Gdyby…

Gdyby to był inny piątek, może bym się i nim cieszyła.

A tak, czym się mam cieszyć, skoro jutro przed 7-mą rano wstawać muszę i do pracy iść też muszę.

W dodatku okropnie i zmarzłam i zmokłam, czekając wieczorem  na przystanku  autobusowym.

Wniosek : czasami piątki nie są wcale takie radosne, jaby to się mogło wydawać, z pozoru…….

 

wiatr

 

Nie nawidzę wichury.

Źle wpływa na moja psychikę

A ten ostatnio wyje jak potępieniec, idący na szubienicę,uderza w szyby okna jakimiś kablami, dzwoniąc o szybę i nie pozwalając spać.

W dodatku późnym wieczorem, a raczej już początkiem wczesnej

nocy  była burza – całkiem jak na wiosnę.

Bo jakoś w zimie chyba burze raczej nie istnieją?

Co prawda nie jakaś wielka ta burza była, trochę grzmotów i błysków, ale jednak…..

I jak tu rano można powiedzieć, że człowiek wstał wypoczęty??

I nadal wieje i wiać nie przestanie, strach teraz chodzić ulicami,  żeby nie oberwać po głowie spadającym drzewem, gałęziami , czy kawałkami dachówki.

Już w TVP  wieszczą o kilku śmiertelnych i wielu mniej groźnych  takich wypadkach .

Zgroza !!!

Ale cóż, już jest grubo po godzienie 7-mej ( trochę dłużej dzisiaj jakoś pospałam, niż zazwyczaj), najwyższa pora ze swojej dziupli wyglądnać…

Dzisiaj może ( ale nie musi wcale) być nieco nerwowy dzień, więc na wszelki wypadek muszę uzbroić się w podwójną cierpliwość i tak zwany anielski spokój.

Pa.