ciągle to samo

Dzisiaj znowu ten koszmarny czwartek.

Obawiam się,że w przychodni dzisiaj popołudniu  będzie spory zamęt,jako,że wczoraj nie było badań komputerowych,więc dzisiaj nadrabiamy zaległości.

A,że jest sporo przywozów karetką,czuję,że sobie trochę dłużej posiedzimy.

No i znowu spotkanie z tym koszmarnym Kaziem W.

Ale przynudzam……

Sama jestem koszmarna,od rana narzekam tylko….

ale o czym można pisać co rano,jak nie o tym samym?

Przeważnie o pogodzie….. a dzisiaj  ciut lepiej,jeżeli chodzi o mróz.

No, jest coś przynajmniej  na plus w moim blogu.

Nie,nie temperatura,ta jest nadal minusowa,ale "tylko" -11,5 C na termometrze.

PHI,co to jest taka temperatura !!!

W poniedziałek i wtorek to dopiero było mroźnie.!!!

A dzisiaj,pesteczka….

E…..idę sobie do pracy   

i koniec wpisu na teraz….. przynajmniej………

Ps.Uliczku,o spełnieniu tej misji, przez Ciebie mi podanej, muszę poważnie pomyśleć.!!!!!!

to be or not to be

Jechać,czy nie jechać,oto jest pytanie.

Niby szata na zabawę kupiona,buty też.

Forsa wydana,więc….

Nawet wianek zamówiony,ale…

Właśnie to ale,które zawsze mi towarzyszy przed każdą tego typu imprezą.

Chyba jednak wstydzę sie swojej…postury.

Dzisiaj z przerażeniem patrzyłam na  siebie w lustrze.

No cóż,podrywać nie jadę,bo i tak nie ma tam kogo poderwać,

tańczyć i tak nie będę,bo niestety już nie te nogi więc..

A tak pięknie śpiewała Irena Kwiatkowska:

Nogi,nogi roztańczone nogi…… 

Zawsze potem jakieś kompleksy mi tylko przybywają…..

powiedzmy sobie prawdę prosto w oczy

JESTEM GRUBA !!!

Naprawdę gruba !!!!!

I co najgorsze nie umiem sobie z tym skuteczne poradzić.

Więc w co bym się nie ubrała ,jak laska wyglądać nie będę już nigdy ( no ,nigdy też i tak nie wyglądałam – to inna sprawa)

Jak np taka Claudia Schiffer czy inna modelka.

Trudno.

Świat nie składa się tylko ze samych modelek.

To wiem,ale..

znowu  to ale….

A może ja poprostu lubię siebie katować??

JESTEM JAKA JESTEM…

I JUŻ SIE NIE ZMIENIĘ.

Co wcale nie znaczy,ze dylemat jechać czy nie jechać został całkowicie rozwiązany.

Nie wiem jeszcze……..

HAHA,NARAZIE PÓKI CO ZAJADAM PĄCZKA.

ZAWSZE BYŁAM NIEPOPRAWNA

MRÓZ

A CO TO JEST MRÓZ?????

to piękny malarz na okiennych szybach,to piękny rzeźbiarz na gałązkach drzew…..

Rzeźbi wszystko,co mu pod jego ręce wpadnie…..

Krople spadającej wody przemienia w lodowe cacko

I przyznać trzeba,że bardzo kunsztownie mu to wychodzi.

Prawdziwy artyzm wychodzi spod jego dłuta…..

Prawda????

I może, a  raczej nie może ,ale właśnie dlatego,że jest to jego produkt uboczny,nie jest przez ludzi doceniany.

Uboczny?

Tak,bo jego głównym zadaniem jest mrozić wszystkich i wszystko,robić ludziom na złość,dmuchając lodem prosto w twarz, szczypać w uszy,nos…

A to wcale ludziom się nie podoba,więc narzekają.

Taka już jest ta ludzka natura.

Piękna spoza swojego nosa ukrytego w ciepłym szaliku nie dostrzegają.

No dosyć mędrkowania.

Budzik dzisiaj nie zadzwonił,na całe szczęście obudziłam się sama prawie na ostatnią chwilę,czyli o 5.45.

Miałam dokładnie pół godziny na szybciutkie zebranie się,nawet kawy nie zdążyłamn sobie zrobić.

Jacek dzisiaj wymyślił sobie inną autkiem   trasę do pracy,po drodze musieliśmy jeszcze zabrać Baryłke,więc zjeżdżaliśmy potem z jakiejś okropnie oblodzonej i dosyć spadzistej wiejskiej górki-przyznam,że byłam cała mokra,gdy auto tańczyło na koleinach.

Na całe szczęście dojechałam w jednym kawałku,w dodatku całym kawałku.

