piątek-dzień lenistwa

Z przyzwyczajenia,a może już z wyspania,a raczej przespania,obudziłam się o piątej rano i….

naprawdę miałam dobre chęci iść do pracy,ale jednak jeszcze nie wszystko z moim brzuchem jest w porządku,nadal boli,może już nie tak,jak 2 noce temu,ale znów te skurcze sie pojawiają..

Myślę,że dopiero jak poczuję głód będzie znak,że już jestem wyleczona.

Widać jeszcze tego wirusa nie wyeliminowałam całkowicie z mojego organizmu.

Tak więc dzisiaj pozostanę w domu i oddam się błogiemu lenistwu-nawet TV nie mogę porządnie oglądać,bo jak wiadomo,antena źle działa,ale już zadzwonili do mnie wczoraj z Polsatu,potwierdziłam zakup dekodera i do tygodnia ma się u mnie pokazać kurier z przesyłką.

A poza tym nic ciekawego i nowego u mnie nie słychać,jako,że zamknięta w 4 ścianach niewiele ze świata przenika do mnie wiadomości,zresztą i tak byłam zbyt oboloała,żeby światem się  zajmować.

No to idę dalej do łóżka się kurować ,o herbatce i wodzie mineralnej ,co wyjdzie mi na zdrowie tylko.

Ile już tych kilogramów mniej?????????

choroby cd.

Już mam dosyć tego leżenia.

Choroba to jednak okropna rzecz,strasznie się człowiek musi namęczyć.

Wbijam w siebie następne herbatki,tfu,chyba przez następny miesiąc na herbatę nawet się nie popatrzę,ale tak trzeba,żeby się nie odwodnić.

No,jeszcze by tego brakowało,żeby mnie do szpitala wpakowali.

Co prawda , dzisiaj siostra miała takie zakusy,ale się nie dałam,przypomniałam jej,jak to z nią było,jak musiała jechać do szpitala i się okropnie broniła.

Odpuściła.

A wogóle to już chyba jest lepiej,bo o dziwo znów papieroski zaczynają mi smakować.To dobry znak.

Jutro chyba też sobie odpuszczę z pracą,nie będę się chyba czuła taka silna,w sumie będę miała dłuższy weekend.

Wszystko dla zdrowotności.

Na całe szczęście te okropne skurcze jelit już mi przeszły ( czasami jeszcze przez moment się przypominają),brrr,jak wspomnę sobie,jak okropnie  wczoraj popołudniu i w nocy  cierpiałam,zupełnie jakby ktoś zakręcał mi jelita w lewo i potem na siłę wyrywał …….

Dobrze,że mogłam spać ( a spałam ile tylko się dało),bo trochę tych bóli snem uśmierzyłam.

Mam nadzieję,ze ta okropna noc za mną i jutro już będę omalże zdrowa.

A w poniedziałek odrazu na wagę wskoczę i…ciekawa jestem,może ze 2 kilogramy mi jednak ubyło???.

Zwłaszcza,że nic nie jem,więc chyba i tracę.

Czyli nie jest w sumie tak źle,już więcej narzekać nie będę.

Chorutka..

Oj dopadło mnie choróbsko jednak,dopadło.

Leżę jak Łazarz,dużo śpię,czasami gonię,gdzie muszę…

Nie byłam w pracy ani jednej,ani drugiej,jestem słaba bardzo i jeszcze obolała.

Jak już mi papierosy nie smakują,to znaczy że jest ze mną źle.

Jednak chyba to ta grypa brzuszna mnie rozłożyła.

Idę się kurować.

jak nie urok to…

Okazuje się,że nawet taka delikatna dieta,jak moja nie zawsze ustrzeże przed brzusznymi niedyspozycjami.


Nie bardzo wiem,co miałoby mi mianowicie aż tak zaszkodzić (szpinak???),więc obawiam się,czy nie podłapałam gdzieś tego wirusa brzusznego….ale przecież dopiero co się szczepiłam przeciw wirusowi grypy.


Nie ciekawe by to było,bo jak pamiętam,ostatnio trzymał mnie mocno aż cztery dni,tak,że nawet do pracy nie mogłam chodzić.


Więc mam cichą nadzieję,że to  jednak tylko niestrawnosć (och ten szpinak!) i jutro będę mogła normalnie „urzędolić”


Narazie  ćwiczę nogi w bieganiu i…tracę kilogramy.


Bardzo ciekawy sposób na odchudzanie,portmonetki zresztą też,bo nie zaryzykuję jednak powrót do domu autobusem,muszę wezwać taksówkę,z wiadomych przyczyn.


