
Wstała sobie dzisiaj cichutko ta środa, bladym świtem.
I powiedziała mi, nie martw się, te wszystkie twoje frustracje już są za tobą, przespałaś je i teraz już tylko musi być lepiej….
I oby tak było.
Co wydałam, to wydałam, trudno, już się nie wróci, chociaż nawet moja siostra i sama Magda uznały, że zaszalałam.
Ale czasami trzeba ( oj, jednak horoskop prawę pisał, że lekką rączkę będę miała !!!)
Wczoraj dostałam kilka wiadomości od użytkowników
extrafotki – wszystkie wyrażały żal, że zrezygnowałam, że tak łatwo się poddałam.
Wcale nie tak łatwo, bo konflikt pomiędzy extrafotką, a mną, trwał od dłuższego czasu.
Ale ja nie Don Kichot, z wiatrakami walczyć nie będę.
Skoro nie zasługuję na to, żeby moje zdjęcia widoczne były dla wszystkich użytkowników ( Ci „wybrani” i tak zawsze odnaleźli moje zdjęcia, wchodząc bezpośrednio na moja stronę), skoro z większym gronem ludzi nie mogę podzielić się tym, co czuję, muszę zrezygnować.
Mam nadzieję, że nikt mnie tu o megalomanię nie posądzi, pewnie, że lepsza garstka dobrych przyjaciół, niż szerokie grono
przeróżnych znajomych, ale uważam, że moje zdjęcia wcale nie były gorsze od tych, które na ogólnej stronie się pokazują, więc i względy ambicjonalne też dopełniły czarę mojej goryczy.
A poza tym, w trakcie wymiany korenspondencji mailowej pomiędzy mną, a panią, odpowiedzialną za extrafotkę, ta wielokrotnie wykazywała, że to, co ja do niej piszę, mija się z prawdą, że moje zarzuty są nieuzasadnione, po czym ….nic się nadal nie zmieniało, nadal moje fotki były pomijane.
Nie bardzo lubię, jak się ze mnie robi , delikatnie mówiąc, idiotkę,
a ponieważ nie można zlikwidować samemu swojego konta, usunęłam z niego wszystkie swoje zamieszczone tam zdjęcia.
I na tym temat EXTRAFOTKA zakończyłam.
HOWK !
Dzisiejsza noc nie była szczególna, przez ten katar budziłam się wielokrotnie, ba, bawet o 4.17 już wstałam, ale z jaką ulgą położyłam się spowrotem……. przedemną było jeszcze dobre 2 godziny spania.
Niestety, po obudzeniu się, katar pozostał, a, nawet się nasilił, mimo wielkiej ilości zjedzonych wczoraj medykamentów.
No tak, nieleczony katar trwa (conajmniej) tydzień, a ten leczony (conajmniej) 7 dni.
Więc teraz sobie idziemy razem do pracy, ja i mój katar.
Zaopatrzyłam się we wielką ilość chusteczek higienicznych i następną porcję medykamentów – noszę ze sobą istną aptekę, tak łatwo się nie dam.
A…….PSIK……..