wiedzieć czego Polakom do szczęścia jest potrzebne, niż wyżej wymienione osoby?
Na szczęście ten problem mnie nie dotyczy, przezorny zawsze ubezpieczony, bo nigdy nie wiadomo, co temu szaleńczemu rządowi jeszcze do głowy wpadnie !!!!
Nie ważne, poszłam wczoraj na zakupy z moim nowym wózeczkiem, miałam kupić nie wiele, a w sam raz (pierwszy dzień Świąt wszak będę spędzała u Maćków), ale tak jakoś się złożyło, że nagle cały wózek zrobił się pękaty od wiktuałów.
Po prostu – poszalałam!!!!
Jak już wczoraj pisałam, 2 kwietnia jest dniem urodzin Ksawera, wiec prócz życzeń na Facebooku i na Blogu oczywiście jeszcze do niego zatelefonowałam i …zostałam zaproszona na Jego Urodziny, urządzane mu w domu Jego Mamy – Moniki, czyli na Smoleńsk, czyli tam, gdzie kiedyś (no jakieś 5 lat temu) mieszkałam.
Śmiesznie wchodzi się do mieszkania, które już nie jest twoje, ogląda się stare śmiecie, a przede wszystkim pokój, który kiedyś zajmowałam, dzisiaj to już całkiem inne pomieszczenie. Wyraźnie brakuje tam Ciotki Ewy !
Kogo tam nie było na tych urodzinach, prócz Solenizanta z Dianą i oczywiście ze Zeldą była prawie cała Rodzinka, czyli Babcia Zosia (moja bratowa), Ciocia, Kuzyni,Kuzynki, Siostry Ksawera i mnóstwo jeszcze Jego przyjaciół.
Jednym słowem było tłoczno i gwarno, ale jako, że mieszkanie jest dosyć sporych gabarytów, jakoś wszyscy w nim się w różne miejsca przemieszczali, więc impreza była na wielkim luzie.
Oczywiście był tort czekoladowy z masą orzechową, który własnoręcznie siostra Ksawera – Zojka zrobiła, uwierzcie mi, był naprawdę przepyszny, do tego jeszcze każdy dostał porcje lodów.
Właściwie miałam wyrzuty sumienia, bo wczorajszy post był nie tylko ilościowy ale i jakościowy, ale nie potrafiłam sobie tych pyszności odmówić – słabej woli jestem, no dobra, po prostu jestem łakomczuchem.
Oczywiście Pepa bardzo się ucieszyła z mojego przyjścia i adorowała mnie siedząc przy moich nogach.
Niestety moja kochana Zelda niezbyt mnie toleruje, zdecydowanie woli te swoje Ciocie, które częściej widuje, bo są młode i umieją z nią rozmawiać i się bawić, a taka jakaś tam stara Ciotka – Prababka, którą zresztą rzadko się widzi, atrakcją dla małej dziewczynki być nie może, taka jest smutna dla mnie prawda.
Mam nadzieję, że z czasem, gdy Zelda dorośnie, zmieni swój stosunek do mnie.
Zresztą pamiętam, że gdy Mia była małym dzieckiem, też troszkę się mnie bała, na szczęście jakoś potem o tym zapomniała.
A może to już jest taka rodzinna historia o strasznej Ciotce Ewie, przecież kiedyś Monika, czyli Babcia Zeldy, mówiła szeptem w wielkiej tajemnicy zresztą i z wielkim przejęciem, do mojego kolegi, „wiesz, Ciotka Ewa to jest WILK”
Skąd to się u niej wtedy wzięło????, do tej pory nie mam pojęcia, ale widać rodzinna legenda o Wilku i Ciotce Ewie w rodzinie pozostała.
Miałam też okazję przeglądnąć moją korespondencję, która do mnie tam dotarła i oczywiście odnalazłam tę, która mnie najbardziej interesowała. Mianowicie spółka PKP scedowała swój Fundusz Pracowniczy Bankowi PKO S.A, więc tenże bank poinformował mnie o udziałach, które z racji tego Funduszu posiadam Pewnie dużo tego nie będzie, bo przypuszczam, że pracując tam jakieś 20 lat dostanę około 5-6 punktów, ale zawsze jakieś tysiąc, a może dwa tysiące złotych mi do kieszeni (a raczej na moje już konto PKO) wpadnie, zawsze coś, szczególnie, że wcale się nie spodziewałam żadnych dodatkowych funduszy.
Zatem po Świętach muszę wybrać się do PKO.SA. dowiedzieć się dokładnie ile punktów tego Funduszu posiadam i jaka to będzie kwota no i potem muszę załatwić formalności bankowe.
