
Moja Kochana , mała Kamilka.
Kiedyś zarzuciła mi, że nigdy nie wspomnę o niej w blogu.
Wymieniam wszystkie dzieci, które są w mojej rodzinie, a ją omijam.
A jak mi wypomniała, kiedyś była moją małą, najukochańszą dziewczynką.
I dalej jest, tylko już nie taka mała, za 3 miesiące kończy osiemnaście lat.
Ile dni przy niej spędziłam, gdy była taka malutka, a jej mama musiała się nadal uczyć w pomaturaknej szkole.
Brałam wtedy same popołudniówki w szpitalu, a dopołudnia opiekowałam się Kamilką.
Do tej pory Magda śmieje się, wspominając, jak pakowałam w nią, pod nieobecność rodziców, podwójne porcje butelki mleka, bo Kamilka taka niedożywiona…….
Jak ten czas leci, prawie osiemnaście lat.
A teraz biedaczka moja, niemała mała Kamilka , siedzi w samolocie i sama leci do swojego Ojca do Chicago.
Okropnie to długa podróż, z Krakowa wyleciała o 6 rano, a na miejscu będzie dopiero o 22.30 naszego czasu.
Tam będzie dopiero 3.30 pm (czyli popołudniu).
Pewnie będzie padnięta, będzie chciała sie zdrzemnąć, bo to akurat dla niej już to będzie pora nocna, a tu napewno Ojciec będzie z nią chciał chwilkę porozmawiać….
Trochę miała moja Kamilka przygód po drodze, miała przesiadkę w Monachium, cichutko usiadła w poczekalni i czekała, aż ją do samolotu drugiego wywołają (miała tam 4-5 godzin czekania), ale ponieważ nie przeszła na salę odlotów, nie mogła znaleźć swojej bramki.
Na szczęście interwencja Magdy i Mariusza poruszyła siły porządkowe na monachijskim lotnisku i szczęśliwie wsadzili ją do dobrego samolotu.
Kamilko kochana, chociaż pewno narazie nie przeczytasz tego mojego wpisu wiedz, że całym sercem jestem teraz z Tobą w samolocie i cały czas o Tobie myślę……
Kocham Cię bardzo i nie mogę się doczekać, kiedy wrócisz i opowiesz wszystkie swoje wrażenia z dalekiej podróży.
Ale baw się dobrze, dużo zwiedzaj i miej swój FUN, jak mawiają amerykanie.
PS. A jak pozna tam jakiegoś mlodego amerykanina, zakocha się i nie wróci już do nas ??????