To był dla mnie ciężki dzień

 

Tyle godzin poza domu, Wyszłam z domu o ósmej rano a wróciłam o 6 wieczór.
Przedpołudnie było bardzo nerwowe, bo jak już pisałam wczoraj miałam sporo spraw do załatwiania i straciłam na tym…no chyba ze 2-3 kg nerwów.
Na szczęście wszystko poszło po mojej myśli i gdy już myślałam, no to sobie odsapnę w domku ( de facto miałam wolny dzień od pracy) dostałam telefon, że pilnie muszę zjawić się w przychodni, albowiem……mój aparat rtg nareszcie działa!!! HURRA!!!! To była bardzo dobra wiadomość. Pojechałam wiec na Żabiniec,
a tam na mnie czekali już dwaj przemili panowie konserwatorzy, którzy musieli pouczyć mnie wszystkiego od nowa, czyli gdzie należy załączać aparat, a także gdzie są jakie guziki, które należy przyciskać, aby ruszyć  stołem, czy lampą rtg. Oczywiście musiałam wszystko wypróbować, więc kilka godzin w przychodni spędziłam.
Na szczęście ten aparat jest bardzo podobny do poprzedniego, tak więc wiele funkcji jest tu podobnych, przez co będzie mi się łatwiej do nowego aparatu przyzwyczaić. A może to on przyzwyczai się też i do mnie? – pamiętacie, pisałam, że w tym dawnym aparacie siedział mały złośliwy chochlik, który utrudniał mi prace i musiałam trochę czasu stracić, żeby go oswoić.  Teraz nie zamierzam pozwolić zagnieździć się tam żadnemu złośliwemu  chochlikowi, od samego początku będę górą, to on będzie musiał do mnie się przyzwyczajać.
No to idę popracować sobie  z radością, bo piątek to dobry początek, więc jest pewne, że i aparat dobrze będzie pracował ( i ja na nim) i wszystko będzie grało jak w najlepszej orkiestrze.
Wczoraj byłam bardzo oszołomiona tymi zmianami ( no i całym tym urzędniczymi zajęciami), tak że gdy wróciłam do domu czułam się, jakbym przekopała pole kartofli.
No tak, nerwy swoje robią, tylko po jakiego diabła człowiek musi je używać przy byle jakiej okazji?
Ale za to jak wspaniale mi się spało!!!!!!

Dzisiaj tylko dwie malutkie wstawki polityczne: Szkocja jednak nadal będzie częścią Wielkiej Brytanii, nie udało im się oderwać od Królestwa, jedno  za co  można
ich pochwalić, to za wielką dyscyplinę przy głosowaniu, średnia frekwencja to ponad 80 procent, w niektórych miejscach  frekwencja około 90 procent – fascynujące, zwłaszcza gdy porównamy ułomną frekwencję przy wszelakich wyborach w Polsce. Ale wydaje mi się, że jednak, ze dobrze się stało, bo przy tym rozstaniu Anglii i Szkocji straciła by i Unia, to mógłby być początek jej rozłamu.
A druga wiadomość z naszego polskiego powtórka: dzisiaj desygnowana na stanowisko premiera Ewa Kopacz oficjalnie przedstawi skład swojego rządu, potem tylko czeka nas tylko przyznanie votum zaufania dla rządu, jej expose jako premiera no i …….. właśnie no i co dalej będzie? zobaczymy.

HEJ HO  HEJ  HO DO PRACY BY SIĘ SZŁO!!!!!!   Miłego piątku

bo dzisiaj środa

Wiem, że dzisiaj mojej Ulki tutaj nie będzie, bo pojechała sobie na wycieczkę, ale na pewno po powrocie zaglądnie do naszego środowego wpisu i niech czeka na Nią ten przepiękny piesio.
Baw się dobrze Uleczko i pamiętaj, uważaj na siebie!

