I chociaż rano pełna optymizmu wstałam, jakoś w ciągu dniu optymizm wyraźnie mi zanikł.
Nie, nie było żadnych ku temu szczególnych powodów, dzień jak codzień, ale bez wzlotów, na szczęście i bez upadków też.
Sama siebie ostatnio nie rozumiem, jakoś negatywnie jestem do wszystkiego nastawiona, zmęczona, czy….niedożywiona??
Fakt, dzisiaj głód okropnie mi dokucza, jak już danwo nie, zupełnie nie rozumiem, dlaczego??
Czyżby mrozy nadciągały???
Dzisiaj ostatecznie podjęłam dezycję – nie jadę w następną sobotę na spotkanie czatusiów do Mikołowa.
Za dużo imprez naraz by było, a poza tym, coś coraz mniej mnie to internetowe życie pociąga.
Trudno, pewnie stracę paru przyjaciół, ale jakoś nie mogę się przemóc do tego paplania o niczym.
A jeszcze niedawno żyć bez spotkań w pokoju 50 lat nie mogłam……
Podobno co 7 lat człowiekowi się zmienia charakter, widać na mnie ” bum” padło już teraz.
Tak więc : extrafotka całkowicie już mi odpadła ( zrezygnowałam i zostałam skreślona z własnej zresztą woli z listy uczestników), czatowanie też jest raczej u mnie z tendencją do rezygnowania, albo conajmniej do wielkiego ograniczenia, na szczęście pozostało mi moje ulubione blogowanie.
I całe szczęście !!!!