Uśmiechnij się Uleczko :-)

nie uwierzysz, dzisiaj znów mamy środę 🙂

Tak, tak, coraz szybciej uciekają nam te dni, te środy, to jest wprost nie do uwierzenia, sama jestem tym faktem zaskoczona.
Dlatego dzisiaj proszę Cię, uśmiechnij się, mamy przecież piękne dni, chociaż czasami nawet deszcz nam dokucza ( na przykład bardzo doskwiera moim kostkom), ale życie nadal jest piękne, należy się nim cieszyć, nie bacząc na to, co się złego ostatnio wokoło nas dzieje, bo podobno każda żmija kiedyś przemija, więc ten zwariowany matrix też kiedyś zniknie i kiedyś obudzimy się wreszcie w normalnej _Polsce.
I tego Tobie, sobie i Wszystkim a ten środowy dzionek życzę.

Czasami trzeba swoje plany zweryfikować i to wcale nie koniecznie od nas samych zależy.
Tak właśnie było wczoraj – własnie szykowałam się do wyjścia na zabieg, gdy nagle dostałam telefon od pana Bartka.
Niestety na Oddziele. na którym on pracuje odkryli zagrożenie zakażeniem koronowirusem wiec w związku z tym pan Bartek zadecydował, że dla ostrożności musimy przełożyć nasze wczorajsze spotkanie. Uważam to za słuszną decyzję, chociaż przełożenie o tydzień mojej rehabilitacji niestety nie działa korzystnie dla mojego kręgosłupa.
Ale co było robić, zamiast na zabieg poszłam sobie do Parku, wykorzystałam, że wczoraj był naprawdę pięknie jesienny dzień, buło mnóstwo ciepła o świeciło to zbawienne słoneczko.
Oczywiście odwiedziłam też sklep Rossmanna, gdzie kupiłam dla mojego (chwilowo oczywiście) biednego zestresowanego kotka odpowiednią dla niego karmę.
Chyba jednak głód był silniejszy, niż doznany stress związany z wczorajszym porządkowym zamętem w domu, bo rzucił się na miskę tak żarłocznie, jakby co najmniej dwa tygodnie nic w pyszczku nie miał.
A potem już całkowicie rozluźniony leżał sobie na kocyku na taczanie i smacznie drzemał, a wcześniej oczywiście domaga; się ode mnie sporej porcji należnych mu pieszczot.,
Dzisiaj podobno Kotek ma wrócić do swojego domku, a czy tak będzie? zobaczymy wieczorem.
Środa nieco ponura wstała, ale już się nieco się rozsłonecznia. Co prawda nie mam w planach dzisiaj wizyty w Parku, mam trochę inne zawodowe plany, w dodatku coś brzuszek dzisiaj mi dokucza od rana, jakoś bez humorku jestem…

CYSORZ TO MA ŻYCIE KLAWE, nie musi być subordynowany, nie musi sobie selfie wspólnego z innymi robić, po prostu sobie odchodzi w siną dal i już, ma wszystkich w nosie, co prawda jest tylko wicepremierem, ale i tak premiera i prezydenta ma pod sobą i nikt mu nie będzie rozkazywał kiedy i gdzie ma do zdjęcia pozować. I bardzo dobrze, bo na której by fotce nie występował wcale nie wygląda na niej tak jakby wszyscy pisowcy chcieli, jak mąż stanu, tylko wygląda jak flejowata pokraka z wściekłą, zawziętą miną.
Pewnie tą swoją postawą zepsuł by piękny wczorajszy uroczysty dzionek tworzenia nowego wspaniałego rządu, tak wspaniałego jeszcze dotąd nie było i chyba nawet świat go nie widział………
A swoją drogą jak można tak całe dnie być wściekłym na cały świat????
Dobrze, że ma koło siebie kota, bo jednak kot łagodzi obyczaje, troszkę rozładowuje stresy wiem coś o tym.
A może tylko kot go rozumie?????

Miłej środy

stres



PAN KOT BOGUMIŁ zaliczył dzisiaj olbrzymi stress, bo przyszła ta niedobra Renia, która okropnie w mieszkaniu Ciotki Ewy się szarogęsiła i robiła wielkie zamieszanie (czytaj porządki), hałasując przy tym niemożebnie, co dla kocich uszów jest to niedopuszczalne.
Co prawda kot też dobrze na tym wyszedł, bo przynajmniej dostał porządnie wyszorowaną kuwetą (stanowczo Ciotka Ewa tak doprowadzić do porządku kuwety nie umie), ze świeżym żwirkiem (będzie teraz można się porządnie wysiusiać i coś tam jeszcze), ale na kotka nawet kojący głos Ciotki nie działał, musiał się chować pod komodę w pokoju, a gdy tam dotarła ta wszędobylska Renia, kotek musiał schować się za piecem w kuchni.
Biedny kotek, chyba będzie jeszcze na kilka dni skazany na gościnę w moim domu, bo jakoś właściciele chyba o nim zapomnieli i nawet na monity o braku jedzonka nie reagują.
Nic to, sprawdziłam, że w Rossmanie można kupić takie samo jedzonko, które dotąd dostawał. mianowicie sucha karmę Perfect Fit i zaraz po zabiegu u Bartka (no bo dzisiaj jest przecież wtorek) pójdę do Rossmana po zakupy, żeby biedny kotek z głodu mi nie zginął.
Zresztą on nie daje się zagłodzić, staje nad pustą miseczkę i głośno woła „jeść, natychmiast dawaj jeść”
A swoją drogą, nie lubię ludzi niesłownych, nie mam nic przeciwko Bogumiłowi, bo go nawet bardzo polubiłam, ale jeżeli ktoś mówi, że kot będzie u mnie 3 dni, a mija już 5 i nie ma żadnej reakcji na moje monity. to mi się wcale już nie podoba.
Ale w sumie mogłam się do tego spodziewać, bo z tego co wiem, Kasia do super słownych osób niestety nie należy, a jej córka, a prawowita właścicielka Bogumiła ma wrócić dopiero za dwa tygodnie.
No, ale co właściwie takiego się złego stało? nic się nie stało, po prostu mam kotka.
Czyżby to jednak oznaczało, że dostałam w spadku kotka na zawsze?
Nie miała baba kłopotu…..