Efekt Tuska??? Okazuje się, że nie ma takiego pojęcia, nie istnieje, na zaufanie PO musi sobie od nowa zapracować, a Pis siedzi cały czas na karku, właściwie to nawet poszybował powyżej PO. Widać Polacy lubią reżim. A do wyborów samorządowych coraz bliżej. I fakt, PO nie wiele teraz zyska……
A przegrana samorządowych eliminacji może potem zadziałać i na te parlamentarne.
Czyli Kaczory dobrze się mają, 3 razy wygrali dodatkowe wybory do Senatu, teraz prowadzą w sondażu CBOS, zaczynam się bać, że znów ludzie głupieją.
Dali się przytłamsić pisowską propagandą, że Ewa Kopacz jest do niczego, a Tusk uciekł do Brukseli. Sami na siebie bicz kręcą.
I tyle na temat  bieżącej polityki.

A co poz tym słychać nowego? Ano chyba nic ciekawego, prócz wspaniałej pogody oczywiście, ciągle trwa nam przedłużenie lata, co mnie bardzo cieszy, bo wreszcie jest ciepło, a nie ma kanikuły i można sobie zjeść spokojnie obiadek w ogródku restauracji obok.
Wczoraj zjadłam sobie taki obiadek w miłym towarzystwie dwóch panów naprawiających nasz aparat rtg, panowie zrobili sobie akurat przerwę na kawkę, a ja do nich się dosiadłam i chwilkę porozmawialiśmy o naszym nowym sprzęcie. I właśnie już wiem, że od przyszłego tygodnia nareszcie ruszamy. HURRA!!!!!
To jest bardzo dobra wiadomość.

Życzę miłej środy, też podobno ma być piękna i słoneczna 🙂

i co?

I co? Przed nami kolejny śliczny i ciepły dzionek. I tak ma być aż do końca weekendu, a może i jeszcze dłużej…..

Pani Premier Kopacz, już oficjalnie na to stanowisko powołana próbuje tworzyć nowy rząd..
Prawda, za wiele możliwości na jakieś cuda nie ma, bo następne wybory parlamentarne już za rok, ale musi stworzyć taki rząd, aby przekonać do siebie wszystkich ( no przynajmniej te 70 procent) Polaków, aby wygrać następne wybory i mieć następne cztery lata do przeprowadzania nowych reform.
Jak na razie trzeba przyznać, że pani premier jest bardzo atakowana, szczególnie ze strony prawicy, pomimo, że jeszcze oficjalnie swojego rządu do działania nie powołała.  No cóż, prawica widać też  szykuje się do zwycięstwa w przyszłych wyborów, więc swoim starym zwyczajem zwalcza rządzących pomówieniami  i dewaluowaniem rządzących, bowiem prawica żadnego pomysłu na rządzenie nie ma, a program, który rzekomo posiada ogranicza się do slow: PO musi odejść. Niestety, prawda jest taka, że PIS żadnego programu nie posiada, ale Kaczyński koniecznie chce te następne wybory wygrać, aby ostała mu otwarta droga do swoich własnych celów, mianowicie pomścić wszystkie swoje dotychczasowe porażki. Dopiero wtedy będziemy mieli Białoruś, kto nie będzie myślał jak Kaczynski musi siedzieć. Na szczęście coraz więcej osób widzi ten jego plan i jego zamierzenia i mam nadzieję, że mądrzy ludzie dadzą szanse nowej pani premier przeprowadzić kraj przez ten ciężki  przedwyborczy okres .
Pani Ewo! życzę pani powodzenia i niech pani pokaże Pisowcom, kto tu rządzi – Kobiety górą!!!!!!

Innych pomysłów na dzisiejszy wpis nie posiadam, więc może dla osłodzenia mojego politycznego wątku coś na wesoło?