Ale się boję o swoją…….hihi..

Temperatura na polu też jakby nieco zelżała,jest niecałe 20 stopni na minusie.

Nie wiem,czy się już zdążyłam jednak przyzwyczaić do tych minusowych temperatur,czy czuć tą minimalną  zmianę  rzeczywiście???

W pokoju biurowym też nieco cieplej,bo całe +8 stopni hahah.

No to znaczy,że rzeczy mają się ku lepszemu.

I o to chodzi.

Idę na kawusię poranną -NARESZCIE.   

A potem ostro zabieram się do roboty.

PS z powodu tego zaspania, blog musiałam dzisiaj w pracy uzupełniać.

Mam nadzieję,że będzie mi to wybaczone…w niebie hihi.

GDYBYM….

GDYBYM KIEDYŚ UCZYŁA SIĘ  JEŹDZIĆ NA ŁYŻWACH!!!!!

to………

dzisiaj napewno łatwiej chodziłoby mi się po tych oblodzonych chodnikach.

Bo tu na Żabińcu, w drodze do mojej przychodni, to isnty horror.

To nic,że istne lodowisko,bo to prawdziwe, to przynajmniej gładka tafla,a tu  na chodnikach i jezdniach są górki i dolinki lodowe,można nie tylko się poślizgnąć,ale i potknąć o te lodowe nierówności.

I co z tego ,że to gdzie niegdzie posypane jest nawet piachem,skoro piach się i tak wywiewa,a lód pozostaje??

I tak dosyć mam trudności z chodzeniem,teraz przeżywam prawdziwą gehennę…….

Bo nawet jeżeli się wywrócę i złamię na ten przykład rękę,czy nogę,to nawet jeżeli będę skarżyła np.gospodarza domu,to nikt mi nie zwróci mojego cierpienia.

No i oczywiście nie mogłabym wtedy chodzić do moich ukochanych rybek 😦

Jednym słowem nie mam innego wyjścia ,niż UWAŻAĆ!!!!

A skoro już narzekam,to muszę nadmienić,że temperatura w biurze szlachetnego Kalmara  rano wynosi  +6 stopni,a jak wychodzę koło 13-stej około 15 stopni.

Siedzę w 3 swetrach,płaszczu i rękawiczkach( bo paluszki od klawiaturki marzną),Tak było wczoraj,dzisiaj rano znowu było tylko +7… i mimo ciepłych posiłków regeneracyjnych…..

SKUTEK JUŻ JEST,ZACZYNA JUŻ MI KAPAĆ Z NOSA I ZACZYNAM KICHAĆ  

A dopiero co pozbylam się poprzedniej infekcji.

A ja muszę być zdrowa!!!!

Za niedługo bal karnawałowy w Mikołowie.

Rybka Jadziulki

nic dodać,nic ująć….

Bo jak można piękno akwarium porównać np. z mroźnym dniem styczniowym??

Dzisiaj dalej siarczysty mróz,za oknem -22 stopnie brrrr……

A rybki ,ostatnimi czasy,  tak mi  są bliskie….

Szczególnie w tym tygodniu ,ranną porą……

Więc dziękuję Ci Jadziulko za zdjęcie  pięknej rybki i…serdecznie pozdrawiam.

A ja idę czynić swoją rybią powinność.

A potem dalej i dalej i dalej.

Dzień, jak codzień….

Napewno będzie udany,dla mniedla Ciebiedla Niej i dla Niego

Mroźny,ale udany.

Dzisiaj znów ma słonko ładnie przyświecać   

MNIAM

A na porządne zmarźnięcie…kapuśniaczek.

Mniam,taki pyszny,z mięskiem i boczusiem oczywiście.

Zdążyłam,przed wyjściem z Kalmara,no i dobrze,bo się porządnie wreszcie rozgrzałam.

No  cóż,jak weszłam rano do naszego biura w Kalmarze ,temperatura wynosiła…..+6 stopni.

Chyba trochę mało co??

Nie można było żadnych piecyków rozgrzewających włączać,bo zaraz siadały stopki.

No wiem,poprawnie mówi się bezpieczniki,ale wiadomo co co chodzi.

No i skutecznie sie rozgrzewałam herbatką z miodem i sokiem malinowym,kawusią,a na końcu własnie  tym wspaniałym kapuśniakiem.

Muszę trochę przestać dożywiać się w tym Kalmarze,bo coś podejrzanie za często mi gumka w majtkach pęka ostatnio

 hihii.

Od piątku już, drugi raz.

Szok.

Koniec.

Kłódka na lodówkę i już.

Fatalna noc

Tak porządnie spałam tylko do 12 w nocy.