Jak już pisałam, dzisiaj mam kolejną, już trzecia terapię u pana Bartka.
Kręgosłup tak jakby mniej mi troszkę dokuczał, ale nie mogę powiedzieć, że działa bez zarzutu, od czasu do czasu ten drąg w moim kręgosłupie znów się umieszcza i przeszkadza w chodzeniu. Ale od czego jest Apap i….Uber, albo Bolt.
Oj zarobią te firmy na mnie zarobią……
Za to mój bark wczoraj dawał mi do wiwatu i nijak nie mogłam znaleźć wygodna pozycję do snu, nawet Apap nie wiele pomógł. Wiadomo, mieszanka jesieni i peselu źle działa na moje kości.
Za to jestem przerażona tą nawracającą falą wirusa COVID 19, do tego jeszcze nadchodzi fala gryp i przeziębień, strach pomyśleć, jak to przejść w miarę bez komplikacji, tym bardziej, że nadal nie ma w aptekach szczepionek przeciwgrypowych.
I właśnie z tym jest pewne qui quo pro, bo lekarz rodzinny może tylko raz przepisać taką szczepionkę, następną może przepisać po roku, a recepta ważna jest tylko jeden miesiąc, potem szczepionka przepada. Co prawda można zapisać się do kolejki w aptece. ale po pierwsze trzeba mieć do tego ważną receptę, a po drugie wcale nie jest wiadomo, czy do miesiąca ten lek się otrzyma.
Tak własnie po pisiemu załatwia się pacjentów w naszej Ojczyźnie, przy czym jeżeli jesteś posłem – działaczem pisu, czy jego rodziną, nie tylko poza kolejką bez wymaganych trzech kryteriów (gorączka, kaszel, brak powonienia) zrobią ci badanie w kierunku COVID, ale też i poza kolejką dostaniesz szczepionkę na grypę.
Bowiem w pierwszej kolejności obsługiwani są ci z wyższej półki, reszta noże umierać. No i niestety są takie przypadki, że ludzie wożeni są karetkami z jednego do drugiego szpitala, a potem i do kilku następnych, bo z powodu źle określonych warunków, w jaki sposób zaopatrzyć ludzi skazanych na inne choroby niż COVID szpitale odsyłaj chorych, w kilku przypadkach niestety skończyło się to nawet śmiercią chorego, który na czas nie dostał odpowiedniej lekarskiej pomocy.
A takie pisowskie szuje będą nam tłumaczyć, że w porównaniu z Francją Stanami i nie wiadomo z kim jeszcze u nas Służba Zdrowia jest na tak wysokim poziomie, że inne kraje nie tylko nam zazdroszczą, ale powinny brać z nas przykład,
I tak tłuką do łbów tym baranom oglądającym TVP, a oni niestety ślepo wierzą, mimo, że też pewnie ze śmiertelnymi przypadkami się spotykają.
ALE NAJWAŻNIEJSZA JEST PROPAGANDA: POLACY, NIC SIĘ NIE STAŁO, POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO !!!!!!
Co prawda ostatnio blady strach padł też i na tych rządzących, bo i tam COVID w ich szeregach zawitał, w dodatku w najważniejszej chwili, gdy mieli zaprzysięgać nowy rząd i musieli tę uroczystość odsunąć w czasie.
A może to jest znak z Nieba, ze to nie jest odpowiednia ekipa do sprawowania tak ważnych zadań, jak zarządzanie państwem?????

Dzisiaj jest słonecznie i w miarę ciepło i bardzo dobrze, bo wciąż odczuwamy ten brak słonka, zdecydowanie humory nam siadają, a jeżeli dodamy do tego ten matrix, który nas otacza….szkoda nawet gadać.

