mania fotografowania

Moja koleżanka Halusia zaraziła mnie na dobre……manią fotografowania.

I coraz więcej mi się to podoba……

Właściwie mam teraz dwie manie,pierwsza to…odchudzanie i w związku z tym ważenie się ( no cóż,cieszy,jak waga ubywa,nawet jak jest to tylko 20-30 dkg dziennie),a druga ,o wiele przyjemniejsza,to fotografowanie.

Ale jak tu przejść obojętnie,kiedy jesień,przepiękna jesień,takimi kolorami człowieka omamia???

Wczoraj zaopatrzona w aparat fotograficzny wyruszyłam na "sesję fotograficzną".

Nawet  wiejska,jesienna orka potrafiła mnie zafascynować.

Jeżeli ktoś jest zainteresowany oglądaniem pięknych zdjęć, raz jeszcze polecam stronę

www.extrafotka.pl

Moje umieszczone są na mojej stronie-użytkownik Jasna0, ale tam jest naprawdę  zamieszczonych tak wiele innych,przepięknych zdjęć,że śmiało pół nocy można tam stracić,a potem z wrażenia nie zasnąć……

Dzisiaj zapowiadają następny słoneczny i ciepły dzień.

Naprawdę jesteśmy szczęściarzami,nieraz o tej porze już i śnieg lubiał popadać….

No to zmykam…………………………..

nareszcie..

zima za pasem????

Koniec dnia,koniec pracy,początek nocnego wypoczynku

Wczoraj za długo siedziałam na tym komputerze,ale ta strona extrafotki tak fascynuje……..

Dzisiaj się zmobilizuję i pójdę spać nieco wczesniej,no na przykład o dwunastej,a nie o pierwszej??????

Chyba jednak nie,bo znowu ta fotografia…….

uroki jesieni

Naprawdę,nie można narzekać,mamy przepiękną jesień tego roku.

I co prawda nie mogłam wczoraj spacerować tak piękną alejką,jaką w niedzielę minioną  dane  mi było ( stąd to moje zdjęcie),ale….

Gdy słonko przygrzewa,odrazu człowiekowi humor powraca.

I jakoś kości mniej wtedy bolą i poprostu chce się żyć…….a nawet pracować.

Jak już wspomniałam, dokonałam wczoraj kilka ciuchowych zakupów (może i dlatego lepszy humorek był) ,ale niestety powrót  do domu skończył się,jak to w życiu bywa ,mniej przyjemnie,bo dostałam przekaz na dosyć ,jak na mnie, poważną kwotę do zapłacania ,za dodatkowe  całoroczne ubezpieczenie.

Może,gdybym nie wydała tych pieniędzy na leczenie w Busku, nie było by tak jeszcze najgorzej,ale zastanawiam się,po co rok temu "wpakowałam się" w taki ambaras????

Teraz muszę ponosić konsekwencje i płacić.

Odrazu buzia mi się ze zgryzoty wyciągnęła,a i sen jakiś  niespokojny był taki…

Ale cóż,muszę porozmawiać z moim agentem ubezpieczeniowym-jak to dumnie brzmi prawda?,bo może uda się to na raty jakieś rozłożyć???

Narazie nie mam czasu o tym myśleć,bo o poranku są ważniejsze sprawy na głowie,ale na dłuższą metę i tak nie da się tego odłożyć….

Właśnie w programie "kawa czy herbata" usłyszałam mądre powiedzenie,że los dnia należy do nas, a to,czy będzie to dzień szczęśliwy, czy pechowy, kształtujemy przez nasze myśli,pragnienia,działania….

Więc myślę pozytywnie i szczęśliwym krokiem wyruszam w długi,pracowity dzień……..

no więc….

Się zważyłam,może być.

Przez chorobę straciłam "tylko"2 kg,ale tak w ogólnym rozrachunku już tych utraconych kilogramów jest w sumie dokładnie DWADZIEŚCIA!!!!!!!

Ale można rzec,że dla mnie nastąpił cas przystąpienia do…odchudzania,heheh.

Równy miesiąc temu,przed samym wyjazdem do Buska,ważyłam 5 kg więcej,więc jakby nie popatrzeć, średnią miesięczną mam 5 kg.

Mogłoby być lepiej,ale nie jest źle.Lepiej pomału i do skutku,prawda????