 

Jaś zaprosił swoją mamę na obiad w mieście, w którym studiował i gdzie wynajmował małe mieszkanko razem z koleżanką Justyną. Jednak kiedy matka przyjechała do synka, nie mogła nie zauważyć, że współlokatorka syna jest wyjątkowo ładną i seksowną blondynką. Jak to każda matka, zaczęła się zastanawiać, czy aby z tego ich wspólnego mieszkania nie wynikają jakieś problemy. Syn zauważył, jak matka patrzy na Justynę i kiedy byli sami, powiedział:
– Domyślam się, o czym myślisz, ale zapewniam cię, że ona i ja jesteśmy tylko współlokatorami. Nic nas nie łączy.
Tydzień później Justyna pyta się Jaśka:
– Słuchaj, nie chcę nic sugerować, ale od ostatniego obiadu z twoją matką nie mogę znaleźć mojej pamiątkowej cukierniczki. Chyba jej nie wzięła, jak myślisz?
Jasiek zdecydował się napisać list do matki:
„Droga mamo, nie piszę, że wzięłaś pamiątkową cukierniczkę Justyny, nie piszę też, że jej nie wzięłaś. Fakt jednak pozostaje, że od kiedy byłaś u nas na obiedzie tydzień temu, nie możemy jej znaleźć”.
Odpowiedź przyszła parę dni później:
„Drogi Jasiu, nie twierdzę, że sypiasz z Justyną, nie twierdzę też, że z nią nie sypiasz. Fakt jednak pozostaje, że gdyby Justyna spała we własnym łóżku, już dawno by ją znalazła.” 

No i to by było na tyle. Miłego wtorku życzę

a poniedziałek…

 

Jest jasny, słoneczny i ciepły, ot typowa polska złota jesień.
Trochę mi żal, żywe lato już prawie się skończyło, ale gdy przypomnę sobie te mordercze upały uważam, że teraz nie jest źle, oby tylko deszcz nie zaczął znowu siąpić, bo wtedy straszna nostalgia mnie dopada…..
A tu nie ma czasu na nostalgię, trzeba być zwartym i zdrowo w przestrzeń kroczyć.
Ciekawe, od czasu, gdy dowiedziałam się, że moje wyniki są dobre ( nawet EKG pozytywnie się o mnie wyraziło), nabrałam chęci do  życia, do pracy.
Czyli jaki z tego wniosek? – jestem typową hipochondryczką, która wyszukuje sobie na co tu umrzeć A tu nic z tego Ewusiu, życie jest jeszcze wciąż przed tobą.

Ciekawostka polityczna : podobnież politycy PIS mają już dosyć swojego Guru i  pomału knują spisek, jak wysadzić prezesa z fotela. Oby im się udało, chociaż gdy członkowie Pisu  nie zmienią swojej mentalności, nadal będą szkodnikami Polski.
Ale to jest znów polityczna kwestia, nie ma co sobie nią zawracać głowę na samym początku  tygodnia, który ma być miły.
Chociaż w czwartek……., ale co się na zapas mam martwić?

Życzę przyjemnego tygodnia i przede wszystkim miłego dzisiejszego poniedziałku.

ale była impreza!

 

