popołudnie u rybek

Ale fajnie,sama w pokoju,ciepło,pracę narazie mam,więc się nie nudzę.

I nie musiałam się dzisiaj dzielić ani biurkiem,ani komputerem-mała szkoliła się dzisiaj  w dziedzinie kasowości.

DALEKO OD MOJEGO BIURKA !!!!!

Ale fajnie jest usiąść spokojnie na swoim miejscu.

Więc  popracowałam troszkę,zrobiłam trochę wpisów,a teraz..

właśnie zrobiłam sobie mała przerwę na wpis do mojego blogu.

A bedę tu jeszcze napewno jedną godzinę.

I to by było na tyle.

A może jeszcze jakiś obrazek sobie wstawię na pokrzepienie ducha ???

O tak,takim samochodem mogę dzisiaj wracać do domu.

BYLEBY TYLKO KIEROWCA BYŁ PRZYSTOJNY !!!!!

A w Pińczowie dnieje…

W Krakowie jeszcze nie….

Jeszcze noc.

Ale i tak,jak na swoje możliwości długo dzisiaj pospałam.

Długo i dobrze…..

A co dobrego i nowego?

Wczoraj ominęła mnie wizyta księdza po kolędzie.Tak przypuszczałam,będe w pracy,gdy on nawiedzi nasz dom.

Trudno,Monika sama musiała sobie dać jakoś radę,tym bardziej,że nikt z nas nie wiedział,że wczoraj miała odbyć się ta wizyta-poprostu zawiadomienie od niej odebrała córka Moniki,Pola,karteczkę położyła gdzieś na stole nie informując o tym mamy.

Wczoraj Monika wraca wieczorem,a tu pod drzwiami ministranci,mówią,że ksiądz już, tuż obok.

Pełne zaskoczenie…..ciekawe,czy chociaż kropidło miała?

Napewno nie i nie wpadła na pomysł,że takie akcesoria są u mnie w szafce.

Gdyby dokładnie się rozglądała w czasie poszukiwań papierosów w mojej szafce,znalazłaby pewnie i kropidło.

Ale cóż…….

Napewno ksiądz sobie dał radę bez mojego kropidła……

Wczoraj wracałam autobusem z bardzo niemiłym kierowcą,opitolił mnie  ,że się spóźniłam ,wpadłam  na pętle w momencie,gdy już odjeżdzał,wcale nie miał ochoty się zatrzymać,dopiero własną piersią zmusiłam go do tego,żeby jednak i wpuścił mnie do autobusu.No i usłyszałam,że powinnam posługiwać się zegarkiem,że on o całą minutę (!!!)  przezemnie odjechał później,że powinnam wcześniej z domu wychodzić-ba a ja nie szłam z domu,tylko podrzucił mnie z Kalmara  na pętlę Jacuś swoim autem.

No cóż,kiedyś jechałam z bardzo miłym kierowcą(tym co się na kawę chciał umawiać),wczoraj z jakimś gburem,który zresztą jak słyszałam po drodze jeszcze kilku innych pasażerów pouczał.

Widać  chłop miał ciężki dzień…….

Ja też nie łatwy,bo w Kalmarze musiałam z młodą walczyć o pracę…..

Przyznaję,że już mała   całkiem nieźle orientuje się w tych wpisach,a że siedzi do 16 nie bardzo co mam od 14 robić…..

Znów się martwię.

Może się zmieni,gdy ona dostanie swój komputer?

Narazie walczymy na jednym wspólnym,co nie jest wcale łatwe,bo czuję się,jakby na siłe odbierali mi moje narzędzie pracy.

Ech,miałam nie myśleć o tym,ale nawet moją działkę,czyli uzupełnianie dokumentów też już niestety wykonuje,czy jestem w takim razie tam jeszcze aby potrzebna? …..

No dobrze,zobaczymy,jak dalej sprawy w Kalmarze się potoczą…..

Narazie siedzę do 19 z minutami (ona dłużej,do 20,ale w końcu jest na całym etacie,nie na pół jak ja),ale jeszcze o 19 obdzwoniłam przedstawicieli,żeby nikt mi nic do zarzucenia nie miał,no i dlatego na ten autobus sie spóźniłam….

Koniec rozwazań,pora się do życia zabierać.

Przedemną śliczny zimowy i słoneczny dzionek….

Co prawda teraz jest -15  stopniowy mróz,ale ten w dzień,pod wpływem sloneczka nieco zelżeje i znowu może będzie tak ładnie jak wczoraj?

No to narazie,pa

PS dzisiaj mędze,bo mam ciężki poranek bez kawy,muszę sobie zrobić badanie na poziom cukru,a do tego muszę być na czczo.

Oj ciężko bez tej porannej  kawusi,ciężko…..