Wczoraj moja bratanica uśmiała się ze mnie do łez,gdy po jej pytaniu, ile schudłam,odpowiedziałam,że dopiero jutro będę się ważyła,bo dopiero jutro będę miała dostęp do wagi u…weterynarzy.

HAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHHAHA!!!

Może śmiesznie brzmi,ale oni mają  elektroniczną,więc bardzo dokładną wagę,a secundo,zawsze ważę się na tej samej wadze,stąd błąd obliczeń maleje.

A liczy się każdy dekagram :-))

No dobra,dosyć zachwytów nad sobą ( kupiłam sobie z tej okazji w nagrodę 2 bluzeczki,ale w szmateksie,bo droższych i tak nie opłaca się kupować,skoro tak chudnę),żebym przypadkiem nie zapeszyła…………….

Odpukałam 3 razy w niemalowane drewno.

Łapać złodzieja…

 moje róże,oczywiście z Buska

Już chybam wiem,co jest złodziejem mojego programu TVP.

Już nieraz zauważyłam,że gdy ktoś włączy CB i rozmawia,odrazu psuje mi się obraz.

Najwidoczniej przez te kilka ostatnich dni ktoś CB miał włączone na stałe,bo śnieżył mi okropnie obraz na jedynce i na dwójce,a pozostałe programy wogóle nie były uchwytne.

Bo o dziwo,od wczoraj wszystko wróciło do normy,obraz mam nieskazitelny i znów łapię wszystkie programy.

Ba,tylko jak długo??,kiedy znów ten ktoś włączy swoje szalone radio????

Nie mogę już ryzykować,zresztą dekoder już zamówiony i potwierdzony.

Swoją drogą to nie tak,krótkofalowcy mają swoje przyznane częstotliwości  i nie powinny one wchodzić na obszar odbioru programu  telewizyjnego,tylko co z tym zrobić?,komu mam to zgłosić????

W sumie powinnam,bo skoro płacę abonament telewizyjny,powinnam mieć zagwarantowany nieskazitelny odbiór,ba,ale kto niby ma mi to zapewnić????

Muszę się dobrze nad tym problemem zastanowić.

Póki co,mamy piękną niedzielę,trzeba ją wykorzystać,bo pewnie niewiele takich pięknych dni jeszcze sie trafi w najbliższej przyszłości.

Może jakiś ładny spacerek,oczywiście z moim aparatem fotograficznym????

Ale "bakcyla"sprzedała mi Halusia,nowa pasję …fotografowanie…….

Dziękuję Halusiu

uzdrowiona



HURRRRA!!!!


Już jest całkiem ok z moim brzuchem,więc dzisiaj sobie „pozwoliłam” i na surowe jabłko i nawet na kawusię z mlekiem…


Jak szaleć,to szaleć…..


Żegnaj kleiku z ryżu,wracam do mojej kochanej diety.


A może nawet jutro odważę się usmażyć na oliwce te moje rybki,bo w południe jeszcze je gotowałam,(drugą część na jutro sobie pozostawiłam),dopiero popołudniu „zaszalałam”.


Odrazu też i humorek mi się poprawił zdecydowanie.


Dzisiaj zamówiłam w księgarni wysyłkowej 2 ksiażki kucharskie diety South Beach,jedną dla mnie,drugą jako prezent urodzinowy dla mojej siostry.


Wzięła się moja siostra ostro za dietę,to tylko z tej zazdrości wszystko,że tyle schudłam,ale mam za to wielką zasługę,bo i po niej widać,że  jej brzuszek nieco zmalał.


Żeby się sama nie musiała męczyć wymyślaniem, podaruję jej tą książkę,będzie miała przepisy już pod nos poddane.Tylko jeszcze gotowanie ją czeka.


Ale naprawdę tam jest takie mnóstwo wspaniałych przepisów, od przystawek po drugie dania i nawet desery,że warto tą ksiażkę mieć.


Bo w sumie to nie jest dieta,a sposób odżywiania,zdrowego odżywiania.


Nawet ten,kto nie narzeka na nadmiar kilogramów powinien takim odżywianiem się zainteresować,gdyż jest to dieta odpowiednia dla serca,przemiany metabolicznej,no ogólnie dla zdrowia.


Poza tym jest to bardzo smaczny sposób odżywiania się,naprawdę,mnie przynajmniej taka dieta bardzo odpowiada.