Dzisiaj późno piszę swojego bloga, bowiem bardzo długo wczoraj ( a właściwie i dzisiaj) imprezowałam
Ale od początku: o godz 17 przyjechał po mnie Maciek i pośród niesamowicie zakorkowanych wszystkich ulicach Krakowa dotarliśmy ma miejsce, czyli na nowe osiedle, które znajduje się prawie u wylotu z Krakowa na trasę warszawską.
Właśnie tam, na tym osiedlu Maciek i Ela otwarli Filię nr.1 swojej przychodni. Mieści się ona w lokalu użytkowym bloku. To może nie bardzo duża, ale bardzo ładna przychodnia, wszędzie pachniało czystością, nowością i nowoczesnością. Mieszczą się tam ( prócz sporej rejestracji) cztery gabinety lekarskie, duży gabinet zabiegowy no i dosyć spora poczekalnia. Każdy szczegół przychodni jest bardzo ładnie wykończony, wiadomo, skoro wszystkie prace budowlano- elektryczno- wykończeniowe robił przyjaciel Maćka, wraz z kolegą. Żadnej fuszerki ( no przynajmniej takiej, która rzucałaby się w oczy). Każdy gabinet wymalowany jest w innym kolorze ( żółty, seledynowy itd), a do tego w odpowiednim  do koloru ścian taki sam kolor leżanki dla pacjenta, kolor leżanki, Oczywiście nie muszę dodawać, że cała przychodnia jest skomputeryzowana, co ułatwia pracę lekarzom, w każdej chwili mogą u siebie w gabinecie znaleźć odpowiednią wiadomość.
Podsumowując bardzo mi się ta przychodnia podobała.
Gdy przyjechałam z Maćkiem w przychodni była tylko Ela, Dari i Wika, ale w niedługim czasie pomału zaczęli schodzić się goście, ( przede wszystkim lekarze i pielęgniarki z podstawowej placówki, ale przyszło kilka osób nowych, którzy podejmą w poniedziałek tam pracę), którzy po zwiedzeniu przychodni zostali poproszeni do holu na poczęstunek. Oczywiście cała feta zaczęła się od przemówienia Szefa – Maćka, potem był wzniesiony szampanem toast za pomyślność nowej przychodni, no i potem zaczęliśmy spożywać pyszne cateringowe sałatki, kanapki, babeczki z różnymi pastami etc.
Oczywiście były też jeszcze drinki do wyboru i alkoholowe i bezalkoholowe, które sprawnie serwowała nam Daria ( Wiktoria w międzyczasie nas opuściła, poszła na własną integracyjną imprezę dla licealistów).
Było sporo wspomnień, śmiechów, anegdotek, tak, że bardzo przyjemnie nam się długo siedziało. Oczywiście stopniowo goście z różnych powodów wymykali się do swoich domów, ale ci najbardziej wytrwali siedzieli aż do godziny pierwszej z minutami.
Ja też do tej godziny wytrwałam, chociaż przyznam, że były momenty, że już mi się oczy przymykały, chociaż prócz jednej lampki szampana nie piłam żadnego alkoholu. Zamówiłam więc taksówkę i o wpół do drugiej pojechałam do swojego domku.  Jako stały Klient mam taką opcję w tej firmie taksówkarskiej, że w taryfie drugiej ( a więc w godzinach nocnych, oraz w niedzielę i w święta) mam upust 40 procent na opłatę taksówki, przyznam się, że właśnie wczoraj po raz pierwszy z tej opcji skorzystałam.
Wchodzę więc późną porą do domu, cichutko na paluszkach, a tu okazało się, że dom co prawda oświetlony, ale pusty. Pewnie domownicy też byli na imprezie otwarcia nowej Cricoteki w Krakowie.
Chwilę jeszcze sprawdziłam na komputerze co w świecie się dzieje, więc  w sumie poszłam spać dopiero o wpół do trzeciej w nocy.
Ale co to dla mnie, prawda? przyzwyczajona jestem, zwłaszcza ostatnio do nocnych hulanek :-).
No w każdym razie jestem bardzo zadowolona z wczorajszego dnia, zwłaszcza, że tak rzadko ostatnio udaje mi się gdzieś „bywać w świecie”

A dzisiaj już normalny, sobotni dzionek, nawet lekko słonkiem uśmiechnięty, może będzie tak samo ciepły, jak ten wczorajszy dzień?

Miłej soboty

a dzisiaj popołudniu….

No właśnie, dzisiaj późnym popołudniem czeka mnie ( mam nadzieję) miła niespodzianka.
Wiem tylko, że gdzieś będę ‚”porwana”, ale Maciek szczegółów nie ujawniał, jak niespodzianka, to niespodzianka.
Fajnie, przynajmniej piątek będzie przyjemnym dniem. I pewnie wszystko potem w swoim blogu opiszę, no może nie wszystko, ale na pewno uchylę rąbka tajemnicy 🙂
Bo wczoraj jakoś nieszczególnie było, najpierw rano tylko mżyło, wczesnym popołudniem, akurat wtedy, gdy jechałam po pracy rozpadało się na dobre.
Nawet moje czary nie zadziałały, a sami wiecie, jak to się w deszczu spaceruje, szczególnie, gdy nie ma się przy sobie parasolki. Ta moja składana mi się popsuła, a tej wielkiej z rączką nie chciałam brać, jest niewygodna i łatwo ją zgubić. No a po co ją miałam brać, skoro tylko mżyło?. Skąd miałam przypuszczać, że jednak deszcz nie przepuści i rozwinie się z tej niewinnej mżawki na całego. A mówią przecież: parasol noś i przy pogodzie, ale jakoś nie mogę tego nawyku w sobie wyrobić.

