zły humor

Od rana już mam zły humor-a powód?coś się podziało z anteną i nie mogę odebrać żadnego programu telewizyjnego.

To gdzie ja sobie oglądnę dzisiaj "Na dobre i na złe"???

Jeszcze jedna nadzieja,że moi współlokatorzy wyłączyli ją z kontaktu,jeżeli nie,to będę jutro musiała wołać Pana od anteny do pomocy.

Tydzień temu ,w niedzielę ,już właśnie byłam w ferworze pakowania,jak to dobrze,że dzisiaj nie muszę pakować swoich rzeczy,w sumie nie cierpię odjazdów.

Pogoda do niczego,ponuro  i prawie deszczowo,a do tego całkiem zimno,jak to dobrze,że juz grzeją w kaloryferach.

Znów będę musiała na siebie ubierać góre ciepłych rzeczy,na szczęście mam spodnie,nie będzie mi pupa marzła.

Następny tydzień niestety zaznaczy się bardzo wczesnym wstawaniem,bo już o piątej rano będę musiała być na nogach.I tak całe pięć dni,na szczęście sobota będzie wolna.

Ale narazie dzisiaj mam się cieszyć wolnym dniem odpoczynku (!!!),jutro dopiero będę się martwiła.

Wczoraj porobiłam troszkę nowych zdjęć,zamieszczam więc moje jesienne drzewko,które mijam idąc do przychodni.

Niestety,pokazały się już śnieguliczki,znak,że zima tuż tuż……

bogata we wrażenia sobota

Po pracy poszłam zwiedzić Galerię Kraków.


Olbrzymia,wspaniała,pełna butików,małych i większych sklepów.


Tam wszystkie  znaczące zachodnie i polskie również firmy mają swoje sklepy.


Naprawdę jest co odwiedzać.


Poszłam do sklepu dla Kobiet puszystych.


Tam nie tylko rozmiary były puszyste,ceny również.


Bo jak można nazwać nie wielkimi cenami  kwoty około 1000 zł


Oglądałam tam piękne sukienki,sprowadzone z Paryża. Jedna rzuciła mi się szczególnie w oczy,a najwięcej chyba oszołomiła mnie jej cena 1200zł (czyli  cała moja emerytura).


Tą suknię oglądała jakaś para małżeńska,mąż najwidoczniej nie dojrzał ceny,bo usilnie namawiał swoją żonę,żeby tą suknię zmierzyła.Pani bardzo się wzbraniała,widać bardziej dokładnie przyjrzała się metce.


Znalazłam troszkę tańszą sukienkę,jej cena wynosiła „tylko” 700 zł.


Oczywiście,że też jej nie kupiłam,ale obiecałam Pani,że się namyślę i wrócę…haha…akurat.


Na  głowę jeszcze nie upadłam,a i w totolotka też nie wygrałam większej sumy.


Pooglądałam jeszcze kilka innych sklepów i znalazłam swój ulubjony H&M i tam dokonałam fajnego zakupu dla Jasia,spodnie i bluzę w stylu sportowo-wojskowym,Bardzo mi się podobała,odniosłam wrażenie,że Magdzie,mamie Jaśka, też.


Przyznam,że bardzo zmęczyła mnie ta wędrówka po Galerii-zwiedziłam trzy poziomy,a i tak nie udało mi się pewno i połowy pooglądać,więc poszłam na malutką przekąskę,czyli na steka z grila z kapustą a potem już udałam się na urodzinowe przyjęcie.


Jubilat oczywiście był bardzo przystojny jak zawsze.


Było bardzo miło i nawet chociaż zabrakło świeczek na torcie ( diabeł gdzieś je zamiótł ogonem) to Jaś zdmuchiwał świeczkę stojącą obok tortu i tak dostał wielkie brawa.


Jedzonko było pyszniaste,niestety z wielu tych pyszności musiałam zrezygnować,z wiadomych powodów.


Ale wcale nie żałuję ,bo spędziłam naprawdę przemiłą sobotę.


Dzień Nauczyciela

Mam włączony kalendarz na komputerze,który informuje o wszystkich większych świętach.

Dzisiaj poinformował mnie,że jest Dzień Nauczyciela.

Jejku,kiedy to było,że takie święto mnie interesowało???

