Wczoraj, wracając z pracy zauważyłam pod drzwiami naszej bramy skrzynkę z kilkoma doniczkami kwiatuszków, na każdej z nich była karteczka: zaopiekuj się mną 🙂
Rozczuliło mnie to bardzo, sprawdziłam jeszcze tylko, czy rzeczywiście kwiaciarnia jest już zamknięta i można wziąć sobie kwiatka, czy będę musiała za nie jakąś niewielką opłatę wnieść. Ale w kwiaciarni nikogo już nie było, najwidoczniej panie pracujące tam nie miały już miejsca dla tych kwiatków i wystawili na zewnątrz z nadzieją, że ktoś rzeczywiście ktoś się kwiatkami zaopiekuje, szkoda je przecież wyrzucać na śmietnik, prawda?
Co było robić, wybrałam sobie jedną małą doniczkę z kwiatkami, które najwięcej do mnie się uśmiechały i powiedziała im: nie martwcie się, zaopiekuję się wami na pewno. I w ten sposób mam w moim pokojowym ogródku jeszcze jedne śliczne kwiatuszki. Od razu zrobiłam im zdjęcie. Prawda, że są śliczne?
Mam nadzieję, że odpłacą mi się za opiekę tym, że pięknie będą sobie rosły
Kwiatki zawsze są wdzięczne i pięknie do nas potrafią się uśmiechać i przynosić radość.
I ja Wam dzisiaj przynoszę radość tymi pięknymi, niebieskimi maleństwami i wraz z nimi do Was się uśmiecham.
A dzisiaj polecam następny film dla Pań, albowiem one jak wiadomo są bardziej wrażliwe i lubią oglądać filmy o miłości. Może niektóre z pań preferują te filmy z serii pif- paf, leżysz martwym trupem też, ale dla relaksu i dla ukojenia wszelakich zmysłów, niepokoi i nerwów, warto sobie czasami filmowo pomarzyć.
A takim pięknym filmem , który oglądnęłam wczoraj, oczywiście na cda, jest właśnie ten, zatytułowany „Dla Ciebie wszystko”
Właściwie już sam tytuł filmu wiele o nim mówi.
Nie będę opowiadała treści, bo wtedy nie zachęciłabym, a raczej wręcz zniechęciłabym do oglądania filmu, bo co to za radość z oglądania, gdy już znasz fabułę? Powiem tylko tyle, że jest to historia miłości pewnej młodej pary, która przez złe zrządzenie losu niestety mimo ogromnej, wzajemnej miłości rozchodzi się. Po 21 latach znów spotykają się na pogrzebie wspólnego przyjaciela i na nowo odżywają nie tylko stare sentymenty, ale i wracają we wspomnieniach te złe chwile, które doprowadziły do rozłąki. Kiedyś rozłączył ich wzajemny żal i niezrozumienie pewnych faktów, teraz mają okazję to naprawić, ale…….
Właśnie, to jest życie, zawsze jest jakieś ale, które nawet wbrew naszej woli za nami wciąż się ciągnie.
Wspaniała obsada aktorska, może nie bardzo znanych, ale fantastycznie grających aktorów, wspaniałe plenery i ten cudowny nastrój filmu powoduje, że naprawdę ogląda się go z wielką przyjemnością.
Zastanawiamy się nieraz, czy życie jest serią przypadków, czy przypadki zdarzają się właśnie po to, by miały wywierać na nas pewien sposób zachowania, czy może w ten sposób wchodzimy na drogę przeznaczenia?
Także i ta para zastanawia się, co było przypadkiem w ich wspólnym spotkaniu, a także jaki wpływ miało na to, co się potem wydarzyło, co było dla nich przeznaczeniem, które potem zaowocowało w pewne zaistniałe fakty. Właśnie tak się stało, bo to potem zawierało w sobie pewien ciąg zdarzeń, pewien sens , zawarty w historii ich dalszych losów.
