Szczerość

Co to jest szczerość?

Czy takie słowo wogóle istnieje, prócz nazwy oczywiście, a jeżeli tak, czy opłaca się być szczerym aż tak do bólu?

Nie sądze, chociaż wiadomo, że kiedyś przyjdzie pora, że  cała prawda i tak na jaw   kiedyś wyjdzie.

Wypełźnie, jak robak z zepsutego jabłka, będzie jątrzyć…..

Ale wtedy już jest za późno, żeby cokolwiek naprawiać, zresztą to co już przeminęło i tak nie wróci.

Najwyżej może pozostać pewien niesmak osoby, która po wielu, wielu latach czuje się w pewnym sensie oszukana.

Ale to już było i nie wróci więcej- śpiewała kiedyś Rodowicz w jednym ze swoich przebojów, a dalej : i choć tyle lat minęło wciąż do przodu się wyrywa głupie serce…..

Moje już się nie wyrywa panie K., już nie.

Szkoda tylko, że tak późno zrozumiałeś , że kiedyś popełniłeś błąd.

Za późno opuściłeś swoją skorupę, którą tyle lat szczelnie się okrywałeś.

Nie potrafię Ci pomóc…… nie chcę…….

Ale to już było, wczoraj, dzisiaj jest inaczej.

Może sen przyniósł trochę ukojenia?

Nie można żyć do tyłu, trzeba patrzeć, co nowy dzień przyniesie.

Więc wstaję, przecieram oczy i idę po nowe dnia zadania.

I znowu się zbliża……

 

Niemowita suchota w ustach,  drapanie w gardle,  kręcenie w nosie, kichanie, niby katar, no tak, zaczyna się załamanie  mojego zdrowia.

A…………..PSIK !!!!!!

Zawsze tak samo zaczyna się u mnie przeziębienie.

I nie ma zmiłuj się, a przecież nie mogę chorować. !!!!!

Tylko jak zakatarzona na weselisko pójdę?????

Co prawda jest jeszcze trochę czasu, jeszcze 12 dni, ale czy do tego czasu zdążę i zachorować i wyzdrowieć  ????.

Jak pech, to pech.

Najlepsze są metody domowe, np. herbata z miodem i cytryną, ale jak mam ten miód wcinać, jak on jest wbrew mojej diecie?

Pozostaje mi czosnek, ale nie jestem pewna, czy współpracownicy ze mną wytrzymają, a co powiedzą pacjenci, nad którymi pochylać się będę?

Powiedzieć może i nic nie powiedzą, ale co pomyślą to ich.

Są jeszcze i tabletki różnego asortymentu, ale mój żołądek niezbyt jest dla nich przychylny.

Odrazu bólem reaguje.

Pamiętam   swoje wielkie katarzysko tuż przed studniówką i kolegę, który wsadził moją głowę pod koc i kazał wdychać opary cebuli, świeżo pokrojonej na talerzyku. Pomogło.

Najwyżej cały następny weekend spędzę na wąchaniu cebuli.

Mam nadzieję, że do następnej po nim soboty  i katar i zapach cebulowy odejdą sobie precz.

to nie odkrycie wcale

 

A wiecie może jaki dzisiaj mamy dzień?

Oczywiście, że PONIEDZIAŁEK.

Zupełnie nie rozumiem, czemu ten dzień nazwali szewskim poniedziałkiem.

To całkiem przyzwoity dzień, po dwudniowym odpoczynku człowiek wypoczęty, pełen zapału i siły wraca do swoich codziennych zajęć.

A że do weekendu daleko???

Wcale nie aż tak bardzo, bo jeszcze ( nie licząc dnia dzisiejszego) 4 dni i znów…wypoczynek.

No, nie dla każdego 4 dni, bo ja, jak już pisałam ten tydzień mam wydłużony w pracy o 1 dzień, ale co tam te głupie 5 godzin? przeleci, jak z bicza trzasnął.

Zresztą podobnie jak i te pozostałe 4 dni, przecież teraz dnie uciekają jak szalone, dopiero co jest poniedziałek, a już mamy sobotę.

Zauważam to zwłaszcza, od kiedy zaczęłam regularnie swój blog pisać.

Przyznaję, że nieco jestem tym przerażona, bo dnie układają się w tygodnie, miesiące, lata……

PRZEMIJANIE…….

Wczoraj odezwała sie na gg Kamilka, fajnie się z nia rozmawiało, wogóle człowiek nie miał tego odczucia, że ona jest tak daleko odemnie.

