31 lat temu,właśnie 2 września ,mniej więcej o tej porze,czyli około 7-mej rano mój Tatuś przyszedł do mnie z ogromnym grymasem bólu na buzi,z ciężkim oddechem i ze słowami "Ewa,to już koniec,ja już nie będę żył".
To był zawał serca.
Mimo natychmiastowej pomocy lekarskiej,pomimo ,ze został przewieziony prawie natychmiast karetką reanimacyjną do szpitala,gdzie podjęli bardzo intensywną reanimację ( nawet masaż bezpośredni na otwartym sercu) Tatuś zmarł około godz 9.30
Świat wtedy zawalił mi się po raz pierwszy w życiu.
Co prawda w wieku 10 lat straciłam już Mamę,ale wtedy miałam zaledwie 10 lat,dziecko inaczej odbiera śmierć bliskiej osoby i nie zostałam całkiem sama,byłam otoczona miłością mego Taty i kochanej Babci.
A teraz zostałam sama na wielkim i drapieżnym świecie.
W dodatku moja siostra, z którą mieszkałam zachorowała poważnie (następne 10 miesięcy przeleżała w różnych szpitalach)w domu były jej małe dzieci ( no i szwagier),ktoś musiał się nimi zaopiekować……
I tak jakoś te 31 lat minęło na pracowitym moim życiu,w zgodzie z Rodziną, jakby to było wczoraj.
Tatusiu,niepotrzebnie martwiłeś się kiedyś ,jak ja sobie kiedyś w zyciu sama poradzę.
Zostałam sama,nie mam własnej rodziny ale mam wspaniała Rodzinę Siostry i Brata,których poprostu KOCHAM.
I wcale nie żałuję żadnego swojego kroku w dotychczasowym życiu.
