jak nie urok to…

Okazuje się,że nawet taka delikatna dieta,jak moja nie zawsze ustrzeże przed brzusznymi niedyspozycjami.


Nie bardzo wiem,co miałoby mi mianowicie aż tak zaszkodzić (szpinak???),więc obawiam się,czy nie podłapałam gdzieś tego wirusa brzusznego….ale przecież dopiero co się szczepiłam przeciw wirusowi grypy.


Nie ciekawe by to było,bo jak pamiętam,ostatnio trzymał mnie mocno aż cztery dni,tak,że nawet do pracy nie mogłam chodzić.


Więc mam cichą nadzieję,że to  jednak tylko niestrawnosć (och ten szpinak!) i jutro będę mogła normalnie „urzędolić”


Narazie  ćwiczę nogi w bieganiu i…tracę kilogramy.


Bardzo ciekawy sposób na odchudzanie,portmonetki zresztą też,bo nie zaryzykuję jednak powrót do domu autobusem,muszę wezwać taksówkę,z wiadomych przyczyn.


Jak nie urok to ……..


poranny pośpiech

Rano tak szybko ten czas ucieka..

Dopiero piąta,niby sporo czasu,ale zanim się umyję, wypiję  poranną kawusię i zrobię wpis do blogu już pora wychodzić.

A za oknem jeszcze noc….

Wczoraj wyszłam ciut później,nie chciałam być pierwsza w Kalmarze i znów marznąć pod płotem.

Poranny spacer nie był już taki miły,bo w tej otwartej,wsiowej przestrzeni wiatr był bardzo dokuczliwy,wzmagany jeszcze przejeżdżającymi ciągle autami wszelakich gabarytów.

No,była już minusowa temepratura,koniec z miłym ciepełkiem i słonecznym porannym spacerkiem.

 Szczególnie okropnie mi łapy zmarzły,żałowałam,że nie ubrałam rękawiczek.

 Wciąż zapominam,że już listopad tuż za pasem.

To wszystko przez ten mój późny urlop,przesunął mi się kalendarz i nie mogę jakoś realnie czasu i pory roku ustalić.

No to sobie w blogu róże z Buska zamieściłam,żeby chociaż jeszcze przez moment powspominać to ciepełko pięknej jesieni.

Dzisiaj będzie ciut lepiej,bo muszę kawałek podjechać autobusem,a tam przesiądę się do auta,Jacek po drodze będzie na mnie już czekał.

Tylko muszę się spieszyć,żebym zdążyła na autobus,bo potem Jacek mi odjedzie i….dopiero będzie ambaras.

Z tego miejsca nie ma dojazdu do Kalmara,musiałabym wracać autobusem trzy przystanki,żeby przesiąść się na busa.

Okropnie to skomplikowane,więc lepiej,żebym  przyjechała na czas.

Kończę wiec poranny wpis i zabieram się za poranną krzątaninę.

Narazie,do wieczorka.