Wieczór panieński??

Tak jakby, ale tylko, że nie mój.

A czy panieński??

Tak w pełnym słowa tego znaczeniu nie można powiedzieć.

Ale to nie moja sprawa,

Nie tylko przed Magdą jutro wielki dzień, przedemną też.

Chociaż to nie mój ślub, szykuję się do niego należycie.

Jutro o 9.30 mam wizytę u fryzjera ( no i jaki kolor włosów mam wybrać??), a potem mam zamówiony makijaż ( jakbym sama nie umiałam go sobie zrobić), ale co tam,  żyje się raz, szaleje też raz.

Najwyżej przez następny miesiąc suchy chleb dla konia będę jadła…….

W każdym bądź razie bedę musiała dzisiaj wcześniej spać iść, żebym jutro była wypoczęta i…piękna.

Co prawda pannie młodej konkurencji żadnej nie zrobię, bo to ona ma być tam jutro najpiękniejsza, ale…

Nigdy nie zaszkodzi.

A nóż komuś w oko wpadnę????

Pod śniegiem…..

  

 

Rozczuliłam się wczoraj, gdy tą jarzębinkę, otuloną śnieżną kołderką zobaczyłam…..

Musiałam oczywiście zrobić jej zdjęcie.

Całkiem miłe południe wczoraj było, takie lekko mroźne, ale z nikłymi promieniami słoneczka, no i najważniejsze nie padał już śnieg.

Co prawda popoludniu jeszcze kilka śnieżynek z nieba spadło, ale nie długo te opady trwały i raczej nikłe były….

Jednakowoż zima nadal nie odpuszcza, z czego niewątpliwie dzieciaczki się cieszą, bo wszystkie górki w parkach roją się od kolorowych saneczkarzy i rozbrzmiewają radosnym piskiem i śmiechem.

A niech te dzieci trochę radości mają, bo już za trzy dni ferie się kończą i znów do szkolnej ławy powracać będą musiały…..

Na szczęście dzisiaj piątek, ale przyznam, że nie szczególnie się czuję, jakby jakieś choróbsko mnie od śodka rozkładało…nie daj Boże, bo jutro weselisko.

Najchętniej wróciłabym jeszcze do ciepłego łóżeczka..

Chyba to jednak niemożliwe.