Już południe na zegarze, wiec życzę Wam przyjemnego popołudnia.
A KOT BOGUMIŁ wreszcie opuścił kryjówkę, ale nadal jeszcze nie jest pewien, czy zagrożenie całkowicie minęło……..

miło sobie popatrzeć na taki śliczny widoczek – na razie możemy w realu o nim zapomnieć, bo słonko co prawda świeci, ale kwiatki i motylki niestety są już w tym roku historią, pozostają nam tylko śliczne gify.
Chociaż nie można narzekać na pogodę, jest nawet ładnie jak na tę porę roku, wszak musimy zapomnieć już o lecie…najwyższa pora.
Dzisiaj jest mój ostatni dzień z kotem Bogusławem, przynajmniej tak sądzę, bo dzisiaj mają go odebrać.
Pewnie będzie trochę brak mi tego mruczenia, tego motorku, który zawsze włącza wieczorem, gdy siada na mojej poduszce.
Ale jednak nie chcę mieć zwierzęcia w domu, a przyczyna jest prosta, jestem leniwa i nie chce mi się sprzątać tej kuwety i tego żwirku, który rozsypuje. Zresztą taka kuweta jest nieestetyczna, a nie mam takiego miejsca w mieszkaniu, gdzie mogłabym ją schować przed moimi i gości oczami tak, żeby nie wadziła i nie denerwowała, a przy tym kot miał łatwy do niej dostęp.
Więc bólem serca łażę z łopatką i szczotką, sprzątam i…odliczam godziny, gdy kotek wróci już do swojego domku.
Nawet dzisiaj w nocy, gdy się obudziłam, zastanawiam się, w jaki sposób można by było usprawnić taką kocią toaletę, ale nic mądrego do głowy mi nie przyszło.
Najlepiej gdyby można nauczyć kota załatwiać się do toalety i jeszcze (ha ha) nauczyć go spuszczać po sobie wodę, a to jest raczej niemożliwe.
Tak więc koci temat ma już za sobą, na kilka dni, gościnnie, kot jest u mnie mile widziany, na stałe zamieszkanie niestety nie .
Z psem natomiast też są kłopoty, bo pies wyprowadza człowieka trzy razy dziennie na spacer, a ja niestety czasami naprawdę z bólu kości ciężko się poruszam, zwłaszcza w tej jesiennej porze, więc i na psią właścicielkę też się nie nadaję.
Zresztą zwierzęta tak krótko żyją, potem człowiek cierpi po rozstaniu……..

Wiecie co wczoraj przeczytałam? Mianowicie, że gdyby wybory odbyły się teraz PIS dostałby 41 procent poparcia i PIS jest niestety nadal liderem politycznym w Polsce.
Aż trudno uwierzyć, naprawdę tylu naiwnych idiotów mamy w Polsce, którzy mimo nagłośnienia ich afer i ich knowań nadal popierają taką najbardziej w historii Polski szkodliwą partię?????
No to ja przepraszam, ale ja w takiej Polsce pełnej idiotów nie chcę nadal żyć, niestety nie mam wyjścia.
Ktoś może powie, że winna jest temu opozycja, ale co opozycja (prócz nagłaśniania afer) może zrobić, skoro te szkodniki mają cały aparat rządzenia w rękach, sądownictwo, policję, większość sejmową, ba, nawet Kler, ostatnio nawet i sędziów, jest to chyba przeszkoda nie do przeskoczenia, chyba, że jakiś cud znów w Polsce się zdarzy.
Czy ten cud nazywa się RAFAŁ TRZASKOWSKI?????
Bo musi się znaleźć ktoś, kto przekona ludzi, że żyją w zakłamaniu, że nic już nie dostaną, bo rząd jest biedny i już wyczerpał swoje możliwości, może tylko co najwyżej jeszcze bardziej nas zadłużyć, co zresztą robi, ale nie rozdaje tych pieniędzy Polakom, tylko skrzętnie chowa do własnych kieszeni.
BOŻE, KIEDY CI POLACY WRESZCIE ZMĄDRZEJĄ I TEJ ZŁODZIEJSKIEJ SEKCIE POWIEDZĄ DOSYĆ?????

Jak już pisałam, mamy jak na razie w miarę przyjemną pogodę i taka pozostanie przez najbliższe dni, czego własnie Wam życzę

dobrego grzybobrania

to dla tych, którzy po lasach buszują
Ale uwaga! ostatnio jest wiele śmiertelnych skutków grzybowego szaleństwa.
Wielu osobom po prostu wydaje się, że kto jak kto, ale on na grzybach świetnie się zna. niestety potem takie żniwa przynoszą tylko radość pani z kosą, która radośnie po amatora grzybków w każdej postaci, przychodzi.
Czytałam ostatnio w internecie o 3 czy 4 zmarłych osobach, które co prawda nie same zbierały grzyby ale zakupiły je na targu, teraz już pukają do Bram św Piotra.
Więc przestrzegam : BĄDŹCIE BARDZO OSTROŻNI, bo wystarczy tylko jeden kęs tego podstępnego owocu lasu, żeby na łono Abrahama się przenieść.
Zresztą opinia wydana przez dietetyków o grzybach nie jest wcale pochlebna, nie mają prawie żadnych wartości odżywczych, a są ciężko strawne, nawet te jadalne mogą przynieść wiele trawiennych kłopotów.
Osobiście nigdy nie przepadałam za grzybkami, no chyba, że w Wigilię w barszczu, w kapuście czy w uszkach, ale to są wyjątkowe okazje.
Zresztą mój brzuch zdecydowanie grzybów nie toleruje, więc ich nie nadużywam.
Przecież jesień to nie tylko zbieranie grzybów.
Moja Koleżanka Beata robi na przykład wspaniałe dżemy z jarzębiny i z innych leśnych darów przyrody, zawsze mnie jej przepisy fascynują, chociaż po prawdzie nie odważyłabym się je wytwarzać, mogłabym coś namieszać,
Życzę przyjemnej niedzieli, słonko świeci, więc się nim cieszmy, bo dzionek jest już niestety dosyć krótki, trzeba wykorzystać te wczesno popołudniowe godziny na spacerki, ewentualnie na rowerowe przejażdżki.