Ale wszystkim Nauczycielom z tej okazji życzę wszelakiej pomyślności na niwie zawodowej-zawsze słyszałam,że lepiej kamienie tłuc,niż obce dzieci  uczyć.

A jednak ktoś to robić musi,więc doceniam trud nauczycielski,stąd moję życzenia dzisiaj dla nich.

A ja zamiast odpoczywać w sobotnie przedpołudnie,muszę gnać do moich żabek.

Odpoczywać??,a po czym odpoczywać,dopiero jeden tydzień po urlopie,trzeba nadrobić te trzy soboty,które miałam wolne,a koleżanki musiały pracować.

Co prawda ja też je zastępowałam w sierpniu podczas ich urlopu,ale czy chcę,czy nie,teraz znowu moja kolej.

Dzisiaj idę po pracy przynajmniej trochę pooglądać nową Galerię Kraków,która wybudowali tuż koło krakowskiego Dworca PKP.Uroczyste  jej otwarcie było pod koniec września,gdy byłam w Busku,pora teraz na moje uroczyste jej zwiedzenie.

Przy okazji kupię jakiś prezent dla Jasia,no a potem urodziny Jasia,znów walka z pokusami…

O nie, tortu jeść napewno nie będę,innych łakomych kąsków też nie,całe szczęście,że Magda przyotowala też sałatkę grecką,nie będę musiała łykać ślinki,gdy inni będa spożywali te inne obrzydliwie szkodliwe dla zdrowia wspaniałości.

No to zaczynam sobotni dzień.

wiadomość specjalna dla Ulika

Kochany Uliku!!!!


Dzisiaj wracałam autem od rybek z tym samym kierowcą,z którym wracałam 2 dni temu.Wysadził mnie dokładnie w tym samym miejscu,w którym wysadził mnie wtedy i…wyobraź sobie,poszłam tym razem  na DOBRY przystanek autobusowy,OCZYWIŚCIE W DOBRYCH BUTACH.


Poprostu wtedy się pogubiłam,bo przyjechałam z odwrotnej strony,niż zazwyczaj i pomyliły mi się wtedy i kierunki i  przystanki.


Chłopak,z którym dzisiaj  jechałam śmiał się z moich środowych perypetii i na wszelki wypadek pokazał,w którym mam iść kierunku ( po cholerę wtedy skręcałam w lewo,jak miałam iść prosto przed siebie),ale i tak się połapałam bez tego ,gdzie jestem na tym rondzie  i gdzie powinnam iść na przystanek,mimo,że to trzynastego i piątek.


Chyba więc nie jest tak całkiem ze mną jeszcze źle,prawda?


A nie mówiłam,że ten dzień całkiem dobrze dla mnie się skończy?


Dzisiaj rozmawiałam z chirurgiem,zaproponował mi zrobienie arthroskopii kolan,zaglądnięcie do nich wziernikiem i przy okazji nieco wyczyszczenia wszelkich „szmoncesów”,które mi w tym kolanie zawadzają.Muszę dobrze o tym pomyśleć,niestety takich badań nie robią podobno w Krakowie,musiałabym jechać aż do Rzeszowa…….


No i jeszcze jedna dobra wiadomość na koniec dnia-nareszcie grzeją kaloryfery-całe szczęście,bo wieczory jednak są już bardzo chłodne.


Trochę mniej przyjemna wiadomość to to,że jutro przedemną pracująca sobota-trzeba kiedyś odpracować w końcu to bąblowanie w Busku,ale za to popołudniu idę na drugie urodziny mężczyzny mojego życia,czyli Jaśka.


Czyli ogólnie mówiąc jest zupełnie ok.


To był całkiem fajny dzień.


No to idę teraz spać.


Miłej nocy.


DOBRANOC  





Ojejku,co to będzie

Dzisiaj trzynastego i w dodatku piątek.

Jejku,co to będzie za dzień…..

Brakuje mi tylko czarnego kota…..

Przesądna to jestem,nie powiem.

Nigdy nie pójdę prosto przed siebie,gdy kot czarny przebiegnie mi drogę,zawsze wtedy zmieniam kilka razy kierunki drogi,zanim dalej pójdę przed siebie.

Wogóle to powinni datę trzynastego wymazać z kalendarza,szczególnie jak on w piątek wypada.

