Jak poranna kawa,to tylko w swoim ukochanym kubeczku z napisami.
Dlaczego?
Bo w tym kubku właśnie kawa najwięcej mi smakuje.
Jest to kubek specjalny,bo kiedyś był kubkiem Maćka
(mojego siostrzeńca),wtedy,gdy tu jeszcze ze mną mieszkał.
Ale kiedy to było……..
już trzy lata mija,jak sie wyprowadzili.
I chociaż dostałam na imieniny nowy,ładny kubek z malwą, od Moniki,jakoś nie umiem z niego pić porannej kawy.
Herbatę owszem,ale poranna kawa to rytuał……..
A do tego potrzeba szczególnych akcesorii.
Więc codziennie,skoro świt przeszukuję kuchnię,gdyż czasami mój ukochany kubek tajemniczo znika……
Mam nawet pewne podejrzenia,ale o tym cicho sza.
Wszak krasnoludki są na świecie…….
No,ale dosyć o kawie,która już została zresztą do dna wypita.
Dzisiaj czeka mnie piesza przeprawa przez śnieżne zaspy, skoro świt,do przychodni,która muszę punkt ósma otworzyć.
Jeju,jakie tam było hasło??????
A propos, kawał:(czytać na głos,bo wtedy bardziej zrozumiały)
W czasie stanu wojennego podchodzi facet na przystanek i pyta stojącego tam drugiego faceta HASŁO?
coooo,pyta ten drugi, pytam HASŁO.
Czerwony kapturek odpowiada strożony ten drugi.
Nie,mówi pierwszy ,ja nie pytam o hasło. tylko czy autobus H jus sed…..( tu należy się zaśmiać hahahaha)
A ja już pędzę do łazienki……..
A potem czeka mnie "straszne brnięcie po zakopanych od śniegu chodnikach i jezdniach",bo jakoś nie słyszę charakterystycznego chrzęstu,towarzyszącemu odśnieżaniu przez dozorców chodników.
Ale mam zachcianki co?
Krasnoludki wszak jeszcze śpią
No to lecę…….