Opuszczam się trochę w tym moim blogu, ale o czym tu pisać gdy wciąż dzieje się to samo???
Od wczorajszego popołudnia mamy w miarę dobrą, bo słoneczną pogodę, więc wykorzystałam ten fakt i poszłam sobie wczoraj spacerkiem z pracy na przystanek autobusowy, co niestety potem wieczór odpokutowałam – odczuwałam taki wielki ból kręgosłupa, który promieniował przez biodro aż do stóp, a lewą stopę już całkowicie mi wykrzywiło. Ten skurcz trwał dobrych kilka minut i był naprawdę nieznośny, dobrze, że mieszkam sama i nikt nie musiał słuchać mojego skowytu „boli, oj boli”.
No cóż, jak widać nikt i nic mi już pomóc nie może i ten ból niestety do końca moich dni będzie mi towarzyszył, nieco łagodzony zabiegami pana Bartka, ale niestety nie jest możliwe całkowite jego zniwelowanie.
Jednak taksówkarska korporacja Bolt, czy Uber trochę na mnie zarobią, oj zarobią.
Trudno, ale jakoś muszę się przemieszczać, przynajmniej wtedy, gdy kręgosłup i nogi mi odmawiają posłuszeństwa.
Kotek nadal jest u mnie i czuje się co raz bardziej pewnie, dzisiejszej nocy trochę rozrabiał i mnie budził, a teraz udaje niewiniątko i smacznie śpi, oczywiście na mojej kanapie.
W Tatrach halny wiatr wieje, nawet jedna turystkę zmiotło ze szlaku i TOPR-owcy musieli jej udzielać pomocy, ale to własnie ten wiatr przyniósł nam to ocieplenie.
To tyle mego słowa na sobotę, mam nadzieję, że jest ona dla Was przyjemna, szczególnie dla grzybiarzy, bo ich podobno wciąż jeszcze wiele w lasach się pokazało.
Do jutra

ponury piątek

a jednak trochę optymizmu przesyłam na ten buro – szary dzionek.
U mnie nic szczególnego się nie dzieje. wczoraj mokłam i marzłam, dzisiaj tylko podmarzam, jestem jednak osoba ciepło lubą, a w mieszkaniu za ciepło jednak nie jest.
Pal licho mamona, dzisiaj na noc włączam sobie piecyk, niech się trochę to surowe powietrze w domu przełamie.
Wszak mamy już październik, pora rozpocząć sezon grzewczy.
Kot Bogumił coraz bardziej się zadamawia, ale nie na tyle, żeby całkowicie swoją niezależność sprzedać, wczoraj nawet przetestował na mojej ręce swoje ostre ząbki. A może to była tylko taka kocia pieszczota?
Pieron wie, co on tam w tej kociej główce odtwarza, patrzy się takim wnikliwym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć, nie podporządkuje się ci całkowicie, bo ty nie jesteś moją panią, ale czasami na pieszczotki do ciebie przyjdę, ale wtedy, gdy ja tego będę chciał.
Taka kocia już natura.
No to dzisiaj rozpoczynamy następny weekend, zapowiadali, że będzie ładny i ciepły, a na razie jest jak jest – czekam na to zapowiadane słonko.
Dzisiaj pracuję w godzinach popołudniowych, więc za mną bardzo długi poranek, a gdy wrócę niestety pewnie spać trzeba się będzie kłaść.
Widać, że to już jesień, bo znów mnie senność w trakcie dnia napada, muszę się choćby godzinkę zdrzemnąć, ciekawe, że w lecie takich sennych napadów nie miałam, widać słonko na mnie tak zbawczo działało, a teraz niestety ciągły jego brak zdecydowanie działa na mnie destruktywnie
Łykam co prawda tę witaminę D – 3, ale to nie to samo.
No nic, tyle na dzisiaj, jakoś specjalne tematy do omawiania dzisiaj nie przychodzą mi do głowy, a o polityce po prostu nie chce mi się pisać.
Miłego spędzania weekendu – może pogoda łaskawa będzie dla grzybiarzy, bo podobno jest to własnie dobry czas na zbiory, tuż po pełni i podeszczowa, ale w miarę ciepła aura grzybkom bardzo odpowiada.
No to idziemy w las!

