ostatnio piątkowy wieczór w sanatorium

To już jeden z ostatnich wieczorów podczas mojego pobytu w Busku.

Dokładnie-przedostatni.

Dzisiaj w Relaxie jest wieczorek zapoznawczy dla turnusu,który zjechał w poniedziałek.

Oczywiście nie idę,bo dla mnie musiałby być on pożegnalnym…

A nuż jeszcze kogoś poznałabym,zakochałabym się po uszy i pozostać dłużej tu zechciała??

A ja już w poniedziałek do pracy muszę iść.

Czekają (chyba) na mnie….

Koniec tego dobrego,jutro będę te swoje torby znowu pakowała i kolanami dopychała ubrania,bo,jak już wiadomo,trochę mi przybyło w międzyczasie tych  ubrań.

Dzisiaj niektóre zabiegi już pokończyłam,ultradźwięki no i komorę krio,a po niej gimnastykę na przyrządach.

Oczywiście zdjęciami udokumentowałam moje rehabilitacyjne mozoły na sali gimnastycznej,żeby nikt mi nie zarzucił,że oszukiwałam……

A w komorze dzisiaj było wyjątkowo mroźno,napewno było ponad -120 stopni,ale sama świadomość,że to już po raz ostatni tam goszczę ,dodawała mi animuszu.

Zostanę  tylko po nim pamiątki-ciepłe,długie skarpety i opaska na uszy.

Ciekawe,gdzie ja ta opaskę będę nosiła??

Chyba dopiero na następnej krioterapii.

Ale przyznać muszę,że zabieg ten jest świetny,bo chociaż dzisiaj wyjątkowo kolano mi  dokucza,czuję,że jednak to leczenie miało sens,bo ogólnie jest lepiej,niż przed moim przyjazdem tutaj.

Często miewałam takie sny,że się pakuję i skądś już muszę wyjeżdżać.

Po mału mój sen staje sie jawą…..

Ale co dobre,szybko się kończy,muszę tylko pewne nawyki,które tu nabyłam przenieść na grunt krakowski,co,jak znam życie, niełatwe raczej będzie,a i z czasem zapomniane..

Ale takie jest życie.

Wracam do codziennosci i nie bedę już tyle miała czasu dla siebie,jak tutaj i przez to automatycznie mniej będę pewnie o siebie dbała.

Ano…zobaczymy.

Narazie, póki co, mam jeszcze 2 noce i dwa i pół dnia przed sobą ( a jutro nawet 3 zabiegi),a co do reszty będę się martwiła później.