To była też ta przyjemna strona wczorajszego dnia, tym bardziej, że jeszcze rozmawialiśmy o pewnych planach na dalszą moją współpracę z Firmą, bo ta dotychczasowa, przez Koronawirusa została mocno zachwiana.
Po godzinie 20 stej Ksawery z Rodziną odwieźli mnie do domu i….już nie było tak wesoło, bo okazało się, że moja antena satelitarna przestała działać i nie miałam żadnej możliwości oglądania telewizji.
Poprosiłam o pomoc mojego przemiłego Sąsiada Janka, niestety i jemu nie udało się nic wskórać, po konsultacji z panią z Cyfrowego Polsatu doszliśmy do wniosku, że chyba antena po prostu uległa awarii.
Trochę to dziwne, bo jeszcze przed moim wyjściem telewizor normalnie działał i nic nie wskazywało na jakieś zaburzenia.
Ale niestety rzeczy martwe to mają do siebie, że złośliwie psują się w całkiem nieodpowiednim czasie, teraz akurat przed samymi Świętami musiała zdarzyć się ta awaria, no czy to nie złośliwość losu?????
Jak już coś się zaczyna kleić, nagle niespodziewanie z zupełnie innej strony dostaniesz przez łeb.
Co prawda dzisiaj ma przyjść do mnie jeszcze sprawdzić tę antenę Maciek, bo być może znów, podobnie jak kiedyś, tylko ta antena się zawiesiła i dlatego sygnał z satelity do dekodera nie dochodzi , a ja sama nie umiem jej odkręcić (zbyt mocno ją Maciek ostatnio dokręcił i teraz ani rusz, ni w prawo, ni w lewo nawet nie drgnie), ale czy to tylko na tym się skończy? nie wiadomo, być może, że rzeczywiście jakiś konwektor czy jakaś inna mała pierdółka się spaliła i trzeba będzie wzywać fachowca, a to dopiero niestety mogę zrobić po świętach.
Całe szczęście, że mam Netflix, więc mogę sobie spokojnie oglądnąć fajny serial Crown, zresztą i tak ta nasza telewizja nic specjalnego takiego nie nadaje, na ogół same powtórki. A moje ulubione seriale Klan i M jak miłość, czy Na sygnale dopiero i tak będą dopiero w połowie przyszłego tygodnia, zresztą będę je mogła sobie oglądnąć na VOD.TVP.
Tylko denerwują mnie te reklamy przerywające serial, ale cóż, gdy się nie ma, co się lubi……
Jedną „stratę” jaka ewentualnie poniosę to będzie powtórka tych odcinków Klanu z 1998 roku, bo niestety tych odcinków na VOD-zie nie odnajdę, po prostu ich tam nie umieszczają.
Ale jestem dobrej myśli, jeżeli nawet dzisiaj Maćkowi nie uda się uruchomić mi tej anteny, to może do połowy przyszłego tygodnia znajdę jakiegoś fachowca, który mi ją wymieni.
Tylko najgorsze jest to, że nawet dokładnie nie wiem, gdzie ta moja antena na strychu jest umieszczona, a Kasia – właścicielka pojechała gdzieś na święta i nie mam z nią kontaktu, by tę wiedzę posiąść.
Że co?, że telewizor nie jest najważniejszy? Pewnie, że nie, ale skoro już jest, to niech przynajmniej działa a nie udaje tylko zbytecznego mebla.
A poza tym ja lubię, gdy ktoś do mnie gada z telewizora, bo zawsze mam okazję zamknąć mu buzię, gdy mi się nie podoba to, co słyszę.
A co do serialu Crown, to trzeba przyznać, że łatwego rodzinnego życia ta Elżbieta II nie miała, ciągle musiała wybierać pomiędzy miłością do męża, do dzieci, a surową dworską etykietą, no i z sprzeciwiającą się niektórym decyzjom własną matką.
A że chciała być naprawdę sumienną władczynią, niektóre decyzje były dla niej bardzo trudne.
Teraz jestem na etapie podejmowania przez Królową Matkę prób rozłączenia młodego Karola i Camilli, okazuje się, że to własnie Królowa Matka najwięcej namieszała w tej całej aferze Karol – Camilla -Diana, czego w niedługiej przyszłości złe skutki cała ta trójka bohaterów boleśnie odczuła.