Wzruszająca była wczorajsza uroczystość przyjęcia przez prezydenta Komorowskiego dymisji rządu premiera Tuska.
Szczególnie prezydent podkreślił, że to jest inna niż zazwyczaj dymisja rządu, spowodowana zazwyczaj  upadkiem rządu, tym razem jednak spowodowana ona była awansem naszego premiera na wysokie stanowisko unijne. I bardzo dobrze, że to właśnie pan prezydent podkreślił, albowiem nawet ten awans prezes koniecznie chciał przerobić i  na upadek premiera, który obejmie wg Kaczyńskiego nic nie znaczące stanowisko w Unii i wręcz całej Polski, która pozostanie całkowicie w ruinie po nieudanych rządach PO.
Oj Kaczyński, Kaczyński, po tyłku byś się kopał, gdybyś podobne w Unii stanowisko dostał, tylko jest jedno malutkie  ale, nikt tam cię nie chce!!!
Na pożegnanie pan prezydent wręczył premierowi piękną busolę, która ma mu  wskazać drogę powrotną do swojego  rodzimego portu, do Polski.
Pięknie to powiedział pan Prezydent, naprawdę byłam wzruszona.

A jeszcze muszę dodać, że jadłam wczoraj ugotowaną przez Monikę pyszną, prawdziwą zupę rybną, w której prócz rybek były mule i krewetki, oczywiści były tam i uduszone jarzynki i… kleksik specjalnego sosiku, robionego na bazie osobiście robionego majonezu z różnymi, bliżej mi nieznanymi przyprawami..
Całość była wspaniała, a co najważniejsze, całkiem nie tucząca.   W każdym bądź razie zupa była gotowana wg. przepisów diety Montaigne, na którą to dietę właśnie Monika przechodzi. Sprowadziła specjalne makaronu o niskim indeksie glikemicznym, oraz także nisko dietowe sosy i zupy.
Nawet przez moment zastanawiałam się, czy się do tej diety nie podpiąć, ale zaniechałam jednak tej myśli , wiem, że muszę sama zadecydować o wyborze mojej diety. Chociaż z drugiej strony może przy cukrzycy nie byłaby ta dieta taka zła? Muszę to sobie raz jeszcze dobrze przemyśleć …..
Bo co będzie, gdy akurat podczas stosowania diety wypadnie mi jakaś impreza, święta, imieniny – urodziny itp? Będę musiała walczyć z pokusami i będę tylko stresów sobie przybierała. A wszystkie życiowe sytuacje trzeba brać pod uwagę, ( zawsze jakieś excuse musi być, prawda?).

Pełnia księżyca chyba już dobrze za nami, co prawda raz w nocy się przebudziłam, ale nie musiałam już wstawać, zaraz usnęłam z powrotem. Jednak ważne dla mnie jest spanie przy lekko uchylonym oknie, gdy robi się duszno od razu źle śpię. I już się martwię, jak będę spała, gdy zaczną grzać w kaloryferach.
Ano pożyjemy, zobaczymy.
Dzisiaj jest w miarę ciepło, ale całkiem pochmurnie, ale kto wie, czy słoneczko w południe znów nie zrobi nam psikusa i zza chmurki wychynie?
uczę przyjemnego dnia, bo wiadomo piątek to…….. wiadomo!

