no więc….

Się zważyłam,może być.

Przez chorobę straciłam "tylko"2 kg,ale tak w ogólnym rozrachunku już tych utraconych kilogramów jest w sumie dokładnie DWADZIEŚCIA!!!!!!!

Ale można rzec,że dla mnie nastąpił cas przystąpienia do…odchudzania,heheh.

Równy miesiąc temu,przed samym wyjazdem do Buska,ważyłam 5 kg więcej,więc jakby nie popatrzeć, średnią miesięczną mam 5 kg.

Mogłoby być lepiej,ale nie jest źle.Lepiej pomału i do skutku,prawda????

Wczoraj moja bratanica uśmiała się ze mnie do łez,gdy po jej pytaniu, ile schudłam,odpowiedziałam,że dopiero jutro będę się ważyła,bo dopiero jutro będę miała dostęp do wagi u…weterynarzy.

HAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHHAHA!!!

Może śmiesznie brzmi,ale oni mają  elektroniczną,więc bardzo dokładną wagę,a secundo,zawsze ważę się na tej samej wadze,stąd błąd obliczeń maleje.

A liczy się każdy dekagram :-))

No dobra,dosyć zachwytów nad sobą ( kupiłam sobie z tej okazji w nagrodę 2 bluzeczki,ale w szmateksie,bo droższych i tak nie opłaca się kupować,skoro tak chudnę),żebym przypadkiem nie zapeszyła…………….

Odpukałam 3 razy w niemalowane drewno.