No to idę dalej oglądać sagę rodziny Windsorów, a Wam życzę bardzo przyjemnej , już świątecznej Wielkiej Soboty, chociaż pogoda znów dzisiaj bardzo grymasi , no cóż, kwiecień- plecień, bo przeplata……..itd

WIELKI PIĄTEK

Każdy swój krzyż przez całe życie nosi, niektórym ten krzyż może i ciąży, ale dzielnie go na swoich plecach dźwiga, inni tylko patrzą, jak sprytnie ten krzyż gdzieś w zaroślach ukryć i iść dalej bez żadnych już obciążeń, niby łatwą, niewyboistą drogą.
Ale mylą się, bo kres tej ich ścieżki życia niestety będzie w bardzo ostrymi wirażami zakończony, nie łatwymi do pokonania, sporo łez i potu u jej kresu trzeba będzie wylać.
I własnie na jej krańcu dostaniemy rozliczenie z naszej ziemskiej pielgrzymki, adekwatną do naszych wszystkich poczynań.
Tam nie będzie ani adwokatów, ani obrońców, nie będzie żadnej protekcji, ani łaskawie na nas spoglądających protektorów, będziemy samotnie stać przed Sędzią Sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
Ale każdy z nas jest człowiekiem wolnym, dostaje wolną wolę i sam może swoją drogę wybrać.
Dzisiaj mamy szczególny dzień, gdy znów stajemy na ścieżce swojego życia i dostajemy jeszcze jedną szansę na podjęcie decyzji, która wydaje nam się słuszna.
Dzisiaj idziemy wraz z Chrystusem na Golgotę i możemy zastanowić się, czy nasza droga życia jest rzeczywiście wspólna z chrześcijańskimi zasadami, czy tylko udajemy że tak jest, a właściwie żyjemy na pokaz, bo ludzie na nas patrzą, albo nie patrzymy na żadne obowiązujące nas katolików zasady, bo tak jest po prostu łatwiej.
Nie wypada dzisiaj o przyziemnych sprawach pisać, odłóżmy to na inny czas, dzisiaj idźmy z Chrystusem, w zadumie nad sobą, nad naszymi czynami, nad naszymi myślami, nad tym, czy rzeczywiście jesteśmy zgodni z naszym sumieniem, nad przekazem, który jest dzisiaj spod Krzyża do nas płynie.
Nie oceniajmy dzisiaj innych, oni mają prawo się mylić, błądzić i też, podobnie jak Ty czy jak ja, dzisiaj nową szansę dostają, tylko ich problemem pozostaje to, czy dobrze ten problem rozwiążą.
A może właśnie Wielki Piątek przyniesie niektórym opamiętanie?????
Może to jest własnie ten dzień, który wiele zmieni?? Może otworzą się zapiekłe serca, a kurtyna zła z oczów opadnie ???
Może poczują, że ten Krzyż dlatego tak bardzo ich uwiera, że spod niego fałsz i obłuda wypływa, że nie kroczą Chrystusową Drogą, ale idą swoją własną co prawda asfaltową i wygodną trasą, ale jest ona pełna pychy i zła, ale jest jeszcze czas na zmianę tej szkodliwej dla nich nawigacji , czas na naprawę i samorefleksję.
I to jest własnie moje przesłanie na Wielki Piątek, dzień zadumy i czas pokuty.

Dzisiaj Urodziny obchodzi mój Chrzestny Syn – Ksawer.
Na Facebooku wymieniłam mu to, co dla każdego Człowieka jest najważniejsze: Miłość, Rodzina, Prawdziwi, a nie fałszywi Przyjaciele, Zdrowie, Spełnianie swoich życiowych zamierzeń, może dodam jeszcze, że jeszcze jest ważne ciągłe poszukiwanie siebie w tych wszystkich wartościach, które uważamy za najważniejsze.
Bądź szczęśliwy Ksawer, bo masz koło siebie naprawdę bardzo kochające Cię Osoby, masz dwa swoje Skarby, które nadają sens Twojemu życiu : Dianę i Zeldę i zawsze wiesz, czego jeszcze pragniesz, do czego jeszcze dążysz i niech tak już pozostanie Ci na te następne, długie lata.
Wiele pożytecznych rzeczy już w swoim przecież wciąż młodym wieku zrobiłeś, ale jeszcze bardzo długa droga przed Tobą, nigdy z niej nie zstępuj, nie szukaj łatwizny, bo jesteś naprawdę Wspaniałym Człowiekiem i naprawdę na wiele jeszcze Ciebie stać. Wszystkiego co najlepsze dla Ciebie Ksawer !!!!!

A my wszyscy pochylmy nasze czoła w tym dniu zadumy i chociaż przez chwilę poszukajmy w sobie samych tego, co jest dobre, wolne od złości i nienawiści. Wyjdźmy z tej naszej człowieczej egoistycznej postawy i zobaczmy, że koło nas są inni, może też ułomni w swojej doskonałości ludzie, bo nikt z nas doskonały nie pozostaje i zróbmy rachunek naszego własnego, a nie innych, sumienia z zastanowieniem się co można, co chcę jeszcze zmienić.
Bo właśnie Wielki Piątek jest takim szczególnym dniu w roku gdy sam Bóg staje koło nas i zadaje nam pytanie: dokąd idziesz???????

PRIMA APRILIS, PRIMA APRILIS,

nie wierz nikomu, bo się pomylisz !!!!!!!

Prima aprilis (z  łac. prima (dies) Aprilis – dosł. pierwszy dzień kwietnia – dzień żartów – obyczaj obchodzony pierwszego dnia kwietnia w wielu krajach świata. Polega on na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, nabierania kogoś, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne żartobliwe informacje. Pochodzenie tego zwyczaju nie jest dokładnie wyjaśnione.

