moje szczęście

I chociaż rano pełna optymizmu wstałam, jakoś w ciągu dniu optymizm wyraźnie  mi zanikł.


Nie, nie było żadnych ku temu szczególnych powodów, dzień jak codzień, ale bez wzlotów, na szczęście i bez upadków też.


Sama siebie ostatnio nie rozumiem, jakoś negatywnie jestem do wszystkiego nastawiona, zmęczona, czy….niedożywiona??


Fakt, dzisiaj głód okropnie mi dokucza, jak już danwo nie, zupełnie nie rozumiem, dlaczego??


Czyżby mrozy nadciągały???


Dzisiaj  ostatecznie podjęłam dezycję – nie jadę  w następną sobotę na spotkanie czatusiów do Mikołowa.


Za dużo imprez naraz by było, a poza tym, coś coraz mniej mnie to internetowe życie pociąga.


Trudno, pewnie stracę paru przyjaciół,   ale jakoś nie mogę się przemóc do tego paplania o niczym.


A jeszcze niedawno żyć bez spotkań w pokoju 50 lat nie mogłam……


Podobno co 7 lat człowiekowi się zmienia charakter,  widać na mnie ” bum” padło  już teraz.


Tak więc : extrafotka całkowicie już mi odpadła ( zrezygnowałam i zostałam skreślona z własnej zresztą woli z listy uczestników),  czatowanie też jest raczej u mnie z tendencją do rezygnowania, albo conajmniej do wielkiego ograniczenia, na szczęście pozostało mi moje ulubione blogowanie.


I całe szczęście  !!!!


miłego poniedziałku


 


I chociaż zaspana bardzo jestem, bo jak już pewno wiecie, znów muszę wstawać w tym tygodniu w środku nocy,  ( a obudziłam się sama, na pięć minut przed budzikiem!),


 wszystkim  życzę miłego pierwszego dnia tygodnia, a i pozostałe też niech będą miłe.


Ja z niecierpliwością już czekam na weekend, bo na weselisko w sobotę mojej Magdusi  idę.


Więc jak nie wstawać w poniedziałkowy świt z radosnym nastawieniem do świata????


Jak widać, już od świtu świeci mi światełko nadzieji……


Na dobry dzisiejszy dzień ( wszak nie będzie dzisiaj spacerów zimną szosą- będę jechała autem z młodym pracownikiem o nieznajomym mi jeszcze imieniu), na miłe popołudnie ( w przychodni zapowiada się nieco mniej roboty), na……..


( tu można sobie dopisać własne życzenia do woli,


ilość nieograniczona)


 moje najlepsze życzenia.


Co prawda kolanko po sobotnim moim upadku nieco jeszcze mi dokucza, ale od czego są medykamenty?


Tych zresztą coraz wiecej łykam codziennie, czego nie cierpię, a już


 też pomału stają się  namacalnym świadectwem starzenia się organizmu…


Żeby człowiek swoje zdrowie lekarstwami podpierać musiał, coś okropnego.


No cóż, z czasem człowiek nie wygra, z niedoskonołaściami ciała też, niestety.


I z taką oto konkluzją, wyruszam ( radośnie, jak wyżej napisałam) w następny etap mojego pracowitego życia, bo najpierw trzeba zapracować, aby móc się potem bawić.


Wszystko w życiu ma swoją przecież kolej.


Pa.