Miłe rozpoczęcie weekendu

 Czy ktoś kiedyś jadł pączki upieczone przez Anię M???

MISTRZOSTWO  ŚWIATA!!!!!!

A B S O L U T N I E !!!!!!

Tak rozpoczęłam wczoraj weekend.

Asia-żona Marcina zaprosiła mnie do siebie po pracy na wspaniałe pączusie,upieczone przez jej mamę i na lampkę wina.

Pączki delikatniutkie jak puch,mięciusiętkie,wogóle nie tłuste,posypane cukrem puderm…..

No dobra,już nie przyznam się ,ile zjadłam tych pączków,bo byłby wstyd wielki,ale były takie przepyszne,że jestem rozgrzeszona.

Przynajmniej sama się z łakomstwa rozgrzeszam……….

Po tej "lampce"wina (też nie powiem ile, hihii) nawet całkiem mi się dobrze szło po tych zaspach (spory kawał Marzena mnie ,fakt ,podwiozła,ale potem trzeba było samej sobie radzić!!)

Wniosek taki więc wysuwam,żeby przeżyc tą zimę srogą należy …pić winko hihihi.

Co prawda po przyjściu do domu okazało się,że nie mam dostępu do internetu,więc na bieżąco nie mogłam się podzielić wrażeniami z pączkowej uczty.

Za to poszłam wcześnie spać,a z swoimi spostrzeżeniami zdążyłam się dzisiaj podzielić.

Bałam się co prawda,czy  aby na cały weekend nie zostanę pozbawiona netu,nawet w nocy,gdy się przebudziłam ,po 1-szej ,sprawdzałam-wtedy jeszcze  go nie było.

Na szczęście rano wszystko się "naprawiło" i jest ok.

A za oknem ciagle pada śnieg,jest juz spora poducha śniegowa na chodnikach i na jezdniach  

Na szczęście nie muszę dzisiaj nigdzie specjalnie iść daleko,chyba,że po

zakupy…..

Co prawda mam zaproszenie do Aśki ( jej mama dzisiaj chrust piecze dla odmiany),ale to już zdecydowanie byłaby przesada.

Tak więć będę sobie zimową sobotę w domu.

Przynajmniej mi będzie ciepło…….

Temperatura: -8.1 °C

Gdzieś tam z dalekiej Rosji dopływa do nas fala okropnych mrozów…….

Synoptycy zapowiadają temperatury nawet ponad minus 30 stopni.

Jasne,z Rosji wszelakie dziadowstwo do nas zawsze napływa,więc  czemu  i mróz także

nie miał by napływać niby?????

Mam tylko cichą nadzieję,że albo synoptycy się pomylili (chociaż rzeczywiście w Rosji teraz mają niesamowicie niskie temperatury),

albo jakiś cud  nastąpi i fala zimna popłynie w drugą stronę.

Niech na ten przykład japończycy się martwią…..

To kraj o  największym rozwoju techniki w świecie,to i pewno z wielkimi  mrozami też sobie daliby  radę,zaraz by go zminiaturalizowali….hihihi.

Narazie,póki co, też mamy minusową temperaturę za oknem i to całkiem niemałą -8,

ale jeszcze da się żyć.

Na wschodniej  północy Polski i w Warszawie jest o wiele mroźniej

A w przyszłym tygodniu Synoptczyca w TVP wróżyła nawet w dzień około -20 stopni i to w całej Polsce……(właśnie podawali pierwszą prognozę pogody w "kawie czy herbacie)

Będę sie tym martwiła później…..

Co prawda jutro (chyba)też idę do pracy "na troszkę",może jednak  jeszcze nie zamarznę?

Magda w internecie wczoraj  wynalazła dla mnie całkiem fajne autko-micrę,ale co z tego,skoro po pierwsze jest już ona przez kogoś zarezerwowana ( bo cena 6.000 była okazjonalna jak na roczne auto,prawda?),a po drugie niby jak miałabym nim jeździć???

Nie,ja się już nie nadaję do kierowania żadnym pojazdem,chociażby nawet miał być tylko rower……

Więc nadal będę popierała miejską komunikację,zresztą nie tylko,bo ostatnio korzystam też z prywatnych busików,a jak mam szczęście ,to i ktoś czasem biedną Ciotkę Ewę gdzieś tam ,kawałek chociaż ,autem podrzuci……

Nie każdy odrazu zmotoryzowanym  szczęściarzem się urodził…

Zresztą podróż busikiem nie jest taka najgorsza,chociaż często odbywa się ona w pozycji stojącej,co jest nieco uciążliwe,bo drogi tam są bardzo zakręcone,a i nie bardzo jest czego się w takim busiku trzymać…..