Dzisiaj wylatuje na kilka dni z Ojcem do Meksyku, a tam ciepełko wielkie, całkiem letnia pogoda – a podobno w Chicago wczoraj śnieg padał.

Wczoraj, dzisiaj…… w tej odległości, jaka teraz między nami powstała, a w związku z tym i różnica czasu, zupełnie zatraca  się pojęcia słów wczoraj, dzisiaj, jutro.

Gdy piszę te słowa przed godzina siódmą, u niej jest jeszcze przecież wczoraj……, więc dla niej do  wyjazd Meksyku nastąpi dopiero jutro.

Więc pojęcie czasu to wartość całkiem względna, przez jej przelot przez ocean przeżywała ten sam dzień dwukrotnie, za to zabraknie jej dnia przy powrocie, bedzie miała lukę w czasie….

Dziwne to wszystko, prawda?

Jest  teraz 6.30, za oknem czarna jeszcze noc ( kiedy będzie rano świeciło słoneczko???), ale zapawiadają w miarę ciepły i słoneczny poniedziałek, nie będzie więc wcale źle.

Miłego tygodnia ( jak zwykle w poniedziałek) życzę, oby był słoneczny dla wszystkich i na niebie i w duszy, milego i wcale nie szewskiego  poniedziałku  też życzę, a ja pomału zbieram się do pracy.

.

szczególna niedziela

   

                    

Dzisiaj po raz piętnasty zagra Wielka orkiestra Świątecznej pomocy.

Oj się będzie działo………….

I znów, jak co roku wielka akcja Jurka Owsiaka, mnóstwo zaangażowanych osób wylegnie na ulice wszystkicj miast, miasteczek  i miejscowości, aby zagrać i przy okazji zebrać pieniądze na leczenie dzieci, które ulegną wypadkom drogowym, a także, co jest nowość w tym roku , na ufundowanie odpowiedniego sprzętu dla osób z cukrzycą.

Naprawdę wielka sprawa, nie tylko samego Owsiaka, nie tylko osób, które brały udział w organizacji tych imprez, ale nas wszystkich, Polaków, którzy potrafią w tym dniu naprawdę być hojni, a przy okazji mają okazję zabawić się przy rytmach dobrej muzyki.

Więc popołudniu trzeba by sie wybrać na krakowski Rynek, posłuchać troszkę tej świtecznej orkiestry i przy okazji jakiś symboliczny grosz do odpowiedniej puszki złożyć.

Pogoda co prawda nie specjalna, nieco ponuro, na szczęście nie pada deszcz i wiatr już jakby odpuścił……

No to plan na popołudnie już mam, ale czy napewno go zrealizuję??,  to zależy wszystko od…pogody i mojego humorku.

Do popołudnia wiele wydarzyć przecież sie może.

ale ulga….

Ufff już po zakupach.


Co prawda stosownej kreacji nie kupiłam, bo nie było odpowiedniej dla mnie, te co oglądałam były nie ładne, a te, które mi sie podobały….musiałabym jeszcze ze 60 kg  mieć mniej ciała.


Tak więc problem ubrania na wesele pozostawiam otwarty, ale mam jeszcze prawie 2 tygodnie czasu, coś wymyślę.


Za to kupiłam……. nie, nie napiszę, bo Magda czyta mój blog, a to ma być niespodzianka.


Byłam w tym sklepie nie dla idiotów (Media Market oczywiście !), więc kupiłam sobie drugą część filmu DVD „Nigdy więcej „, czyli „Ja wam jeszcze pokażę” – będę miała co oglądać.


Niesamowite ilości ludzi przemieszcza się po tym M-1.


Tłum, jakby było jeszcze  przed świętami.


Ale butików jest tam bardzo mało, raczej przewaga sklepów z odzieżą sportową


Oczywiście robiłyśmy z Muchomorkiem małe przerwy w bieganiu po sklepach, wpadłyśmy na chwilkę do Kawiarni Wiedeńskiej na wspaniałą kawę ( ach, jakie ciasta tam kusiły, ale byłam silna w swoich postanowieniach i oporna na smakowitości).


Po skończonych zakupach,  ( w dalszym ciągu nie powiem, co kupiłam),  poszłyśmy na pyszny obiadek do „Sfinksa”


Półmisek żarłoka był rzeczywiście olbrzymi, wypełniony 4 rodzajami mięsa, do wyboru ryżem lub frytkami ( ja jadłam oczywiście żółty ryż), sałatką grecką, a do tego podano 3 rodzaje wspaniałych sosów.


No i gratisowo do  każdej porcji  podano kubek   grzanego piwa, na nie, niestety, się skusiłam, ale tak dawno już piwka nie piłam, smakowało wspaiale.