Jak nie urok to ……..


poranny pośpiech

Rano tak szybko ten czas ucieka..

Dopiero piąta,niby sporo czasu,ale zanim się umyję, wypiję  poranną kawusię i zrobię wpis do blogu już pora wychodzić.

A za oknem jeszcze noc….

Wczoraj wyszłam ciut później,nie chciałam być pierwsza w Kalmarze i znów marznąć pod płotem.

Poranny spacer nie był już taki miły,bo w tej otwartej,wsiowej przestrzeni wiatr był bardzo dokuczliwy,wzmagany jeszcze przejeżdżającymi ciągle autami wszelakich gabarytów.

No,była już minusowa temepratura,koniec z miłym ciepełkiem i słonecznym porannym spacerkiem.

 Szczególnie okropnie mi łapy zmarzły,żałowałam,że nie ubrałam rękawiczek.

 Wciąż zapominam,że już listopad tuż za pasem.

To wszystko przez ten mój późny urlop,przesunął mi się kalendarz i nie mogę jakoś realnie czasu i pory roku ustalić.

No to sobie w blogu róże z Buska zamieściłam,żeby chociaż jeszcze przez moment powspominać to ciepełko pięknej jesieni.

Dzisiaj będzie ciut lepiej,bo muszę kawałek podjechać autobusem,a tam przesiądę się do auta,Jacek po drodze będzie na mnie już czekał.

Tylko muszę się spieszyć,żebym zdążyła na autobus,bo potem Jacek mi odjedzie i….dopiero będzie ambaras.

Z tego miejsca nie ma dojazdu do Kalmara,musiałabym wracać autobusem trzy przystanki,żeby przesiąść się na busa.

Okropnie to skomplikowane,więc lepiej,żebym  przyjechała na czas.

Kończę wiec poranny wpis i zabieram się za poranną krzątaninę.

Narazie,do wieczorka.

a wieczorem…

Właśnie Uliku,jutro już ulubiona moja środa,chociaż zapowiada się pracowita.Dzisiaj w Kalmarze solidnie popracowałam,oj solidnie,nad dokumentami się biedziłam,a jak skończyłam,okazało się,że muszę jeszcze raz wszystko od nowa sprawdzać.


Tak to jest już z tymi papierkami…..


Za to u żabek spokojniej było,bo dr Łukasz był dzisiaj nieobecny i odpadły mi badania kontrastowe.Ale nie szkodzi,nic w przyrodzie nie ginie,jutro to wszystko odpracuję,solidnie,nawet bardzo solidnie,aż w nóżkach poczuję…….


Ale póki co,cieszę się wolnym wieczorkiem.


Mam dobry humorek,bo dzisiaj był przemiły pan Jacuś na Żabińcu ( spokojnie,on młodzież) i..pochwalił moje dietowe rezultaty.


Odrazu dopingu dostałam i do sklepu pognałam pokupować już na jutro na śniadanie pyszności-no jajka,żebym miała co w Kalmarze zjeść i mój ulubiony szpinaczek i malusi kawałeczek białka,czyli szyneczki z indora,bo nie tłusta.


Mam  cały czas rekę na tak zwanym pulsie,już wiem,co kupować,żeby nie utyć….


.

Inteligentna w Inteligo

Nałamałam sobie głowy wczoraj, nałamałam, przy szukaniu zmiany aktywacji kodów w internetowym Banku PKO.

Niby tyle czasu spędzam przy komputerze,a tu klops,nie mogłam się połapać,gdzie mam tej aktywacji szukać.

Nawet Marzeniee prosiłam o pomoc,ale akurat była zajęta,więc uniosłam się honorem i…. sama odnalazłam.

Dzięki temu mogłam zapłacić za gaz tylko z jednodniowym opóźnieniem,nie jest tak źle,bo chociaż napewno odsetki naliczą,ale przynajmniej gazu nie wyłączą…..

Wczoraj udało mi się zamówić dekoder Polsatu,mają mi odpowiedzieć w przeciągu 72 godzin,tak więc,jak dobrze pójdzie, pod koniec tygodnia,a już napewno w weekend, będę oglądała program " po ludzku".

Wczoraj "M jak miłość" oglądałam w kolorze śnieżno-czarnym,co przyznam, było okropnie denerwujące.