Niektórzy uważają, że geneza zwyczaju ma związek z rzymskim zwyczajem Cerialii, obchodzonym na początku kwietnia na cześć bogini Ceres. Według jednej z legend, kiedy poszukiwała ona swojej porwanej córki, została wyprowadzona w pole. Grecy wiążą historię tego dnia z mitem o Demeter i Persefonie. Persefona miała zostać porwana do Hadesu  na początku kwietnia. Matka Demeter, szukając jej, kierowała się echem   głosu córki, ale echo ją zwiodło.
Prawdopodobna wydaje się również wersja, że obyczaj ten wywodzi się z rzymskiego święta Veneralia  , połączonego często ze świętem Fortuny Virilis i Cereliami, ku czczi Ceres, obchodzonego 1 kwietnia. W tym dniu dozwolone były żarty, wygłupy i kawały.  Kwiryci  odstawiali komiczne występy, mężczyźni przebierali się w damskie palle (okrycia), zakładali peruki, tańczyli na ulicach, co nie przydarzyłoby się im w innych dniach.

W krajach anglojęzycznych 1 kwietnia jest nazywany „Dniem Głupców” (April Fools’ Day lub All Fools’ Day). W Wielkiej Brytanii, Australii i RPA wzajemne żartobliwe oszukiwanie jest uprawiane tylko do południa. W innych krajach germańsko języcznych dzień ten jest nazywany po prostu „1 kwietnia”, a żart zrobiony tego dnia Aprilscherz lub np. Aprilskämt (szw.). We Francji prima aprilis jest określany jako „Dzień kwietniowej ryby” (Jour du poisson d’avril), a pierwszokwietniowe żarty nazywane są „kwietniowa ryba” (Poisson d’avril.

W Szkocji znany jest jako „polowanie na głupca” (Hunt the gowk Day), na Litwie „Dzień kłamcy” (Melagio diena), w Portugalii „Dzień kłamstwa” (Dia da mentira).

W Rosji 1 kwietnia nosi nazwę „Dzień śmiechu” (День смеха). Pierwszy pierwszo kwietniowy żart miał w Rosji miejsce w  Moskwie w 1703 roku. Wtedy to heroldowie  na ulicach zapraszali mieszkańców Moskwy na „niesłychane przedstawienie”. Kiedy ludzie masowo przybyli na wskazane miejsce, uniosła się kurtyna, odsłaniając napis „Pierwszy kwietnia – nie wierz nikomu!” Na tym przedstawienie się zakończyło.

Obyczaj ten dotarł do Polski z Europy Zachodniej przez Niemcy w epoce nowożytnej w XVI wieku. W XVII w. został już uznany za „modę staroletnią”, zaczął on być wtedy obchodzony w podobnej formie, w jakiej występuje do dzisiaj. Przeświadczenie to przeniknęło nawet do najwyższych kręgów państwowych – przykładowo sojusz antyturecki z  Leopoldem I Hasburgiem podpisano 1 kwietnia 1683, ale antydatowano go na 31 marca, aby na dokumencie nie widniała data prima aprilis.

Pierwszy kwietnia poświęcano opowiadaniu zmyślonych historii, robieniu przeróżnych dowcipów i naigrawaniu się z naiwnych, bądź nieostrożnych ludzi. Dzień ten uważano za niepoważny i starano się nie robić w nim żadnych ważnych rzeczy. Dziś pierwszy kwietnia obchodzimy jako dzień radosny, w którym celowo próbuje się wprowadzić innych w błąd.

Z robieniem psikusów przez dzieci w wieku szkolnym związany był w niektórych regionach także 12 marca  – dzień św. Grzegorza  , patrona uczących się. Obyczaj ten nosił nazwę  gregorianek  lub gegołów.

I ja Wam dzisiaj prawdziwe PRIMA APRILIS urządziłam, bo te wszystkie mądrości, aczkolwiek prawdziwe, ale nie pochodzą ode mnie, tylko są ściągnięte z Wikipedii .
Ale uważam, że są na tyle ciekawe, że ważne jest je przytoczyć. Nigdy wiedzy za wiele……..
Ot taki mój pierwszo kwietniowy kawał, zamiast pisać bzdury, typu np rząd Pisu przestał istnieć, poddał się do dymisji, podaję prawdziwe dane, dotyczące tego niesamowicie wesołego święta.
A na mój komunikat „PIS PODDAŁ SIĘ DO DYMISJI” jeszcze trochę cierpliwie poczekajmy i na to przyjdzie stosowna pora :-).
Nie koniecznie musi to być Pierwszy kwietnia, bo to nie ma być przecież tylko kawał !!!!!!!

Pogoda też nam robi całkiem wesołe psikusy, raz świeci pięknym słonkiem, wczoraj nawet temperatura dochodziła do ponad 20 stopni, tak, że nawet chwilkę w Parku na ławeczce posiedziałam i potem szukałam śladów wiosny, już są pierwsze małe pączki na drzewach, lada moment listki z nich się wyklują, innym razem straszy nas śniegiem, ale czy tak będzie????? niedługo się przekonamy.
Ja już pamiętam Wielkanoc w śnieżnej oprawie , teoretycznie może być i tak teraz, niech więc nas te 20 stopniowe gorące dnie nie zwiodą.