A czy nie przypadkiem było właśnie to moje dzisiejsze „spotkanie” na progu pod moją bramą tych cudnych kwiatków, a następnie natrafienie właśnie tak taki słodki i ciepły jak owe kwiatki film?
Jeszcze raz powiem, nie lubię filmów wojennych, gangsterskich, gdzie trup pada często i gęsto, bo z reguły nie cierpię przemocy, ani niesprawiedliwości, a każde zabijanie jest niestety gwałtem na drugiej osobie. Każdy ma prawo do życia, do spokoju, do miłości………Ktoś powie, że preferuje filmy ckliwe. Jest to prawda, gdyż one mnie właśnie bardzo uspakajają, chociaż i w tym filmie są sceny związane z przemocą, na szczęście nie pokazane aż w tak bardzo drastyczny sposób.
Ogólnie moja ocena tego filmu jest na szóstkę!!!! Gorąco polecam.
Przyznam, że w tym roku trochę zaniedbałam podglądania gniazda bocianów z Przygodzic, może dlatego, że bardzo długo nic ciekawego tam się nie działo, ale wiem, że samica złożyła cztery jajeczka, niestety jedno z nich uległo zniszczeniu. Wczoraj też tam zaglądnęłam i okazało się, że już wykluło się jedno bocianie pisklę, które mama bocianica pilnie ogrzewa, przy okazji czekając na następne swoje pociechy, a tata bocian sporo czasu spędza z nimi w gnieździe, nie mniej jednak wylatuje z niego, by szukać pożywienia dla swojej połowicy i tego narodzonego malucha.
Teraz postaram się codziennie tam zaglądać, czyli będę zabawiała się w Big Brothera, a raczej Big Sister, aby śledzić dalsze losy tej bocianiej rodziny. Na pewno podzielę się z Wami moimi obserwacjami.
Dzisiaj skoro świt pan bocian poleciał już na żerowisko, zostawiając osamotnioną rodzinkę, myślę, że zadba dla nich o dobre śniadanko.
Wczoraj moje stopy zameldowały mi o zmianie pogody. Na szczęście ranek jest pogodny, ale podobno popołudniu może nieco nam popadać.
Przecież moje nogi nigdy się nie mylą, a wczoraj ledwo z przystanku doszłam do pracy i od razu sięgnęłam po swój Nimesil. Jak to dobrze, że zawsze w torebce trzymam 2-3 saszetki tego lekarstwa na tak zwany wszelki wypadek. I co ciekawe, rzeczywiście po dosyć nawet krótkim czasie nogi przestały mi dokuczać i całkiem normalnie, bez żadnych bóli mogłam podejść na przystanek.
Ostatnio wzięli się do remontowania przystanków autobusowych, więc nie ma ławeczki, gdzie można spocząć i spokojnie poczekać nawet dłuższą chwilę na autobus. Już na swojej trasie spotkałam kilka takich przystanków, kiedyś stałam na Krowodrzy, wczoraj na ul Prądnickiej. Jest to niewygodne, zwłaszcza gdy się ma przy sobie jakieś zakupy i dodatkowo trzeba je dźwigać. Na szczęście nie czekałam dłużej niż 10 minut, ale są takie pory dnia, że autobus tej linii jeździ co 20 minut i jeżeli akurat pokaże ci on ogon i ucieknie, bo ty nie zdążysz przejść przez ulicę, a ul. Prądnicka należy do bardzo ruchliwych ulic, czasami jest trudno przejść na drugą stronę, trzeba te nieszczęsne minuty odczuć na swoich stopach.