Potem co chwilę sie budziłam,aż wreszcie o 3.45 wstałam niewyspana,wściekła,z bólem brzucha…….

I Tak rozpoczynam ten następny tydzień,trudniejszy dla mnie tydzień zdecydowanie,bo popołudniu w przychodni zawsze więcej roboty i bieganiny,niż rano,w dodatku jeszcze tydzień nieco dłuższy ,o pracujacą sobotę,ech.

Za oknem temperatura -21,stopni C,nikt po mnie pod dom dzisiaj nie podjedzie,muszę pomarznąć na przystanku MPK i denerwować się,czy zdążę na czas,aby gdzieś tam po drodze Jacek mnie odebrał…..

No i ten mróz mnie wprost przeraża i poraża….

Nawet kawy nie mogę na ten bolący brzuch wypić.

Czyli jednym słowem mam pod górkę na cały dzień,a może i dłużej…..

I chociaż lubię wyzwania,dzisiaj jednak jakoś to mnie wcale nie podnieca…

Ale cóż…..

Trzeba ubrać wszystko co mam najcieplejsze,czyli ubrać się na cebulkę i…..nie narzekać,bo nic to nie da.

Jest jak jest.

Kiedyś wszak wchodziłam do komory krioterapeutycznej,gdzie wytrzymywałam temp. rzędu -160 stopni.

Fakt,ze nieco krócej byłam w tej mroźni,ale za to w kostiumie kąpielowym.

Na szczęście nie muszę w nim dzisiaj latać po ulicy…..

A taka mroźna temperatura działa bodźcowo,nie będę przynajmniej taka rozklejona cały dzień.

Jak ten bodziec podziała,będę latała jak fryga.

I o to chodzi……

Powodzenia wszystkim przemarźniętym i nie…

Trzymajcie się cieplutko……

TŁUMACZENIE

Ten sen nie daje mi ( jednak ) spokoju.

Więc zaglądnęłam w sennik i….:

Lekarz – dobra nadzieja
Doktor – kłopot

Rudy – zawrzesz pożyteczną znajomość
Nagi ~ mężczyzna – strach i przerażenie
Nagi ~ mężczyzna ładny – dobre interesy

Jednym słowem  dla mnie dobra nadzieja,wszak będę miała jakiś kłopot,który napędzi mi nieco stracha,a nawet przerażenia,

ale zawrę  pożyteczną znajomość i zrobię na niej dobry interes.

hihi.

Biedny wieloryb..

Biedny wieloryb………

Nie udało mu się szczęśliwie do Atlantyku wpłynąć,po tym jak chciał wizytę kurtuazyjną królwej Elżbiecie  złożyć.

I mimo pomocy ludzi,którzy specjalny ponton do podróży mu sprawili i holowali go barkami,pomimo,że polewali go zimną wodą,niestety,ten duży,wspaniały ssak nie przeżył.

Pewno za dużo wstrętnej miejskiej wody popił w tej Tamizie,ale i tak dla niego dobrze,że nie wpadł do naszej Wisły,tam zaraz dokonał by żywota,nie zdążyli by nawet żadnego pontonu przygotowywać….

A teraz z innej beczki:

ŚNIŁ MI SIĘWYSOKI, POTĘŻNY I RUDY W DODADTKU ,LEKARZ-GASTROLOG,który CAŁKIEM NAGI wykonywał pacjentce gastroskopię,a ja jemu w tym badaniu towarzyszyłam.

Dziwne,nasz Grzesiu,czyli dr.M ,któremy niestety nieraz muszę towarzyszyć podczas takiego badania ,(nie lubię tego bardzo), gastroskopię wykonuje całkowicie ubrany.No i całe szczęście!!!!!

A poza tym nie jest ani rudy,ani taki wysoki….

Może i Grzesiu przystojny też jest,ale nie tak,jak ten rudzielec z mojego snu.

I to piszę z całą świadomością,nie dlatego,że był nagi…..

Miał bardzo sympatyczną i uśmiechniętą twarz.

Na dolne części  ciała rudego pana doktora nie spoglądałam ,z wrodzonej ,panieńskiej skromności…….

A swoją drogą,jakie dziwności człowiekowi potrafią się śnić……

Ale  nie miałabym nic naprzeciw, spotkać takiego rudasa w realnym świecie-na początku mógłby być nawet ubrany!!!!!.

A potem….ech…..

No cóż……mam przed sobą całą niedzielę,więc mnóstwo czasu,aby sobie…….pomarzyć.

TYLKO POMARZYĆ…………….   

Przecież rudzi nigdy mi się nie podobali….

PS.A za oknem znów napadało mnóstwo śniegu,bielusieńko i mróz – 18 stopni C trzyma.