Dochodzi godzina 13-sta. Nagle nad Krakowem pojawił się mrok, rozpraszany tylko błyskawicami i potężnymi grzmotami.
Z nieba fontanny deszczu zaczęły obficie spadać na ziemię.
Czuć było tę grozę chwili, mówiła ona, że coś niedobrego właśnie się dzieje.
I chwilę potem Magda odebrała telefon ze szpitala, że właśnie o tej godzinie, odeszła od nas jej Mama, a moja ukochana Siostra Ania.
Straszna to była wiadomość, chociaż pomału byliśmy na nią przygotowywani.
Pierwszy uwierzył, że to prawda Maciek, wiedział, że jego Mama niestety już pomału zbliża się do granicy życia. Też nie mógł się z tym pogodzić, bo kto godzi się ze śmiercią najbliższej, ukochanej osoby?. Ale zrozumiał, że jest to niestety nieuchronne.
My z Magdą długo jeszcze nie dopuszczałyśmy takiej tragicznej myśli, ale przyszedł moment, że i Magda wiedziała, że niestety nadszedł kres życia jej ukochanej Mamy.
Ja utrzymywałam się najdłużej w złudzeniach, nie chciałam uwierzyć, czekałam chyba na cud? Ale cud nie przyszedł……..
Właśnie 10 czerwca przyszła do Szpitala Narutowicza, na oddział Intensywnej Terapii zła kostucha z kosą i nam zabrała nasz Skarb.
Zostaliśmy sami……. niby razem, a jednak każdy osobno i każdy z nas na swój własny sposób przeżywał ten ból rozstania.
Dla mnie był to szok, wiem, że tego dnia rano odwiedziła Mamę w szpitalu Magda, a chwilę potem Maciek z Elą też u niej byli. Jeszcze zdążyli zobaczyć Ją żywą, ja niestety już nie, Była trochę zamroczona, pewnie tak, jak i bywała kilka dni wcześniej, gdy kontakt z nią był bardzo utrudniony, ale nic nie wskazywało na to, że to właśnie dzisiaj ta smutna chwila nastąpi. W ostatnich swoich dniach Ania nie mogła mówić, mówiły za nią jej oczy.,
Tyle nam wszystkim chciała nimi przekazać. Pamiętam, że gdy byłam u niej dwa, może trzy dni wcześniej w szpitalu bardzo intensywnie patrzyła w moje oczy, przekazywała swoje spostrzeżenia, rady. Do tej pory mam ciarki, gdy sobie tę rozmowę właśnie wspominam.
Kiedy jej dzieci były małe, pomagałam Ani nimi się opiekować i myślę, że wtedy, na łożu śmierci, chciała mi powiedzieć :”Ewa, ja już odchodzę, ale proszę Cie, zaopiekuj się nimi, nie pozwól, by im zrobiono krzywdę, bądźcie zawsze wszyscy razem” Bardzo wyraźnie czułam właśnie te słowa. Ania nie bała się już śmierci, bala się tylko o to, co po niej zostanie, ale nie tej materialnej części życia, chociaż starała się i materialnie zabezpieczyć swoje dzieci, ale głównie bała się o to, o co całe życie się starała, żebyśmy wszyscy nadal pozostali jedną rodziną.
Myślę, że gdy dzieci Ani przeczytają ten blog zrozumieją, dlaczego w niektórych przypadkach musiałam postępować tak, a nie inaczej, to było właśnie przesłanie dla mnie od Ani, musiałam go wykonać.
Aneczko moja Kochana! Dzisiaj mija siedem lat od tego czasu gdy Twoje oczy zamknęły się ostatni raz, gdy Twoje kochane serce przestało bić.
Przeżyłam już w życiu wiele śmierci, w tym moich najbliższych, czyli moich Rodziców, mojego Brata, a na końcu znów świat mój uległ ruinie właśnie 10 czerwca 2009roku. Zawsze podświadomie bardzo bałam się tego dnia, nie wyobrażałam sobie, jak moje życie bez Ciebie będzie wyglądało.
I przyznam Ci, że było mi bardzo, bardzo ciężko. Tęskniłam do naszych rozmów telefonicznych, do moich wizyt u Ciebie w Modlnicy, czy wspólnych spotkań na Żabińcu, nie miał mi kto powiedzieć na koniec każdej rozmowy telefonicznej , jak Ty to robiłaś „no to idź spać”, nie miał mnie czasami kto obsztorcować…….
Ale musiałam pomału wracać do rzeczywistości, smutnej, bo już bez Ciebie, ale wszystko od tamtej pory było i jest już inne, takie puste, z wielkim brakiem ukochanej osoby.
A tyle jest rzeczy, które chciałabym Ci powiedzieć, lecz Ty pewnie świetnie o nich wiesz, bo obserwujesz nas przecież tam wysoko zza chmurek i cieszysz się każdym naszym powodzeniem i smucisz się, gdy dzieje się coś, co Ci się nie podoba.
Codziennie o Tobie myślę Aniu, często przemawiam do Twojego zdjęcia, które wisi nad moim łóżkiem, czasami jeszcze nawet płaczę……
Człowiek przemija, odchodzi do wieczności, ale myśl o nim, miłość do niego nigdy nie zgaśnie.
Dzisiaj pracuję popołudniu, więc nie będę mogła odwiedzić Cię w Modlnicy na Cmentarzu, zrobię to przy następnym moim tam pobycie, ale pozwól, że pozostawię Ci tutaj tę piękną, czerwoną różą, na znak mojej wielkiej miłości, którą Cię obdarzyłam, bo wiem, że i Ty również za swojego życia żywiłaś ją do mnie.
BARDZO CIĘ KOCHAM ANIU!!!!!!!!!!
ZAWSZE CIEBIE KOCHAŁAM I ZAWSZĘ BĘDĘ CIĘ KOCHAŁA!!!!!!


