skrucha

Wyprowadziłam dzisiaj  biednego Muchomora z nerw.

Nie, to nie zamierzone i celowe – aż taka złośliwa to nie jestem.

Przepraszam Muchomorku, nie gniewaj się na mnie, ja tylko chciałam wywrzeć lekką presję na Tobie.

Bynajmniej o żadne krętactwa nie posadzam Cię, gdzieżbym nawet śmiała…

A jakby co, to okazało się, że mogę z Rafałem podjechać do Mikołowa ( to nasz kalmarowski kierowca).

Ale oczywiście, że wolę z Muchomorem, bo będziemy się tam napewno dobrze bawić.

No i powrót mam wtedy zapewniony . he, he.

A jednak jestem złośliwa….

Umówiłam się juz z Muchomorkiem na  tą sobotę, na wspólne kupowanie balowej sukni dla mnie ( no i wesele i ten bal mikołowski), mam nadzieję, że to skruszy jej serce chociaż…..

Czekaj, czekaj, a kto tu i przed kim ma być skruszony???

To przecież ja powinnam bić się w piersi za dzisiejszy poranny wpis, co niniejszym czynię.

Poniedziałek nawet minął mi całkiem pogodnie, słonko tak cudnie dzisiaj świeciło, a południowa godzina ( czyli  godzina mego przemieszczania się miedzy obiema pracami) przypominała raczej wczesnokwietniową porę…

Wogóle zapowiadają na kilka najbliższych dni taką temperaturę jak dzisiaj i świecące się słonko.

Aż strach pomyśleć, że "źli ludzie" prognozują do 2 tygodni 30-sto stopniowe mrozy.

A KYSZ !!!!!

tydzień numer 2

                                                  

Tak liczymy tygodnie u rybek.

Kupiłam stosowny kalendarz biurowy i teraz już na bieżąco z tymi tygodniami będę, nic mi się nie pomyli.

Więc budzik zaterkotał o 4.50, jak zwykle w co drugi tydzień.

Okropnie to wcześnie, ciekawe kiedy o tej porze słonko mnie powita?

Oj jeszcze troszkę na to poczekać bede musiała…..

Narazie w najbliższej przyszłości czekają mnie dwie imprezy:

27 stycznia ślub i wesele Magdy, a tydzien później bal w Mikołowie.

Pojechałabym nawet na ten bal, tylko, żeby Muchomorek dał się namówić.

A Muchomor, jak to Muchomor, już kręci.

I kto mnie teraz do Mikołowa powiezie???

Ale jeszcze mam tydzień czasu, żeby jednak odkręcić muchomorkowe chimery….

Tym bardziej, że czyta Muchomor mój blog, więc….

No dobrze, zgadzam się, wywieram tutaj presję, ale każda droga wiodącą do celu jest dobra, ( z wyjątkiem tej po trupach).

Ale mój nacisk jest raczej powiedziałabym lekki…

Moim porannym wpisom do blogu zawsze towarzyszy nieodzowny włączony telewizor.

Do tej pory o 5-tej rano oglądałam powtórki z "Mody na Sukces", niestety przesunięto emisję tego serialu na południe – nie będę więc mogła śledzić bardzo bujnych wydarzeń losów tej amerykańskiej rodziny.

Może i dobrze, wystarczy mi to co się na rodzinnym serialowym podwórku dzieje, czyli w "Klanie" i "M jak miłość", a raz na tydzień w "Na dobre i na złe".

Bardziej swojskie, bardziej przemawia do mojego serca, bo i problemy bardziej znane na codzień, niż te "amerykańskie klimaty".

Za to rano oglądałam TVN-24 ( no, przecież mam teraz dekoder i większe przez to możliwości oglądalności), a tu…znów ten sam temat: Wczorajsza rezygnacja arcybiskupa Wielgusa.

Ciekawa jestem, jak długo ten temat jeszcze będzie wałkowany.

Różni politycy ( nawet dzisiaj ci z lewej strony ław rządowych) wypowiadają swoje mądre poglądy na temat tego, co się wczoraj stało.

A jaki jest mój osąd: żal mi arcybiskupa jako człowieka, ale popenił w przeszłości wielki błąd i teraz ponosić musi, jak każdy z nas śmiertelnik, tego konsekwencje.

A jeszcze większym jego grzechem było kłamstwo- próba zaprzeczenia tego faktu, w obliczu  możliwości objęcia kościelnej władzy.

Ja wiem, to też taki ludzki odruch ( a czyż politycy nie kłamią, aby osiagnąć swój sukces), ale skoro księża kłamią, to jaki mają autorytet dla tych, którym tłumaczą pojęcie grzechu??

No a teraz już dosyć rozpisywania się, zegar wskazuje 5.30, to znaczy nadeszła pora, gdy  już muszę pomału zaczynać się zabierać do życia.

Za 35 minut wymarsz z domu do pracy ( po drodze czeka na mnie autem Jacek)

Miłego tygodnia, miłego poniedziałku.