Co prawda moje wydatki znowu wzrosną o około 50 zł miesięcznie,nie licząc wydatku na dekoder,ale primo i tak musiałabym kupić nową antenę dachową,gdyż ta jest już dobrze skorodowana,co przekłada się na podobny wydatek ,dodając do tego wymianę kabla i wzmacniacza + robociznę,a i tak obraz jest przez zasłaniający Wawel do niczego,a secundo,w końcu pracuję na to ciężko  do cholery,a potomnym nie będę zostawiała mojej "krwawicy", hehe.

Oczywiscie żartowałam,ale żałować sobie nie ma po co,bo jednak trzeba od czasu do czasu chociaż coś porządnie oglądnąć,a nie domyślać się,co jest na ekranie.

Wystarczy,że jestem oszczędna (bardzo) w jedzeniu,może nawet z lekką przesadą,ale chcę jeszcze do 11 listopada kilka tych kilogramów zrzucić,żeby potem rzucić wszystkie moje koleżanki na kolana swoim wyglądem.

Taka jestem!!!!

No to dzisiaj walczę nadal.

Pracuję,ruszam się ( nie,jeszcze nie biegam,ale kto wie,co za niedługo będzie) i jem głównie owoce,chociaż jeden posiłek zawsze musi być ciut solidniejszy,złożony z białka,żebym siłę na to pracowanie miała.

A wieczorem popijam tylko herbatkę,no i dobrze,bo czuję co prawda lekki głód,ale za to wcześniej spać chodzę.

Głód najlepiej jest….przespać.

Czyli nie ma złego,co by na dobre nie wyszło.

A teraz już zmykam…..

Dzisiaj zapowiada się kolejny chłodny dzień,więc wskakuje w cieplejszą kurtkę.

Cześć 

Brrrr

Ale ziąb już się zrobił.

Jeszcze jak się idzie jest jako tako,ale jak już chwilkę na autobus trzeba poczekać, całkiem zimny chłód po plecach smaga.

Czyżby tak miało już być do wiosny,tzn.do kwietnia-maja???

W każdym bądź razie, jutro ubieram już cieplejszą kurtkę.

Nie po to się w końcu  szczepiłam,żeby zaraz przez własną głupotę katar podłapać.

Lepiej dźwigać jak ścigać, mówi mądre przysłowie.

Najwyżej,gdyby się wielki upał zrobił, w co i tak nie wierzę, będę

chodziła w samym swetrze,a kurtkę dźwigała w ręku.

Ale raczej mi to nie grozi.

znów poniedziałek



moje słoneczko……..


Na szczęście  ta nudna jak flaki niedziela minęła szczęśliwie,dzisiaj poniedziałek,więc od nowa radośnie do ukochanej pracy gnam….


Pomyślałby kto,żem taka prawcowita,ale jakoś szczególnie wczorajszy dzień mi się dłużył.


Pewnie z braku telewizji,zawsze jak coś wysiada czuję jaki niedosyt życiowy.


Radio grało mi cały dzień,ale to nie to samo.


Zawsze wydawało mi się,że bez telewizora potrafiłabym się obejść,otóż nie,jak tylko wysiadł, poczułam jakiś dyskomfort psychiczny,który nawet mój ukochany komputer nie potrafił mi  zrekompensować.


Muszę pomyśleć o kupnie dekodera do telewizji satelitarnej,niestety telewizja kablowa w sam środek Krakowa nie trafia jakoś.


Muszę uniezależnić się od anteny dachowej,bo i tak z sygnał z niej,przez zasłaniający przekaźnik  Wawel jest byle jaki.


Dzisiaj wstałam oczywiście o piątej rano i odrazu człowiek lepiej się czuje,mimo,że za oknem ciemna,ponura noc,nawet udało mi się,budzik tylko dwa razy zaterkotał.


Na całe szczęście nie pada,chociaż zapowiadali właśnie opady w Małopolsce.


Mam nadzieję,ze słonko dzisiaj zaświeci?


Nie tylko na moim blogu.

NUDA…

Okropnie nudna jednak ta niedziela.

Na spacer nie ma co iść bo zimno.

Programu telewizyjnego oglądać nie można,bo antena sie spsuła.

Spać też,bo ile można.

Na komputerze trochę posiedziałam i……jestem znużona.

Dobrze,że chociaż radio ZET mi gra,bo inaczej…

Niech w końcu będzie ta moja ukochana praca.

Przynajmniej coś się dziać będzie….

PS myślałam,że ktoś mnie zaprosi na serial,lekko nawet się napraszałam,ale nie poniali aluzji,a może nie chcieli pojąć?