No dobra,to będzie dzień,jak codzień,a może nawet i lepszy?????

sposób na życie



Jeden pracuje od rana do wieczora,drugi karmi koty…..


Każdy ma swoje lekarstwo na życie….


Spotkałam koleżankę,która codziennie,ba,nawet kilka razy dziennie, chodzi po podwórkach i dokarmia bezpańskie koty.


Ciemna prawie noc,ja wracam dopiero z pracy,a ona z krzesełkiem,żeby lepiej na murek się wdrapać i z siatką pełną kocich smakołyków leci do swoich podopiecznych….


Tak sobie pomyślałam,co by się z tymi biednymi kotami stało,gdyby Teresa nagle przestała je dokarmiać….


W Busku też sporo tych kotów i wałęsajacych się psów było.


Kuracjusze oczywiście dokarmiali ( no dobra,raz kupiłam pasztet z  indyka dla „mojego Miśka”,jak nazwałam tego miłego pchlarza-pieska,raz drozdżówkę).


Ale koty  tam zawsze czekały grzecznie pod drzwiami na swoją porcję pożywienia,punktualnie trzy razy dziennie,w momencie,gdy kończył się już sanatoryjny posiłek.


Zastanawiałam się nawet,czy nie mają wmontowanych zegarków…


Ba,w sobotę i w niedzielę kolacje były o całą godzinę wcześniej,niż w inne dni tygodnia i…..koty już też czekały o odpowiedniej porze.


Ciekawostka zoologiczna,prawda???


Te kotki z mojego zdjęcia fotografowałam w parku,sporo ich tam było,ale jakoś dziwnie w wielkiej symbiozie z bezdomnymi psami żyły,nie straszyły się nawzajem,chociaż przestrzegały swojego terytorium pożywienia,psy i koty nie wchodziły sobie przezornie w drogę.


Ot,takie jeszcze jedno wspomnienie z Buska,pewno jeszcze długo będę wspominała…


Dzisiaj już minął czwarty dzień mojej pracy.


Jak narazie nie odczuwam zmęczenia ( widać dobrze odpoczęłam),co najwyżej senność,jako,że szybko zmrok zapada.


Ale tak już będzie niestety do wiosny.


PS.


Uleczku,dzisiaj dobrze się sprawowałam i ani nie zapomniałam butów,ani nie pomyliłam kierunków do domu,haha.


Pora wreszcie przestać być roztrzepańcem.


starość nie radość…




a młodość podobno nie wieczność…..


Ale jednak co młodość,to młodość.


Wczoraj miałam kilka „wiekowych” wpadek,aż wstyd się do nich  przyznać,ale ponieważ jestem szczera do bólu ,to już o nich napiszę.


Po pierwsze tak strasznie śpieszyłam się pomiędzy dwoma pracami ( miałam okazję być podwieziona autem przez znajomego),że…..zapomniałam zmienić butów i …poszłam w klapkach.


Niby nic złego się nie stało,bo w końcu było w południe całkiem  ciepło,gorzej z powrotną drogą,bo wieczorem nieco paluszki u nóg mi zmarzły.


Druga wpadka była dla mnie bardziej dotkliwsza,bowiem podwieziona do autobusu wsiadłam do niego z radością i..pojechałam w odwrotną stronę,niż zamierzałam,czyli spowrotem w kierunku pętli,z której miałam wyjeżdżać,zamiast w stronę domu.


A rezultat?-musiałam się aż trzy razy przesiadać,żeby w końcu do domu ( no z prawie odmrożonymi paluszkami u nóg oczywiście) dotrzeć.


Oj Ewa,Ewa……


Co z Ciebie wyrosło…..


Ale podobno podróże kształcą…..


Mimo to,zachwycona tymi wieczornymi wojażami przez całe miasto,w dodatku z czekaniem na poszczególne autobusy, zachwycona nie byłam raczej.


No i jak ja miałabym sama jeździć np.samochodem,skoro kierunki jazdy mi się mylą???


Z topografii swojego własnego miasta-pałka.


Tak więc zdecydowanie o kupnie własnego samochodu muszę zapomnieć.


Mam nadzieję,że dzisiaj będzie już nieco lepiej (skąd mam wziąść do cholery następne półbuty???,poranki są przecież chłodne) i jakoś szczęśliwie do pracy dotrę.


