
Drzewo – symbol życia.
Stoi sobie takie samotne na drodze do Kalmara.
Stanęłam pod nim, popatrzyłam i….. się nim zachwyciłam.
Silne, mocno wrośnięte w niewielki kawałek ziemi, na której stoi, tuż przy szosie…
I nie poddaje się przeciwnościom losu, nie straszne dla niego smagania wiatrem ( a te ostatnie ostatnio bardzo są dokuczliwe),
nie straszne dla niego wydzieliny spalin, unoszące się nad nim.
Dzisiaj prawie nagie, bezlistne, czeka ( pdobnie jak i ja) na wiosnenne przebudzenie…..
Niemy świadek historii…..
Nareszcie dzisiaj już piątek.
Koniec z tak wczesnym wstawaniem.
Tylko pogoda do spacerów nie zachęca, jak to dobrze, że Jacek dzisiaj po drodze mnie weźme do auta.
Brr, taka zimną , mokrą i ciemną szosą rano ( a prawie jeszcze nocą) spacerować, to koszmar.
Więc nawet to jedno piwko, którym się dzisiaj u Jacusia wkupię, to chyba za mało za wygodę podjazdu pod sama firmę.
No i czekam dzisiaj na wieści od mojej Kamilki, (córki Magdy), sama pojechała, a raczej poleciała w daleki świat, jak sobie da radę sama biedaczka na tym przesiadkowym lotnisku
w Monachium….
Trzymam za nią mocno kciuki.