każda niedziela ma kiedyś swój koniec

Ale nic nie szkodzi, jeszcze tylko kilka dni i znów będziemy mieć piątek.
Ciekawe ile tych piątków, sobót i niedziel jeszcze przede mną?
Może wychodzę na jakiegoś leniucha, skoro wyczekuję już następnego weekendu, ale nic podobnego
Bardzo dobrze, że jeszcze po drodze są zupełnie normalne dni, które w pewnym sensie, obojętnie dobrym, czy gorszym, uzupełniają nasze życie.
A jak spędziłam ostatni weekend? Nic specjalnego, co godne jest opisania nie zdarzyło mi się w te dwa ostatnie dni tygodnia, no może tylko poza odwiedzinami, w sobotę, jak już pisałam był u mnie z wizytą V.I.P , a wczoraj przyjechał do mnie, oczywiście na swoim motorze Maciek.
Nie cierpię motocykli, nawet nie to, że nigdy w życiu bym na niego nie wsiadła, ale zawsze bardzo się denerwuje, gdy ktoś mi bliski nim podróżuje, obojętnie, czy tylko w okolicy Krakowa, czy jedzie nim, tak jak ostatnio właśnie Maciek, gdzieś daleko, nad morze.
Niech mi ktoś powie, że jest to podróż bezpieczna i tak nie uwierzę. Nie darmo motorzystów  nazywają dawcami narządów.
Ale niestety, nie mam aż takiej siły perswazji, żeby Maćka od tego pomysłu odciągnąć, mogę co najwyżej tylko się podenerwować i trzymać kciuki, by szczęśliwie dojechał tam, gdzie zamierza.
Już słyszę jego głos, jak mi odpowiada na to moje stwierdzenie „oj tam, oj tam”, ale co poradzę na to, że właśnie takie, a nie inne zdanie na temat podróżowania motocyklem posiadam?
Zresztą ostatnio nie jestem entuzjastką żadnych podróży, nie wiem, czy to przeczucie jakieś czy co, ale na samą myśl, że mogłabym gdzieś wyjechać strach mnie ogarnia. Do tej pory nie podchodziłam aż tak rygorystycznie do tego tematu, ale im człowiek starszy, tym więcej rzeczy się obawia.
Wczoraj rozmawiałam z koleżanką, która właśnie spodziewa się skierowania do sanatorium gdzieś nad morzem. Namawiała mnie, że powinnam złożyć papiery, tym bardziej, że bardzo, bardzo dawno temu korzystałam z takich dobrodziejstw, a na przyznanie sanatorium i tak czeka się około 2 lata.. Ale gdy pomyślałam sobie, że tyle godzin musiałabym spędzić w pociągu, od razu ochota na taki krok mi odeszła. Pewnie, mogłabym złożyć papiery gdzieś bliżej, na przykład na oddział rehabilitacyjny w Zakopanem, czy w Busku Zdroju, albo jeszcze gdzieś indziej, niedaleko Krakowa, ale jednak nie, w Krakowie jest mi najlepiej i już. Zresztą ten termin oczekiwania jest dla mnie nie do przyjęcia, a w przyszłości może być nawet gorzej.
Na pewno przydałoby mi się wziąć kilka zabiegów, zwłaszcza na ten mój obolały kręgosłup szyjny, z którego ból promieniuje mi do rąk i robią się one zdrętwiałe, a czasami w trakcie dnia czuję w ramionach silne omdlenie, tak, jakby ręce stawały się bezwładne. Na szczęście po krótkim czasie ten stan omdlenia mija i wszystko wraca do normy. Ale czuję, że cały kark  jest u mnie jednym zbitym mięśniem, który należałoby masażami trochę rozluźnić, przynajmniej na pół roku miałabym względny spokój z rękami, bo nieraz zdarza mi się, że mam tak zgrabiałe palce u rąk, że nawet guzika nie mogę zapiąć.
Zresztą i na pozostałe części kręgosłupa też masaż by się przydał, już nie mówiąc o zabiegach na moje stopy.
Nie wiadomo jak będzie  wyglądała sprawa sanatoryjna w przyszłym roku, gdyż PIS zamierza zrezygnować z NFZ, a wtedy całe leczenie pacjentów, więc i w tym leczenie sanatoryjne, przejdą w ręce wojewody danego miasta, czy innych władz administracyjnych województwa, czy powiatu.
Czarno to widzę, bo wiadomo, jeżeli cały budżet opiewający na dane województwo będzie umieszczony w jednym worku, na pewno okaże się, że  lecznictwo nie będzie wcale priorytetem,  ba,  przeznaczone na niego funduszu bardzo łatwo będzie można będzie przekierować na inne cele, aby załata tak zwaną dziurę budżetową. A niestety to zaowocuje tylko jeszcze większym deficytem w lecznictwie, wydłużeniem kolejek i brakiem dostępu do niektórych świadczeń, które jednak w tej chwili Narodowy Fundusz udostępniał. Kto wie, czy w takim razie nie obetną w ogóle lecznictwa sanatoryjnego i uczynią go tylko leczeniem pełnopłatnym? Wszystko jest możliwe, tym bardziej, że dzisiejszy rząd znów obiecał budowę mieszkań plus, na którą wcale nie mają zabezpieczonych funduszy, gdzieś je po prostu trzeba będzie znaleźć. A gdzie? najlepiej zaoszczędzić na emerytach i  właśnie na lecznictwie.
No cóż, mamy to, co wybraliśmy, czyli dobrą zmianę. Jak na razie w obietnicach, no może z wyjątkiem 500 plus dla dzieci, ale i tak nie do końca jest ta reforma przeprowadzona, jak obiecywali, no i już się mówi o braku zabezpieczenia funduszy dla niej na przyszłe lata.
A teraz możemy tylko spodziewać się wszystkiego gorszego, czyli sięgania do naszych portfeli, bo gdzieś pieniądze na wymysły rządu znaleźć się muszą, a niestety nie jesteśmy na tyle bogatym krajem, aby sięgnąć po zasoby, które posiadamy, a raczej właśnie ich  nie posiadamy i tu jest cały szkopuł w tych reformach.
Kto wierzy w pisie bajki, a znam takich kilka osób, którzy zachłysnęli się ustawą 500 plus , a ostatnio obietnicą budowania  mieszkań plus, niestety szybko  i gorzko  się rozczaruje, realia okażą się o wiele mniej bajkowe, bo ciągłe sięganie do kieszeni powoduję, że staje się ona w końcu pusta. Już ja tam świetnie wiem coś na ten temat.
To może jednak powinnam się zmobilizować i spróbować złożyć to podanie o sanatorium, póki jest to jeszcze możliwe?????
Za dwa lata różne różności przydarzyć się wszak mogą.

No dobra, poniedziałek wstał rzeczywiście śliczny, słoneczny, o prawie bezchmurnym niebie, może dzisiaj żadne burze nam nie zagrażają? Ani te atmosferyczne, ani te życiowe, czego wszystkim na dzień dzisiejszy życzę.