A wszystkie wczorajsze przygody biorę na karb mojego roztargnienia ( najlepiej tak siebie wytłumaczyć),a broń Boże nie doszukuję się innych przyczyn..


Chociaż z wiekiem człowiek też popełnia różne bzdurne błędy,podobno uczyć się można całe życie,a i tak głupim umrzeć.


Więc idę po następne życiowe doświadczenia.


Cześć.


PS.A jednak chyba gdzieś tam w głębi duszy zazdroszczę Halusi,że jest tam,we Włókniarzu, w Busku……


Ma też przecież piękną pogodę i….mało czasu dla mnie.


A tak sie przyzwyczaiłam do jej codziennych telefonów………


Pewnie ma dobre towarzystwo i dobrze się bawi.


I bardzo dobrze.


Moje 5 minut już minęło.


Ale powspominać można,stąd zamieściłam moje zdjęcie ,zrobione w parku ,przy fontannie ,w Busku.


Ach te wspomnienia…….




środowy wpis

No i o czym mam pisać?,że dzisiaj moja ulubiona środa?

Czemu ulubiona?,no bo  to już środek tygodnia.

Tylko,że ja i w sobotę w tym tygodniu pracuję…

Trzeba w końcu odpracować to,co sobie bąblowałam.

Ale niestety kolanko znów dało mi dzisiaj w nocy "popalić,bolało jak diasi,musiałam po lekarstwo sięgać.

A miało być lepiej…

Rację chyba Ulik miała,że niestety nie zawsze taka kuracja pomaga.

Jak już stare kości……

Wdrażanie diety też nie najlepiej mi idzie,wczoraj miałam znów "dzień głoda",zapychałam go byle czym,a to listek sałaty,a to jabłuszko,a to gotowane jarzyny,a potem te wyrzuty,że może za dużo jednak tego wszystkiego??

Czyli jestem na dobrej drodze do…anureksji.

A to dopiero byłaby heca.

Teraz zastanawiam się nad dietą Soutch Beach,oglądałam wczoraj przepisy tej kuchni i nie powiem,nawet całkiem smakowite.

Podstawą jest indeks glikemiczny,który określa,które potrawy są wskazane,które nie.

W sumie generalnie podobna jest do "mojej" diety,bez chleba,ziemniaków,słodyczy,czyli z wielkim ograniczeniem węglowodanów.

Niestety ograniczone tam są również niektóre owoce,te o dużej zawartości cukru.

Zobaczymy,narazie kupiłam sobie wczoraj bluzeczkę o jeden numer za małą i…postaram się,żeby w jak najkrótszym czasie była dla mnie akuratna.

To jest wspaniały naprawdę doping.

Dobra,koniec dywagacji,pora zbierać się do pracy.

dzień jak codzień

ładne kwiatki rosną w tym Busku,prawda?

Poranek,kawa,wpis do bloga,papierosek i fru na calutki dzień wylatuję z domowego gniazdka.

Tak już musi być przez calutki rok.

Wczoraj rozmawiałam z Krystyną,z którą pracowałam w szpitalu Kolejowym,umówiłyśmy się już na wspólny wyjazd za rok do Buska.

Ale to dopiero za rok,narazie muszę uzbierać troszkę pieniążków,więc muszę ostro popracować.

Co prawda podwyżki nie dostałam,ale przynajmniej jedna pensja na mnie czekała,jak to miło,taki niewielki zastrzyk pieniężny po powrocie z pustą kieszenią……

Jakoś to będzie,rok szybko przeleci,ale jeszcze  i tak za dużo czasu do odliczania,hahaha.

Zresztą tak między nami mówiąc,nie wiem,czy tak bardzo ta kuracja mi pomogła.

Kolano dalej boli,jak za długo siedzę przy komputerze ,kark też robi sie sztywny…..

Ale czekam,bo reakcja na zabiegi dopiero przychodzi po pewnym czasie.

Narazie idę popracować.

późnym wieczorem

No,pierwszy dzień pracy mam już za sobą…

Alem się namęczyła,a może to  te dwutygodniowe rozleniwienie spowodowało,że musiałam tak długo w pracy siedzieć?????

Wpisywałam,wpisywałam i końca nie było widać.

No cóż,za darmo pieniędzy przecież nie dają….

A jak tyle ich podczas urlopu straciłam,teraz muszę pracowicie nadrabiać.

Nie ma to tamto…….