Ale w Krakowie wyraźnie poprawiła się kultura pośród kierowców, najczęściej zatrzymują się przed przejściem dla pieszych i ich przepuszczają, jednak trzeba bardzo uważać, bo tyle słyszy się ostatnio o potrąceniach i to nawet śmiertelnych wypadkach właśnie na zebrach,
Mam dwa takie newralgiczne przejścia bez świateł, na ul Piłsudskiego i właśnie na Prądnickiej . Jakoś dotąd udało mi się zawsze szczęśliwie przez nie przejść, chociaż przyznam, ze zawsze się denerwuję, gdy muszę przekraczać te ulice. Co prawda przy końcu Piłsudskiego są światła i tam mogłabym bez kłopotów przechodzić, ba nawet są to światła ze sygnałem dla osób niewidzących, ale jakoś po ostatnim moim upadku właśnie na tym przejściu mam złe skojarzenia.
Oj, teraz już naprawdę bardzo uważam, jak chodzę, te dziurawe i powykrzywiane chodniki doprowadzają mnie do szału.
Ale i w tej materii troszkę się zmienia, przynajmniej tu koło mnie w centrum, ostatnio nawet wymieniali powykrzywiane płyty pod moim domem. Pewnie wszystko to związane jest z nadchodzącymi Dniami Młodzieży, albowiem spora część uroczystości będzie się odbywała się na Błoniach, a nasza ulica tam właśnie prowadzi.
A nie mogliby tak przy okazji wyremontować chodnika na ul. Pielęgniarek, którą codziennie chodzę? Tam płyty są powybrzuszane i popękane na całej długości tej ulicy i naprawdę trzeba bardzo uważać, by się nie potknąć o wystającą szczerbę.
Oj tak nauczyłam się tylko biadolić, a tu trzeba życie za rogi brać i się nie przejmować.
Moja dzielna koleżanka Ula codziennie urządza sobie długie spacerki z kijkami i po drodze zahacza jeszcze o Fitt Park, gdzie dodatkowo ćwiczy.
Podziwiam ją, że ma na to jeszcze tyle siły, bo wiekiem jest zbliżona do mnie ( e tam, na pewno jest troszkę młodsza), a ma w sobie tyle energii i siły.
Ciągle w ruchu, ciągle gdzieś wyjeżdża, a ja tu na chodniki narzekam 😦
Owszem, mam nawet kijki, które kiedyś kupiłam, będąc w Busku, ale przyznam, że całkiem nie umiem z nimi chodzić, tylko mi przeszkadzają i co chwilę o któryś kijek się potykam. A zresztą jak mam z nimi chodzić do pracy, śmieszne by to wyglądało, a gdy już z pracy wracam, moje nogi są tak zmęczone, że już nawet nie myślę o żadnym dłuższym spacerze.
No masz, znów narzekam!!!
A jeżeli chodzi o dzielność, o której wspomniałam, wczoraj przeczytałam na Face Booku , że ta dziewczyna z Jastarni, o której już kiedyś w blogu wspominałam, wraz z grupą innych osób na wózku inwalidzkim zdobyła Śnieżkę Załączyła zdjęcie, które z humorem skomentowała „Cool-awi w górach”. Brawo Marta!Jesteś dla mnie wzorem dzielnej kobiety, nie poddajesz się przeciwnościom losu, tylko wciąż przesz naprzód. Kiedyś zadziwiła mnie serfując na desce, właśnie siedząc na wózku, ciągle gdzieś podróżuje, nie narzeka, zawsze ma uśmiech na twarzy, a wczoraj proszę, zdobyła Śnieżkę!!!!! A ja będąc w Karpaczu tej góry nie zdobyłam, chociaż miałam jeszcze wtedy względnie zdrowsze niż teraz nogi. Ale gdy się ma 20 lat świat stoi wtedy otworem i nie ma przeszkód, które nie dałoby się pokonać.
No ale z drugiej strony ciężko wytargać na górę te około 130 kilogramów, prawda? Zasapałabym się chyba wtedy na śmierć.
Ale to już było i nie wróci więcej…..
Miłego dnia życzę wszystkim. Okropnie się dzisiaj rozpisałam, ale tyle na raz tematów do głowy akurat mi przyszło……….
Życzę słonka i radości na dzisiaj i następne dni.
