Dostałam jednak całą wypłatę, bez żadnych potrąceń.
Zapomniał, czy docenił to moje siedzenie po godzinach w grudniu???
Trudno zgadnąć, co w drugim człowieku drzemie.
Ale to było sprawiedliwe.
Dostałam jednak całą wypłatę, bez żadnych potrąceń.
Zapomniał, czy docenił to moje siedzenie po godzinach w grudniu???
Trudno zgadnąć, co w drugim człowieku drzemie.
Ale to było sprawiedliwe.
Dzisiaj sobie nieco ponarzekam.
Na pogodę na początku ponarzekam.
Bo to jest całkiem niemiłe, gdy rano wstajesz, za oknem chlupie deszcz, a w głowie zamieszkują młoteczki, które niemiłosiernie się tłuką.
Oj, dzisiaj chyba z 5 kolejnych kaw nie wiele mi pomoże, trzeba po APAP sięgać.
Okazuje się, że mam też więcej powodów do narzekania…
Na dzisiaj byłam umówiona z monterem z Neostrady.
Jak to dobrze, że jakieś przeczucie kazało mi zadzwonić do Neostrady.
Bardzo miła Pani poinformowała mnie, że.. mimo, że jest takie zgloszenie NIKT nie umówił ze mną montera, więc też nikt nie przyjdzie usunąć tej usterki.
Dziwne, przyjęli moje zgłoszenie i…pozostawili bez efektu???
Ten problem z fatalnym odbiorem neostrady już mam od 1 listopada, więc już ponad 2 miesiące walczę z…niefrasoblisością TPSA.
Chyba jest to wyraz ich całkowitego lekceważenia klienta…
Chyba?? raczej napewno mają mnie w nosie, chociaż płacę im 130 zł miesięcznie i za takie pieniadze powinnam mieć usługę bez żadnych zakłóceń, a już napewno nie z pernamentnymi przerwami w programie.
No cóż, miałam dzisiaj urlop w przychodni,więc teraz szybko do niej lecę, a muszę prosić o nowy urlop w piątek, mam nadzieję, że w końcu ktoś do mnie z szacownej neostrady dotrze.
Inaczej będę zmuszona w sposób formalny przeprowadzić rozwód z neostradą.
A teraz szybko się zbieram do przychodni, bo naprawdę późno się już zrobiło.
Miłego dnia.
Koniec balangi, nareszcie wróciłam do domu.
No tak, wyszłam z niego jeszcze w zeszłym roku przecież, a wróciłam dopiero dzisiaj po pracy.
To się nazywa dopiero balowanie, prawda?
Tak więc od początku.
Akurat w ostatnie dzień Starego Roku posypało się kilka zaproszeń na Sylwestra, nawet kolega, który milczał lata, zadzwonił i mnie też zaprosił na wspólne spędzenie tego wieczora.
A jednak z całego wachlarza propozycji wybrałam…rodzinę.
Chciałam być z nimi, a szczególnie z moimi dziewczynkami, w ten ostatni wieczór starego roku.
Było bardzo przyjemnie.
O północy wyszliśmy przed dom, gdzie Maciek puszczał sztuczne ognie. Z każdej strony wsi oczywiście też rozpozścierały się piękne fajerwerki.
Było co podziwiać.
Poszliśmy spać o całkiem przyzwoitej godzinie, jak na taką noc, czyli około 2-giej , wiec Nowy Rok przywitaliśmy bez kaca i bez bólu głowy ( i nóg też).
Wczorajszy dzień też spędziłam na rodzinym łonie.
Maciek pojechał wczoraj kupić Eurobiznes, specjalnie na tą okazję, więc w piatkę stawaliśmy się na zmianę potencjalnymi posiadaczami domkówi ,hoteli, żeby po chwili stać się….bankrutem.
Ale na szczęście nikt nie brał tej zabawy na poważnie, więc śmiechu było co niemiara.
Pewnym urozmaiceniem naszej zabawy był brak światła, poważna wichura pozrywała druty wysokiego napięcia, graliśmy więc przy świeczkach, co dodawało jeszcze dodatkowej porcji dreszczyku emocji.
Ostatnią noc też spędziłam w gościnnym domku na wsi, więc rano z Elą odrazu pojechałam sobie do przychodni, a potem do rybek.
Dopiero wieczór przygnał mnie do domu, w końcu musiałam sprawdzić, czy jestem tu jeszcze zameldowana.
Reasumując, spedziłam naprawdę bardzo miłe chwile i te świąteczne i te noworoczne, odpoczęłam, bardzo się zrelaksowałam, minęły gdzieś czarne wizje, które ostatnimi czasy mnie męczyły.
Tak bardzo było mi to potrzebne…..
Z nowym zapałem weszłam w Nowy Rok i oby tego zapału starczyło mi jeszcze na bardzo długo.
To będzie krótki wpis, bo jestem jeszcze w gościach, sylwester jeszcze trwa….
Żartuję, właśnie dzisiaj wyjeżdżam z gościnnej wsi od Eli i Maćka i jadę prosto do ukochanj mojej pracy.To były wspaniałe 3 dni rozrywki ( wczoraj graliśmy w Eurobiznes), ale już niestety koniec balowania, koniec świętowania, rzeczywistość wzywa.
Przedemną jakieś około 300 dni pracy (tak plus minus, licząc święta, niedziele i urlop).
No to …….zaczynamy………
![]()
Już rok 2006 przeszedł do historii.
Witajcie kochani w Nowym Roku.
Mam nadzieję,że będzie on szczęsliwy dla każdego z nas.
Sylwestra spędziłam w gronie rodzinnym na wsi.
O północy całe niebo nad Modlnicą rozjaśniły kolorowe fajerwerki, nie
tylko u nas, ale i w pobliskich sąsiedztwach.
Pięknie to wyglądało.
Usiłowałam nawet sfotografowac niektóre wybuchy, ale to nie takie proste, bo nocne zdjęcia są czasowe, więc najczęściej w obiektywie pozostawały mi tylko kolorowe zygzaki.
W różny sposób spędzali tego sylwestra niektórzy.
Wiele osób przychodziło na czat.
W naszym pokoju 50+ sporo było czatusiów przez cały wieczór.
To taki nowoczesny sposób spędzania Sylwestra dla tych, którzy nigdzie na bale się nie wybierali.
Wśród wirtualnych przyjaciół wzosiliśmy wirtualne lampki wina i posyłali sobie wirtualne cmoki, gwiazdki, serca i balony.
A wszystko to okraszane były miłymi słowami przyjaźni – nikt chyba nie czuł się samotny.
Kochani moi, życzę wszystkim w tym Nowym roku dużo pogody ducha, szczęścia i własnie tego, aby nikt przez całe następne 365 dni nie zwątpił w miłość i przyjaźń.
Niech nam się wszystkim dobrze dzieje…….