Już pomału zbliża się do nas ten magiczny czas. Może nie bardzo go czuć, bo patrząc za oknem, przez które wpadają promyczki uśmiechniętego od ucha do ucha słoneczka zamyślamy się to już ten czas? na pewno? Trudno, sami sobie zafundowaliśmy to ocieplarnie klimatu, więc o Białym Bożym Narodzeniu, tym prawdziwym z sanną śnieżkami i lepieniem bałwana raczej można zapomnieć, nie tylko w tym roku, ale obawiam się, że i w następnych, bo tak niestety nasi meteorolodzy prorokują.
Więc nie będzie w tym roku ( i pewnie w przyszłych też) obrzucania się śnieżkami, lepienia bałwanków, wspanialej sanny i kuligów, gdy nos czerwieniej z mrozu.
U mnie już po świątecznych porządkach, bańka stoi na półeczce, mała choineczka na stole czyli Mam już Wesołych świąt.
Jeszcze do tego roznosi się zapach kiszących się buraków i czosnku – właśnie robi się zakwas na wigilijny barszcz.
Dzisiaj nawet słuchałam na YouTube przepięknej kolędy dla nieobecnych Podaję link, gdyby ktoś miał chwilkę czasu posłuchajcie proszę, taka trochę inna od pozostałych kolęd, ale jakże mila dla uszu i dla naszych wspomnień http://www.youtube.com/watch?v=ZpGC7zKq7lI
A ja ostatnio nieco „zdziecinniałam” i z wielką przyjemnością na You Tube oglądałam sobie wszystkie 13 odcinków Arabelli, a teraz oglądam następne części Powrót Arabelli.
W każdym człowieku tkwi jednak kawałeczek dziecka.
Miłego popołudnia.