znów o śnie

Nudny temat, ale o czym mam pisać o czwartej trzydzieści rano?
Zasnęłam wczoraj,  jak na ostatnie moje możliwości dosyć szybko, przyznam się, wypiłam lampkę czerwonego, wytrawnego  wina wieczór. Dobre wino, bo od Konrada. Zadziałało, nawet  oglądnęłam sobie tylko kawałeczek filmu  Kapelusz pana Anatola, nie wiem, czy nawet minęło 10 minut, gdy słodko sobie usnęłam.
No i co z tego, skoro tuż przed czwartą już obudziłam się na dobre? Okropnie jest męczące to spanie na kilka rat, przyznam się szczerze, że już przyzwyczaiłam się nawet do tych popołudniowych moich drzemek, no skoro nie mogę spać w nocy, to kiedyś odespać to trzeba, no nie?
Ale jednak od tabletek na sen stronię, nie chcę się stać „narkomanką”

A jednak wczoraj kilka promieni słonecznych dotarło do Krakowa, jakaś dobra duszyczka nam je przesłała. Nawet po pracy usiadłam sobie na ławeczce na „moich plantkach” i chwilkę poczytałam sobie Świat seriali, które akurat kupiłam. Czy to dla zdrowotności? wątpię, bo owy prawdę  powiedziawszy,  skwerek z dwóch stron otoczony jest ulicami, po których jeżdżą auta, więc trochę tych „zdrowych spalin” do mnie docierało. Ale i tak lepsze to, niż siedzenie w domu.
Zresztą zrobiło się tak cieplutko, że aż kusiło do odpoczynku na ławce.
To tylko niektórzy mają to szczęście, że wychodzą sobie na tarasik i już mają „wakacje”
Fakt, że tak jest tylko na wiosnę, w lecie i w ciepłym okresie wczesnej jesieni, gdy jest już słota, a potem śnieg, to raczej   nie ma co im zazdrościć. Ślizgawica i błota na bocznych drogach, śnieg na posesji do odgarnięcia, no może tylko można pozazdrościć im tego kominka, w którym wesoło palą się drewna i tak fajnie  przy tym trzeszczą. W lecie też gospodarzom są przysposobione dodatkowe obowiązki, a to trzeba trawnik skosić, a to kwiatki w ogródku podlewać, ale potem można wynieść kocyk do ogródka i położyć się w słoneczku i odpoczywać po pracy, bo dzień długi…..
A ja tak  bardzo miło wspominam te poranne kawy na tarasie :-). Na następne takie będę musiała poczekać raczej bardzo długo, aż do ciepłej wiosny.
Ale za to jak bardzo będą cieszyć wtedy moje oczy nowe, pięknie rozwijające się rośliny!!
Tak w ogóle najwięcej właśnie lubię wiosnę, wtedy czuję, jakbym na nowo do życia się budziła. Ale przecież człowiek to też część natury, dlatego tak właśnie z nią się utożsamia. Jesienią przysposabia się do zmiany klimatu i robi się nieco ospały, zimę najchętniej by całą  przespał ( jak niedźwiedź), dopiero wiosną……..zaczyna swoje życie na nowo. A może to tylko ja mam takie usposobienie?
I na tych filozoficzno – klimatycznych moich rozważaniach kończę super poranny mój wpis, może jeszcze chociaż na dwie godzinki głowę do poduszki przyłożę, oglądając mojego „usypiacza”, czyli  serial  Rodzina zastępcza. Uwielbiam go, bo jest taki ciepły, rodzinny, daję mi namiastkę tego, czego już nie mam

do kompletu

Następna róża do kompletu, oczywiście dla Uli, albowiem mamy dzisiaj środę. Róża jest niezwykła, bo pochodzi z Buska,  zdjęcie zrobione przez zemnie osobiście kilka lat temu. Ale specjalnie ją z lamusa  dla Ciebie Uluś, niech nacieszy oczy Twoje i inne też.
Oczywiście tradycyjne całuski przesyłam Ci z zachmurzonego dzisiaj Krakowa, mam nadzieję, że kilka promyczków mi dzisiaj też podeślesz.

