Niemowita suchota w ustach, drapanie w gardle, kręcenie w nosie, kichanie, niby katar, no tak, zaczyna się załamanie mojego zdrowia.
A…………..PSIK !!!!!!
Zawsze tak samo zaczyna się u mnie przeziębienie.
I nie ma zmiłuj się, a przecież nie mogę chorować. !!!!!
Tylko jak zakatarzona na weselisko pójdę?????
Co prawda jest jeszcze trochę czasu, jeszcze 12 dni, ale czy do tego czasu zdążę i zachorować i wyzdrowieć ????.
Jak pech, to pech.
Najlepsze są metody domowe, np. herbata z miodem i cytryną, ale jak mam ten miód wcinać, jak on jest wbrew mojej diecie?
Pozostaje mi czosnek, ale nie jestem pewna, czy współpracownicy ze mną wytrzymają, a co powiedzą pacjenci, nad którymi pochylać się będę?
Powiedzieć może i nic nie powiedzą, ale co pomyślą to ich.
Są jeszcze i tabletki różnego asortymentu, ale mój żołądek niezbyt jest dla nich przychylny.
Odrazu bólem reaguje.
Pamiętam swoje wielkie katarzysko tuż przed studniówką i kolegę, który wsadził moją głowę pod koc i kazał wdychać opary cebuli, świeżo pokrojonej na talerzyku. Pomogło.
Najwyżej cały następny weekend spędzę na wąchaniu cebuli.
Mam nadzieję, że do następnej po nim soboty i katar i zapach cebulowy odejdą sobie precz.