uzdrowiona



HURRRRA!!!!


Już jest całkiem ok z moim brzuchem,więc dzisiaj sobie „pozwoliłam” i na surowe jabłko i nawet na kawusię z mlekiem…


Jak szaleć,to szaleć…..


Żegnaj kleiku z ryżu,wracam do mojej kochanej diety.


A może nawet jutro odważę się usmażyć na oliwce te moje rybki,bo w południe jeszcze je gotowałam,(drugą część na jutro sobie pozostawiłam),dopiero popołudniu „zaszalałam”.


Odrazu też i humorek mi się poprawił zdecydowanie.


Dzisiaj zamówiłam w księgarni wysyłkowej 2 ksiażki kucharskie diety South Beach,jedną dla mnie,drugą jako prezent urodzinowy dla mojej siostry.


Wzięła się moja siostra ostro za dietę,to tylko z tej zazdrości wszystko,że tyle schudłam,ale mam za to wielką zasługę,bo i po niej widać,że  jej brzuszek nieco zmalał.


Żeby się sama nie musiała męczyć wymyślaniem, podaruję jej tą książkę,będzie miała przepisy już pod nos poddane.Tylko jeszcze gotowanie ją czeka.


Ale naprawdę tam jest takie mnóstwo wspaniałych przepisów, od przystawek po drugie dania i nawet desery,że warto tą ksiażkę mieć.


Bo w sumie to nie jest dieta,a sposób odżywiania,zdrowego odżywiania.


Nawet ten,kto nie narzeka na nadmiar kilogramów powinien takim odżywianiem się zainteresować,gdyż jest to dieta odpowiednia dla serca,przemiany metabolicznej,no ogólnie dla zdrowia.


Poza tym jest to bardzo smaczny sposób odżywiania się,naprawdę,mnie przynajmniej taka dieta bardzo odpowiada.


Szczególnie,że przy tym traci się trochę tych kilogramów……


Niespodzianka dla Ulika

jak ja kocham niespodzianki….

Wiem,że Ulik,który dzisiaj ma Imieniny codziennie zagląda na mój blog.

A tu czeka na nią niespodzianka-Imieninowy bez,który Jej ofiarowuję wraz z  milionem całusek.

………..

Bo gdzie można w październiku znaleźć bez??

Tylko na blogu u Ewelinki !!!!!

w sobotę nad ranem?-szok

 moje chmurki

Coś dospać nie mogę ostatnio,chyba przez te trzy dni choroby wyspałam sie na full,dzisiaj jak skowronek o 4 rano wstałam i…oczywiście po wypaleniu papieroska ( a fu,na czczo???,no nie,wypiłam pół kubka wody mineralnej) i zasiadłam do mojego komputera.

Tak coś mnie podkusiło sprawdzić dokladnie datę,kiedy po raz pierwszy wspomniałam o odchudzaniu.

No i sprawdziłam,to było 13 czerwca tego roku,czyli jestem na pernamentnej diecie 4 miesiące-trzeba powiedzieć,że bardzo wytrwała jestem i przez te 4 miesiące straciłam około 20 kg.Sporo,prawda?

A dokładnie ile ,to powiem w poniedziałek,jak na wadze stanę,bo przypuszczam, że ta grypa żołądkowa bardzo wydatnie przyczyniła się do straty moich kilogramów.Ano,zobaczymy,już nie mogę poniedziałku się doczekać!!!!

Jakby tak dalej poszło to za 4 miesiące bedzie luty i następne 20 kilogramów mniej?????

Akurat wtedy wypada Mikołów,no to wtedy już nikt mnie nie rozpozna……….

Byle wytrwałości mi pozostało.

Oczywiście,że teraz chudnie się już trochę wolniej,ale grunt,że ciągle w dół waga leci i tak już musi pozostać aż do moich upragnionej straty….50 kg.

A że pomału? No cóż,co nagle, to po diable.

Matko,co ja wypisuję ????? Szok.

Ale teoretycznie jest to możliwe,teraz trzeba teorię w praktykę zamienić i…

A swoją drogą ciekawe, jak nosi się ubrania np. w rozmiarze 42 ????

Do tego te moje 50 kg chyba mi nie wystarczy,ale ile w końcu potrafię schudnąć,nie wiadomo.Mój życiowy rekord do tej pory był 29 kg,ale wtedy byłam piękna i młoda.

Dzisiaj pozostałam tylko…piękna,haha.

Pamiętam,jak Kierownik przychodni,w której wówczas pracowałam przeszedł koło mnie,po czym sie odwrócił,popatrzył na mnie i powiedział:"a to pani? nie poznałem"….

Wiele osób wtedy mnie nie poznawało,mam nadzieję,że teraz mi to nie grozi,ale walczyć z tym tłuszczykiem własnym nadal zamierzam i poprzestać nie chcę…..

A wogóle dzisiaj sobota,dzień wolny od pracy ( to przynajmniej wyrzutów nie mam,że znów leniuchuję,podczas gdy inni pracują),ja odpracowałam swoją sobotę  w zeszłym tygodniu.

Miłego weekendu wszystkim.

Narazie jest płaczliwy deszczem,mam nadzieję,że się poprawi i słonkiem zaświeci.