środowy wpis

No i o czym mam pisać?,że dzisiaj moja ulubiona środa?

Czemu ulubiona?,no bo  to już środek tygodnia.

Tylko,że ja i w sobotę w tym tygodniu pracuję…

Trzeba w końcu odpracować to,co sobie bąblowałam.

Ale niestety kolanko znów dało mi dzisiaj w nocy "popalić,bolało jak diasi,musiałam po lekarstwo sięgać.

A miało być lepiej…

Rację chyba Ulik miała,że niestety nie zawsze taka kuracja pomaga.

Jak już stare kości……

Wdrażanie diety też nie najlepiej mi idzie,wczoraj miałam znów "dzień głoda",zapychałam go byle czym,a to listek sałaty,a to jabłuszko,a to gotowane jarzyny,a potem te wyrzuty,że może za dużo jednak tego wszystkiego??

Czyli jestem na dobrej drodze do…anureksji.

A to dopiero byłaby heca.

Teraz zastanawiam się nad dietą Soutch Beach,oglądałam wczoraj przepisy tej kuchni i nie powiem,nawet całkiem smakowite.

Podstawą jest indeks glikemiczny,który określa,które potrawy są wskazane,które nie.

W sumie generalnie podobna jest do "mojej" diety,bez chleba,ziemniaków,słodyczy,czyli z wielkim ograniczeniem węglowodanów.

Niestety ograniczone tam są również niektóre owoce,te o dużej zawartości cukru.

Zobaczymy,narazie kupiłam sobie wczoraj bluzeczkę o jeden numer za małą i…postaram się,żeby w jak najkrótszym czasie była dla mnie akuratna.

To jest wspaniały naprawdę doping.

Dobra,koniec dywagacji,pora zbierać się do pracy.