Nie zrozumcie mnie źle, nie popiłam wczoraj wcale i dlatego dzisiaj tak długo nie piszę.
Owszem, był kieliszek czerwonego, wytrawnego wina, ono mi ostatnio bardzo smakuje i pozwala zasnąć, chociaż godzina czwarta w nocy jest magiczna godziną, obojętnie o której się kładę spać i tak około czwartej rano się budzę i…czuwam do świtu, potem znów zasypiam, budzę się ect……..
Ale powracając do wczorajszego dnia: to był przyjemny wieczór w gronie osób, które znam i lubię, a najważniejsze dla mnie było to, że tak sporo osób wczoraj
pokazało, że im na mnie zależy, że mnie lubią i że tęsknią za mim powrotem na Żabiniec, jakże to było mi potrzebne dla mego nieco przymiętego ego.
A menu, jak menu, właściwie prawdziwie wigilijne, czy smaczne?, różnie oceniać to można, bo chyba niezbyt dobrym pomysłem było podawać ziemniaków ” z papierka”, nie były smaczne, ale za to śledzik był wspaniały, chyba najwięcej mi wczoraj smakował z całej wieczerzy. No i najwazniejsza jest chyba atmosfera
Było, minęło i zanim się obrócimy kilka razy wokoło siebie, znów będzie taka formowa wieczerza, bo okazuje się, że czas rzeczywiście szybko ucieka……..