Nie mam żadnych obiekcji, że go wypiłam. 


Ani troszkę.


Tak więc sobotę  spędziłam bardzo intensywnie ( nie, nie na spaniu jak zazwyczaj w sobotę lubię czynić), a że nieco forsy znów z konta ubyło…( Magda, nie czytaj tego, omiń), no cóż.


Wreszcie pieniądze są po to, by je wydawać.


Acha, mam jeszcze nową torebkę ( stara wylądowała w pobliskim koszu na śmieci), kupiłam tam też coś z kosmetyków….


No a horoskop mówił mi, że…. będę rozrzutna…..


A tam, horoskop.


w horoskopie piszą przecież to,  co komu na myśl przyjdzie, nie warto w to wierzyć.


Grunt, że zakupy udane były i już.


wietrzna noc

 

Matko kochana jak ta podróż Kamili długo trwała.

Samolot o całe dwie godziny był opóźniony ( ????), tak więc rozmawiałam z nią dopiero o 1.10 w nocy.

Ale dziecko jest zadowolone, pewnie była troche zmęczona, wszak od czasu wyjścia z domu minęło prawie 20 godzin.

Swoją drogą rozumiem, że pociagi się opóźniają, ale samoloty też?

Może niedogodne jakieś warunki przy startowaniu z Monachium były, widocznie te wichury i tam się dają we znaki.

Potem czekała ją długa przeprawa przez  odprawę Emigration, aż wreszcie mogła spotkać się ze swoim tatą.

Ale to jest młoda przecież osoba, energiczna, więc takie przeciwności w podróży nie były dla niej aż tak uciążliwe – jej głos przez telefon był raczej rześki i całkiem radosny.

No nie dziwię się jej wcale, w końcu po długiej podróży szczęśliwie stanęła na amerykańskiej  ziemi ( ja tam boję się okropnie latania samolotem), a teraz tyle ciekawych i nowych przygód ją tam czeka….

I ja jestem już zadowolona, że doleciała szczęśliwie i nigdzie po drodze nam nie zniknęła.

Tu ja wspominam swoją  sprzed 30 kilku lat podróż do USA , legendarnej już ziemi obiecanej, gdzie wszystko mnie zadziwiało, było takie inne.

Ale też i czasy wtedy były inne, teraz i u nas więcej "normalności" życia, ale całą tą podróż do dzisiaj wspominam jako swoją najwiekszą przygodę życia.

Za to  jestem  dzisiaj całkiem niewyspana, bo to wietrzysko tak strasznie  targa drzewami, a  w dodatku zamontowane na moim oknie urządzenie do wypychania nikotynowego dymu uderza o szybę i tak przeraźliwie stukało, że budziłam się kilka razy w nocy.

Właśnie idę wypić sobie poranna kawusię,, muszę być przecież dzisiaj w dobrym stanie fizycznym, skoro tak wielkie zakupy przedemną.

Jeszcze zdążę się wyspać – tylko jak zaczarować ten wiatr, żeby przestał szaleć???

godzina 22.30 naszego czasu

Kamilka już napewno szczęśliwie wylądowała, właśnie jakoś teraz, niedawno.

A może już jest w objęciach swojego taty????

Czekam na jakąkolwiek wiadomość, ale już jestem spokojna.

Teraz, pod opieką taty, nic złego już jej stać się nie może.

Specjalnie czekałam do 22.30, chyba spokojnie mogę się położyć spać, i tak najwcześniej ciekawe wiadomości  od niej napłyną dopiero jutro……

Moja Kamilka

 



Moja Kochana , mała Kamilka.


Kiedyś zarzuciła mi, że nigdy nie wspomnę o niej w blogu.


Wymieniam wszystkie dzieci, które są w mojej rodzinie, a ją omijam.


A jak mi wypomniała, kiedyś była moją małą, najukochańszą dziewczynką.


I dalej jest, tylko już nie  taka mała, za 3 miesiące kończy osiemnaście lat.


Ile dni przy niej spędziłam, gdy była taka malutka, a jej mama musiała się nadal uczyć w pomaturaknej szkole.


Brałam wtedy same popołudniówki w szpitalu, a dopołudnia opiekowałam się Kamilką.


Do tej pory Magda śmieje się, wspominając, jak pakowałam w nią,  pod nieobecność rodziców, podwójne porcje butelki mleka, bo Kamilka taka niedożywiona…….


Jak ten czas leci, prawie osiemnaście lat.


A teraz biedaczka moja, niemała mała Kamilka , siedzi w samolocie i sama leci do swojego Ojca do Chicago.