Szczególnie,że przy tym traci się trochę tych kilogramów……


w sobotę nad ranem?-szok

 moje chmurki

Coś dospać nie mogę ostatnio,chyba przez te trzy dni choroby wyspałam sie na full,dzisiaj jak skowronek o 4 rano wstałam i…oczywiście po wypaleniu papieroska ( a fu,na czczo???,no nie,wypiłam pół kubka wody mineralnej) i zasiadłam do mojego komputera.

Tak coś mnie podkusiło sprawdzić dokladnie datę,kiedy po raz pierwszy wspomniałam o odchudzaniu.

No i sprawdziłam,to było 13 czerwca tego roku,czyli jestem na pernamentnej diecie 4 miesiące-trzeba powiedzieć,że bardzo wytrwała jestem i przez te 4 miesiące straciłam około 20 kg.Sporo,prawda?

A dokładnie ile ,to powiem w poniedziałek,jak na wadze stanę,bo przypuszczam, że ta grypa żołądkowa bardzo wydatnie przyczyniła się do straty moich kilogramów.Ano,zobaczymy,już nie mogę poniedziałku się doczekać!!!!

Jakby tak dalej poszło to za 4 miesiące bedzie luty i następne 20 kilogramów mniej?????

Akurat wtedy wypada Mikołów,no to wtedy już nikt mnie nie rozpozna……….

Byle wytrwałości mi pozostało.

Oczywiście,że teraz chudnie się już trochę wolniej,ale grunt,że ciągle w dół waga leci i tak już musi pozostać aż do moich upragnionej straty….50 kg.

A że pomału? No cóż,co nagle, to po diable.

Matko,co ja wypisuję ????? Szok.

Ale teoretycznie jest to możliwe,teraz trzeba teorię w praktykę zamienić i…

A swoją drogą ciekawe, jak nosi się ubrania np. w rozmiarze 42 ????

Do tego te moje 50 kg chyba mi nie wystarczy,ale ile w końcu potrafię schudnąć,nie wiadomo.Mój życiowy rekord do tej pory był 29 kg,ale wtedy byłam piękna i młoda.

Dzisiaj pozostałam tylko…piękna,haha.

Pamiętam,jak Kierownik przychodni,w której wówczas pracowałam przeszedł koło mnie,po czym sie odwrócił,popatrzył na mnie i powiedział:"a to pani? nie poznałem"….

Wiele osób wtedy mnie nie poznawało,mam nadzieję,że teraz mi to nie grozi,ale walczyć z tym tłuszczykiem własnym nadal zamierzam i poprzestać nie chcę…..

A wogóle dzisiaj sobota,dzień wolny od pracy ( to przynajmniej wyrzutów nie mam,że znów leniuchuję,podczas gdy inni pracują),ja odpracowałam swoją sobotę  w zeszłym tygodniu.

Miłego weekendu wszystkim.

Narazie jest płaczliwy deszczem,mam nadzieję,że się poprawi i słonkiem zaświeci.

zakazany ryż

Co prawda ryż zakazany jest w Diecie Southbeach,ale niestety nie ma tam żadnego produktu lekkostrawnego w tej diecie.

A trudno odrazu na ryby czy mięso się rzucić,jak żołądek wydelikacony taki,wyjałowiony.

No to zjadłam trochę tego gotowanego ryżu,był ciepły i mam nadzieję,że zbawienny na mój obolały brzuszek.

A dietę zacznę na nowo,jak nieco wyleczę się z tych brzusznych kłopotów.

Zresztą i tak saldo diety dwudniowej jest raczej ujemne,bo wczoraj zero jedzenia,dzisiaj tylko ten ryż …

Od jutra przechodzę na biały serek,też niby dla brzusia delikatny.

Narazie czekam na reakcje dzisiejszej diety,o już nieco mnie kłuje,najlepiej byłoby nic nie jeść,to i brzuch był zadowolony i dieta też.

Tylko jak długo tak można????

Czyli nieco w paradę ta grypa brzuszna mi weszła,ale pozbędę się tej gadziny i dalej będę swoja dietę stosowała,byleby ze skutkiem,oczywście…dodatnim???…..

ujemnym???……..

zależy jak na to popatrzeć.

PS.Acha wszystkiego dobrego w dniu Imienin dla Irenki,jeżeli dzisiaj któraś tutaj zawita….