Pisiory szaleją, nie dość, że nasz  premier został wybrany na  prezydenta Unii, to w dodatku nasz pan prezydent Komorowski dzisiaj wystąpi ze swoim przemówieniem w Bundestagu. No i nijak teraz nie będzie można powiedzieć za Kaczyńskim, że Komorowski się nie liczy. Kto widział największego i najjaśniejszego i najmądrzejszego i naj naj naj prezydenta 1000 lecia Lecha Kaczyńskiego, żeby gdziekolwiek prócz Polski i Gruzji przemawiał na światowym forum?
W każdym razie w Bundestagu na pewno go nie było!!!!. Nie wiem, jakimi miarami wielkość i znaczenie w świecie liczy Jarosław, ale o ile sobie przypominam, to właśnie w Niemczech nazwali jego i jego brata kartoflami, a to raczej o ich wielkości nie świadczy.
A teraz ten ” nic nie znaczący polski prezydent” będzie słyszany w świecie i wszyscy okazują  mu szacunek.
Pytam wyborców Jarosława: czy wy naprawdę nie widzicie, że wasz wódz was po prostu okropnie oszukuje?
A tak w ogóle, jak przywódca największej opozycyjnej partii może tak lekceważąco odnosić się do obecnego prezydenta, czy to znaczy, że jego brat, gdy był prezydentem Polski też się nie liczył? To jest nie tylko nieeleganckie, ale wręcz skandaliczne  stwierdzenie i za takie właśnie stwierdzenie poseł Kaczyński powinien odpowiedzieć przed komisją parlamentarną. Oznacza to bowiem, że (zwykły) poseł nie uznaje władzy zwierzchniej, która została wybrana w demokratycznych wyborach..

Czytając komentarze zauważyłam, że nie tylko ja miałam ostatnio  kłopoty ze snem, jednak rzeczywiście pełnia księżyca potrafi dokuczyć nie jednej wrażliwej osobie.
Poczytałam sobie o tym w internecie i tam też znalazłam potwierdzenie tej tezy.
Na szczęście księżyc już się kurczy, więc tej nocy spałam w miarę dobrze, pomimo, że jednak dwa razy się przebudzałam. Ale w sumie mogę powiedzieć, że miałam całkiem dobrą noc. I tak pewnie pozostanie aż do…….. następnej pełni, ale nie będę już na zapas się martwiła.

Jak już pisałam powyżej dzisiaj jest dosyć pochmurnie i chłodno, może w południe pogoda na lepsze się zmieni?
Tego życzę wszystkim w dniu dzisiejszym.
Ja tak na wszelki wypadek wypiłam sobie dzisiaj jedną porcję Nimesilu 🙂

LUNA

 

Już wiem, co jest powodem moich kłopotów ze snem – księżyc, dokładnie jego pełnia.
Ta noc była ciut ciut lepsza, bo jednak 3 godziny przespałam, ale po wielkich trudach i kręceniach się po moim tapczaniku. Nawet około trzeciej nad ranem jadłam wczesne śniadanie – moje ukochane płatki z mlekiem.
Księżyc tak jasno świecił i aż nęcił swoim blaskiem. Czyżbym na stare lata stała się lunatyczką? Bylebym tylko po parapetach nie zechciała chodzić, bo na bank bym zleciała i byłoby po Ewusi, mieszkam przecież na drugim piętrze!
Myślałam, że po nieprzespanej poprzedniej nocy padnę wczoraj na nos, ale skąd, nic takiego się nie działo, byłam całkiem ” trzeźwa” i wcale mi się nie chciało przez cały dzień spać. Zdrzemnęłam się i owszem dopiero popołudniu, ale też gdzieś  niecałą godzinkę, a potem była walka o sen aż do 3 w nocy,
Ciekawe ile taka pełnia trwa i czy przez ten cały okres nie będę normalnie spała?
A tak dopiero co niedawno chwaliłam na blogu moje przespane całe  noce. No tak mówią: nie chwal dnia przed nocą.
Swoją drogą jest to bardzo denerwujące, gdy widzisz, że wszyscy smacznie sobie pochrapują, a Ty nie możesz. No i wiadomo, że nocą przychodzą złe myśli, dopiero dzień je rozpędza. Jednym słowem okropieństwo!!!!!!
Nie bardzo chcę zażywać coś na sen, by się nie uzależnić od proszków, takie to łatwe, ale gdy dzisiaj wieczór zobaczę, że znów księżyc zagląda do mojego okna, będę zmuszona po lekarstwo sięgnąć. Na pewno nie ulegnę znów jego urokowi.