No i nawet przejście ten nieduży wprawdzie,ale jednak kawałek ,wiejską drogą, do najprzyjemniejszych w zimie nie należy,chociaż i w innych porach roku też nie należy do najbezpieczniejszych-może kiedyś jednak te pobocza z chodnikiem tam zrobią????

 

………No dobra,trochę sobie pomarźniemy ,jakoś to  moźe przeżyjemy

            a potem będzię wiosna i gębusia będzie  w końcu radosna…… 

PA PA….

Kawa story

Jak poranna kawa,to tylko w swoim ukochanym kubeczku z napisami.

Dlaczego?

Bo w tym kubku właśnie kawa najwięcej mi smakuje.

Jest to kubek specjalny,bo kiedyś był kubkiem Maćka

(mojego siostrzeńca),wtedy,gdy tu jeszcze ze mną mieszkał.

Ale kiedy to było……..

już trzy lata mija,jak sie wyprowadzili.

I chociaż dostałam na imieniny nowy,ładny kubek z malwą, od Moniki,jakoś nie umiem z niego pić porannej kawy.

Herbatę owszem,ale  poranna kawa to rytuał……..

A do tego potrzeba szczególnych akcesorii.

Więc codziennie,skoro świt przeszukuję kuchnię,gdyż czasami mój ukochany kubek tajemniczo znika……

Mam nawet pewne podejrzenia,ale o tym cicho sza.

Wszak krasnoludki są na świecie…….

No,ale dosyć o kawie,która już została zresztą do dna wypita.

Dzisiaj czeka mnie piesza przeprawa przez śnieżne zaspy, skoro świt,do przychodni,która muszę punkt ósma otworzyć.

Jeju,jakie tam było hasło??????

A propos, kawał:(czytać na głos,bo wtedy bardziej zrozumiały)

W czasie stanu wojennego podchodzi facet na przystanek i pyta stojącego tam  drugiego faceta HASŁO?

coooo,pyta ten drugi, pytam HASŁO.

Czerwony kapturek odpowiada strożony ten drugi.

Nie,mówi pierwszy ,ja nie pytam o hasło. tylko czy autobus H jus sed…..( tu należy się zaśmiać hahahaha)

A ja już pędzę do łazienki……..

A potem czeka mnie "straszne brnięcie po zakopanych od śniegu chodnikach i jezdniach",bo jakoś  nie słyszę charakterystycznego chrzęstu,towarzyszącemu odśnieżaniu przez dozorców chodników.

Ale mam zachcianki co?

Krasnoludki  wszak jeszcze śpią

No to lecę…….

spokojne popołudnie

Cisza i spokój opanowały "górne półki" Kalmara

Znów sama na włościach.

A działo się tu wcześniej,oj działo.

A jak smakowicie pachniało?

Dzisiaj serwował Wiesiu barszczyk iście po litewsku.

Czego tam w nim nie było:prócz jarzynek (oczywiście), chyba z 2 kg boczku,2 kg gotowanej wołowinki i 2 kg białej kiełbasy,oraz zasmażka na…smalcu.

I przyznać muszę,ze mimo,że dosyć tłuste to danie było i bardzo gęste( prawie eintopf),to nawet dosyć smakowite.Okazuje się,ze nie tylko Pascal jest świetnym kucharzem. 

Teraz tylko popijam herbatkę z cytrynką i sokiem malinowym.

Dla zdrowotności,chociaż przyznam,ze po takim obfitym obiadku ,pić też nieżle się chce.

I jak tu nie kochać pracy w Kalmarze??????

NO TERAZ WSZYSTKO SIĘ WYDAŁO……

 PS.ale pracowałam też dzisiaj solidnie….

Zwierzątkowo

Była kiedyś ,w moim dzieciństwie taka bajka o zwierzątkowie.

Nie pamiętam dokładnie tytułu,tym bardziej nie pamiętam autora bajki,ale pamiętam,że uwielbiałam,gdy rodzice mi tą bajkę czytali.

Dokładnie treści oczywiście nie pamiętam,ale wiem,że opisywała historię przeróżnych zwierzątek,którym bardzo często działa się jakaś krzywda.

Płakałam,gdy rodzice czytali mi tą bajkę,ale kazałam ją sobie, mimo to, bardzo często czytać.