A co do moich kochanych bocianków z Przygodzic, to już obecna tam para bardzo starannie wczoraj starała się o potomstwo, Ledwie Przygoda przyleciała do gniazda, po krótkim radosnym przywitaniu, bociany rozpoczęły swoje amory.
Jaki miły był widok, gdy najpierw przytulali się do siebie, miziali, a potem dopiero spełniali swój małżeński obowiązek.
Widać, że bardzo ostro iskrzy między nimi i ……. będą jednak małe bocianki !!!!!

No to co? chcesz bym zamieniała się w Królewicza?????

No to CMOK 🙂

Bocianki bardzo lubię, ale ta żabka z górnego obrazka nie jest dla nich jednak przeznaczona 🙂

Miłego Wielkiego Czwartku, właściwie można powiedzieć, że dzisiaj rozpoczynające się Triduum jest już początkiem nadchodzących Świąt Wielkiejnocy.

A ja idę do…….. Banku PKO.SA kupować szynę kolejową – to wcale nie żart primaaprilisowy, wkrótce o tym więcej napiszę, ale najpierw muszę się rozejrzeć, jak to z tym funduszem kolejowym rzeczywiście jest
Może w spadku po mojej kolejowej służbie w Szpitalu jakiś grosz mi wpadnie??????

P.S. a ten tak wcześnie rano zamieszczony mój blog to też mój primaaprilisowy kawał – postarałam się !!!!

wprost niesamowite, następną środę mamy !!!!

I znów do Ciebie parę słów Uleczko piszę
Za oknem wiosna w pełni, nawet bociany już przyleciały.
Za kilka dni usiądziemy przy świątecznym stole, potem może jakiś wiosenny spacerek sobie zrobimy, bo pogoda ma być dla nas w tym roku niezwykle łaskawa.
Tylko wciął ten wirus przeszkadza, trzeba na niego uważać, bo to niezwykle podstępna bestia z niego jest.
Na szczęście on Tobie Uleczku nie będzie przeszkadzał, bo będziesz daleko od miejskiego zgiełku, wśród budzącej się do życia przyrody, a tam wirus dostępu na szczęście nie ma dostępu, zresztą przy Tobie będą tuptały wierne cztery łapy, odganiające wszelakie zło.
Wszystkiego dobrego Uleczko na dzisiaj i na Święta, zdrowia przede wszystkim Ci życzę, bo wciąż jestem zmartwiona Twoimi sercowymi zaburzeniami, ciągle liczę na to, że to sprawa przejściowa i niebawem wszystko do normy, bez żadnej lekarskiej, dodatkowej ingerencji powróci, przecież niemożliwe, by serce mogło szwankować u kogoś, kto takie intensywnie zdrowotne życie prowadzi……. spacery, ćwiczenia, samo zdrowie przecież.
Niech ta mała, śliczna dziewczynka z różyczkami przyniesie Ci wiosenną radość i nadzieję na lepsze następne godziny, dnie, miesiące.
Wszystkiego najlepszego Uleczku dla Ciebie, mam nadzieję, że przekażesz też moje życzenia Magdzie i Jej najbliższym.