Pogoda: pogoda jaka jest, każdy widzi, trochę się nam niebo poszarzało, ale na szczęście nie jest zimno, słońce od czasu do czasu też się pokazuje.
A to jest optymistyczna wiadomość. Nawet moje kostki mówią, że na razie padać nie będzie, chociaż burze mogą się zdarzać. Wczoraj jedna taka nad Krakowem się rozgościła, ale w późno wieczornych godzinach, więc raczej nikomu nie zaszkodziła.

Polityka: jak zwykle pisiory siedzą w kącie z zaciętą miną i mają za złe. Nic, kompletnie nic im się nie podoba. Oj przydałby się na nich kaczy bicz, wtedy by nagle się przebudzili.
Wczoraj gdzieś przeczytałam wypowiedź jakiegoś socjologa: program PIS – negować to co robi PO.
I chyba coś w tym prawdy jest. Im bardziej krytykują rząd, tym bardziej czują się bezkarni w tuszowaniu  braku swojego własnego programu.
Dzisiaj jest ostatnie posiedzenie rządu przed jego dymisją, czyli ostatnie spotkanie wszystkich posłów z premierem Donaldem Tuskiem. Jutro ma złożyć dymisję rządu na ręce pana prezydenta Komorowskiego i powołanie przez niego nowej pani premier Ewy Kopacz.
Ciekawe, jeszcze nic ta kobieta nie zdążyła zrobić, niż zarządzić, a już jest jako premier krytykowana i to nie tylko przez opozycję.
Ma ona pod górkę, oj ma, aż mi jej żal.
A ja jej życzę powodzenia w nowej roli i samych mądrych decyzji, aby udowodnić tym niedowiarkom, że KOBIETA górą jest i basta!!!!

No to spokojnego dnia życzę wszystkim.

Pis wygrał

 

He, he, przy obecności ok 10 procent wyborców PIS wygrał w 3 obwodach dodatkowe wybory do Senatu i to akurat w tych rejonach, gdzie zawsze miał większe poparcie niż PO. Teraz Hofman ogłosi wielkie zwycięstwo i drogę do parlamentu, którą wygra tak wielką przewagę, że sami utworzą rząd.
Tylko, że ostatni sondaż pokazuje znaczną przewagę PO. Ale co tam sondaż, PIS znów moralnie wygrywa
A to tylko mały przytyk polityczny. Bo kto wie, co wymyśli nowa pani premier, niewiele jej szans dają i bardzo dobrze, bo to tylko właśnie świadczy na jej korzyść.

A po weekendowym odpoczynku nastał nowy tydzień.
Chyba jednak zbyt długo odpoczywałam, bo ta noc znów do koszmarnych należała, turlałam się po łóżku, aż prześcieradło spod siebie wykapałam, potem wstawałam, znów się kładłam i tak kilkakrotnie, lekko zasnęłam około 6 rano, ale właściwie też nie spałam, tylko drzemałam.
A tak już było wspaniale, spałam całe noce…….. czyżby to już był koniec mojego dobrego?

Znów pięknie i ciepło za oknem, w nocy było nawet 17 stopni i okna musiałam otwierać, chociaż i ten wybieg na mój sen pozytywnie nie wpływał.
Jednak to prawda jest , co mówią o pięknej polskiej jesieni.
Czy mam jakieś ciekawe plany na ten tydzień? Chyba nic, chociaż dzisiaj mam w planie porządne odespanie zarwanej nocy.
Ale przyznam, że te dobre wyniki, które dostałam tydzień temu pozytywnie działają na moją psyche i nawet niedospana noc nie jest w stanie tego zmienić.
No proszę, już tydzień minął od mojej „kaźni”, szybko i beztrosko. I oby tak dalej było.
Miłego poniedziałku i słonecznego tygodnia wszystkim życzę.