I do teraz pozostała we mnie wielka wrażliwość na krzywdę wszelkich zwierzątek,psów.kotów,ptaków……..

Ta bajka jednak wywarła na mnie wielkie wrażenie i szkoda,że jest do tej pory zapomniana.

Nikt,kogo pytam,jej nie pamięta.

A szkoda……

A czemu o to mówię.

Dzisiaj w programie "kawa czy herbata" poruszana jest właśnie sprawa bajek lat dziecięcych.

Dodzwoniłam się na antenę i przypomniałam sobie te wspaniałe,cielęce lata

Ech.!!!

A teraz pora wracać do rzeczywistości

   

Też na  codzień mam przecież swoje zwierzątkowo.

Ha,coś w tym jednak jest !!!!!

A tyle znowu śniegu napadało ………

popołudnie u rybek

Ale fajnie,sama w pokoju,ciepło,pracę narazie mam,więc się nie nudzę.

I nie musiałam się dzisiaj dzielić ani biurkiem,ani komputerem-mała szkoliła się dzisiaj  w dziedzinie kasowości.

DALEKO OD MOJEGO BIURKA !!!!!

Ale fajnie jest usiąść spokojnie na swoim miejscu.

Więc  popracowałam troszkę,zrobiłam trochę wpisów,a teraz..

właśnie zrobiłam sobie mała przerwę na wpis do mojego blogu.

A bedę tu jeszcze napewno jedną godzinę.

I to by było na tyle.

A może jeszcze jakiś obrazek sobie wstawię na pokrzepienie ducha ???

O tak,takim samochodem mogę dzisiaj wracać do domu.

BYLEBY TYLKO KIEROWCA BYŁ PRZYSTOJNY !!!!!

A w Pińczowie dnieje…

W Krakowie jeszcze nie….

Jeszcze noc.

Ale i tak,jak na swoje możliwości długo dzisiaj pospałam.

Długo i dobrze…..

A co dobrego i nowego?

Wczoraj ominęła mnie wizyta księdza po kolędzie.Tak przypuszczałam,będe w pracy,gdy on nawiedzi nasz dom.

Trudno,Monika sama musiała sobie dać jakoś radę,tym bardziej,że nikt z nas nie wiedział,że wczoraj miała odbyć się ta wizyta-poprostu zawiadomienie od niej odebrała córka Moniki,Pola,karteczkę położyła gdzieś na stole nie informując o tym mamy.

Wczoraj Monika wraca wieczorem,a tu pod drzwiami ministranci,mówią,że ksiądz już, tuż obok.

Pełne zaskoczenie…..ciekawe,czy chociaż kropidło miała?

Napewno nie i nie wpadła na pomysł,że takie akcesoria są u mnie w szafce.

Gdyby dokładnie się rozglądała w czasie poszukiwań papierosów w mojej szafce,znalazłaby pewnie i kropidło.

Ale cóż…….

Napewno ksiądz sobie dał radę bez mojego kropidła……

Wczoraj wracałam autobusem z bardzo niemiłym kierowcą,opitolił mnie  ,że się spóźniłam ,wpadłam  na pętle w momencie,gdy już odjeżdzał,wcale nie miał ochoty się zatrzymać,dopiero własną piersią zmusiłam go do tego,żeby jednak i wpuścił mnie do autobusu.No i usłyszałam,że powinnam posługiwać się zegarkiem,że on o całą minutę (!!!)  przezemnie odjechał później,że powinnam wcześniej z domu wychodzić-ba a ja nie szłam z domu,tylko podrzucił mnie z Kalmara  na pętlę Jacuś swoim autem.

No cóż,kiedyś jechałam z bardzo miłym kierowcą(tym co się na kawę chciał umawiać),wczoraj z jakimś gburem,który zresztą jak słyszałam po drodze jeszcze kilku innych pasażerów pouczał.

Widać  chłop miał ciężki dzień…….

Ja też nie łatwy,bo w Kalmarze musiałam z młodą walczyć o pracę…..

Przyznaję,że już mała   całkiem nieźle orientuje się w tych wpisach,a że siedzi do 16 nie bardzo co mam od 14 robić…..

Znów się martwię.

Może się zmieni,gdy ona dostanie swój komputer?

Narazie walczymy na jednym wspólnym,co nie jest wcale łatwe,bo czuję się,jakby na siłe odbierali mi moje narzędzie pracy.

Ech,miałam nie myśleć o tym,ale nawet moją działkę,czyli uzupełnianie dokumentów też już niestety wykonuje,czy jestem w takim razie tam jeszcze aby potrzebna? …..

