to be or not to be

Jechać,czy nie jechać,oto jest pytanie.

Niby szata na zabawę kupiona,buty też.

Forsa wydana,więc….

Nawet wianek zamówiony,ale…

Właśnie to ale,które zawsze mi towarzyszy przed każdą tego typu imprezą.

Chyba jednak wstydzę sie swojej…postury.

Dzisiaj z przerażeniem patrzyłam na  siebie w lustrze.

No cóż,podrywać nie jadę,bo i tak nie ma tam kogo poderwać,

tańczyć i tak nie będę,bo niestety już nie te nogi więc..

A tak pięknie śpiewała Irena Kwiatkowska:

Nogi,nogi roztańczone nogi…… 

Zawsze potem jakieś kompleksy mi tylko przybywają…..

powiedzmy sobie prawdę prosto w oczy

JESTEM GRUBA !!!

Naprawdę gruba !!!!!

I co najgorsze nie umiem sobie z tym skuteczne poradzić.

Więc w co bym się nie ubrała ,jak laska wyglądać nie będę już nigdy ( no ,nigdy też i tak nie wyglądałam – to inna sprawa)

Jak np taka Claudia Schiffer czy inna modelka.

Trudno.

Świat nie składa się tylko ze samych modelek.

To wiem,ale..

znowu  to ale….

A może ja poprostu lubię siebie katować??

JESTEM JAKA JESTEM…

I JUŻ SIE NIE ZMIENIĘ.

Co wcale nie znaczy,ze dylemat jechać czy nie jechać został całkowicie rozwiązany.

Nie wiem jeszcze……..

HAHA,NARAZIE PÓKI CO ZAJADAM PĄCZKA.

ZAWSZE BYŁAM NIEPOPRAWNA

MRÓZ

A CO TO JEST MRÓZ?????

to piękny malarz na okiennych szybach,to piękny rzeźbiarz na gałązkach drzew…..

Rzeźbi wszystko,co mu pod jego ręce wpadnie…..

Krople spadającej wody przemienia w lodowe cacko

I przyznać trzeba,że bardzo kunsztownie mu to wychodzi.

Prawdziwy artyzm wychodzi spod jego dłuta…..

Prawda????

I może, a  raczej nie może ,ale właśnie dlatego,że jest to jego produkt uboczny,nie jest przez ludzi doceniany.

Uboczny?

Tak,bo jego głównym zadaniem jest mrozić wszystkich i wszystko,robić ludziom na złość,dmuchając lodem prosto w twarz, szczypać w uszy,nos…

A to wcale ludziom się nie podoba,więc narzekają.

Taka już jest ta ludzka natura.

Piękna spoza swojego nosa ukrytego w ciepłym szaliku nie dostrzegają.

No dosyć mędrkowania.

Budzik dzisiaj nie zadzwonił,na całe szczęście obudziłam się sama prawie na ostatnią chwilę,czyli o 5.45.

Miałam dokładnie pół godziny na szybciutkie zebranie się,nawet kawy nie zdążyłamn sobie zrobić.

Jacek dzisiaj wymyślił sobie inną autkiem   trasę do pracy,po drodze musieliśmy jeszcze zabrać Baryłke,więc zjeżdżaliśmy potem z jakiejś okropnie oblodzonej i dosyć spadzistej wiejskiej górki-przyznam,że byłam cała mokra,gdy auto tańczyło na koleinach.

Na całe szczęście dojechałam w jednym kawałku,w dodatku całym kawałku.

Ale się boję o swoją…….hihi..

Temperatura na polu też jakby nieco zelżała,jest niecałe 20 stopni na minusie.

Nie wiem,czy się już zdążyłam jednak przyzwyczaić do tych minusowych temperatur,czy czuć tą minimalną  zmianę  rzeczywiście???

W pokoju biurowym też nieco cieplej,bo całe +8 stopni hahah.

No to znaczy,że rzeczy mają się ku lepszemu.

I o to chodzi.

Idę na kawusię poranną -NARESZCIE.   

A potem ostro zabieram się do roboty.

PS z powodu tego zaspania, blog musiałam dzisiaj w pracy uzupełniać.

Mam nadzieję,że będzie mi to wybaczone…w niebie hihi.