GOŚĆ W DOM – KOT BOGUMIŁ W DOM

Przyszedł do mnie wczoraj wieczorem i pozostanie przez 3 dni.
To jest kot Kasi, właścicielki mieszkania, a właściwie jej córki.
Kocur okazały, nieco może gabarytowo za duży, ale kto jak kto, ale ja mu tuszy wypominać nie będę, widać, że kotek lubi sobie podjeść.
Trzeba przyznać, że dosyć szybko się u mnie zadomowił, chociaż nieco narozrabiał, bo chciał wskoczyć na parapet i zrzucił mi doniczkę z kwiatkami, Na szczęście doniczka w jakiś cudowny sposób zawisł pomiędzy parapetem a stojącym tam stolikiem .No cóż gość ma swoje prawa, byleby tylko za bardzo nie narozrabiał, gdy pójdę dzisiaj i jutro do pracy. Będzie sam, więc będzie miał pole do popisu. Chyba w jakiś podstępny sposób zwiodę go do kuchni, a na wszelki wypadek pokój przed nim zamknę. Tam ma kanapę i miseczki, więc krzywda dziać mu się nie będzie działa.
Tylko kwiatki stojące tam na parapecie muszę pousuwać, bo pewnie by znów chciałby chętnie tak między nimi pourzędować. co lwiatkom na zdrowie mogłoby nie wyjść.
Noc była względna to znaczy kotek trochę spał na poduszce do mnie przytulony, potem wyprowadził się na kanapę, znów wrócił, potem trochę poszalał z piłeczką i zasnął zmęczony, ale widać, ze bardzo tęskni za swoim domem, okropnie rano rozpaczał pod wejściowymi drzwiami, aż mi się też smutno zrobiło. Teraz gdzieś zaszył się w kącie i przesypia swoją tęsknotę, nawet nie reaguje na wołanie, chociaż wczoraj gdy zawołałam Bogumił natychmiast się pokazał.
Smutne to, gdyż kot nie rozumie, że to tylko na trochę taka zmiana nastąpiła.
Pamiętam, ze gdy u mnie kot Ksawera na trochę zamieszkał, też tęsknił, ale bardziej ostentacyjnie swój ból okazywał, nie tylko miauczał, ale również stanowczo unikał mojego towarzystwa, ten przynajmniej do mnie się przytulał.
Słodki jest ten Bogumił, tak ślicznie mi wczoraj mruczał swoje kocie bajki.
Tylko martwię się, że zaczął stosować swój manifest głodowy, miseczka jest nienaruszona. Może potem głód go jednak zmusi do jedzenia? Nie chcę, żeby potem mi mówili, że zagłodziłam im kota, chociaż on ma takie własne pokłady tłuszczyku, że nawet dwa dni diety wielkiej szkody mu nie zrobi.
Ale mam nadzieję, ze jednak się przekona, ze taki strajk nic nie zmieni i musi zacząć jednak jeść.
Za niedługo wyruszam do pracy i Biedaczek całkiem sam zostanie w obcym mieszkaniu – może za bardzo jednak nie narozrabia?
Postaram się jak najszybciej do domu wrócić, by nie pozostawiać go za długo w tej kociej samotnej rozpaczy i tęsknocie.
Na szczęście zakupów dzisiaj nie muszę robić, więc nie zmitrężę zbyt dużo czasu.
Wczoraj był paskudny dzień, zimno, cały dzień beznadziejnie padał deszcz…… dzisiaj ma byc podobnie, chociaż podobno ten deszcz nie będzie już taki intensywny.
Nie wiem, czy dzisiaj chociaż na mały słoneczny promyczek będzie można liczyć, przynajmniej na pewno nie na południu Polski, ale w weekend zapowiadają wiatr halny, więc na pewno się ociepli.
Bo kto to widział, żeby już w jesiennej kurtce trzeba zacząć chodzić?
Dopiero październik się rozpoczął, a jest to miesiąc, który potrafi zadziwiać swoją złotą pogodą.
No nic, życzę wiele optymizmu na dzisiaj – Ci z północnej części Polski będą na pewno dzisiaj zadowoleni z pięknej jesiennej aury, niestety południowa część Polski jest w zdecydowanie gorszej sytuacji
Ale wszystkim z południa, północy, wschodu i zachodu Polski i wszystkim którzy czytają mnie spoza polskiej granicy życzę miłego dnia no i wiele serdeczności na cały październik posyłam.

mijają dni, miesiące i …. mijają też środy


Trochę słonka na dzisiaj dla Ciebie Uleczko, bo tego słońca coraz bardziej nam brakuje (szczególnie dzisiaj) – wiadomo. lato już za nami i słonko też już ogrzewa inną niż nasza półkulę, u nas tylko gościnnie od czasu do czasu do czasu się pokazuje.
No własnie, mijają szybko te środy i te miesiące, już za dwa dni rozpoczynamy październik, czyli do końca roku coraz bliżej.
A tego słonka coraz mniej – dlatego wczoraj kupiłam sobie witaminę D3, aby nieco wzmocnić swój organizm w tym nie dosłonecznionym czasie.
Pozdrawiam Cie serdecznie Uleczku, mam nadzieję, że deszcze nie przeszkadzają Ci w spacerach, bo Ty (w przeciwieństwie do mnie) jesteś bardzo wytrzymała na niedoskonałości aury.
No i przed Tobą oczekiwanie na Sanatorium, a to zawsze trochę na duchu podnosi, ale póki co, ciesz się każdym dniem jesieni, bo czas smutnej słoty jeszcze nie szybko mam nadzieję nadejdzie, chociaż ostatnio deszcz coraz śmielej sobie pozwala
Buziaczki na dzisiaj i na cały tydzień.