Moje świąteczne plany wciąż są jeszcze zawieszone w próżni, bo każda moją podjęta decyzję uważam za nie najlepsze rozwiązanie, niech będzie więc tak, jak będzie, czyli niech się dzieje wola nieba.
No tak, niech się dzieje, bo co ja, normalna skromna jednostka mogę?
Nie jestem spokrewniona z rodziną biskupa G, któremu krzywda i tak się nie stała, nie jeden chciałby takiej starości doczekać, nie ponosząc żadnych konsekwencji swoich poprzednich kroków i w iście pańskim dobrobycie ostatnich dni swoich dożyć.
I wcale nie kieruje mnie tu żadna zazdrość, jednak niech każdy ma to, na co sobie zasłużył, jeżeli doszedł do tego swoją życiową zaradnością – to mu za to chwała, a jeżeli pokrętną obajtkową drogą, niech ponosi tego konsekwencje.
Teraz okazuje się, że cała sprawa pana Banasia to był mały pikuś, służył tylko za przykrywkę do większych przewałów czynionych przez prominentów typu Obajtek, ot mały cyniczny kombinator oszukał wszystkich i na najwyższy piedestał wstąpił, tylko jakoś wcale nie chce mi się wierzyć, że sam Wielki Wódz o niczym nie wiedział, że dał się podejść takiemu Dyzmie, który co prawda był podobno osobą fikcyjną, ale i na jawie nam się okazał, a jednak okazało się, że był inspiracją dla cwaniaczka z Pcimia, który wykiwał nawet samego Kaczyńskiego. Chociaż czy na pewno wykiwał? Przecież mafia działa na zasadzie hakowania , a co jak co, Pis z tego własnie słynie, nie na jakiejś współpracy z drugim człowiekiem, by dokonać coś pożytecznego dla innych, ale własnie na szantażowaniu hakami, bo to umożliwia czyli ułatwia własne przekręty.
Dzisiaj sprawdziłam ostatni sondaż, w którym okazuje się, że jeszcze 28 procent Polaków nadal wierzy w bajeczki dobrej zmiany, na szczęście nie jest to liczba dająca dotychczasową nieograniczoną władzę Pisowi, ich możliwości są coraz mniejsze, co widać nawet w niektórych już przegranych sejmowych głosowaniach, co prawda na razie jeszcze nie w tych przynoszących pozytywne zmiany, ale jest dowodem na to, że Kaczyński już nie jest tym, który wszystko może, coraz więcej jeszcze niedawno silnie przy nim tkwiących posłów jak szczury opuszczają tonący okręt, pozostają jeszcze ci, którzy ciepłymi posadkami w państwowych spółkach są związani. Ich dewiza to: jeszcze trwamy, może jeszcze uda się coś więcej do chapać, jeszcze trochę napełnić własne i rodzinne kieszenie, póki się da !
Ale to też niebawem się zmieni, bo ta wewnętrzna walka pomiędzy wewnętrznymi plemionami długo bezkarnie trwać nie może, niedługo całkowicie się już pozżerają w tej walce buldogów, już nawet nie jest ona pod dywanami toczona, ale odbywa się ona całkiem jawnie, na oczach ogłupiałego społeczeństwa, które dotąd bezgranicznie wierzyło w pozytywną zmianę Polski.
Tylko cały czas pozostaje problem „co dalej”???? Kto się podejmie odgruzowywania Polski, do powrotu do jakichś normalnych praw rządzących dalszymi losami Polski?????? Kto będzie na tyle odważny, żeby pełen desperacji te zmiany przeprowadzić ??????
Niestety ten okres przejściowy może być bardzo trudny, już raz taką post komunistyczną transformację przechodziliśmy, tylko różnica jest taka, że wtedy zaczynaliśmy od przysłowiowego zera, teraz niestety spora część Polaków jest rozpasana mamiącymi ich obietnicami, które im dawano jako prezenty, nie patrząc na to, z jakich pieniędzy te prezenty pochodziły. Niestety okradanie własnego skarbca, by potem lekką rączką rozdawać nie swoje pieniądze, przy dodatkowo niesamowitej porcji propagandy uczyniły Polakom więcej zła, niż dobra. Niestety wielu Polaków wciąż tego nie rozumie. Oni są jak te dzieci, które przyzwyczajone były, że codziennie od rodziców lizaka dostawali, a gdy już zabrakło na te lizaki pieniędzy, czują się pokrzywdzeni, oszukani, domagają się następnej ich porcji.
Niestety prawda jest taka, że Pis obietnicami kupiło sobie społeczeństwo i tylko mała jego części zdawało sobie sprawę z tego, że to ułuda, że to wiecznie trwać przecież nie może. Przecież znamy powiedzenie, że z pustego i Salomon nie naleje, więc skąd by się niby miały brać te niewyczerpane zasoby, które miały nakarmić zgłodniały lud???
Gdy Jezus rozmnożył cudownie chleb, ludzie mówili: ten jest prawdziwym prorokiem. Ale on był przecież Bogiem, miał więc ten dar czynienia cudów .
Kaczyński też chciał zostać prorokiem, otoczył się ludźmi, których omamił swoimi prawie że boskimi przywarami, a okazał się zwyczajnym łotrem, okradającym jednych, by zapewnić sobie i swoim poplecznikom dostatnie życie.
A cała perfidia tej pisowskiej polityki polegała na tym, że owszem, dawali ludziom jakieś ochłapy, które miały przysłowiowo zamknąć ludziom gęby, a przede wszystkim zamknąć oczy na to, że są one przepustką do malwersacji państwowych pieniędzy i do wzbogacenia się nowo powstałej złodziejskiej oligarchii.
A miało być tak ślicznie: pokora, praca, umiar………..
No dobrze, zostawmy to na chwilę na boku, czekajmy na pozytywny rozwój przypadków, bo wyraźnie zbliża się co prawda małymi jeszcze kroczkami, ale jakaś zmiana.

Za oknem dzisiaj ciepło, słonecznie, wiosennie.
A Dziedzic na gnieździe wciąż czeka na swoją bocianią Królewnę – Przygodę, może to już na dzisiaj zaplanowany jest jej przylot?

