Wreszcie odpoczynek.
To znaczy jestem jeszcze godzinkę w przychodni,ale co miałam zrobić,zrobiłam.
Pustka,cisza,tylko Radio Zet mi gra….
A potem spacerek do domu,i…
no tak,akurat zaraz trzeba bedzie iść spać.
Ech życie !!!!!!
To jest ten "krótszy" tydzień spania dla mnie teraz.
O 6.40 przyjedzie po mnie Jacek.
A rano tak szybko czas leci….
A mam jeszcze sporo do zrobienia,ale oczywiście na moment do internetu musiałam wejśc
Uzależniona?????
Pozdrawiam wszystkich pracujących i nie pracujących życząc im wesołego tygodnia.
Mój będzie bardzo urozmaicony,ale o tym w kolejnych dniach.
Niesamowite.
Minęła prawie cała niedziela,a ja nie dokonałam rytualnego wpisu do mojego bloga.
Właściwie na niczym ta niedziela mi zeszła,na totalnym nieróbstwie.
Jedyne co zrobiłam, to usmażyłam sobie na obiadek rybkę(…a jednak) i wsadziłam pranie do pralki.
No i dobrze
Teraz się wypierze i trzeba rozwiesić.
Ale ściema,przeciez to żadna robota.
Rytuału wpisu dokonałam
Mogę spokojnie odpoczywać nadal.![]()
Było i minęło
Zastanawiam się,czy to była niebo w gębie???
A może raczej była to gęba w niebie??
Lokal u tych aniołków przyjemny,siedzieliśmu w oranżerii,gdzie kanarki swoimi
trelami uprzyjemniały nam posiłek.
Nie obeszło się oczywiście bez mojego ulubionego napoju
Niestety nie było soczku imbirowego,musiałam sie wiec zadowolić malinoą wkładką do mojego piwka.
Ale i tak było wspaniałe.
Na początku podali nam "czekadełko" -ciemny chlebuś a do tego masełko czosnkowe z ziołami.
Majka popierała moją firmę (tam dostarczamy właśnie rybki) i zamówiła pstrąga z rusztu,my z Maćkiem wcząchnęlismy po szaszłyczku.
Po obiadku poszliśmy do "Literatów" na pyszną ajerkoniakową kawusię i torcik literacki.
No tak,co prawda wybyło troszkę kasy z kiesy,ale za to przybyło parę centymetrów w bioderkach.
Czyli w sumie : BILANS POZOTAŁ NA ZERO !!!!
Nie żałuję…
To była naprawdę wspaniale spędzona sobota
Dzisiaj mam troche bieganiny,aż dwa urzędy muszę załatwić,zanim dotrę do pracy na Żabiniec do Przychodni
I to wszystko niestety jest w różnych i oddalonych od siebie miejscach,więc bardzo dzisiaj muszę się spieszyć,czego z reguły nie lubię.
No i tak ciągle się zastanawiam,co dla mnie będzie lepsze,pracować u tych rybek,czy nie pracować?….
Praca jest fajna,bardzo mi się podoba i wydaje mi się,że bardzo sie w nią zaangażowałam,ale…
To ciągłe czekanie na to co będzie,czy jednak uznają,że się nadaję, czy nie,strasznie mnie dołuje.
Właściwie jeszcze nie wykonuję wszystkiego,co do mnie należy,nie wykonuję sama telefonów do Klientów,co było w założeniu mego stanowiska pracy,przyjmuję narazie zamówienia od naszych przedstawicieli,ciągle się ucząc i ucząc…
Niby oczekują odemnie samodzielności,równocześnie nie dopuszczając mnie do samodzielnych kroków,w tym wypadku do rozmów z Kientami.
No i to jest właśnie ta kwadratura koła 
Więc jak mam sie wykazać,czy sie do tej pracy nadaję?
Zauważyłam,że cholernie mi na tej pracy zależy.
Może dlatego,że pracuje tam taki młody zespół ,czuję się jakbym zaczynała pierwsza pracę w swoim życiu?
Czas pokaże……okres próbny trwa 3 miesiace.
Jeden już mam za sobą.
Muszę się jeszcze bardziej zmobilizować.
Ambicja nie pozwala mi zrezygnować
Będę walczyła do końca.
Dziwne rzeczy ostatnio się dzieją kołomnie.
Jakby jakieś nadprzyrodzone siły działały,naprawdę!!!!
Wczoraj wychodząc z domu zostawiłam w pokoju ,w miejscu jak zwykle moje ukochane granatowe pantofelki……..wcięło je.
Nie ma nigdzie,szukałam w pokoju i w przedpokoju,wyszły…..nie wróciły.
Nastawione video (sprawdzałam poprawność nastawienia) wyłączyło mi nagranie
prawie w połowie mojego ukochanego serialu "Klan"-no i teraz nie wiem,co Agnieszka wymyśliła za podstęp z tym szefem agencji modelek.
Ale najbardziej dziwna rzecz zdarzyła misię dzisiaj rano
MÓJ BUDZIK ZASPAŁ……
Nastawiłam budzik w komórce na godzinę 6.00 ,a zaalarmowł dopiero o 6.20 !!!
Nie wierzyłam,kilkakrotnie sprawdzałam nastawioną godzinę-jest poprawna godz 6.00.
Więc przyznam,że zaspałam,to znaczy obudziłam się sama w odpowiedniej godzinie,ale uznałam,że skoro alarm nie dzwoni, jest jeszcz czas…..
Czyżbym przesunęłą się w czasoprzestrzeni??
Zupełnie,jakbym znalazła się nagle w Trójkącie Bermudzkim…… 
Hm,nie wiem co o tym wszystkim sądzić……
Zaliczyłam dzisiaj aż trzy prace.
Byłam rano w przychodni (nawet zdjecia rtg robiłam) ,potem pojechałam do szpitala,gdzie musiałam się uporać z porządkami w szafie ( nie było tak źle),potem pojechałam do moich rybek.
Wszystko udało się,dzięki pomocy Magdy,która przede wszystkim udostępnila mi swoje auto ( no nie ,oczywiscie,że to ona była kierowcą)
Smutne było wyjście z Pracowni Rtg……
Nie obracałam się za siebie.
Tylko pożegnanie z Anią było smutne.
Obu nam w oku łza się kręciła….
Nawet wizja podwójnej odprawy ( emerytalnej i likwidacyjnej) nie osłodziła mojego bólu.
Ale tak musiało być…….
Tak,czy siak musiałabym z tego szpitala odejść.
Ale zawsze mogłabym była tam wracać,a tak????
Została mi pamiątka…radio Sony….. 
Patrzę na niego i zatrzymuję w pamięci resztkę sentymentu……
Te 21 lat mojej pracy tam,te lata gdy chodziłam tam jeszcze jako dziecko w odwiedziny do mojego Ojca,który tam też pracował.
Wspominam koleżanki,które juz na zawsze od nas odeszły-Danę i Czesię.
I te osoby,z którymi pracowałam.
Przeszło 20 lat….to szmat czasu….