Boję się…….

A jednak mała,czyli Gabrysia, przyjęta jest na cały etat,nie na pół ,do zmiany ze mną,jak pierwotnie myślałam.

Póki jest jeszcze zielona jest ok,ale potem…..

Boję się……

Czarno widzę przyszłość swą w Kalmarze…

Ona młoda,prężna,ja już niestety wiekowa…..

A ja już myślałam,że po przejściach w szpitalu ,mam wszelakie zawodowe dylematy za sobą…

Nic bardziej mylnego…….

Mogę pewnego dnia usłyszeć:

"Pani już podziękujemy"

i co wtedy???

Pożyjemy,zobaczymy.

Podobno sieję okropne zamieszanie wokoło siebie.

Aferzystka ze mnie?

Ja tam wolę mieć rękę na pulsie…

Na wszelki wypadek!!!!!!!!!!!!!!

PS.Chociaż to nie wiele pomoże……

znowu poniedziałek !!!!!!!

Dospać nie mogę,czy jak z tego szczęścia,że po leniwych dwóch dniach do pracy już idę?

W dodatku przedemną ten cięższy tydzień,to znaczy popołudniu jestem na Żabińcu,gdzie zawsze większy ruch i więcej roboty.

Może powiem tak,więcej nerwowego krzątania się ,bo i rejestrację mam pod swoją pieczą i ewentualne odpowiedzialność za pobierane opłaty ,no i oczywiścię robię jeszcze wszelakie zdjecia rtg,także  pomagam przy rentgenowskich badaniach  kontrastowych.

No i odbieram masę telefonów,np. typu: "Słucham Centrum Medyczne Żabiniec-czy tu Centum Medyczne Żabiniec?"……..

"bo ja mam takie pytanie do pani"………

Ech!!!!! Bez nerwów!!!!!

Odpowiednia osoba, na odpowiednim miejscu.

Ale pracuję i obym jak najdłużej pracować mogła.

Bo sił widzę coraz mniej.

No chyba,że pomału staję się leniwa????

Nie narzekam,roboty tam mam wtedy całkiem sporo ( bo gdy jestem rano ,teoretycznie obchodzi mnie tylko robienie zdj.rtg.,a rejestracją zajmuje się wtedy Jadzia)

Czasami tego latania jest całkiem sporo,tak,że około 18 jestem już całkiem wypluta.

Ale cóż,za darmo nie płacą przecież……..

A mam pewne zamierzenia….

Mało realne,ale zawsze marzenie (czemu nie pomyślałam o tym jakieś 10 lat temu?????-może teraz juz za późno na realizację takich marzeń????)

Ciiiiii……

Więc zaczynam następny tydzień,może przeszkodą jest trochę mroźna pogoda,ale już tak nauczyłam się narzekać,że strach.

Nie ma wygód,życie to nie same przyjemności przecież….

Nawet ta podróż do i z  Kalmara jest bardziej uciążliwa………

Życie to nie małmazyja,ą ciężka walka o przetrwanie, w jako takich warunkach,do których należy się przystosować.

Więc już od 4-tej rano się przystosowuję…..

Myślę,że jakoś uda mi się przezimować,a na wiosnę już lepiej to wszystko będzie wyglądało.

Te głupie 3 miesiące jeszcze cięższe przedemną.

Kto wie,co los przyniesie…..

Póki co  zbieram się  pomalutku do roboty,bo bez pracy nie ma kołaczy

i  okropnie  w sumie jest nudno.

Miłego dnia i miłego tygodnia

Byle do wiosny !!!!!!!!!!!