Milutkiej środy, zapowiada się nam piękny wiosenny czas, nawet o Święta Wielkanocne zahaczający.
Oby w tej obietnicy nic się na gorsze nie zmieniło.

na przekór wszystkim i wszystkiemu

Dzisiaj życzę bardzo przyjemnego wtorku.
Bo co prawda pogoda nie napawa optymizmem, polityka też nie, ale co tam, nie można wiecznie się smucić.
Pora hen smutki odrzucić i cieszyć się, że wstał następny dzień, bo ile takich poranków jeszcze przed nami?
No, może przesadzam, przed niektórymi jest ich jeszcze sporo, przed innymi może nie, ale każdy dzień musi jakoś dobrze być przecież wykorzystany. Nawet wtedy, gdy czasem humor nie pomaga, mimo, że gdzieś czasem coś kogoś łupie.
I mimo, że za sobą mam znów mało udaną noc, postanowiłam dzisiaj podzielić się dzisiaj moim optymizmem, ot tak, bez szczególnego powodu.,
Co do tych moich tragicznie nieprzespanych nocy, to już chyba wiem, że jednak muszę przełożyć po prostu poduszkę na noc na drugą stronę tapczanu, widać za blisko pieca trzymam tę moja głowę i stąd pewnie zasnąć nie mogę?
Muszę kilka razy wstawać, pochodzić po domu tam i z powrotem i potem znów się kładę, za chwilę wstaję, znów uskuteczniam spacery po pokoju i tak jest, póki się wreszcie nie zmęczę.
No to potem śpię gdzieś tak do 8 mej 0-tej i jest jako tako, ale gdzieś o godzinie 13 przychodzi na mnie chwila drzemki i nawet na fotelu potrafię zasnąć, jakoś dziwnie wtedy żadnych kłopotów z zasypianiem nie doznaję.
Niestety to nasiliło tylko mój lęk przed nadchodzącą nocą, bo wiem, że znów nocne spacery mnie nie ominą.
Po prostu zaczynam się bać nocy!
No i powiedzcie sami, jak mogę pojechać gdziekolwiek z wizytą do kogoś, gdzie ewentualnie miałabym noc spędzić?
Dopiero bym się męczyła i denerwowała, że kogoś budzę.
Dlatego podczas takich bezsennych nocy jestem szczęśliwa, że jednak mieszkam sama i nie jestem dla nikogo zawadą.
A tak w ogóle, to coraz bardziej lubię to moje mieszkanko i tę w nim samotność .
Dlatego też moje świąteczne plany niestety będą w tym roku musiały ulec pewnym zmianom, nie spędzę je razem z Magdą i jej rodziną w Zawoi, jak pierwotnie planowaliśmy, za to w pierwszy dzień Świąt najprawdopodobniej pojadę do Modlnicy, tym razem do Maćka, a wieczorem z radością wrócę do swojego domeczku.
A drugi dzień Świąt będę już w domowych kapciach przed telewizorem czy przed Netflixem spędzać, przynajmniej nikt mnie nie obleje w ten Śmigus Dyngus 🙂
No chyba, że sama sobie zrobię świąteczne polewanie pod prysznicem 🙂
Zresztą jestem do samotnej Wielkanocy przyzwyczajona, rok temu z powodu kwarantanny całą Wielkanoc spędziłam całkowicie samotnie, chociaż przez obecność kamerek w moim i w Maćka domku tak trochę rodzinnie jednak odczuwałam to świąteczne śniadanie, czyli najważniejszą część tych świąt, dwa lata temu w Wielkanocne Święta byłam w Sanatorium we Wiśle…… też samotnie, bo co to za śniadanie Wielkanocne z całkiem obcymi mi osobami?
Ale wcale nie narzekałam, miałam najlepsze pod słońcem towarzystwo, czyli samą siebie 🙂
Przecież i tak Święta Bożego Narodzenia może nie tyle są ważniejsze, ale za to bardziej rodzinne, może to obecność choinki i to świąteczne ciepło wprowadza nas w taką nostalgię, a Wielkanoc, cóż, jest bardziej otwarta na wiosnę, zdecydowanie ma inny charakter niż zimowe święta.
A zresztą na nieco już dojrzale lata człowiek zaczyna całkiem inaczej myśleć, inaczej do pewnych spraw podchodzić, i chociaż Rodzina nadal jest bardzo ważna, ale najważniejszy jest jednak święty spokój
Dzisiaj niestety było trochę. gorzej, bo zasnęłam dopiero po godzinie czwartej rano, a o szóstej już miałam pobudkę, jako, że przyszła Renia na wiosenno – przedświąteczne porządki.
Podziwiam ją, bo ma przecież bardzo daleko, mieszka za Myślenicami, tak więc jedzie do mnie z dwoma przesiadkami, a już o 6.15 jest u mnie. To o której ona musi wstać, żeby tak wcześnie już być na miejscu????
Na szczęście teraz już wcześnie robi się jasno i ta podróż nie jest taka uciążliwa jak zimą, gdy jest nie tylko ciemno, zimno, ale i często pada śnieg.
No ale już mam czyściutko, świątecznie, mogę ze spokojem świątecznego wypoczynku czekać.
Ach, nie wiem, jak będzie z tą pogodą, może uda mi się na chwilę do Parku wskoczyć, byleby tylko nie w Lany Poniedziałek, bo nie lubię być mokra, ale z drugiej strony, kto by tam na starą babcią zresztą z wiadrem wody zapolował???
Dzisiaj przedostatni dzień marca.
Do Przygodzic przyleciał już Pan Bocian – Dziedzic i niecierpliwie oczekuje na Przygodę
Czyli można powiedzieć, że sezon obserwacji bocianich gniazd można uznać za otwarty.
A to oznacza tylko jedno : JUŻ NA PEWNO MAMY WIOSNĘ!!!