A ja wczoraj byłam u pana Bartka. Trochę bolesna jest ta terapia, ale zdecydowanie pomaga, znów ten drąg w kręgosłupie mi na trochę zniknął.
Ale nie oszukujmy się, już nigdy zupełnie bez żadnych dolegliwości nie będę, bo zmiany niestety są zbyt dużo Najważniejsze jest, że potrafi mnie ta terapia chociaż na trochę uruchomić.
A co jeszcze u mnie?
Odsyłam jednak dzisiaj ten kocyk, który przez internet sobie zamówiłam, a właściwie ten podgrzewany podkład, bo to nie o to mi chodziło, muszę raz jeszcze zamówić prawdziwy kocyk elektryczny, a nie jego namiastkę, jakąś matę, z tym, że teraz już będę dokładniej czytała opis zamawianego produktu.
To co otrzymałam było sztywne, wąskie, nie można do takiego czegoś nawet się przytulić, ot taka byle jaka mata, która nawet wcale się nie rozgrzewała (wypróbowałam) No cóż, zadałam sobie tylko kłopotów, bo muszę dzisiaj paczkę zrobić i wysłać, na szczęście na Żabińcu poczta jest dosyć blisko.
Nie mogę mieć do nich pretensji, bo gdy raz jeszcze dokładnie przeczytałam, niestety już po złożeniu zamówienia, opis był on zgodny z tym co otrzymałam, moja wina, że dałam się zmamić cenie – taka jest prawda.
Ale podobno mądry Polak po szkodzie, zresztą po raz pierwszy zaliczyłam taką wpadką i do tej pory byłam zawsze z zamówienia zadowolona.
Muszę jednak być bardziej ostrożna i nie czytać po łebkach opisów, ale dokładnie rozważyć, czy to co zamawiam będzie zgodne z moim zapotrzebowaniem.
Miałam ostatnio kłopoty z dostawą internetu, co jakiś czas takie przerwy u mnie występują, wczoraj dwa razy musiałam interweniować, bo dostałam komunikat z Orange, że usterkę usunięto, a tym czasem niestety nadal przerwy występowały, co wprawiało mnie tylko w nerwy.
Na szczęście wczoraj popołudniu wszystko się unormowało aż do następnego razu, kto wie kiedy, jutro, a może za tydzień znów internet będzie wariował. No proszę, chcą wprowadzić internet 5 G, a tu całkiem poczciwy normalny internet im już szwankuje.
Ale jeden malutki plusik muszę zapisać na ich konto, za te niedogodności z internetem stabilnym, w ramach rekompensaty, doładowano mi 10 GB na telefon w mojej komórce. Co prawda mój telefon i tak głównie pracuje na sieci WiFi w domu, czy w pracy, ale czasami jestem w terenie i wtedy bez trudu mogę z takiego doładowania skorzystać.
Ciekawa jestem, czy kiedyś doczekamy się darmowego, ogólnodostępnego dojścia do internetu???? Były już takie propozycje, ale coś mi się wydaje to mało prawdopodobne, bo na czym by telekomunikacja komórkowa zarabiała?, tylko na samych rozmowach i Smsach? – na tym raczej majątku by nie osiągnęli, a jednak teraz wszystkie dogodności oparte są właśnie na połączeniach internetowych.
Pomyśleć, że jeszcze niedawno internet był jakimś szalonym pomysłem. jakąś mrzonką, a teraz bez tego łącza wiele podstawowych czynności byłoby utrudnione do wykonania.
Co prawda mamy już XXI wiek i erę internetu, a tu Polska ostatnio znów cofa się w czasy średniowiecza, nawet powołają ministerstwo do spraw światopoglądu – kurcze, niech się odczepią wreszcie od Polaków i pozwolą im myśleć samodzielnie, bez narzuconej z góry jakiejś pisiej idei – fix.
No a nowy pan minister od nauki będzie molestować biedne dzieci i młodzież swoimi (czytaj narzuconymi przez Pis) ideami anty genderowymi i anty LGB, wprowadzając przy tym obowiązek uczestniczenia w lekcjach religii i to kilka razu w tygodniu, a może i codziennie? Już był kiedyś taki projekt, żeby wprowadzić religię jako przedmiot obowiązkowy na maturze, teraz pewnie pan Czarnek na pewno ten pomysł podchwyci i kto wie, czy nie będzie też obowiązkowy egzamin z religii przy egzaminach wstępnych do szkół średnich? Jak już jechać, to na całego!!!! Kler będzie szczęśliwy (zarobki księdza katechety są wyższe niż zarobki przeciętnego nauczyciela ), będzie Pis miał ciągłe poparcie tych ciemnych swoich owieczek, których mami przez TVP i Telewizję Trwam czy przez Radio Maryja.
Teraz pewnie lekcje będą się zaczynały i kończyły modlitwami, a w przerywach zamiast gimnastyki będzie odmawiany różaniec.
I pomyśleć, że Polska jest rzekomo krajem świeckim………..
Biedne dzieci, biedna młodzież, całkowicie Pis wraz z Klerem w głowach im poprzewraca. To jest już całkowita indoktrynacja naszej młodzież, którą chcą wychować na kulcie Braci Kaczyńskich.
Coś coraz bardziej Polska zaczyna przypominać Koreę Północną, który jest najbardziej odizolowanym krajem na świecie, teraz do nich radośnie dołączy Polska Kaczyńskiego…….
Nie mam nic przeciwko Religii, ale wiara jest, albo przynajmniej powinna być indywidualnym przywilejem każdego człowieka, a nie narzucaną z góry koniecznością.
Takie siłowe narzucanie katolickiej wiary jest niezgodne z Konstytucją, jest to łamanie wolności człowieka.
Myślę, że nie tylko ja tak uważam i nie tylko ja nie zgadzam się z takim uwłaszczaniem Polaków przez Kler i przez PIS.

