zmęczona..

Jakaś zmęczona dzisiaj jestem.

A to dopiero czwartek.

A, pamiętam,  czwartki dawniej, dawniej jeszcze, były ciężkie, zawsze więcej w ten dzień pacjentów było, czyżby to powróciło? ( na szczęście nie ma  już pana doktora Kazia)

Magia złego czwartku???

Może to ten wiatr deprymująco na człowieka działa, może ciut więcej pacjentów???

W każdym razie dzisiaj mam już dosyć i najchętniej już bym do łóżka wskoczyła, ale nie, trzeba jeszcze troszkę poczekać na tą przyjemność,  całkowicie na nią  zasłużyć…..

Przyjemność, bo ledwie głowę do poduszki przyłożę, już chrapię smacznie.

No i całe szczęście, że sama w pokoju jestem, bo nikt mi nie przeszkadza  i nie budzi wołając, nie chrap.

Teoretycznie jutro po raz ostatni w tym tygodniu do pracy idę, ale całkiem jest możliwe, że znów każą mi  w sobotę  do Kalmara, na spotkanie gastronomiczne przyjść.

Tylko, że teraz już nic na sumieniu nie mam i na takie spotkanie poszłabym z czystym sercem – nie tak , jak ostatnio z obawą, że mnie tam coś złego spotka.

No i nic mnie złego nie spotkało na szczęście…….

Teraz się nie wykręcam, trochę mi  to nie na rękę, bo na zakupy z Muchomorkiem się już umówiłam ( sukienka ect), ale jak każą przyjść….. podporządkuję się.

A co.

i o czym by tu tak rano napisać

      


Muszę coś ciekawego wymyśleć, żeby się nie powtarzać i nie być nudną….


Ale wcale wbrew pozorom nie jest to takie łatwe.


O porannych trudach wstawania już pisałam, o pogodzie też.


A może teraz o przemijającym czasie? O starzeniu się?


Wczoraj do przychodni przyszła jedna pacjentka, uśmiechnęła się do mnie i mówi ” dzień dobry Pani Ewo”.


Musiałam mieć chyba  zdziwiona minę, bo odrazu mówi „widzę że pani mnie nie poznaje, jestem koleżanką pani siostry, dr.K.


Matko jedyna, głupio mi się zrobiło, szczególnie jak dodała z uśmiechem : „w pewnym wieku, my, kobiety, zmieniamy się bardzo”


O nie, pomyślałam, ja tam się tak bardzo  nie zmieniłam, w każdym bądź razie  napewno nie tak, żeby rozpoznać mnie nie można było……


Twarz  jej niby była mi znajoma, ale jakieś rysy takie pozamazywane….


Przypomniałam sobie, jak jeszcze pracowałam w szpitalu i po spytaniu się pacjentki o wiek ( a był zbliżony do mojego), odrazu pomyślałam ” przecież ja tak staro nie wyglądam”


No tak, całkowity brak krytycyzmu wobec siebie, wczoraj też właśnie tego doznałam.


Co prawda owa pani o całe 7 lat starsza jest odemnie ( a 7 lat w naszym wieku to znów jest różnica), ale najwyraźniej nawiązała, że


i mnie jakaś tam zmiana w moim wyglądzie  tak całkowicie nie ominęła.


Jednym słowem, trzeba powiedzieć sobie prawdę  i to gorzką


 prawdę,”  Ewka, starzejesz się”


Ale za to jestem całkiem postępowa „babcia”, pracuję ( i to sporo), obsługuję komputer, czatuję, nie obca mi jest komórka, aparat cyfrowy, więc tak całkiem chyba ze mną jeszcze nie jest źle?


No i oczywiście bloguję :-))


A poza tym ciągle czuję się jeszcze  na duchu młoda, a to jest najważniejsze…….


 Dobre samopoczucie, to jest to,co człowieka przy życiu trzyma


Dlatego postanowiłam pracować i nie poddawać się.


Bo póki człowiek pracuje, jest młody.


No i sami pomyślcie, co ciekawego ( prócz sprzątania i przekładania rzeczy na jedną, lub drugą kupkę) można ciekawego w domu  robić?


Oglądanie telewizji na dłuższą metę jest nudne, (szczególnie polityka, w której  zastępcze tematy – sensacje są wałkowane na okrągło, żresztą i filmy również, czy tylko muszą puszczać same filmy ociekające krwią i okrucieństwem?, a gdzie jest miejsce na relaksujące komedie i romanse?, tych ciągle w telewizji jak na lekarstwo),  ciągłe siedzenie przy komputerze męczy….. ( no tak, przecież w pracy też przy nim właściwie urzęduję).


A w pracy spotyka się tyle ciekawych osób, tyle nowego człowiek może się  dowiedzieć, nauczyć,


Więc zanim całkiem już przeminę, zanim zgaśnie blask na moim obliczu, idę sobie właśnie do pracy.


Papa.