wieczorkowy wpisik

Dzień ma się już ku końcowi, był ciepły i słoneczny, prawie jak marcowy.

Humorek już chyba wrócił na swoje miejsce, katarek troszkę odpuścił, czyli ogólnie źle nie jest.

Dzisiaj zostałam umówiona do fryzjera i do makijażu (???), i to tam, gdzie będzie się Magda czesała, a podobno, kto pierwszy usiądzie na fotelu, na którym czesała się panna młoda, rychło za mąż wyjdzie.

Muszę pilnować tego fotela, bo na łapanie welona nie mam co liczyć.

A może chociaż bukiecik  rzucon raczkami panny młodej w moje ręce wpadnie?????

A tam, żartowałam oczywiście, po co mi na stare lata mąż

Ino  same zgryzoty bym miała.

Co innego miły Pan do towarzystwa , na wspólne spacery, wypady do kina czy teatru, o to tak i owszem.

Ale, żeby wypić szklankę mleka nie potrzebuję ani mleczarni, ani krowy kupować 🙂

I  na tym i koniec mądrkowania na dzisiaj.

Oczywiście żartowałam. 🙂

Ulubiona środa…


 


Wstała sobie dzisiaj cichutko ta środa, bladym świtem.


I powiedziała mi, nie martw się, te wszystkie twoje frustracje już są za tobą, przespałaś je i teraz już tylko musi być lepiej….


I oby  tak było.


Co wydałam, to wydałam, trudno, już się nie wróci, chociaż nawet moja siostra i sama Magda uznały, że zaszalałam.


Ale czasami trzeba ( oj, jednak horoskop prawę pisał, że lekką rączkę będę miała !!!)


Wczoraj dostałam kilka wiadomości od użytkowników


 extrafotki – wszystkie wyrażały żal, że zrezygnowałam, że tak łatwo się poddałam.


Wcale nie tak łatwo, bo konflikt pomiędzy extrafotką, a mną, trwał od dłuższego czasu.


Ale ja nie Don Kichot, z wiatrakami walczyć nie będę.


Skoro nie zasługuję na to, żeby moje zdjęcia widoczne były dla wszystkich użytkowników ( Ci „wybrani” i tak zawsze  odnaleźli moje zdjęcia, wchodząc bezpośrednio na moja stronę), skoro z większym gronem ludzi nie mogę podzielić się tym, co czuję, muszę zrezygnować.


Mam nadzieję, że nikt mnie tu o megalomanię nie posądzi, pewnie, że lepsza garstka dobrych przyjaciół, niż szerokie grono


przeróżnych znajomych, ale  uważam, że moje zdjęcia wcale nie były gorsze od tych, które na ogólnej stronie się pokazują, więc i względy ambicjonalne też dopełniły czarę mojej goryczy. 


A poza tym, w trakcie wymiany korenspondencji mailowej pomiędzy mną, a panią, odpowiedzialną za extrafotkę, ta wielokrotnie wykazywała, że to, co ja  do niej piszę, mija się z prawdą, że moje zarzuty są nieuzasadnione, po czym ….nic się nadal nie zmieniało, nadal moje fotki były pomijane.


Nie bardzo lubię, jak się ze mnie robi , delikatnie mówiąc, idiotkę,


a ponieważ nie można zlikwidować samemu  swojego konta, usunęłam z niego wszystkie swoje zamieszczone tam zdjęcia.


I na tym temat EXTRAFOTKA zakończyłam.


HOWK !


Dzisiejsza noc nie była szczególna, przez ten katar budziłam się wielokrotnie, ba, bawet o 4.17 już wstałam, ale z jaką ulgą położyłam się spowrotem……. przedemną było jeszcze dobre 2 godziny spania.


Niestety, po obudzeniu się, katar pozostał, a, nawet się nasilił, mimo wielkiej ilości zjedzonych wczoraj medykamentów.


No tak, nieleczony katar trwa (conajmniej) tydzień, a ten leczony (conajmniej) 7 dni.


Więc teraz sobie idziemy razem do pracy, ja i mój katar.


Zaopatrzyłam się we wielką ilość chusteczek higienicznych i następną porcję medykamentów – noszę ze sobą istną aptekę,  tak łatwo się nie dam.


A…….PSIK……..