Za oknem niestety deszczowo. Całą noc u nas padało. Budziłam się w nocy i słyszałam, jak krople deszczu bębniły o parapet mego okna.
Niestety taka ponuro deszczowa pogoda prognozowana jest na cały dzisiejszy i jutrzejszy dzień.
A ja się tak zastanawiam, komu to słonko i ciepłe letnie dni przeszkadzały? Nie mogłoby być wieczne lato, jak w równikowych rejonach? Tam też co prawda czasami jest spora ulewa, ale jest przynajmniej cieplutko i miło,
ECH, gdzie te słodkie, ciepłe czasy Kudowej?

Ale nie upadajmy na duchu, życzę Wam mimo wszystko chociaż troszkę przyjemności w ten deszczowy dzionek i nadzieję na lepsze, cieplejsze i mądrzejsze dni.

ot, taki sobie jesienny dzień i jesienne rozważania

Jesień różne ma oblicza, czasami potrafi być kolorowa i przyjemna, czasami, jak ostatnio smutna, łzawa i chłodna.
Mam nadzieję, że te słotne dni przeminą, bo bardzo odbija się to niestety na moich kostkach. Ale dzisiaj będzie lepiej, bo dzisiaj idę na terapię do pana Bartka i mam nadzieję, ze znów ulży w moich kostnych przypadłościach, chociaż ostatnio ten ból dosyć mi się nasilił i mimo masażu nie poszedł sobie precz.
Ale dzisiaj na pewno będzie inaczej, wszystko zależy od nastawienia, a dzisiaj jakoś optymistycznie na tę wizytę patrzę. Pewnie, że nie będzie tako wspaniale jak jeszcze 20 – 30 lat temu, ale nawet gdy trochę ból ustąpi już człowiek jest weselszy.
Za to gdy słucha się politycznych wywodów rządzącej kliki człowiek zastanawia się, czy to jest możliwe, że obecny rząd aż tylu durniów posiada????
Onegdaj pan Dera usiłował wytłumaczyć. że mąż i żona to nie jest jeszcze rodzina, bo ta jest dopiero wtedy, gdy zjawią się na świecie dzieci.
Istotnie prawicowo – idiotyczny sposób myślenia, bo co mają powiedzieć rodziny, które usilnie na dzieci czekają, niestety kobieta nie może zajść w ciąże, a in vitro jest zakazane????
Co prawda coraz częściej się słyszy, że niektóre gminy same od siebie ogłaszają program In Vitro i chwała tym ludziom, którzy rozumieją innych, nie patrząc tylko przez pryzmat odgórnych nakazów.
Strach tylko pomyśleć, gdy rzeczywiście nastanie czas rządów naszego nad vice premiera, (a wciąż straszą, że wejdzie on do ścisłego rządu, a nie jak dotychczas z tylnego siedzenia zarządzać będzie), bo co prawda i tak de facto on teraz trzęsie całą Polską, ale kto wie, co jeszcze za genialna myśl do tego zawistnego łba trafić może, na szczęście będzie on teraz głównie zajęty będzie pilnowaniem swojej trzódki, która trochę mu się buntuje.
Zresztą afera goni aferę, ot taka nasza polska rzeczywistość i dopóki sami Polacy się nie zmobilizują , nie wezmą spraw w swoje ręce, dopóty w tym marazmie będziemy tkwić, a to kiedyś bardzo boleśnie odbije się nie tylko na nas, ale i na przyszłych pokoleniach, bo okazuje się, że zaciągnięty przez PIS dług w biliony już się przekształca i kiedyś trzeba będzie ten dług spłacić. Tymczasem rząd radośnie nadal nas zadłuża, musi spłacić się przecież Kościołowi, a głównie Rydzykowi. którzy im to poparcie spreparowali – tak spreparowali perfidnie, podstępnie działając szczególnie ma tych ortodoksyjnie wierzących, niestety reszta polskiego społeczeństwa ponosi tego skutki.
Również mafijna rodzina klasy rządzącej jest też coraz bardziej pazerna i coraz silniej upomina się o swój udział w łupach.
Pomyśleć, że jeszcze niedawno Kaczyński ostro ganił nepotyzm i kolesiostwo, które miało występować w poprzednich rządach. Może i wtedy również były obsadzane „swoimi” ważne stołki w rządzie i przede wszystkim w spółkach, które przynoszą zasiedziałym tam wspaniałe zyski, ale jakby nie patrzeć w spółkach zasiadali jednak na ogół osoby kompetentne, znające się na powierzonych im obowiązkach. a nie jak teraz całkiem przypadkowi „fachowcy” od siedmiu boleści.
Co prawda Ambasadorowie świata występują co jakiś czas z petycją w sprawie obrony praw człowieka, łamanych w Polsce, niestety taki apel spływa po naszych rządzących jak woda po gęsi, uważają, że jest to przesada, nawet vice minister Wójcik powiedział ostatnio, że nikt w Polsce nie jest prześladowany z powodu LGBT – czyli w bezczelny sposób zaprzeczają oczywistej i całkiem jawnej prawdzie, wystarczy popatrzeć, jak kończą się wszelakie manifestacje siłowo tłumione przez policję, która teraz występują w roli zbrojnego ramienia armii rządu, podobnie niestety, jak kiedyś taka siłą było ZOMO.
Ale na razie taką Polskę mamy jaką mamy i można tylko liczyć na rażące błędy rządzących, którzy kiedyś już naprawdę nie będą mieli czym ludzi przekupywać ( kiedyś kasa dno osiągnie przecież) i wreszcie lud zrzuci opaski z oczów i popędzi tych szkodników w siną dal.
Ech, po co ja ciągle o tym samym piszę, skoro i tak nic się na razie nie zmienia?