No dobrze,zobaczymy,jak dalej sprawy w Kalmarze się potoczą…..

Narazie siedzę do 19 z minutami (ona dłużej,do 20,ale w końcu jest na całym etacie,nie na pół jak ja),ale jeszcze o 19 obdzwoniłam przedstawicieli,żeby nikt mi nic do zarzucenia nie miał,no i dlatego na ten autobus sie spóźniłam….

Koniec rozwazań,pora się do życia zabierać.

Przedemną śliczny zimowy i słoneczny dzionek….

Co prawda teraz jest -15  stopniowy mróz,ale ten w dzień,pod wpływem sloneczka nieco zelżeje i znowu może będzie tak ładnie jak wczoraj?

No to narazie,pa

PS dzisiaj mędze,bo mam ciężki poranek bez kawy,muszę sobie zrobić badanie na poziom cukru,a do tego muszę być na czczo.

Oj ciężko bez tej porannej  kawusi,ciężko…..

optymizm w psymizmie

JAK DOBRZE WSTAĆ,SKORO ŚWIT,

SKOWRONKÓW ŚPIEW…..

zaraz,zaraz,to  ciągle nie ta pora roku ( przezemnie wypatrywana)

Ciągle za oknem zimowy pejzaż…..

No i świtu jakoś jeszcze nie widać,bo ciągle ciemno ……

No,niby już się rozjaśnia z lekka.

Temp.w tej chwili u mnie około  -6,3 stopni C,a w dzień też ma być minusowa

Jak to dobrze,że i dzisiaj swój katarek będę mogła sobie hodowac w domku.

Słonko dzisiaj leniwe i jeżeli wogóle wzejdzie i tak za chmurami będzie skryte.

Ech,co za pora roku.

Teraz tylko warto być młodzieżą i to forsiastą młodzieżą

Znowu mają ferie…….

Te lepiej urodzone spędzają je gdzieś na narciarskich stokach,szalejąc na nartach,sankach.

Te mniej…no cóż i dla nich łaskawa jest pora roku,bo wszystkie górki i pagórki ,na których leży śnieg,,będą oblegane przez maluchów.

Będą szczęśliwi ,bez kompleksów,że nie zjeżdżają akurat z Kasprowego…..

Kilka dni temu idąc na Żabiniec koło lokalnej górki widziałam malucha,no może miał 7-8 lat,który z dumną miną zjezdżał w dół…..

Satysfakcję z pomyślnego lądowania na nogach a nie na pupie było widać wyraźnie w jego oczach……

Ech te cielęce lata………

No i zanim doszłam do końca wpisu za oknem zrobiło się już całkiem jasno

MAMY ZATEM PIĘKNĄ NIEDZIELĘ.

Więc wcale nie jest tak źle.

Zestaw

trzynastego….wszystko zdarzyć się może…….

a jak w dodatku jest to piątek?????

Nie lubię takiego zestawu……..

Na szczęście następny taki zbieg cyfry 13 z dniem piątkowym będzie dopiero w październiku.

Ale póki co,jakoś ten feralny piątek przeżyć muszę……

A feeee,taka dorosła i taka przesądna,

a kto to widział???

Mogę,co najwyżej podjąć dodatkowe środki ostrożności,albo…

zapomnieć poprostu o dzisiejszej dacie i ………….

żyć jak w każdy normalny dzień.

Jest i dobra strona dzisiejszego dnia,po piątku następuje błoga sobota,dzień odpoczynku,nie powiem,że lenistwa.

No i bardzo dobrze,bo jakaś zmęczona się czuję.

W dodatku znowu złapałam katar,co dodatkowo negatywnie nastawia mnie do życia.

 ZNÓW kaszlę,smarkam,kicham…koniec świata……

Całkiem małoodporna jestem,zwłaszcza,że szczepiłam się przeciwko grypie.

Ach,która to juz infekcja w ciągu ostatnich 2-3 miesięcy????

Tak średnio mam  2 tygodnie spokoju i zaczynam od nowa chorować.

JUTRO  SIĘ WYKURUJĘ NAPEWNO.

Kupię kilogram cytryn,ze 4 główki czosnku,miód,sok malinowy…..

Po takiej mieszance napewno katarzysko przegnam na cztery wiatry.

Więc jutro……………

No to cel wytyczony,czekam na sobotę.

A narazie,póki jest jeszcze pracowity piątek,wybieram się popracować troszkę…………..