I znowu się zbliża……

 

Niemowita suchota w ustach,  drapanie w gardle,  kręcenie w nosie, kichanie, niby katar, no tak, zaczyna się załamanie  mojego zdrowia.

A…………..PSIK !!!!!!

Zawsze tak samo zaczyna się u mnie przeziębienie.

I nie ma zmiłuj się, a przecież nie mogę chorować. !!!!!

Tylko jak zakatarzona na weselisko pójdę?????

Co prawda jest jeszcze trochę czasu, jeszcze 12 dni, ale czy do tego czasu zdążę i zachorować i wyzdrowieć  ????.

Jak pech, to pech.

Najlepsze są metody domowe, np. herbata z miodem i cytryną, ale jak mam ten miód wcinać, jak on jest wbrew mojej diecie?

Pozostaje mi czosnek, ale nie jestem pewna, czy współpracownicy ze mną wytrzymają, a co powiedzą pacjenci, nad którymi pochylać się będę?

Powiedzieć może i nic nie powiedzą, ale co pomyślą to ich.

Są jeszcze i tabletki różnego asortymentu, ale mój żołądek niezbyt jest dla nich przychylny.

Odrazu bólem reaguje.

Pamiętam   swoje wielkie katarzysko tuż przed studniówką i kolegę, który wsadził moją głowę pod koc i kazał wdychać opary cebuli, świeżo pokrojonej na talerzyku. Pomogło.

Najwyżej cały następny weekend spędzę na wąchaniu cebuli.

Mam nadzieję, że do następnej po nim soboty  i katar i zapach cebulowy odejdą sobie precz.

to nie odkrycie wcale

 

A wiecie może jaki dzisiaj mamy dzień?

Oczywiście, że PONIEDZIAŁEK.

Zupełnie nie rozumiem, czemu ten dzień nazwali szewskim poniedziałkiem.

To całkiem przyzwoity dzień, po dwudniowym odpoczynku człowiek wypoczęty, pełen zapału i siły wraca do swoich codziennych zajęć.

A że do weekendu daleko???

Wcale nie aż tak bardzo, bo jeszcze ( nie licząc dnia dzisiejszego) 4 dni i znów…wypoczynek.

No, nie dla każdego 4 dni, bo ja, jak już pisałam ten tydzień mam wydłużony w pracy o 1 dzień, ale co tam te głupie 5 godzin? przeleci, jak z bicza trzasnął.

Zresztą podobnie jak i te pozostałe 4 dni, przecież teraz dnie uciekają jak szalone, dopiero co jest poniedziałek, a już mamy sobotę.

Zauważam to zwłaszcza, od kiedy zaczęłam regularnie swój blog pisać.

Przyznaję, że nieco jestem tym przerażona, bo dnie układają się w tygodnie, miesiące, lata……

PRZEMIJANIE…….

Wczoraj odezwała sie na gg Kamilka, fajnie się z nia rozmawiało, wogóle człowiek nie miał tego odczucia, że ona jest tak daleko odemnie.

Dzisiaj wylatuje na kilka dni z Ojcem do Meksyku, a tam ciepełko wielkie, całkiem letnia pogoda – a podobno w Chicago wczoraj śnieg padał.

Wczoraj, dzisiaj…… w tej odległości, jaka teraz między nami powstała, a w związku z tym i różnica czasu, zupełnie zatraca  się pojęcia słów wczoraj, dzisiaj, jutro.

Gdy piszę te słowa przed godzina siódmą, u niej jest jeszcze przecież wczoraj……, więc dla niej do  wyjazd Meksyku nastąpi dopiero jutro.

Więc pojęcie czasu to wartość całkiem względna, przez jej przelot przez ocean przeżywała ten sam dzień dwukrotnie, za to zabraknie jej dnia przy powrocie, bedzie miała lukę w czasie….

Dziwne to wszystko, prawda?

Jest  teraz 6.30, za oknem czarna jeszcze noc ( kiedy będzie rano świeciło słoneczko???), ale zapawiadają w miarę ciepły i słoneczny poniedziałek, nie będzie więc wcale źle.

Miłego tygodnia ( jak zwykle w poniedziałek) życzę, oby był słoneczny dla wszystkich i na niebie i w duszy, milego i wcale nie szewskiego  poniedziałku  też życzę, a ja pomału zbieram się do pracy.

.