Na dworze zimno i nieprzyjemnie, ale trzeba się przemóc i w świat wyruszyć. Szkoda tylko, że te dnie robią się co raz krótsze.
Dostałam dzisiaj już tę przesyłkę, na którą czekałam, niestety nie jest to tako kocyk, jak poprzedni, raczej rodzaj takiej maty do podgrzewania prześcieradła, zastanawiam się, czy nie odesłać….. muszę jeszcze sprawę przemyśleć . Jest jakiś taki sztywny i całkiem nieporęczny, chyba tym razem zły zakup zrobiłam.
No nic miłego wtorku życzę

niestety…..

Niestety życie składa się nie tylko z samych radosnych wiadomości.
Wczoraj przyszła do mnie ta zła wiadomość o śmierci mojego dobrego Znajomego – Irka. Miał tylko 63 lata…. był co prawda dosyć schorowany, ale kres przyszedł zupełnie z innej strony, niż dotychczasowe choroby, których trochę jednak miał. Po prostu tym razem wątroba odmówiła mu posłuszeństwa – pewnie choroba czaiła się od pewnego czasu, ale nie dawała aż takich niepokojących objawów, teraz wystarczyło tylko 10 dni żeby Go pokonać.
Lubiłam Irka, mimo, że nie miałam ani z Nim ani z Jego żoną częstego kontaktu, ot tylko takie telefoniczne rozmowy „co słychać”
Irek bardzo pasjonował się fotografiką, z Jego rąk powstawały piękne fotograficzne obrazy kwiatów i pejzaży z Krakowa, które zamieszczał na swojej stronie na YouTubie. Co prawda ostatnio Jego nogi odmawiały mu posłuszeństwa, nie mógł już ze swoim aparatem biegać do Ogrodu Botanicznego, czy po okolicach Krakowa, by w swoich kadrach zatrzymać piękno, które go zachwycało, ale wciąż jeszcze montował swoje filmiki, którymi z nami chętnie się dzielił.
Kto mi teraz w moje Imieniny będzie przesyłał takie piękne melodyjne życzenia????
Bardzo smutna to dla mnie wiadomość, jestem całym sercem z Basią, Jego żoną, z którą stworzyli naprawdę wspaniałe, kochające się i zgodne małżeństwo, które mimo długiego stażu spacerowało trzymając się za rączkę, jakby dopiero co byli narzeczonymi – zawsze mnie to bardzo rozczulało. Był Kochanym Ojcem i Kochanym Dziadkiem, mimo swoich licznych zdrowotnych kłopotów zawsze się uśmiechał i tryskał dobrym humorem, którym potrafił innych zarażać.
Żegnaj Irku!!! To bardzo smutne, że musiałeś już odejść, gdy jeszcze tyle dobra było przed Tobą, gdy byłeś tak potrzebny swojej Rodzinie, gdy jeszcze tyle fotograficznych pasji mogłeś w sobie rozwijać……… ŻEGNAJ 😦

Życie nie jest jednak sprawiedliwe – odchodzą dobrzy ludzie, gdy tymczasem los wynagradza zło tym, którzy go sieją i przelewają na innych.
Na pewno wiecie, o kim myślę, niestety nie przychodzi na te osoby żadne opamiętanie, nadal czują się panami tego świata, bezczelnie rozpychają się łokciami w naszej rzeczywistości i starają się narzucać nam swoją wolę, chcą nas całkowicie podporządkować swoim chorym pomysłom. Niestety, niektórzy dali się podporządkować, bo zostali przekupieni, lub ogłupieni, inni już w beznadziejnym geście opuścili swoje ramiona, nie widzą żadnych perspektyw w tej nierównej walce, bo niestety trzeba by było używać podobnych jak przeciwnicy nieczystych argumentów.
Niestety Polska tonie……

Poniedziałek wstał w typowej jesiennej pogodzie, chłodno, mokro, nieprzyjemnie. Już trzeba niestety w cieplejsze ciuchy wskakiwać, parasol brać do reki ……… akurat to ta niedobra osłona jesieni, ale podobno jeszcze trochę ocieplenia i słonka powróci.
I bardzo dobrze, bo już zastanawiam się na włączeniu mego ogrzewania w mieszkanku, co niestety będzie się wiązało z wydatkami i to nie małymi na prąd – podobno ma wydatnie podrożeć.
W tych mieszkaniach, gdzie jest ogrzewanie miejskie, kaloryfery już grzeją, ale mają się dobrze, nie musza siedzieć w chłodnym mieszkanku, tak jak ja.
Ale na razie jest tylko chłodnio, gdy będzie zimno będę musiała piece włączyć, nie będzie innego wyjścia, bo przy tym moim schorowanym kręgosłupie nie mogę sobie pozwalać na marznięcie, nie mogłabym się potem ruszać, gdy kręgosłup zimno otuli.
Niestety mój kocyk elektryczny odmówił mi już posłuszeństwa, ale właśnie zamówiłam sobie nowy kocyk, może jutro mi go dostarczą i znów będę mogła do ciepłej pościeli wskakiwać, może i mój kręgosłup trochę mi odpuści?
Życzę przyjemnego mimo nie najlepszej pogody tygodnia i udanego całego tygodnia