Brrrr

Ale ziąb już się zrobił.

Jeszcze jak się idzie jest jako tako,ale jak już chwilkę na autobus trzeba poczekać, całkiem zimny chłód po plecach smaga.

Czyżby tak miało już być do wiosny,tzn.do kwietnia-maja???

W każdym bądź razie, jutro ubieram już cieplejszą kurtkę.

Nie po to się w końcu  szczepiłam,żeby zaraz przez własną głupotę katar podłapać.

Lepiej dźwigać jak ścigać, mówi mądre przysłowie.

Najwyżej,gdyby się wielki upał zrobił, w co i tak nie wierzę, będę

chodziła w samym swetrze,a kurtkę dźwigała w ręku.

Ale raczej mi to nie grozi.

znów poniedziałek



moje słoneczko……..


Na szczęście  ta nudna jak flaki niedziela minęła szczęśliwie,dzisiaj poniedziałek,więc od nowa radośnie do ukochanej pracy gnam….


Pomyślałby kto,żem taka prawcowita,ale jakoś szczególnie wczorajszy dzień mi się dłużył.


Pewnie z braku telewizji,zawsze jak coś wysiada czuję jaki niedosyt życiowy.


Radio grało mi cały dzień,ale to nie to samo.


Zawsze wydawało mi się,że bez telewizora potrafiłabym się obejść,otóż nie,jak tylko wysiadł, poczułam jakiś dyskomfort psychiczny,który nawet mój ukochany komputer nie potrafił mi  zrekompensować.


Muszę pomyśleć o kupnie dekodera do telewizji satelitarnej,niestety telewizja kablowa w sam środek Krakowa nie trafia jakoś.


Muszę uniezależnić się od anteny dachowej,bo i tak z sygnał z niej,przez zasłaniający przekaźnik  Wawel jest byle jaki.


Dzisiaj wstałam oczywiście o piątej rano i odrazu człowiek lepiej się czuje,mimo,że za oknem ciemna,ponura noc,nawet udało mi się,budzik tylko dwa razy zaterkotał.


Na całe szczęście nie pada,chociaż zapowiadali właśnie opady w Małopolsce.


Mam nadzieję,ze słonko dzisiaj zaświeci?


Nie tylko na moim blogu.