Miłego wtorku

WIELKI TYDZIEŃ

Jesteśmy już na ostatniej przedświątecznej prostej, za kilka dni będziemy się radować, jajeczkiem dzielić, serduszka miłości rozdawać i …….
No własnie i co dalej, skoro nadal nie jest wesoło, skoro epidemia nadal nas atakuje, skoro nie ma nikogo mądrego, kto by się na serio za ten cały chorobowy i chorobliwy bałagan zabrał i zaczął, albo przynajmniej próbował zabrać się za tę skrzywioną drogę, by ją wyprostować, byśmy po jakichś manowcach nie brnęli.
Oglądałam wczoraj kawę na lawę i niestety nadal widzę, że polityka w tej chwilo jest dla niektórych najważniejsza, jedni prężą swoją marną pierś, inni oblewają się pomyjami pomówień, nihil novi sub sole, czyli kto, kogo i ile razy zdąży jeszcze uderzyć. A wszystko to ubrane jest w wielkie, okrągłe piękne słowa, tylko niestety słowa. Czcze obietnice, odbiegające od prawdy. A epidemia tam gdzieś sobie z boku szaleje……
Straszna jest ta świadomość, w jaką zasadzkę siebie wpakowaliśmy i najgorsze jest to, że z tej matni nie potrafimy się wciąż wygrzebać.
A wydawałoby się, że to nie jest aż tak bardzo trudne do zrobienia, pierwszy krok to odsunięcie od koryta tych aroganckich, niekompetentnych psujów, którzy jak widać wcale rządzić krajem nie potrafią, za to napychanie ich własnych kieszeni idzie mi całkiem sprawnie.
Na szczęście są jeszcze w Polsce osoby, którym dobro Polski leży na serce

210 813 830. 10 złotych – tyle zebrała w tym roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – BRAWO!!!!
To są pieniądze Twoje, moje, pieniądze tych wszystkich ludzi, którzy zrozumieli, że głównie musimy na sobie polegać.
Jesteśmy wielką Polska Rodziną, nie możemy odmawiać więc pomocy tym, którzy jej potrzebują.

I jest ten Wielki Polak nasz Jurek Owsiak, który swoim entuzjazmem potrafił ludzi obudzić i zachęcić do tej wielkiej zbiórki, te pieniądze pójdą do polskich szpitali które tak bardzo są potrzebne na leczenie dzieci,ale także na na uzupełnienie braków.
Niech teraz ci, którzy pomyje pomówień na Jurka wylewają siedzą w kącie i zaciskają zęby z wściekłości, że znów mu się udało ten wielki proces, bo oni nie tylko, że nie pomagali w tej zbiórce, ale skutecznie przeszkadzali. Zło tym razem nie wygrało.
To może akurat jest pewna nadzieja na jakąś zmianę, skoro ten tryumfalny komunikat został ogłoszony własnie w Wielki Poniedziałek???
Życie niby normalnieje, przynajmniej tak się wydaje, skoro następny komunikat dotyczący decyzji Watykanu wobec zaostrzeń uprawnień Arcybiskupa Głódzia i Arcybiskupa Edwarda Janiaka też własnie w ten przedświąteczny poniedziałek ogłoszony został.
Tylko…czy to na pewno wielka kara dla kogoś, który swój majątek ma tak olbrzymi, że do końca swojego życia ma zapewnione dostatnie życie, co prawda nie w Archidiecezji Gdańskiej, tylko gdzieś , w innej wypasionej posiadłości.
Normalny człowiek za takie przewinienia spędziłby następne lata za kratkami, ale skoro to jest tak wysoko postawiona w Polsce osoba, włos ze siwej głowy mu nie spadnie, szczególnie, że jest już zaopatrzony w tak olbrzymią emeryturę, że śmiało kilkanaście emerytów byłoby rad chociaż z części jego zarobków.
Zresztą co mu jeszcze do szczęścia niż jeszcze jedna, czy druga flaszka nie jest potrzebna.
Danieli tylko szkoda……..
Ale mam nadzieję, że to jest dopiero początek rozprawy z nieprawymi osobami, cynicznie wykorzystującymi swoją władzę, ciekawe kto następny?
Z biskupami „rozprawił” się Watykan, z politowania godnymi politykami prawicy musimy zrobić to sami.
Sygnał już został wydany….. a teraz DO DZIEŁA!!!!!!

Dobrego tygodnia w oczekiwaniu na Święta i na tę prawdziwą wiosnę , bo na wszystko kiedyś kolej przyjdzie…….