poradnik przedmałżeński dla mojej Madzi

I nie tylko, dla wszystkich panien zmieniających stan cywilny


M I A N O W I C I E :


Do ślubu trzeba ubrać coś białego (symbol  czystości uczuć), coś niebieskiego (np. podwiązka)-kolor wróży wierność kochanka (!!!!!- b. ważne), coś pożyczonego ( dla utrzymania przychylności rodziny przyszłego małżonka), coś starego (żeby w ciężkich chwilach móc liczyć na przyjaciól  i rodzinę) i coś nowego , bo to jest symbol dostatku.


W szwie sukienki panny młodej powinien znaleźć się kryształek cukru i okruszek chleba, w buciku panny młodej pieniążek, a w kieszeni pana młodegop drobne monety – to ma wróżyć dostatek w przyszłej rodzinie.


Idąc do ślubu nie wolno oglądać się  na wrony i kruki, bo przynoszą nieszczęście, ale jak spotka się gołębia lub srokę, szczęście murowane.


Piękna pogoda w dniu ślubu przepowiada  szczęście przyszłym małżonkom, mały deszczyk oznacza Boże błogosławieństwo, a grzmoty lub słonko o czerwonej barwie może wróżyć kłopoty.


Pod żadnym pozorem nie wolno zawracać  młodym z drogi do kościoła, nawet jak coś zapomnieli, wtedy należy posłużyć się którymś ze świadków lub gości.


Panna młoda w zasadzie powinna iść uśmiechnięta do ślubu, ale pojawiających  się łez  wzruszenia nie należy powstrzymywać, gdyż zapowiadają szczęście


Pannie młodej nie wolno pod żadnym pozorem obracać się, by sprawdzić swoją garderobę w ostatniej chwili, pech  wtedy murowany.


Przewagę w małżeństwie będzie miał ten, którego ręka  po  przewązaniu stułą znajdzie się na górze, a  ten, który więcej grosików rozrzuconych pod kościołem zbierze , będzie trzymał domową kasę


Gdyby nie daj Boże w czasie ceremoni obrączka upadła na ziemię, nie wolno jej podnieść nikomuy z pary młodych, musi ich ktoś w tym wyręczyć, a aby nie zapeszać i nie sprowokować złego losu .


Panna młoda może oglądać obrączkę dopiero, kiedy ma już ją na palcu.


( pod warunkiem, że wierzy przyszłemu mężowi, że odpowiednie na ta okoliczność wybierze).


Obsypywanie po ślubie przez gości ziarnem  i drobnymi monetami  wróży dostatek.


Ponieważ przy przekraczaniu progu domu weselnego wzruszona panna młoda może się potknąć, co może ściągnąć nieszczęście i dla niej i całej rodziny, troskliwy pan młody powinien przenieść ją przez próg  (no nie, ja bym się nie dała przenieść)


Na koniec już weselne zwyczaje, czyli rzucanie  przez parę młodych po wypiciu ślubnego toastu  kielichów za siebie, tak by się rozbiły ( na szczęście) i pierwszy taniec na parkiecie pary młodych,  uważając, aby przy nim nogi się nie plątały, bo inaczej  całe ich życie będzie takie poplątane.


Chyba na tym poprzestanę.


Co  pilnie przeczytałam, skurpulatnie ( jako dobra Ciocia) zapisałam dla wszystkich potomnych…..

i znów 4.50..

                     

Co robić, taki mój los i nie narzekam.

Tak zwany świadomy wybór.

Tylko, że to wstawanie w środku nocy jakoś mnie nie za bardzo cieszy….

Dlatego z takim niepokojem czekam na..wiosnę.

Ale kto na nią nie czeka?

Ona gdzieś tam jest, czeka na stosowna porę, by do nas  w końcu zawitać.

Rozkwinie zielonością, bujnością kolorów kwiatów, słonecznymi promieniami.

Ale mi się marzy….. ale taka już romantyczna dusza ze mnie.

Marzenia pozwalają przecież  przetrwać nawet te najgorsze chwile…..

Dlatego wczoraj, gdy chociaż przez chwilę udało mi się  złapać kilka słonecznych promieni, wesoło nuciłam sobie: wiosno, och wiosno, to własnie Ty.

I teraz nie wiem, czy ta prawie wiosenna aura, czy tylko marzenia o niej, wprowadziły mnie w bardzo przyjemny stan euforii.

Tylko do prawdzwiej wiosny jeszcze niestety trochę trzeba poczekać….

Niebawem nadchodzi luty, który potrafi nieźle zamrozić.

Chociaż przyszło teraz dziwne ocieplenie klimatu, mimo,  że ciągle tkwimy w tej samej strefie klimatycznej, mamy ostatnio rekordy w osiąganiu ciepła w danym miesiącu, tak chyba już ciągnie się od lata, niech wspomnę chociaż ten przepiękny wrzesień i październik, rekordowo ciepły grudzień, a i styczeń też pewno jest najcieplejszy od wielu lat.

Żal mi tylko dzieci, które z niepokojem wyglądają na śnieżne ferie……ale za dwa tygodnie wiele zmienić się jeszcze może.

Opowiadała mi wczoraj Bożenka, która organizuje harcerskie ferie w Tyliczu, że mają w programie zaplanowany kulig z pochodniami, ale na wszelki wypadek, prócz sani, zamówione są wozy na kołach, gdyby jednak śnieg nie dopisał, żeby dzieciom chociaż przedsmak prawdziwego kuligu pozostał…..

No to teraz trzeba zaczarować dla dzieci ten śnieg – niech chociaż one maja trochę zabawy……

A ja sobie jeszcze cierpliwie na prawdziwą wiosnę poczekam……..