Dzisiaj już bez zgiełku, bez bawiących się i rozbrajających dzieciaczków, pozostajemy w ściśle rodzinnym, małym kręgu.
Dzisiaj przychodzi pora na odpoczynek od jedzeniowych szaleństw, bo ile można jeść nawet największe smakołyki???
Wiadomo, zawsze przed świętami obiecujemy sobie, tym razem kupujemy mniej i……..zawsze czegoś za dużo w koszyczku się znajdzie, na czym cierpią potem nasze brzuchy.
Wiem, jest sporo osób, które ten świąteczny czas spędzają na spacerach, ja niestety do nich nie należę.Zresztą w Krakowie wiał bardzo nieprzyjemny i silny halny, co raczej spacerom taka aura nie sprzyjała.
A tak właśnie myślę sobie, że rok temu spędzaliśmy Święta Bożego Narodzenia w Kościelisku. Na szczęście nie wiał nam wtedy Halny i mogliśmy świętować ez żadnych przygód. Za to to, co dzieje się w tym roku pod Tatrami, to jakaś zgroza, horror. Zarówno gospodarze Podhala, jak i przede wszystkim goście, którzy licznie tam na Święta zjechali zostali pozbawieni prądu. Awaria jest tak wielka, że trudno odnaleźć jej źródło, a szalejąca wichura wciąż się wczoraj nasilała i powalała następne drzewa, czyniąc wielkie szkody.
No i wejdźmy na chwilę w skórę takiego wczasowicza, który wydał na świąteczny pobyt z rodziną całą masę pieniędzy, a tu nie ma prądu, czyli brak telewizora, komputera, nawet telefonu komórkowego, który się rozładował, nie mówiąc o gorącej herbacie, czy ciepły posiłku, albowiem podhalańczycy nie zabezpieczyli się w dodatkowy dostęp do prądu. W dodatku wichura poniszczyła ich samochody, które pozostawiali pod pensjonatami i pod hotelami, w których zamieszkali.
Jednym słowem M A S A K R A , dobrze że nas to minęło, ale tylko dzięki temu, że w zeszłym roku też jakieś tam niedociągnięcia nas od takich wyjazdów wstrzymały. Ale te zeszłoroczne nasze kłopoty minęły tak zeszłoroczny śnieg, zresztą nie miał wcale takiego wyrazu jak tegoroczne kłopoty zakopiańskich turystów.
A i dla nas jutro skończy się czas świętowania i nareszcie wróci normalność
