dzień przedwigilijny

 
Jestem w Modlnicy. Jak widać choinka pięknie już ubrana bańkami, tak bańkami, bo w Krakowie mówimy bańki, w innych stronach kraju nazywają  te choinkowe ozdoby bombkami.
Dzisiaj przed nami czas pracy, pszenica już się gotuje, muszę ją dopilnować, by się nie przypalała i co chwilę muszę ją mieszać. Potem wymieszam ją ze zmielonym makiem, miodem i innymi bakaliami i będzie pyszna kutia. Co prawda zapach gotowanej pszenicy nie jest jakiś szczególny, ale ważne są dopiero ostatnie efekty.
Magda wczoraj ugotowała pyszny barszczyk ( oj przydał siej  mój zakwas, przydał) i teraz się „przeciera”na balkonie. Za chwilkę wyjmę  balkonu ugotowaną kapuchę ze grzybkami i ( dzieło Magdy) i muszę ją jeszcze z 2 godziny na ogniu potrzymać, jutro będzie lepsza.
No a potem zabieramy się z Olcią za clou programu, czyli mój imieninowy pyszny kokosowy torcik
Tak więc program na dzień dzisiejszy mam całkiem napięty i bardzo dobrze , bo wreszcie czuję się do czegoś potrzebna, sam w domu człowiek całkiem kapcanieje i często nie chce mu się nic robić, bo i po co i dla kogo?
Chociaż ostatnio z wielką radością korzystam z mojego nowego odkurzacza, ale w końcu ile można na tym odkurzaczu jeździć? jednak obiadów np nie gotuję, bo jakoś się troszkę rozleniwiłam, przyznaję się bez bicia

23 grudnia to dla mnie zawsze trochę magiczny dzień, bo moje nieopatrznie powiedziane w tym dniu marzenie zawsze się sprawdza.
A czy i tak będzie w tm roku? zobaczymy – to musi być nie coś przemyślanego ( np własne mieszkanie) ale tak powiedziane w mojej podświadomości.
No to koniec dzisiejszych rozważań, pora brać się za jakąś robotę, przecież pszenica mi już pyrka………