Okropnie to długa podróż, z Krakowa wyleciała o 6 rano, a na miejscu będzie dopiero o 22.30 naszego czasu.


Tam będzie dopiero 3.30 pm (czyli popołudniu).


Pewnie będzie padnięta, będzie chciała sie zdrzemnąć, bo to akurat dla niej już to będzie pora nocna, a tu napewno Ojciec będzie z nią chciał chwilkę porozmawiać….


Trochę miała moja Kamilka  przygód po drodze, miała przesiadkę w Monachium, cichutko usiadła w poczekalni i czekała, aż ją do samolotu drugiego wywołają  (miała tam 4-5 godzin czekania), ale ponieważ nie przeszła na salę odlotów, nie mogła znaleźć swojej bramki.


Na szczęście interwencja Magdy i Mariusza poruszyła siły porządkowe na monachijskim lotnisku i szczęśliwie wsadzili ją do dobrego samolotu.


Kamilko kochana, chociaż pewno narazie nie przeczytasz tego mojego wpisu wiedz, że całym sercem jestem teraz z Tobą w samolocie i cały czas o Tobie myślę……


Kocham Cię bardzo i nie mogę się doczekać, kiedy wrócisz i opowiesz wszystkie swoje wrażenia z dalekiej podróży.


Ale baw się dobrze, dużo zwiedzaj i miej swój FUN,  jak mawiają amerykanie.


PS. A jak pozna tam jakiegoś mlodego amerykanina, zakocha się i nie wróci  już do nas ??????

Drzewo

                             

                  

 

Drzewo – symbol życia.

Stoi sobie takie samotne na drodze do Kalmara.

Stanęłam pod nim, popatrzyłam  i…..  się nim zachwyciłam.

Silne, mocno wrośnięte w niewielki kawałek ziemi, na której stoi, tuż przy szosie…

I nie poddaje się przeciwnościom losu, nie straszne dla niego smagania wiatrem ( a te ostatnie ostatnio bardzo są dokuczliwe),

nie straszne dla niego wydzieliny spalin, unoszące się nad nim.

Dzisiaj prawie nagie, bezlistne, czeka ( pdobnie jak i ja) na wiosnenne przebudzenie…..

Niemy świadek historii…..

Nareszcie dzisiaj już piątek.

Koniec z tak wczesnym wstawaniem.

Tylko pogoda do spacerów nie zachęca, jak to dobrze, że Jacek dzisiaj  po drodze mnie weźme do auta.

Brr, taka zimną , mokrą i ciemną szosą rano  ( a prawie jeszcze nocą) spacerować, to koszmar.

Więc nawet to jedno piwko, którym się dzisiaj u Jacusia wkupię, to chyba za mało za wygodę podjazdu pod sama firmę.

No i czekam dzisiaj na wieści od mojej Kamilki, (córki Magdy), sama pojechała, a raczej poleciała w daleki świat, jak sobie da radę sama biedaczka na tym  przesiadkowym lotnisku

w Monachium….

Trzymam za nią mocno kciuki.

 

zmęczona..

Jakaś zmęczona dzisiaj jestem.

A to dopiero czwartek.

A, pamiętam,  czwartki dawniej, dawniej jeszcze, były ciężkie, zawsze więcej w ten dzień pacjentów było, czyżby to powróciło? ( na szczęście nie ma  już pana doktora Kazia)

Magia złego czwartku???

Może to ten wiatr deprymująco na człowieka działa, może ciut więcej pacjentów???

W każdym razie dzisiaj mam już dosyć i najchętniej już bym do łóżka wskoczyła, ale nie, trzeba jeszcze troszkę poczekać na tą przyjemność,  całkowicie na nią  zasłużyć…..

Przyjemność, bo ledwie głowę do poduszki przyłożę, już chrapię smacznie.

No i całe szczęście, że sama w pokoju jestem, bo nikt mi nie przeszkadza  i nie budzi wołając, nie chrap.

Teoretycznie jutro po raz ostatni w tym tygodniu do pracy idę, ale całkiem jest możliwe, że znów każą mi  w sobotę  do Kalmara, na spotkanie gastronomiczne przyjść.

Tylko, że teraz już nic na sumieniu nie mam i na takie spotkanie poszłabym z czystym sercem – nie tak , jak ostatnio z obawą, że mnie tam coś złego spotka.

No i nic mnie złego nie spotkało na szczęście…….

Teraz się nie wykręcam, trochę mi  to nie na rękę, bo na zakupy z Muchomorkiem się już umówiłam ( sukienka ect), ale jak każą przyjść….. podporządkuję się.

A co.