bo ja lubię tą pracę….

 

Za oknem deszcz…..

Odzwierciedlenie chyba mojej duszy.

Bo ciągle ten niepokojący ucisk w klatce piersiowej…

A taka pełna nadziei byłam jeszcze 24 godziny temu.

Wszystko pod kontrolą,więc skąd ten niepokój?

Te ciągłe zmiany mnie wykańczają.

Od wczoraj mój ulubiony Andrzejek nie pracuje w firmie.

Stracił pracę z dnia na dzień,fakt,widać zasłużył,ale już jest ktoś na  jego miejsce.

Nie ma ludzi niezastąpionych…….

Szkoda,naprawdę bardzo go lubiłam.

Potem ta cała wczorajsza afera…

Może rzeczywiście zbytnio histeryzowałam,ale….

Ja naprawdę lubię tą swoją pracę w rybkach.

a poza tym……

Z tego wynika,że im człowiek starszy,tym większy napływ ambicji…

No cóż……

Ewa,trzymaj się……

PS.Ale pracę w przychodni też lubię….

No cóż,pracocholiczka….. 

poranna opowiastka

Wstałam sobie rano o godzinę za wcześnie.

Wyprzedziłam budzik…….

Bo to jest ten "lepszy"tydzień,gdy mogę pospać sobie dłużej,nawet do 6-stej.

Ale cóż z tego,jak mój organizm źle sobie zakodował….

Więc wstałam,a co tam.

Po tych 2 dniach odpoczynku nawet lepiej rano, skoro świt się wstaje.

Popatrzyłam sobie przez okno ( no oczywiście że z racji wypalonego porannego papieroska),niby dalej zima jest,ale chodniki wyczernione,przynajmniej te kołomnie,pewnie niesamowicie śliskie….

Pewno tam na osiedlu będzie leżała cała masa śniegowa na jezdniach,nie wiem czemu,ale tam zawsze długo śnieg zalega.

Może tak szybko nie dosypie śniegu na nowo.Chociaż już nie wiem co lepsze,czy zwały śniegu,czy zlodowaciałe chodniki….

Kraków teoretycznie jeszcze śpi…

Kiedyś o tej porze dnia słychać było tylko szczęk roznoszonych butelek przez mleczarzy.

Ale to już przeszła epoka,

Nie ma mleczarzy,nie ma mleka w butelkach,teraz kulturalnie sprzedaje się go w sklepie w kartonach.    

Pamiętam jeszcze z lat dziecinnych,gdy Baba z Miechowa, przepasana chustami,w wielkich bańkach przynosiła nam 2 czy 3 razy na tydzień mleko……

To były czasy…fajne,bo  beztroskie to lata dzieciństwa były….

Teraz nikt już mleka do domu nie przynosi,samemu robi się zakupy w wielkich molochach-marketach,gdzie wysłupują z kieszeni biednego klienta ostatni grosz.

A po przyjsciu z zakupami do domu człowiek drapie się po głowie,na co właściwie tyle tej mamony poszło…..

Najlepiej kupować jak kiedyś ,w niedużym sklepie na rogu:chleb,mleko,cukier,mąka,czyli wszystko pod kontrolą.

Pieniądze też.

Pij mleko,będziesz wielki(a)

Póki co,zakupy większe dopiero za tydzień,dzisiaj drobiazgami się zadowolę,bo i żołądek po tych wszystkich dobrociach świateczno-noworocznych odpocząć w końcu musi….

Zresztą powracam do rzeczywistości,czyli rano przychodnia,popołudniu rybki,nie ma czasu na żadne zbytki…..

Normalny tydzień się zaczyna……

Więc trzeba pomału sie zbierac do pracy.

MIŁEGO PRAUJĄCEGO ROKU………..

MIŁEGO PRACUJĄCEGO MIESIĄCA………..

MIŁEGO PRACUJĄCEGO TYGODNIA………..

MIŁEGO PRACUJĄCEGO DNIA…………

MIŁEGO  

TYLE NAS CIEKAWEGO W TYM NOWYM ROKU CZEKA……….

OD POCZĄTKU

I WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ OD POCZĄTKU !!!!

Mamy Nowy,2006 rok….

a co przed nami?

napewno wiosna,do której ,zasypani  przez śnieg już napewno tęsknimy.

A potem piękne i ciepłe (!!??) lato-może uda mi się w tym roku gdzieś na te 2 tygodnie wyjechać?

To niedaleka przyszłość,a teraz na bieżąco?….

Cóż,jak zwykle praca,praca,praca.

Pod tym względem nic się nie zmieniło i mam nadzieję,że się nie zmieni.

No to 3,2,1….start 

Byle byśmy zdrowi wszyscy byli…

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2006 dla czytających ten blog,no i dla mnie samej też.