
Oj chłodno,niestety już pomału w Busku się robi.
Jesień nie daje za wygraną,rano mgły,wieczory bardzo już krótkie i..chłodne.
A jeszcze nie tak dawno,po przyjeździe tutaj,latałam z krótkimi rękawkami,a po kolacji witało mnie jeszcze słonko.
Teraz juz zmrok prawie zapada,tak więc coraz krótsze są posiaduszki papierosowe po kolacyjce,jak ja to mawiam,wentylacja płuc,czyli następny zabieg-inhalacja wieczorna.
Co nie znaczy wcale ,że w dzień nie przeprowadzam takiej inhalacji,nie można w końcu wszystkich nałogów naraz się pozbywać.
Dzisiejszy dzień już praktycznie się zakończył,dzisiaj,ani jutro nie idę już na tańce,mam dosyć przesiadywania po próżnicy na stołkach.
Pooglądam trochę,co ciekawego w sieci słychać,zaglądnę na mój ukochany polchacik,na extrafotkę i powędruję ….nie,spać jeszcze nie,może coś poczytam,może coś tam w TV pooglądam….
A,jeszcze muszę tylko do czegoś się przyznać:lody miętowe z czekoladą są wspaniałe.
Ech,nie muszę chyba reszty dodawać,ale w końcu to moje wakacje,mój urlop,więc tak w całkowitej ascezie nie mogę całe dwa tygodnie tkwić.
Mały "wyskok" jest nawet wskazany.
Dla zdrowotności…umysłu.
Zostało już niewiele dni do końca…
Jutro mam cały , pełny jeszcze zestaw zabiegów,w sobotę ostatnie kąpiele (siarkowe i w basenie) i ostatni masaż aqwa,a w niedziele czekam najpierw na spotkanie z Halusią,a potem na transport do domu.
Ale przyznać muszę,że odpoczęłam sobie całkiem przyzwoicie,tak więc radosna i zdrowa mogę w poniedziałek wrócić do swojej ukochanej harówki.
Mam nadzieję,że te wszystkie masaże,gimnastyki ,kąpiele i mrożenia wyjdą mi na zdrowie i będę miała przez następny rok spokój ze wszelkimi dolegliwościami,nawet katar mnie się nie będzie imał,po tych seansach w grocie solnej.
I o to przecież chodziło….